25.01.2019

PERFECTION 49


- Dobry wieczór. - powiedział szyderczo.
- Czego chcesz? - odstawiłam na bok długopis.
- Może trochę grzeczniej. - zagroził palcem podchodząc bliżej. - Przyszły do mnie papiery rozwodowe.
- Najwyższa pora. - przełknęłam ślinę.
- Niedawno co się pobraliśmy a Ty już chcesz się rozwodzić. Dobrze Ci radzę, odwołaj to i wracaj do domu. - oparł łokcie o blat.
- Nie. - odsunęłam się na bezpieczną odległość.
 Jego wzrok zszedł na mój brzuch. Wiedział doskonale o dziecku. Instynktownie objęłam go, chcąc chronić maleństwo przed ojcem.
- Nie chcesz, żeby dziecko miało ojca?
- Ojca sadystę? - uniosłam się.
- Nie przesadzaj. Robiłem dla Ciebie wszystko! - uderzył pięścią w blat. - Harowałem jak wół po kilkanaście godzin w pracy, zapewniłem Ci dobry byt, samochód, wielkie wesele, wakacje! Poświęciłem Ci połowę mojego życia! - wymachiwał rękoma na prawo i lewo.
- Zapomniałeś dodać, że mnie okłamałeś. - wcięłam mu się w monolog.
- Miałem pozwolić Ci odejść z tym gnojkiem? Nawet to Cię nie zatrzymało. Co takiego on Ci zapewni czego nie zapewniłem ja? Nowy samochód? - wskazał biały pojazd stojący na parkingu.
- On dał mi miłość i poczucie bezpieczeństwa, którego Ty mi nigdy nie zapewniłeś. - roześmiał się na moje słowa.
- Miłość! Co ona jest warta? Kochałem Cię od gimnazjum i co mi po tym?
- Może i kochałeś, jednak swoją miłość przelałeś w pracę. Nie zwracałeś nawet uwagi na to, że nie byłam szczęśliwa. - plecami dotknęłam ściany.
- Wracaj do domu Vanesso! - rozkazał, a jego oczy wypełniła furia.
- Nie Vance. Nie wrócę już do Twojego mieszkania.
- Powiedziałem, że wrócisz. - chwycił moją dłoń ściskając i przyciągając do siebie.
- Aua! - krzyknęłam nie mogąc wytrzymać z bólu.
- I co teraz zrobisz? - zaśmiał się szyderczo ściskając moje policzki.
- Zostaw ją! - usłyszałam głos Leviego i po chwili stałam wolna od oprawcy. - Wynoś się stąd i więcej tu nie wracaj! - wskazał palcem w kierunku drzwi.
- A jak nie to co?
- Lepiej, żebyś nie poznał granicy mojej wytrzymałości. - nie wiem jak on panował nad emocjami.
 - Jeszcze mnie popamiętasz. - ostatnie słowa skierował w moją stronę.
- Wynocha! - głos Leviego przybrał tonu.
 Mężczyzna zmierzył go z pogardą i opuścił lokal. Spokojna, mogłam się rozkleić i zatopić w bezpiecznych ramionach bruneta.
- Już wszystko w porządku. - całował moje czoło. - Nic Ci nie zrobił?
- Nie... - pokiwałam przecząco głową - Nie zdążył. - wpatrywałam się w niego, zbierając myśli, po chwili znów zaczęłam mówić - Jak Ty to robisz, że znajdujesz się w tym momencie, kiedy najbardziej Cię potrzebuję? - nie odrywałam policzków od jego torsu.
- Po prostu wiem, kiedy mnie potrzebujesz. - starał się mnie uspokoić. - Z dzieckiem wszystko okej? - dotknął mojego brzucha.
- Tak. - mówiłam niepewnie, jednak czułam, że wszystko jest w porządku.
- Jedźmy do domu. - zadecydował za mnie.
- Nie dam rady jechać w takim stanie. - wskazałam na samochód.
- Nie martw się, pojedziesz ze mną.
- A co z samochodem? - wkładałam na ręce skórę.
- Zostanie tu do jutra. Nie zaprzątaj sobie tym głowy. - ucałował moje czoło i splatając swoją rękę z moją, opuściliśmy lokal, wcześniej go zamykając.
 Wygodnie usadowiłam się na siedzeniu i starałam się odgonić myśli od niedawnych zdarzeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz