zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
23.09.2017
CHANGE cz. 11
Przekroczyłam drzwi klubu Heaven i odszukałam wzrokiem grupki znajomych. Bez większych ceregieli podeszłam do nich i przywitałam się z każdym oprócz Bryana. Nie zaszczyciłam go wzrokiem, mimo iż czułam jego spojrzenie na swoim ciele.
- Masz, czekał na ciebie. - Kellan wcisnął mi do ręki szklankę z drinkiem.
- Dzięki, myślałam że jak zwykle będę musiała iść zamówić je do naszego stolika.
- Tym razem cię wyręczyliśmy. - puścił mi oczko i wciągnął Roxan na parkiet.
- Idziesz tańczyć? - zapytał jeden z naszej grupy.
- Za chwilę dołączę. Chcę wypić jeszcze parę drinków. - wskazałam na szklankę.
Chyba zrozumiał bo nie nalegał i odszedł w podbój towarzyszek do tańca.
Zostałam sama z Bryanem.
Po godzinie byłam kompletnie wstawiona. Nie pamiętam ile dokładnie wypiłam drinków, ale wszystko zaczynało mnie bawić. Spojrzałam w kierunku przyglądającego mi się Bryana.
- Co? Jestem brudna, że mi się tak przyglądasz? - nadal bez słów wpatrywał się we mnie
- A może zwyczajnie w świecie ci się podobam. - oparłam łokcie o stół i nachyliłam się.
- Zatańczymy? - zbił mnie z tropu.
Nim zdążyłam odpowiedzieć chłopak kierował nas w stronę parkietu. Bez chwili zwłoki położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie, tak że nasze ciała niemal stykały się ze sobą. Zarzucił sobie moje ręce na szyję i zaczął kołysać nas w rytm muzyki.
Czułam jak moje serce przyspiesza, a umysł trzeźwieje. Mimo usilnych prób powstrzymania, mój wzrok przeniósł się na jego czerwone wargi. Tak bardzo pragnęłam poczuć smak jego ust. Miałam wrażenie, że wiem doskonale jak smakują, że ostatni pocałunek nie był tylko fikcją.
Na samo wspomnienie moje ciało przeszedł dreszcz.
- Z czego się śmiejesz? - zauważyłam zmarszczki tuż przy jego oczach, znałam je doskonale.
- Po prostu tańcz. - schowałam swoją głowę między jego szyję i dałam się ponieść muzyce.
Nim się spostrzegłam utwór dobiegł końca, a ja wręcz błagałam, żeby to nie był koniec. Chłopak bez słowa zostawił mnie samą na parkiecie i wrócił do stolika, gdzie siedział Kellan z poważnym wzrokiem.
Zrezygnowana usiadłam przy barze, poprosiłam o kolejne drinki i wskazałam na stolik gdzie mieli je przynieść.
Przez resztę wieczoru Bryan wpatrywał się we mnie wzrokiem bez emocji.
- Może starczy? - usłyszałam głos Roxan.
- Jeszcze się trzymam. - usłyszałam ciche parsknięcie bruneta. - Masz jakiś problem?
- Mam. Ale nie zamierzam się nim z tobą dzielić. - skrzyżował ręce na piersi.
- Możesz się nim wypchać. - Zmierzyłam go złowrogim spojrzeniem, i nie czekając dłużej wyszłam na zewnątrz przewietrzyć się.
Czując buzującą we mnie złość oparłam dłonie na barierce kawałek od wejścia na parking, gdzie nikogo nie było.
- Jaki on jest irytujący!
- Mam nadzieję, że nie masz na myśli mnie. - serce przyspieszyło, a w głowie odbijał się echem jego głos.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz