Już niedługo kolejne opowiadanie, bądźcie czujni!
Zapraszam serdecznie do zaglądania na bloga i śledzenia nowości :)
zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
29.11.2016
26.11.2016
PODSUMOWANIE
Witam moich drogich czytelników.
Za mną już pierwsze opowiadanie. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali, i pomagali, głównie w poprawkach, a także za cierpliwość i zachęcanie do dalszego pisania. A przede wszystkim wam, wiernym czytelnikom, którzy śledzili rozdział, za rozdziałem. Bez was nie ma mnie. To dzięki wam wiem, że to co robię ma sens, i nie muszę chować tego szuflady, bo widzę, że czytacie. To daje mi wielką satysfakcję! Zachęcam was do komentowania, to sprawia, że czuję się jeszcze bardziej zmotywowana.
Umożliwiłam wam ocenianie moich postów, poprzez kliknięcie w REAKCJE : podoba mi się / nie podoba mi się.
Mam nadzieję, że wam się podobało, i docenicie moje starania, i czas który na to poświęciłam. Bywało, że nie miałam już siły, ani pomysłów... siedziałam długimi godzinami nad tekstem, nieustannie coś poprawiając, miałam pustkę w głowie...i brak wizji, jednak nie poddałam się, co nie poszło na marne. Myślę, że nie długo pojawi się następna historia, napisana przez życie.
Tyle ode mnie. Trzymajcie się cieplutko!
Pozdrawiam:))))
Za mną już pierwsze opowiadanie. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali, i pomagali, głównie w poprawkach, a także za cierpliwość i zachęcanie do dalszego pisania. A przede wszystkim wam, wiernym czytelnikom, którzy śledzili rozdział, za rozdziałem. Bez was nie ma mnie. To dzięki wam wiem, że to co robię ma sens, i nie muszę chować tego szuflady, bo widzę, że czytacie. To daje mi wielką satysfakcję! Zachęcam was do komentowania, to sprawia, że czuję się jeszcze bardziej zmotywowana.
Umożliwiłam wam ocenianie moich postów, poprzez kliknięcie w REAKCJE : podoba mi się / nie podoba mi się.
Mam nadzieję, że wam się podobało, i docenicie moje starania, i czas który na to poświęciłam. Bywało, że nie miałam już siły, ani pomysłów... siedziałam długimi godzinami nad tekstem, nieustannie coś poprawiając, miałam pustkę w głowie...i brak wizji, jednak nie poddałam się, co nie poszło na marne. Myślę, że nie długo pojawi się następna historia, napisana przez życie.
Tyle ode mnie. Trzymajcie się cieplutko!
Pozdrawiam:))))
NOWE ŻYCIE - Epilog
~ MANUELA ~
Rok później wszystko układało się po mojej myśli. Byłam jak w bajce, w której odgrywałam rolę księżniczki, tyle że po przejściach, nie było to dla mnie istotne. Zostawiłam przeszłość za sobą, i cieszyłam się tym życiem, gdyż miałam przy sobie trzech najukochańszych chłopców. Nikodem jest wspaniałym mężem, dba o mnie jak mało kto. Antoś chodzi już do pierwszej klasy, a Alan to dwuletnie maleństwo, które sprawia nam wiele radości. W sercu dalej noszę Nikki, i wiem, że nigdy o niej nie zapomnę. Z Kacprem, Neymarem, Van i resztą znajomych utrzymuję kontakt, niedługo święta, więc spotkamy się wszyscy razem, no prawie wszyscy, z wyjątkiem Nikki i mojego taty którzy będą z nami obecni duchem. Nareszcie zaczęłam żyć pełnią nowego życia, które przyniosło mi dużo bólu, ale też szczęścia, za które dziękowałam Bogu każdego dnia. Rebeka również pomogła mi się podnieść, gdyby nie jej matczyna opieka, dawno bym już się załamała. Czasem trudno jest nam się pogodzić z faktem, że bliskich których kochaliśmy ponad wszystko, już z nami nie ma, ale takie jest życie, i trzeba przez nie przejść. Choćby paliła nas dusza, a serce łamało się w pół. Wiem, że powinnam cieszyć się każdą chwilą. Muszę dać radę, dla mojej rodziny.
KONIEC ~
NOWE ŻYCIE 50
~ MANUELA ~
Dwa dni później siedziałam w koszulce Nikodema i patrzyłam jak przygotowuje obiad. Jednak ja nic nie zjadłam, nie byłam w stanie nic przełknąć. Prochy sprawiały, że nie czułam głodu. A po za tym, mój żołądek się skurczył. Nie pamiętam kiedy ostatni raz jadłam coś ciepłego.
- Kochanie - zawołałam do swojego męża - Musimy się przeprowadzić, jak najdalej stąd. - Nikodem spojrzał na mnie zdumiony, karmiąc w tym czasie Alana zblendowaną zupą jarzynową.
- Ale dokąd?
- Gdziekolwiek - odpowiedziałam wzruszając ramionami. - Ważne, że nic nie będzie wstanie przypomnieć o wydarzeniach z ostatnich dni...
- Nie martw się kochanie, na pewno coś znajdziemy - uśmiechnął się do mnie, ale wiedziałam, że jest poważnie zmartwiony.
- Damy sobie radę? - zapytałam
- Pamiętaj, że jestem z tobą... a o przeprowadzce pomyślimy jutro.
Byłam już spokojniejsza.
***
Nikodem zgodził się na moją propozycję. Spakowaliśmy walizki, ale przeprowadzka miała nadejść dopiero za tydzień. Musiałam pozałatwiać wszystkie sprawy. Zaczęłam od przedszkola Antosia. Nikt nie miał nic przeciwko, załatwiłam wszystkie formalności. Pani Dyrektor nawet się ucieszyła, bo dzięki temu zwolniło się miejsce dla jakiegoś innego małego ucznia. Najtrudniej było mi iść do IMAGINARY. Weszłam, i zobaczyłam za ladą szefa. Dobrze, że wrócił, miałam ułatwione zadanie. Mogłam załatwić to bezpośrednio, nie tłumacząc niczego, każdemu z osobna. Nie chciałam rozdrapywać jeszcze świeżych dla mnie ran.
- Witaj Manuelo! Po tak długiej nie obecności dobrze znów cię widzieć - powitał mnie radośnie, ja jednak nie podzielałam jego entuzjazmu. - Jak tam zdrówko? - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Wystawione na próbę, ale daję radę, a u pana?
- Wszystko dobrze, właśnie nam ciebie zaczynało brakować
- Cóż, ja właśnie w sprawie pracy
- O co chodzi? - jego uśmiech zastąpiło teraz zdumienie
- Chcę złożyć wymówienie
- A to dlaczego? Źle ci tu było z nami? - posmutniał
- Nie... - pokręciłam przecząco głową - Chcę po prostu zacząć wszystko od nowa. Zza zaplecza wyłonili się Brandon i Matthew.
- Oj... No dobrze, skoro musisz, to proszę. Ale może zastanów się jeszcze. Odetchnęłam z ulgą. Myślałam, że gorzej to przyjmie. Zostawiłam papiery na ladzie i już miałam wychodzić kiedy mnie zatrzymał
- Dobrze, że została nam jeszcze Nikki. Mam nadzieję, że znów wprowadzi się do Detroit.
- No właśnie! - Matthew dał kuksańca Brandonowi
- Raczej jej też już tu nie będzie
- No co jest z wami dziewczyny!? - oburzył się - Nie poznaję was, przecież od zawsze kochałyście tą pracę - zmierzył mnie wzrokiem. Wytrzymałam jego spojrzenie i nabrałam powietrza do płuc.
- Chciałabym również złożyć wypowiedzenie za nią - odpowiedziałam bardzo ostrożnie, by się nie rozpłakać.
- A co się stało, że nie zjawiła się osobiście? Zachorowała? Czy może ciężko jej było pojawić się po tym jak zniknęła bez słowa, i wyprowadziła się do Santosu?
- Nie... nic z tych rzeczy. Nikki... - zawiesiłam głos
- Co z nią? - zapytał przestraszony Brandon
- Nie żyje - wydusiłam to z siebie, mówiąc jednym tchem, czułam, że po policzkach już spływają mi łzy. Widziałam wyraz ich twarzy. To jeszcze bardziej mnie dołowało.
- Przepraszam, muszę już iść - zawołałam i wybiegłam z baru. Słyszałam jak za mną krzyczeli, żądając ode mnie wyjaśnień. Nie byłam w stanie niczego im wytłumaczyć. Pobiegłam prosto do domu.
***
Dopakowywaliśmy ostatnie rzeczy. Jednym słowem dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik. Ostatni raz upewniałam się, czy wzięłam już wszystko. Po trzech godzinach wylądowaliśmy w Irlandii. Jednak zaraz przypomniały mi się wydarzenia ostatnich dni. Z całych sił powstrzymywałam się by nie płakać. Kupiliśmy dom, sto pięćdziesiąt metrów od plaży, był wspaniały.
- Kochanie, mam ochotę zrobić coś szalonego - powiedziałam do Nikodema, który już prawie zasypiał.
- Co takiego? - zapytał zdumiony i wsparł się na łokciu
- Wyjść na ulicę, i krzyczeć, że ten świat jest piękny!
- Cieszę się, że zmieniłaś nastawienie do tego świata - uśmiechnął się
- Dzięki wam - pocałowałam go
- Rozumiem, ale chyba nie masz odwagi zrobić tego na trzeźwo?
- Jak to nie mam? - posłałam mu zachęcający uśmiech
- OK, to chodźmy! - Pocałował mnie namiętnie w usta i złapał mnie za rękę, i szliśmy wzdłuż oceanu. Stanął na środku plaży i zaczął całować mnie bardzo namiętnie. Nie obchodziło mnie nic, oprócz tego, że mam go przy sobie. Kiedy skończyliśmy, zaczęłam biec przed siebie, a on zaczął mnie gonić, aż w końcu złapał i zaczął kręcić w kółko. Czułam się jak mała dziewczynka.
- UWIELBIAM TEN ŚWIAT! - zaczęłam krzyczeć. Ściągnął ze mnie wszystkie ubrania, ja uczyniłam to samo z jego. Kiedy byliśmy nadzy, delikatnie położył mnie piasku. Kochaliśmy się długo, spokojnie, namiętnie. Czułam go jeszcze silniej, niż wcześniej. Ten stosunek był inny niż wszystkie. Był z dojrzałej miłości. Wiedziałam, że znalazłam tego jedynego. Nie chciałam go stracić. Nigdy. Po wszystkim zarzuciliśmy niedbale ubrania na siebie. Wrzucił mnie do oceanu. Woda była zimna. Bardzo. Nurkowaliśmy i rzucaliśmy się do wody. Wziął mnie na ręce zanurzył w wodzie i namiętnie pocałował.
- Kocham cię - szepnęłam mu do ucha, kiedy siedzieliśmy już na balkonie, pijąc wino. Noc otulała nas przyjemnym wiatrem, a gwiazdy dawały dużo światła.
- A ja ciebie - odrzekł, po czym obdarowywał mnie pocałunkami, wkładając w każdy uczucie.
NOWE ŻYCIE 49
~ MANUELA ~
Od śmierci Nikki minął tydzień. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Czułam jak by to było wczoraj. Wracałam z cmentarza. Zaczęło padać. Udałam się na najbliższy przystanek, i czekałam na autobus. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy. Usiadłam wygodnie przy oknie i zamknęłam oczy. Po chwili wyjęłam telefon komórkowy i weszłam w galerię zdjęć. Miałam ich pełno z Nikki. Wpadłam w histerię. Waliłam w okno autobusu. Ogarnęła mnie starsza pani, która przysiadła się do mnie kilka minut wcześniej.
- Proszę się uspokoić, nie jedzie tu pani sama
- Dobrze, przepraszam - otarłam łzy i wzięłam głęboki oddech. Wysiadłam cztery przystanki wcześniej. Autobus coraz bardziej się zapełniał, a ja nie chciałam, aby ludzie widzieli mnie w takim stanie. I tak już patrzyli na mnie, jak na wariatkę która uciekła z zakładu psychiatrycznego. Usiadłam na pobliskiej ławce, próbując się uspokoić, nie było to łatwe. Jednak deszcz zaczął lać coraz mocniej, nie miałam wyboru, musiałam biec. Biegłam co sił w nogach. Opadłam bezwładnie na trawę i czułam jak z natłoku wrażeń i uczuć, tracę nad sobą kontrolę. Musiałam znaleźć w sobie siłę. Wstałam i zaczęłam biec. Biec przed siebie, chociaż zupełnie nie wiedziałam dokąd. Udałam się do najbliższej apteki po tabletki uspakajające, nie pamiętałam ile wzięłam, ale wiem, że bardzo mi pomogły. Kiedy tylko weszłam do domu i zobaczyłam Nikodema od razu rzuciłam mu się w ramiona i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co robić. Przytulił mnie tylko do siebie, i nie mówiąc nic zaniósł do łóżka.
- Nie wierzę, że Nikki nie żyje - odrzekłam, kiedy otulał mnie kocem
- Nikt nie wierzy - przytulał mnie
- Nikodem, dlaczego Ona?
- Nie wiem, nie mam pojęcia. To nie twoja wina.
To nie była niczyja wina. To był po prostu cholerny los, który kierował naszym życiem.
***
Następnego dnia, kiedy wstałam zobaczyłam jak Nikodem bawił się na podłodze z chłopakami. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku.
- Alanku, spójrz, mamusia wstała - wskazał na mnie, po czym pomógł małemu wstać. Uśmiechnął się na mój widok i przyraczkował, jednak nie cieszyło mnie to, nie potrafiłam się już z niczego cieszyć. Mój mąż podszedł zaraz za nim i spojrzał na mnie.
- Kochanie, co z tobą, nie możesz być wiecznie smutna, masz dwójkę dzieci, które cię kochają, i męża, który nie może bez ciebie żyć. Potrzebujemy cię!
- To wszystko jest takie ciężkie - westchnęłam - Wiem kochanie, mi też wcale nie jest łatwo, ale daję radę, musisz się liczyć z tym, że nic nie jest proste
- Tak wiem, ale od kiedy nie ma Nikki, wszystko straciło sens, dosłownie.
- Musisz żyć dalej, zrób to dla nas.
- Masz rację, mój smutek nie przywróci jej życia. - odpowiedziałam i wtuliłam się w jego silne ramiona, które dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Czułam się w nich cholernie dobrze. Byłam mu wdzięczna za to, że trwał przy mnie kiedy najbardziej go potrzebowałam.
NOWE ŻYCIE 48
~ MANUELA ~
Do końca naszego pobytu w Irlandii pozostał tydzień. Postanowiłam, że kupię znicze dla taty, i zaniosę mu je na pomnik. Wróciłam do domu i pokazałam je Rebece. Powiedziała, że są śliczne i później sama do niego pójdzie. Nikodem wyszedł gdzieś jak zwykle z bratem a Victoria siedziała ze mną. Ubrałam Alanka i wsadziłam w wózek. Położyłam mu ulubioną maskotkę obok a pod główkę pieluszkę. Kiedy byłyśmy już na cmentarzu, syn spał. Po chwili zauważyłam Nikodema idącego w naszą stronę. Wziął ode mnie wózek i pocałował namiętnie w usta. Zapaliłam znicze i wsadziłam kwiatki do wazonu. Chłopak usiadł na ławce i kołysał małego. Zrobiło się chłodniej, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Rebeka siedziała w salonie i oglądała telewizję, my w tym czasie przygotowywaliśmy deser. Nagle kobieta dała głośniej telewizor.
- Chodźcie tu! Szybko! - zawołała Bez namysłu popędziliśmy z kuchni do salonu.
- Co się stało? - zapytałam zmartwiona.
- Zobaczcie, był wypadek. Samolot się rozbił, w okolicach Rio De Janeiro.
- Wszyscy zginęli? - zapytałam
- Nie, kilka osób przeżyło, ale w ciężkim stanie trafiło do szpitala. - Zakryłam usta ręką i poczułam jak robi mi się słabo. Przypomniałam sobie, że moja przyjaciółka wraz z chłopakiem mieli wylądować na lotnisku w Rio. Dzisiaj! Zaczęłam płakać.
- Co się dzieje? - Nikodem uklęknął przy mnie
- Nikki, z Neymarem... Oni byli w tym samolocie... Muszę tam natychmiast pojechać!
- Nie możesz pojechać sama! - Nikodem przywołał mnie do porządku - a po za tym, dziś na pewno niczego się nie dowiesz. Jest za wcześnie
- Ja nie mogę czekać! Muszę jechać!
- Jedziemy z tobą - wszyscy jak na komendę spakowali najpotrzebniejsze rzeczy i po dziesięciu minutach byliśmy już w drodze. W radiu mówiły o tym każde stacje. Nie mogłam już tego słuchać. - Przepraszam, ale nie mogę już tego słuchać - powiedziałam do wszystkich w samochodzie. - A co jeśli, oni... - nie przechodziło mi to przez gardło. - Co jeśli oni zginęli?
- Miejmy nadzieję, że należą do tych kilku osób, które przeżyły.
***
~ NEYMAR~
Czułem jak samolot z dużą prędkością spada w dół. Trzymałem z całych sił dłoń Nikki, i modliłem w duchu, aby nic nam się nie stało, chociaż szanse na przeżycie były n i e w i e l k i e. Poczułem jak podwozie zahacza o ziemię. Słyszałem zgrzyt kół, i głos, który powtarzał, że lądujemy awaryjnie. Tuż przed lotniskiem. A później widziałem już tylko ciemność. Obudziłem się w szpitalu, podłączony do milionów kabli. Miałem obrażenia na całym ciele, niewiele pamiętałem. Do sali wszedł starszy mężczyzna, około sześćdziesiątki w kitlu.
- Jak się pan czuje? - zapytał, zaglądając w moją kartę
- Okropnie. Jak się tu dostałem?
- Miał pan dużo szczęścia, cudem wyszedł pan cało z katastrofy lotniczej. - Spojrzał na mnie - no prawie cało
- Jak to możliwe? - nie dowierzałem.
- Sam nie wiem, to chyba cud - uśmiechnął się i wyszedł.
~ MANUELA ~
Od dwóch dni byliśmy w trasie. Wszyscy pomęczeni, ledwo trzymaliśmy się na nogach. Czas leciał nieubłaganie, a ja musiałam się dowiedzieć, co z Nikki, i Neymarem.
- Kochanie, lepiej będzie, jeśli gdzieś odpoczniemy - Rebeka próbowała mnie przekonać
- W takiej chwili? O niczym innym nie myślę, oprócz tego, że muszę się dowiedzieć, co z nimi! - krzyczałam i płakałam jednocześnie. Alan poważnie się przestraszył i mi zawtórował. Jednak wiedziałam, że Rebeka ma rację. Powinniśmy się gdzieś zatrzymać, odespać, chociaż na jedną noc. Załatwiła nocleg w motelu. Dziękowałam jej. Bez niej, nie wiedziałabym co powinnam zrobić. Kiedy tylko znaleźliśmy się w pokoju, od razu ustawiła się kolejka pod prysznic. W pierwszej kolejności Alan, Antek, i Victoria, później Andrew, Rebeka, Nikodem i ja. Kiedy wyszłam od razu położyłam się spać. Rano pojechałam wraz z moim mężem do szpitala. W recepcji podpytałam o nazwiska moich przyjaciół. Okazało się, że na Sali przebywa tylko Neymar. Oboje podążyliśmy w kierunku jego sali. Leżał tam sam.
Zapukałam w drzwi. Chłopak przeniósł wzrok na nas.
- Jak się czujesz? - zapytałam
- Dobrze
- Co z Nikki? Nie widzę jej tu, pytałam w recepcji, ale nic nie powiedzieli
- Nie wiem, proszę znajdź ją - błagał smutny chłopak
- Jasne - chwyciłam jego rękę dając mu tym otuchę
Posiedzieliśmy jeszcze z godzinkę i wróciliśmy do domu. Przytłoczeni i zmęczeni szybko położyliśmy się spać.
Kiedy się obudziłam, w pokoju brakowało mi tylko Nikodema
- Gdzie jest mój mąż? - zapytałam Rebeki, która karmiła właśnie Alana kaszką
- Pojechał pozałatwiać sprawy, głównie porozmawiać z prokuratorem i jeśli to możliwe udać się na rozpoznanie ciał.
- Słysząc to ponownie się rozpłakałam. Wiedziałam jednak, że muszę być silna. Było to konieczne. To potwierdziło by, lub zaprzeczyło moje obawy.
***
Poprosiłam Victorię i Andrewa, żeby zajęli się moimi chłopcami, a ja z Nikodemem i Rebeką wchodziliśmy właśnie do sali, w którym mieliśmy rozpoznać ewentualnie ciała przyjaciół.
- To Nikki - zawołałam do Nikodema i Rebeki którzy patrzyli smutno i ze zdumieniem. Spojrzałam na stół, na którym leżała, obok przypięta była karteczka z jej imieniem i nazwiskiem. Rozpłakałam się, i nic nie było w stanie mnie powstrzymać. Wybiegłam stamtąd i oparłam się plecami o ścianę budynku. Usiadłam na ziemi i ryczałam. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Musiałam powiadomić Kacpra. Jednak nie byłam w stanie nawet wyciągnąć telefonu. Po chwili znalazł się przy mnie Nikodem i Rebeka.
- Chodź - złapał mnie za rękę i pomógł wstać. - Musisz iść się przespać
- Nie chcę! Muszę iść do Nikki! - wyrwałam mu się, i chciałam znów wrócić, i ją zobaczyć
- Nie możesz, już dość się napatrzyłaś. - Nie miałam wyjścia, musiałam go posłuchać. Leżałam w łóżku i wpatrywałam się w jeden punkt.
- Wszystkim się zajmę - Nikodem położył się obok mnie. - Powiadomię jej rodzinę, przygotuję pogrzeb. Pochowamy ją godnie - pocieszał mnie.
~ NEYMAR ~
Leżałem i wpatrywałem się w puste łóżko, obok mnie. Zastanawiałem się, gdzie jest Nikki. Przecież powinna leżeć przy mnie. Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę - odpowiedziałem cicho i po chwili ujrzałem Manuelę i Nikodema – i jak? Dowiedzieliście się czegoś? - Nikodem usiadł na krześle, a Manuela stała nieruchomo, i nie odezwała się ani słowem. Wyglądała okropnie. Bez makijażu, z potarganymi włosami, i podpuchniętymi oczami. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie.
- Neymar, nie wiem jak ci to powiedzieć. Nikki tu nie przyjdzie - Nikodem mówił to niespokojnie, głos mu drżał, ani razu na mnie nie spojrzał.
- Co to ma znaczyć?
- Nikki nie żyje - w końcu to z siebie wydusił, a ja poczułem się jakby ktoś dał mi w mordę. - Jak to nie żyje? Przecież jeszcze wczoraj się kochaliśmy! Rozmawiała ze mną, jedliśmy lody, i przecież chciałem wziąć z nią ślub!Ona…ona była w ciąży - Nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Zacząłem się obwiniać. Miała rację, bała się tego lotu, przeczuwaliśmy oboje, że to nie jest najlepszy czas aby wracać, jednak to zignorowałem. Jak mogłem? Nienawidziłem za to siebie. Czułem, jak po policzku spływały mi łzy, jedna po drugiej. W pewnym momencie zacząłem się drzeć w niebo głosy, aż w sali zebrało się mnóstwo lekarzy, próbujących mnie uspokoić. Wiedziałem, że nie mam już dla kogo żyć, poza Davim, który był moim skarbem. Jednak odczuwałem wielką pustkę. Moje życie rozpadło się na miliony małych kawałków. Każdy ranił moje serce z podwójną siłą.
***
Trzy dni później patrzyłem jak trumna z jej ciałem znika pod powierzchnią piachu. Płakałem i tam, przy wszystkich. Pocieszałem jej Babcię, która stała teraz obok mnie, z dziewczynami u boku, i Dziadkiem na wózku inwalidzkim. Nie odzywaliśmy się. Wszyscy byli przepełnieni smutkiem, i zbyt zapłakani, by móc wypowiedzieć choć jedno słowo. Zobaczyłem jak Caroline podeszła do mnie, trzymając za rękę Daviego. Dziękowałem jej, że się pojawiła. Tuż obok nas zjawił się Kacper. W okularach przeciwsłonecznych, nie chciał, aby wszyscy widzieli go w takim stanie. Becky szła tuż obok niego, niosąc w ręku wiązankę chryzantem i tulipanów. - Lubiła te kwiaty - powiedziała, kiedy spostrzegła, że się im przyglądam - Wiem, zawsze je ode mnie dostawała. - czułem jak w moim gardle rośnie wielka gula. Nie byłem w stanie niczego z siebie wydusić. Po pogrzebie zebraliśmy się w jej starym domu. Kacper zajął się wszystkim. Na wprost mnie siedział pan Julian. Miał się dobrze, nie żałowałem wydanych pieniędzy na jego leczenie. Uśmiechnąłem się do niego prawie niewidocznym uśmiechem, ten tylko skinął głową, i spuścił wzrok. Kiedy skończyliśmy jeść obiad, usiedliśmy w salonie i wspominaliśmy ją. Wspaniałą Nikki, którą kochałem całym sercem.
19.11.2016
NOWE ŻYCIE 47
~ NIKKI ~
Minęły trzy tygodnie od naszej poważnej kłótni. Z Severynem spotykałam się od czasu do czasu, żeby porozmawiać, lub zwyczajnie w świecie wypić drinka. Wracałam właśnie z Cafe Bar, ze spotkania z nim. Neymara nie było w domu. Zajęłam się przygotowaniem kolacji, kiedy wszedł do domu, trzymając coś w ręku, którą chował za plecami.
- Co tam masz? - zapytałam ciekawa.
- Niespodzianka - zbył mnie nijaką odpowiedzią i poszedł na górę.
Po skończonym posiłku siedzieliśmy już w sypialni. Patrzył jak balsamuję ciało. Kiedy skończyłam uklęknął przy mnie i wtulił się we mnie.
- Przepraszam, za wszystko.
- Ney, minęło już sporo czasu, nie gniewam się.
- Nie przerywaj mi - zażądał, po czym zaczął - Nikki, poznanie ciebie, to najlepsze, co mnie spotkało w życiu. Nie żałuję momentu, w którym się poznaliśmy, gdy przyszłaś na mecz, a ja przypadkowo uderzyłem cię piłką. Potem robiłem wszystko, żebyś mimo to mnie zauważyła, i nie gniewała się za tą zniszczoną bluzkę. - Uśmiechnęłam się, wracając do tamtych wspomnień. - Dzięki temu się spotkaliśmy i teraz jesteś tu koło mnie. Wiem, że dużo się przeze mnie wycierpiałaś, i że wiele razy zawiodłem twoje zaufanie, ale chcę ci to wszystko wynagrodzić. Za każdym razem kiedy się budzę rano, mam ochotę krzyczeć ze szczęścia, że cię mam! Chcę spędzić z tobą resztę życia, i mieć gromadkę dzieci... Pokochałaś mnie takiego, jakim jestem... Dziękuję ci za to z całego serca. Wiem, że zawsze chciałaś zwiedzić Paryż. Dlatego zabieram cię w podróż. Pamiętasz, kiedy jedliśmy romantyczną kolację, przy tej małej wieżyczce? Pomyślałem sobie wtedy, że zrobię wszystko, abyś zobaczyła ją na żywo, w całej okazałości.
- Ney... o czym ty mówisz? - Byłam w szoku, nadal nie docierały do mnie jego słowa. Sięgnął po bilety. - Spójrz - pokazał mi treść
- Jezu! Neymar! Nie wierzę! - uściskałam go. Trzymałam w rękach bilety do Paryża! Zawsze o tym marzyłam... - Kiedy to wszystko zorganizowałeś?
- Nie pytaj, po prostu się ciesz - pocałował mnie
- Cieszę się! Ogromnie! Jesteś cudowny
- Chciałbym ci to jakoś wynagrodzić. Pakuj się, w nocy wylatujemy.
***
Leciałam samolotem do Paryża. Podziwiałam z okna widoki, które były cudowne!
- Wciąż nie mogę w to uwierzyć - rzekłam do piłkarza
- Uwierz, bo właśnie spełniają się twoje marzenia - uśmiechnął się do mnie bardzo urokliwie.
- Kocham cię! Bardzo - miałam ochotę rzucić się na niego, jednak wiedziałam, że przy ludziach nie wypada.
- Nie musisz mi tego mówić, jestem tego pewny - pocałował mnie subtelnie.
Hotel był naprawdę godny uznania. Miałam okazję być w pięciogwiazdkowym luksusie. Rozpakowałam swoje rzeczy i patrzyłam z daleka na wieżę Eiffla. Pragnęłam się tam wybrać, i upamiętnić ten moment tysiącami zdjęć, a później wspominać to w nieskończoność. Nazajutrz stałam przed wieżą, i wpatrywałam się w zakochanych, którzy również byli nią zachwyceni. Poprosiłam przechodnia aby zrobił nam zdjęcie. Podziękowałam, i posłałam fotografowi wielki uśmiech. Odwzajemnił, po czym zniknął w tłumie.
- Spójrz, jak ślicznie razem wyglądamy - pokazałam zdjęcie Neymarowi
- Nie mogę się napatrzeć - odpowiedział, po czym pociągnął mnie za rękę i mocno do siebie przytulił. Spojrzał w moje oczy - Kocham cię - powiedział, a ja czułam, że lecą mi łzy
- Ja ciebie też, i mam nadzieję że nic tego zmieni. - Wtuliłam się w niego.
Codziennie zwiedzaliśmy to miasto, upamiętniając ten wyjazd ogromną ilością zdjęć.
Pogoda nam sprzyjała, więc większość czasu spędzaliśmy poza hotelem. Ogród Luksemburski był cudowny, zresztą jak Katedra Notre Dame, czy Łuk Triumfalny. To miejsce miało urok. Cieszyłam się, i chłonęłam te widoki, aby trwale zachowały się w mojej pamięci.
***
Przed wyjazdem Neymar zabrał mnie na kolację do restauracji Bouillon Chartier. Nie wiedziałam na co się zdecydować. W końcu zamówiłam wszystkiego po trochu. Najedzeni wróciliśmy do hotelu.
- Jestem ci wdzięczna - spojrzałam na Neymara, który leżał na łóżku i wpatrywał się we mnie.
- Jestem od tego, abyś była szczęśliwa, zależy mi na tobie
- Nie mogę uwierzyć, że mam tak cudownego chłopaka - położyłam się koło niego, jednak za chwilę on leżał już na mnie, dotykając mojego ciała. Tutaj wszystko wydawało się prostsze. I magiczne. Nie mogłam sobie odmówić. Sprawiał, że czułam się bardzo zadowolona. Uwielbiałam go całego. Czekałam niecierpliwie, aż poczuję znów jego męskość w sobie. Po wszystkim opadł zmęczony na poduszki. Oboje byliśmy zaspokojeni.
- Szkoda, że jutro musimy już wracać - powiedziałam smutno, leżąc na jego torsie.
- To nie jest nasz ostatni wyjazd - gładził mnie po ramieniu
- Masz rację, przed nami jeszcze tysiąc takich wyjazdów, i więcej - ożywiłam się
- Cieszę się, że tak uważasz. Czy to znaczy, że już zawsze będziemy razem? - zapytał
- Tak, aż do śmierci - zapewniłam go, przyglądając się mojej zaręczynowej obrączce, którą znów miałam na palcu.
- Nikki Silvan - mówił to z taką radością w głosie. - Pięknie brzmi
- Jeszcze nie Silvan - uśmiechnęłam się, po czym pocałowałam go namiętnie
- Już niedługo - odwzajemnił, po czym zasnęliśmy wtuleni w siebie.
***
Zadzwoniłam do Manueli, by opowiedzieć jej wszystko. Cieszyła się, że ja się cieszę. Wiedziałam, że jest w Irlandii, dlatego umówiłyśmy się, że jak tylko wrócę musimy koniecznie się zobaczyć, czułam, że miałyśmy spore zaległości. Pożegnałam się z nią, i wróciłam do mojego narzeczonego, który siedział na kanapie i oglądał telewizję. Wtuliłam się w niego i rozmyślałam. Przecież zadał sobie tyle trudu, żeby znaleźć się w tym romantycznym mieście jakim jest Paryż. Było magicznie. Jak byśmy poznawali się od nowa.
- Mam ochotę na lody - zawołałam. Sama nie wiedziałam, skąd wzięła się ta ochota. Piłkarz się zaśmiał i poszedł do kuchni, po chwili z niej wracając i wręczając mi kubełek lodów. - Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam w usta. Po chwili czułam, że robi mi się nie dobrze i pobiegłam do łazienki, zwracając wszystko, co dziś zjadłam. Zaraz obok mnie znalazł się Neymar.
- Kochanie, wszystko dobrze? - zapytał zmartwiony
- Już jest okej, chyba przesadziłam z tymi lodami
- Albo... - Neyowi zaczęły świecić się oczy
- Nie, to nie możliwe - zorientowałam się co miał na myśli
- Skąd wiesz, że nie?
- Bo wiem. - odrzekłam. - Wiedziałabym, że jestem w ciąży.
- Jak chcesz - powiedział i pomógł mi wstać.
- Pójdę wziąć prysznic. - Zawołałam i wyszłam z łazienki po jego koszulkę po czym wróciłam do niej. Piłkarza już nie było. Kąpałam się chyba z dwadzieścia minut. Wyszłam i położyłam się na łóżku. Po chwili dołączył do mnie Ney i zaczął całować mój brzuch.
- Tatuś cię kocha, tylko nie daj mamie za bardzo w kość, okej młody?
- Ney, co ty robisz? - zapytałam, śmiejąc się
- Jak to co? Nie widzisz? - zapytał zdziwiony - Rozmawiam z naszym synkiem
- Ale ja nie jestem w ciąży - upierałam się
- A ja jestem pewny, że tak
- Zobaczymy, po powrocie umówię się do ginekologa, zgoda?
- OK - odpowiedział i wrócił do całowania mojego brzucha - Jak się urodzisz i troszkę podrośniesz, to będziemy razem grali w piłkę. A później, kto wie, może nawet jeździli samochodami! - powiedział do mojego brzucha, a potem przeniósł wzrok na mnie - Wiesz co? - zaczął - Na prawdę chcę mieć z tobą dzieci. Najpierw synka, a potem córeczkę
- Ale przecież ty masz już synka
- Drugi nie sprawiłby problemu, a Davi też by się cieszył. Miałby braciszka.
- Misiu, mamy na to sporo czasu
- Wiem, wiem - powiedział mój narzeczony i pocałował mnie w czoło.
- Ja też bym chciała mieć z tobą dzieci
- Możemy zacząć już teraz - uśmiechnął się, po czym leżał już na mnie. Po chwili byliśmy bez ubrań. Kochaliśmy się długo i namiętnie. Po wszystkim Ney opadł zmęczony na poduszki, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej i zasnęłam.
- Mam ochotę na lody - zawołałam. Sama nie wiedziałam, skąd wzięła się ta ochota. Piłkarz się zaśmiał i poszedł do kuchni, po chwili z niej wracając i wręczając mi kubełek lodów. - Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam w usta. Po chwili czułam, że robi mi się nie dobrze i pobiegłam do łazienki, zwracając wszystko, co dziś zjadłam. Zaraz obok mnie znalazł się Neymar.
- Kochanie, wszystko dobrze? - zapytał zmartwiony
- Już jest okej, chyba przesadziłam z tymi lodami
- Albo... - Neyowi zaczęły świecić się oczy
- Nie, to nie możliwe - zorientowałam się co miał na myśli
- Skąd wiesz, że nie?
- Bo wiem. - odrzekłam. - Wiedziałabym, że jestem w ciąży.
- Jak chcesz - powiedział i pomógł mi wstać.
- Pójdę wziąć prysznic. - Zawołałam i wyszłam z łazienki po jego koszulkę po czym wróciłam do niej. Piłkarza już nie było. Kąpałam się chyba z dwadzieścia minut. Wyszłam i położyłam się na łóżku. Po chwili dołączył do mnie Ney i zaczął całować mój brzuch.
- Tatuś cię kocha, tylko nie daj mamie za bardzo w kość, okej młody?
- Ney, co ty robisz? - zapytałam, śmiejąc się
- Jak to co? Nie widzisz? - zapytał zdziwiony - Rozmawiam z naszym synkiem
- Ale ja nie jestem w ciąży - upierałam się
- A ja jestem pewny, że tak
- Zobaczymy, po powrocie umówię się do ginekologa, zgoda?
- OK - odpowiedział i wrócił do całowania mojego brzucha - Jak się urodzisz i troszkę podrośniesz, to będziemy razem grali w piłkę. A później, kto wie, może nawet jeździli samochodami! - powiedział do mojego brzucha, a potem przeniósł wzrok na mnie - Wiesz co? - zaczął - Na prawdę chcę mieć z tobą dzieci. Najpierw synka, a potem córeczkę
- Ale przecież ty masz już synka
- Drugi nie sprawiłby problemu, a Davi też by się cieszył. Miałby braciszka.
- Misiu, mamy na to sporo czasu
- Wiem, wiem - powiedział mój narzeczony i pocałował mnie w czoło.
- Ja też bym chciała mieć z tobą dzieci
- Możemy zacząć już teraz - uśmiechnął się, po czym leżał już na mnie. Po chwili byliśmy bez ubrań. Kochaliśmy się długo i namiętnie. Po wszystkim Ney opadł zmęczony na poduszki, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej i zasnęłam.
~ NEYMAR ~
Czułem, że coś wisi w powietrzu. Nikki od rana chodziła podenerwowana.
- Nie wiem czy chcę lecieć samolotem. Nie chcę wracać - zawołała, patrząc przez okno.
- Dlaczego? - spytałem, i podszedłem do niej.
- Spójrz na te chmury, to nie przyniesie nic dobrego - odpowiedziała zmartwiona.
- Nie myśl o najgorszym, nie możemy już przebukować biletów, a po za tym kończy nam się doba hotelowa, za dwie godziny powinniśmy opuścić hotel.
- Tak wiem, ale martwię się, mam przeczucie, że coś się stanie
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - pocieszałem ją.
- Mam nadzieję - wtuliła się we mnie.
Trzy godziny później siedzieliśmy już na pokładzie samolotu.
- Neymar, boję się - Nikki kurczowo trzymała się za moje ramię
- Kochanie, nie martw się, spróbuj zasnąć. Obudzę cię kiedy będziemy na miejscu.
- Spróbuję - wymusiła uśmiech po czym zasnęła.
Po półtorej godzinie lotu zacząłem się poważnie martwić. Samolotem zaczęły wstrząsać turbulencje.
- Prosimy o spokój, pilot stracił chwilowo panowanie nad sterami, ale wszystko wraca do normy. - usłyszałem z głośników pokładowych.
Nie uspokoiłem się ani trochę. Nie wiedziałem co mam robić. Postanowiłem, że nie będę budził Nikki, przestraszyłaby się okropnie.
Po jakimś czasie wszyscy wbili się w fotele.
- Prosimy o włożenie masek tlenowych - znów ten głos
Trzy razy sprawdzałem, czy mam zapięte pasy, a później spojrzałem na Nikki. Nie przeżyłbym, gdybym ją stracił. Rozejrzałem się po fotelach, wszyscy byli przerażeni. Stewardessy starały się uspokoić małe dzieci, które okropnie się bały, a ich rodzice byli bezradni. Samolot wpadał w większe turbulencje. Nikki się przebudziła
- Co się dzieje?
- Mają mały problem, z zapanowaniem nad samolotem
- Neymar! Boję się! - zaczęła histeryzować
- Za godzinę będziemy na miejscu - pocieszałem ją
- A co jeśli zginiemy?
- Nie martw się, wierzę, że sobie poradzą.
- Jak mam się nie martwić, skoro lada chwila możemy zginąć? - płakała
- Jestem przy tobie - objąłem ją ramieniem. Tylko to mogłem w tej chwili zrobić.
- Jak mam się nie martwić, skoro lada chwila możemy zginąć? - płakała
- Jestem przy tobie - objąłem ją ramieniem. Tylko to mogłem w tej chwili zrobić.
Nie wiedziałem, że to ostatnie słowa, które wypowiem do niej, i po raz ostatni w życiu ją przytulę. Potem było już tylko gorzej. Samolot spadał w dół z dużą prędkością, wiedziałem, że niedługo się rozbije. Pozostała mi tylko modlitwa. Nic już nie mogłem zrobić.Odliczałem w myślach sekundy, i mocno zaciskałem jej dłoń, zamykając oczy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)