zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
30.07.2018
PERFECTION 20
Dzisiejszego dnia musiałam sama dojechać do butiku oraz wrócić do domu. Mimo, że odebrałam swój samochód od mechanika zaledwie trzy dni temu, większość czasu podwoził mnie Levi. Powodem dzisiejszej zmiany jest jego trening. Nie zamierzałam robić z tego wielkiego problemu, w końcu musiał dawać z siebie wszystko. Piłka znaczy dla niego tyle samo co sklep dla mnie.
Postanowiłam, że dzisiaj to ja przejmę stery i odwiedzę go, tak jak to on mnie. Nie zastanawiając się wsiadłam do swojej naprawionej już bmw i obrałam kierunek stadionu.
Droga wraz z nawigacją minęła dosyć szybko, pomimo korków, które towarzyszyły godzinie 13:00.
Na szczęście, przy wejściu nie spotkałam żadnego z ochroniarzy. Spokojnie mogłam wejść na murawy stadionu.
Stanęłam przy wejściu na trybuny, dotykając poręczy bramki boiska i przyglądałam się grającym piłkarzom. Każdy z nich był na swój sposób idealny w tym co robi, jednak moją uwagę przykuł numer 18. Tak to Levi. Był pochłonięty grą. Za każdym razem, kiedy ktoś z przeciwnej drużyny wbiegał w jego teren, rzucał się gwałtownie na niego, tym samym przejmując piłkę. Dzielnie bronił swojej bramki przed przeciwnikami.
Muszę przyznać, że poniosły mnie emocje, kiedy strzelił gola przeciwnej drużynie, zaczęłam bić gromkie brawa.
- To zamknięty trening! Nie powinno tu Pani być. - zauważył starszy mężczyzna, chyba trener ich drużyny.
Na pewno był znaną postacią, jednak ja nie zbyt interesowałam się tymi sprawami.
- Przepraszam, ja tylko... - zaczęłam, ale on bacznie mi przerywał.
- Gdzie jest ta cholerna ochrona. Przecież powinni dopilnować, aby nikt nie przyszedł.
- Ale laska, ciekawe do kogo przyszła.
- Musi mieć jakąś sprawę, w końcu nie wygląda na fankę piłki nożnej.
Już miałam zacząć się tłumaczyć, kiedy między mnie, a trenera wciął się Levi. Objął mnie uradowany i podnosząc do góry, obrócił wokół własnej osi.
- Spokojnie trenerze, ona do mnie.
- Levi, wiesz przecież, że to zamknięte treningi. Nie możemy sobie pozwolić na takie rzeczy. - mówił mniej zdenerwowany.
- Przepraszam, to wyjątkowa sytuacja. - spojrzałam błagalnie na mężczyznę.
- 10 minut przerwy! Nasz Romeo musi porozmawiać. - powiedział pół żartem.
- Więc co chciałaś? - zapytał ukazując swoje piękne, białe perełki w uśmiechu.
- Chciałam, żebyśmy poszli na obiad, ale masz trening, więc chyba trochę się wygłupiłam. -potarłam skronie ze zdenerwowania.
- Ej, nie wygłupiłaś. Kończę trening za pół godziny. Wezmę szybki prysznic i przyjadę po ciebie. - dotknął dłonią mojego policzka.
- Przygotuję coś.
- Nie, porywam cię. - musnął moje usta.
- Przepraszam, po prostu już nie wytrzymywałam. - przygryzłam swoje wargi.
- Ja też kochanie. A teraz wybacz, ale muszę wracać. Przyjadę po ciebie.
Ostatni raz musnął moje usta, po czym wrócił do chłopaków, którzy przybijali mu piątki. Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do domu.
23.07.2018
PERFECTION 19
Minęły dwa tygodnie, a ja całe dnie spędzałam w towarzystwie Leviego. Oczywiście kiedy nie miał treningów. Wytłumaczył mi na czym konkretnie polega jego nowa praca, zrozumiałe jest, że musi pokazać się z jak najlepszej strony.
- Mary, wracam do domu. Zamkniesz sklep? - zwróciłam się do pracownicy, zarzucając na ręce kurtkę.
- Oczywiście. - powiedziała z uśmiechem na ustach i wróciła do obsługiwania klientów.
Na zewnątrz czekał na mnie nie kto inny jak Levi. Mając to już w nawyku wsiadłam do srebrnej audi i nie czekając na jego pierwszy ruch, nachyliłam się składając na jego policzku pocałunek.
- Dlatego uwielbiam po Ciebie przyjeżdżać. - powiedział odpalając samochód.
- Jedźmy! - zawołałam podekscytowana.
Od kiedy zbliżyłam się z Levim, stałam się zupełnie inną osobą. Naładowana endorfinami szczęścia, podekscytowana nieznanymi planami i bezpieczna. Wiedziałam, że przy nim nic mi się nie stanie. Kolejną przydatną rzeczą było wsparcie ze strony chłopaka. Dzielnie pomagał mi w przygotowaniach weselnych, mimo iż nie było ono jego. Naturalnie, że czuł się z tym nieswojo, jednak nigdy nie narzekał. Nie chciał, abym zostawała z tym wszystkim sama, a bez choć malutkiego zainteresowania Vanca, nie było to możliwe.
-Wysiadamy. - puścił moją dłoń, którą dzielnie trzymał przez całą drogę.
Posłusznie udałam się do swojego mieszkania. Dzisiejsze plany wyglądały tak:
• Zaproszenie Leviego do domu.
• Zrobienie wspólnego obiadu z pysznym winem.
• Spędzenie wspólnie czasu.
Dokańczałam właśnie smażyć dewolaje, kiedy z pokoju dobiegł mnie głos chłopaka.
- Co się stało? - stanęłam w framudze drzwi.
- Co znajduje się w tym futerale? - zapytał wskazując czarny pokrowiec na wieszaku.
- Suknia ślubna. - mój głos nie był przepełniony entuzjazmem.
- Przymierz ją. - poprosił, a ja nie byłam do końca pewna, czy to aby dobry pomysł.
- No nie wiem.
- Zrób to dla mnie. - ucałował koniuszek mojego nosa, po czym wręczył wieszak do ręki.
- Zaraz wracam. - musnęłam jego usta i zniknęłam w łazience.
Biorąc głęboki wdech rozpięłam zamek i moim oczom ukazała się piękna biała kreacja. Dotknęłam tego materiału i poczułam mocne wyrzuty sumienia. To nie jest uczciwe wobec Vanca. Nie zasłużył na takie traktowanie go, lecz co mogłam zrobić, kiedy moje serce rwało się do Leviego?
Otrząsając się z zatłaczających moją głowę myśli, ubrałam sukienkę i gotowa stanęłam przed Levim.
Na mój widok stanął nieruchomo, jego twarz nie przybierała żadnych emocji. Zwyczajnie w świecie przyglądał mi się.
- I jak? - zapytałam, przywracając go do świata żywych.
- Jesteś taka piękna. - dwoma krokami pokonał dzielącą nas odległość, zatapiając w mocnym i ciepłym uścisku. - Zostań moją żoną, nie jego.
Nie odpowiedziałam na jego słowa, zwyczajnie w świecie schowałam twarz w jego szyi. Chciałam i to bardzo chciałam, aby to nie Vance był moim mężem, tylko właśnie On...
19.07.2018
PERFECTION 18
Chwilę wpatrywał się w biały sufit, lecz kiedy skończył ponownie był tym samym radosnym Levim, do którego zaczęłam żywić jakieś iskierki uczucia.
- Nie przeszkadza mi to. - powiedział pewny.
- Jak to? - byłam zaskoczona jego słowami.
- Wystarczy mi świadomość tego, że nie chcesz tego ślubu, bo go nie kochasz.
- Co ty wygadujesz? To wesele musi się odbyć.
- Van, nic nie musi! - opuścił ciepłą pościel i kucnął naprzeciw mnie. - Nie dopuszczę do tego ślubu. Będziesz moja. - chwycił moje ręce i ucałował je.
- Tak bardzo tego nie chcę... - rozpłakałam się, kolejny raz po moich policzkach ciekły łzy. - Nie chcę tych wszystkich uczuć do Ciebie, tego zamieszania, życia poza schematem. - wzięłam kilka głębszych wdechów.
Levi nic nie mówił tylko zwyczajnie w świecie pozwalał mi się wypłakać.
- Pojawiłeś się tu i namieszałeś w moim życiu. Rozwaliłeś wszystko, co przez tyle lat układałam.
- Pozwól pozostać mi w Twoim małym, idealnym świecie i daj wprowadzić do niego trochę chaosu. -starł z moich policzków pojedyncze łzy.
- Widzisz do czego doprowadziłeś? Nigdy w swoim życiu nie płakałam.
- Płacz to nie wstyd.
- Tylko oznaka słabości. - wcięłam się
- Kto Ci tak powiedział? - był w szoku. - To chyba najgłupsza rzecz jaką słyszałem. Łzy nie są oznaką słabości, lecz wrażliwości, pokazania że na czymś Ci bardzo zależy. Łzy są oznaką ludzi, którzy mają uczucia.
- Matka nigdy nie pozwalała mi płakać, byłam uczona czegoś innego.
- Przy mnie nie musisz być idealna w każdym calu. Niedoskonałości są równie dobre. - pocałował koniuszek mojego nosa. - A teraz wybacz, ale chyba się ubiorę. - wskazał na swoje nagie ciało.
Zaczerwieniona założyłam szlafrok i udałam się do łazienki, gdzie spokojnie włożyłam na siebie ubrania, tym razem zwyczajne dresy i koszulkę na krótki rękawek. Rozczochrane włosy związałam w wysokiego kitka. Cóż, wyglądałam na kobietę mającą zaledwie 20 lat, tym czasem miałam ich już 25.
Przyjrzałam się swojemu odbiciu i dotknęłam dołeczków na policzkach. To uśmiech, który nie schodził z mojej twarzy i co najważniejsze nie był sztuczny.
Opuściłam łazienkę i udałam się do kuchni. Dochodziła 16:00, a ja nadal nie miałam przygotowanego obiadu. Postawiłam na szybką zapiekankę. Ugotowałam makaron i wyłożyłam na spód żaroodpornego naczynia, na to dałam podsmażone lekko na patelni mięso przykrywając je kolejną warstwą makaronu.
- Zetrzyj jeszcze ser, będzie lepsza. - zauważył Levi.
- Racja. - zrobiłam jak kazał.
- Przepraszam na moment. - odszedł biorąc ze sobą dzwoniący telefon.
Starałam się nie przysłuchiwać rozmowie, w końcu to jego prywatne sprawy, ale widok jego zachowania wskazywał na to, że nie był on zadowolony z rozmowy.
- Co się stało? - zapytałam, kiedy usiadł na krzesełku.
- Za godzinę muszę być na treningu. - skrzywił się
- Jakim treningu?
- Piłki nożnej.
- Jesteś piłkarzem? - byłam zaskoczona jego zawodem.
Wiedziałam, że rozkręca karierę, ale że aż tak?
- Hallo! - pomachał ręką przed moimi oczyma. - Jemy? - nic nie odpowiedziałam tylko kiwnęłam twierdząco głową.
Musiałam to sobie wszystko ułożyć w głowie. Co prawda nie było to cos złego, jednak mocno mnie tym zaskoczył.
17.07.2018
PERFECTION 17
***
- Witam! - przywitałam się z właścicielem drukarni.
- W czym mogę Pani pomóc?
- Chciałabym wydrukować zaproszenia. - wyjęłam z torebki wzór, jaki sama zaplanowałam.
- Piękne. - skomentował jednym słowem.
- Dziękuję. Poprosiłabym 200 sztuk. Na kiedy będą gotowe?
- Cóż, do końca tygodnia powinny być do odbioru.
Wystawił mi papierek potwierdzający przyjęcie zamówienia i nareszcie mogłam spokojnie udać się na zakupy.
W dzisiejszym planie dnia miałam centrum handlowe. Chciałam podpatrzeć nowe kompozycje ubiorowe u konkurencji i oczywiście może napotkać jakąś inspirację do zakupu.
Spokojnie szłam przed siebie, kiedy poczułam mocny uścisk wokół pasa i przystawioną do ust zimną dłoń. Chciałam krzyczeć, jednak z mojego gardła nie wydobył się ani jeden dźwięk. Siłą zostałam wepchnięta do samochodu. Po chwili rozejrzenia się wiedziałam, że znam ten pojazd.
- Nie wierzę, że to zrobiłeś. - powiedziałam zdenerwowanym głosem, kiedy kierowca zajął miejsce obok mnie.
- Nie dałaś mi innego wyboru. - z jego głosu nie można było wyczuć żadnych emocji
- Powinieneś dać mi spokój!
- Porozmawiamy o tym za chwilę.
W trybie natychmiastowym znaleźliśmy się pod moim blokiem. Levi nie zważając na ograniczenia, jechał z prędkością dwukrotnie przekraczającą ją.
Zdenerwowana trzasnęłam srebrnymi drzwiami i pędem wbiegłam na klatkę. Starałam się jak najszybciej zamknąć drzwi, by nie wpuścić go do środka, jednak on był nieugięty i kiedy drzwi wejściowe dzieliły milimetry od zamknięcia, zdeterminowany chłopak popchnął je i wszedł do środka, sprawnym kopnięciem zamykając je.
- Co ty wyprawiasz? Zachowujesz się jak nienormalny. - zauważyłam jednak on nie zważając na mnie, objął moją twarz i złączył nasze usta w jedno.
Nie wypowiedziałam już ani jednego słowa, zwyczajnie poddałam się jego dotykowi, pozwalając spokojnie zdejmować moje ubranie.
Po czterdziestu minutach rozkoszy, spełniona wtulałam się w jego ciepłą pierś. Biło od niego zmęczenie, zaspokojenie i chęć ochrony mnie.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam, kiedy obudziłam się z tego transu.
- Pragnąłem Cię...Ty mnie również. Zrobiłem to co powinienem już dawno. - poluźnił uścisk.
- Levi, nie powinniśmy tego robić. - podniosłam się do pozycji siedzącej, jednocześnie naciągając na piersi kołdrę.
- Ale dlaczego? - oparł się na łokciach.
- Bo wychodzę za mąż! To jest najodpowiedniejszy powód.
Widziałam, że jest mu z tym ciężko, ale co mogłam zrobić? Patrzyłam jak załamany opada na łóżko i zakrywa rękoma twarz ze zmartwienia.
13.07.2018
PERFECTION 16
Rozluźniona lecz niewyspana, przebudziłam się koło godziny 6:00. Właśnie o tej porze Vance wstawał do pracy. Chyba był pod prysznicem bo z łazienki dochodził odgłos puszczanej wody.
Zarzuciłam na ramiona szlafrok i ruszyłam w kierunku kuchni przygotować mu jakieś szybkie, lecz ciepłe śniadanie. Postawiłam na omlety. Sprawnie rozbiłam jajka dorzucając do nich pokrojony szczypiorek i pieczarki.
- Co tak pachnie? - do kuchni wszedł ubrany w garnitur Vance.
- Śniadanie.
- Dlaczego już nie śpisz?
- Chciałam zrobić Ci ciepłe śniadanie. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nie trzeba było, wiesz przecież że jem na mieście. - pocałował mnie w policzek. - Zostaw te garnki i idź jeszcze spać. Do zobaczenia wieczorem. - pożegnał się i nawet nie jedząc śniadania zostawił mnie samą w naszym mieszkaniu.
Kiedy wybiła godzina 8:00, postanowiłam przyszykować się do wyjścia. Zamówiłam taksówkę i na wyznaczoną godzinę zeszłam na dół. Postanowiłam odwiedzić sklep dosyć wcześnie. Jaki był tego powód? A no oczywiście Levi. Nie miałam zamiaru spotykać go, zwłaszcza po wczorajszej sytuacji.
W czasie drogi dzielącej sklep od mieszkania, zadzwoniłam do salonu fryzjerskiego, umawiając się na próbną fryzurę. Wolałam teraz zająć się wszystkimi sprawami związanymi z biznesem, aby przypadkiem w stałych godzinach nie natknąć się na niechcianą osobę.
- Dzień dobry. - przywitała mnie zaskoczona Mary, przychodząc na swoją zmianę.
- Witaj, zajęłam się wszystkim, więc spokojnie możesz zająć się nadchodzącymi klientami. -sprostowałam.
- Dobrze.
- W razie problemów dzwoń. Nie wrócę już dzisiaj, umówiłam się z fryzjerem i kosmetyczką.
- Wszystkim się zajmę. - posłała mi ciepły uśmiech, po czym opuściłam lokal.
***
- Van, wsiadaj. - mówił przez uchylona szybę.
- Przejdę się.
- Van, proszę. - nic więcej nie odpowiedziałam.
Zwyczajnie w świecie szłam przed siebie. Kiedy myślałam, że Levi dał sobie spokój, bez większych ceregieli znalazł się przede mną, tym samym torując mi drogę.
- Nie zachowuj się tak. - próbował chwycić moje ręce, jednak wyrwałam je.
- Zachowuję się normalnie. A teraz przepraszam, ale jestem umówiona. - nie czekając na jego reakcję, obeszłam go i ruszyłam przed siebie.
Nie chciałam z nim rozmawiać, wiedziałam że kiedy to zrobię kolejny raz zapanują nade mną te emocje, które towarzyszyły nam wczorajszej nocy. Nie chciałam tego. Nie chciałam znowu tego czuć w swoim ciele. Chcę panować nad wszystkim, a przy nim jest to niemożliwe.
11.07.2018
PERFECTION 15
Zapięta pasami czekałam na odstawienie mnie do domu. Pełna niepokoju wypatrywałam za szybą czegoś co by mnie uratowało, jednak na marne.
Jeden budynek mijający drugi, a ja z tej całej paniki widziałam tylko rozmazujące się kontury.
- Jeszcze raz proszę, pojedź ze mną do domu. Do mojego domu.
- Chcę wrócić do siebie. - nie zaszczyciłam go spojrzeniem.
Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy. Kiedy zaparkował na moim stałym miejscu, wyrwana z transu zabrałam swoje rzeczy i pospiesznie rzucając „cześć” zatrzasnęłam drzwi.
Nie chciałam na niego patrzeć, nie chciałam nawet go słyszeć. Po prostu chciałam znaleźć się w swoich czterech ścianach.
-Van! Nie odchodź tak. - usłyszałam za sobą jego głos, przez co przystanęłam, jednak nadal nie potrafiłam się odwrócić.
Czułam, że kiedy to zrobię, z powrotem wsiądę do jego samochodu i odjadę razem z nim, a przecież nie mogłam zachować się jak nastolatka.
- Przepraszam. - nadal próbował mnie zatrzymać.
Nie reagując na niego wbiegłam na klatkę i trzymając się poręczy wbiegłam na piętro, gdzie znajdowało się moje mieszkanie.
Z drżącymi rękoma otworzyłam drzwi, a widząc pogaszone światła, stwierdziłam , że Vance musi być jeszcze w pracy. Rzuciłam torebkę tuż obok szafy na kurtki i zsuwając się po drzwiach wejściowych rozpłakałam się. Pierwszy raz w swoim życiu pozwoliłam łzom spływać po policzkach.
- Co Ty ze mną zrobiłeś?
Nigdy nie zaznałam tych uczuć, które teraz mi towarzyszyły. Strach, brak kontroli, bezradność. Skąd mogłam wiedzieć jak na to reagować?
Pospiesznie wyjęłam z szafki kuchennej mały woreczek i zaczęłam wpuszczać w nie powietrze.
Wdech, wydech. Wdech, wydech.
Mój organizm zaczął pomału wracać do normy. Spojrzałam na zegarek. Za dziesięć minut miał wrócić mój narzeczony. Doprowadziłam się do porządku i przyszykowałam kolację, oczywiście dla jednej osoby. Ja nie przełknęłabym teraz nawet kęsa.
Tak jak zawsze, punktualnie w drzwiach zawitał Vance. Uśmiechnięty ucałował mój policzek i zaczął opowiadać o zdarzeniach w pracy. Nigdy mnie to nie interesowało, jednak jako jego towarzyszka miałam obowiązek wysłuchania jego problemów.
- Vanesso, czy wszystko w porządku?
- Tak, tak - spanikowana zaczęłam rozglądać się po pokoju.
- Jesteś jakaś niespokojna i blada. - zauważył.
- Po prostu byłam dzisiaj sama w sklepie i musiałam zrobić duży rozładunek. Kartony były bardzo ciężkie, a ja musiałam sama się tym zając. Rozumiesz, że jestem zmęczona? - ostatkiem sił zmusiłam się do uśmiechu.
- W takim razie powinnaś odpocząć. Nie możesz się przemęczać, uważam że stać Cię na zatrudnienie kogoś płci męskiej do pomocy przy rozładunkach.
- Pomyślę nad tym, jednak teraz jeśli pozwolisz wykąpię się i położę.
- Oczywiście. Zjem tylko kolację i dołączę do Ciebie. - chwycił moją rękę i ucałował ją.
- Dobrze.
Próbując panować nad swoim ciałem, dzielnie doszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, po czym zmęczona dzisiejszymi zdarzeniami próbowałam zasnąć.
7.07.2018
PERFECTION 14
- Nie chcesz za niego wyjść. Widzę, że masz wątpliwości.
- Owszem, zastanawiam się coraz częściej nad odwołaniem wszystkiego. Uczucie, które połączyło mnie z Vancem, dawno już wygasło. Zostało tylko przywiązanie. Jestem zawsze sama w ciężkich sytuacjach, nawet w przygotowaniach weselnych. - zaśmiałam się ironicznie. - Do tej pory wszystko miałam poukładane, jednak teraz.. pojawiłeś Ty. Zupełnie nie wiem dlaczego zjawiłeś się poza schematem, przez co nie potrafię scalić już codzienności. - widziałam jak na jego usta wkrada się uśmiech. - Nie chcę tego bałaganu, który Ty ze sobą niesiesz. - stanął naprzeciw mnie.
- Chcesz go. - wpatrując się w moje oczy, prawą ręką dotknął mojego policzka.
Automatycznie przytuliłam się do jego dłoni, która promieniowała ciepłem.
- Widzisz... - ponownie jego twarz przykrył uśmiech. - Pragniesz tego bałaganu, tak samo jak ja pragnę wpić się w te usta od pierwszego spotkania. - przejechał kciukiem wzdłuż moich warg.
- Na pierwszym spotkaniu o mało mnie nie zabiłeś. - wspomniałam tamte dni.
- Już wtedy wiedziałem, że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie. Widziałem wtedy piękną, niezależną kobietę z problemem, który zaprzątał jej malutką główkę. Mimo kolizji, była opanowana co stanowiło dla mnie największe zaskoczenie. Wyciągnęłaś czek i jakby to była naturalna rzecz na świecie, wypisałaś odpowiednią według Ciebie kwotę. - zgiął wskazujący palec i chwytając mój podbródek, nakierował nasze spojrzenia na siebie. - Już wtedy ujęłaś moje serce.
- Levi... - wypowiedziałam jego imię ochrypłym głosem. - Nie możemy tak. To nie w porządku wobec...
- Cichutko... - przycisnął palec do moich ust, na co moje ciało przeszedł paraliż.
- Levi, mam narzeczonego. - spojrzałam na niego smutnie. Przecież wiedziałam, że to nie jest odpowiednie. Zranię tym Vanca, a on nie zasługiwał na to.
- Z którym nie jesteś szczęśliwa. - objął mnie ręką w pasie. - Ja dam Ci to szczęście. Tylko dopuść mnie do siebie. - zapewniał mnie.
Jednym ruchem ujął dłonią szyję i zatopił się w moich ustach. Pierwszy raz poczułam wypełniające mnie ciepło, które dotykało nawet palców u stóp. Nikt jeszcze nie całował mnie tak jak on. Odpłynęłam i pozwoliłam na to by pieścił nasze usta pocałunkiem. Zwyczajnie w świecie poddałam mu się. Serce podpowiadało mi, że chciałam jego, jego bałaganu, jego miłości, dotyku. Natomiast rozum podpowiadał, że moje życie jest już ułożone, a to co miało się za moment wydarzyć nie należało do moich planów.
- Levi, przestań. - postawiłam między nami rękę, przez co nasze ciała podzielił dystans.
- Zrobię wszystko o co poprosisz. - nadal dotykał mojego policzka.
- Nie wiem czego chce. Mam wielki mętlik w głowie. - moje oczy wypełniło przerażenie.
Levi stał przede mną nie wzruszony. Nie czuł tego samego co ja, w ręcz przeciwnie zachowywał się tak jakby to było naturalne.
Stałam przed nim osłupiała z trzęsącym się ciałem i nie wiedziałam co powinnam teraz zrobić.
- Levi, pierwszy raz w swoim życiu się boję. - wypowiedziałam te słowa pragnąc ratunku z jego strony.
5.07.2018
PERFECTION 13
Zajęłam swoje stałe miejsce obok bruneta i pewna już tego, że nie stanie mi się z nim krzywda, nie zapięłam pasów.
Vanesso Cuffbert zadziwiasz mnie. - powiedziałam w myślach.
Kiedy Levi ruszył w drogę, szybko zorientowałam się, że nie jedziemy w kierunku mojego mieszkania.
- Levi... - zaczęłam, jednak szybko mnie uspokoił.
- Spokojnie, zaplanowałem dla nas wieczór. - kątem oka wypatrywał mojej reakcji
- Tego nie było w planach. - poczułam gniew zbierający się wewnątrz mojego ciała.
- Nie wszystko musi być zawsze po Twojej myśli. Daj się zaskoczyć...Uważam, że czasem powinnaś pozwolić komuś na zmianę Twoich planów. Tak jest o wiele zabawniej i na pewno nie monotonicznie. - ponownie skupił się na prowadzeniu samochodu.
Nie do końca wiedziałam, czy powinnam się obawiać tego co za moment nastąpi, czy zwyczajnie poddać się tej chwili. Nie często w moim życiu dzieją się zmiany. Zawsze wszystko mam ułożone co do minuty. Dosłownie w tego słowa znaczeniu perfekcja.
Zatrzymaliśmy się na jakiejś polnej drodze. Wszędzie wokoło było pełno trawy, jedynie naprzeciw nas rozpościerał się widok oświetlonego latarniami miasta.
- Co my tu robimy? - zapytałam, napawając się pięknym widokiem miasta.
- To. - sięgnął na tył samochodu i podał mi białe pudełko, w którym zapewne znajdowało się coś do jedzenia.
- Skąd pewność, że mi posmakuje? - nie otwierając pudełka zmierzyłam chłopaka spokojnym wzrokiem.
- Już trochę Cię poznałem. - w jego wzroku wyczułam pewne ciepło, którego nie zaznałam u Vanca.
Otworzyłam pudełko i oczywiście znalazło się tam moje danie. Sałatka grecka z grzankami i serem. Uwielbiałam tą sałatkę, jednak nie jadłam jej zbyt często. Takie pyszności niosą ze sobą złe konsekwencje, a mianowicie mnóstwo kalorii i wielkie kilogramy.
- Wiedziałem. - zaśmiał się więc zapewne musiałam mieć straszną minę.
- Wiesz ile to ma kalorii? Owszem uwielbiam to, ale..
- Nie ma żadnego ale, po prostu jedz. - odgarnął mi z twarzy spadające kosmyki włosów.
Posłusznie spałaszowałam całą zawartość pudełka.
- To było pyszne. - oparłam się o siedzenie.
- Cieszę się, że Ci smakowało. - jego uśmiech wskazywał na to, że był zadowolony.
- Nie wiem jak ty, ale ja muszę się przewietrzyć i rozchodzić te okropną nadwagę.
Zostawiłam uchylone drzwi samochodu i wyszłam na zewnątrz. Dopiero teraz zrozumiałam gdzie jesteśmy. Znajdowaliśmy się pod mostem. Stąd te widoki. Oparłam się o maskę samochodu i wpatrywałam w krajobraz.
- Więc? Czy już jestem gotowy poznać tą Twoją długą historię? - zajął miejsce obok mnie.
- Miałam piętnaście lat, gdy poznałam Vanca. To było pierwsze zauroczenie i jak się później okazało, jedyny chłopak w moim życiu. Od zawsze się dogadywaliśmy, nigdy nie kłóciliśmy. Para idealna. On był uczony oddawania się w wir pracy, a ja perfekcji, planowania życia i tego by być najlepszą we wszystkim. Po szkole on został zatrudniony w firmie adwokackiej, zaczął dostawać nowe zlecenia i oczywiście wszystkie wygrywał. Ja natomiast otworzyłam własny sklep. - spuściłam głowę w dół zatapiając wzrok w swoich palcach. - Rodzice byli tak zafascynowani naszym związkiem, że postanowili wynająć nam mieszkanie, które teraz sami opłacamy. Kilka miesięcy temu Vance oświadczył mi się. Zgodziłam się, w końcu mam 25 lat i najwyższy czas na ustatkowanie życia.
- Ale Ty tego nie chcesz. - wtrącił się, na co nic nie odpowiedziałam jednak wiedziałam ,że miał rację.
Powiedział to, czego ja się obawiałam.
2.07.2018
PERFECTION 12
Wskazałam miejsce, gdzie może się rozebrać po czym sama zabrałam wszystkie zakupy do kuchni. Kątem oka obserwowałam zachowanie bruneta. Wydawał się nie zbyt wzruszony wystrojem mojego mieszkania. W końcu nie było ono nadzwyczajne. Poczułam jak moje serce przyspiesza, kiedy stanął przed komodą, na której stały zdjęcia rodzinne oraz Vanca.
- To Twój narzeczony? - zapytał nie odwracając się w moją stronę.
- Tak. - bez większych ceregieli wyznałam mu prawdę.
Nie widziałam powodu dla którego powinnam go okłamywać.
- Pewnie sztywniak. - skomentował odkładając zdjęcie na miejsce i zajmując krzesło przy blacie kuchennym.
- Jak każdy adwokat. - sprostowałam.
- Co nadal nie rozwiewa mojego zdziwienia, jak taka kobieta może być z takim sztywniakiem.
- To dosyć długa historia, a ty nie jesteś jeszcze na to gotowy. - popchnęłam talerz z bułkami w jego stronę jednocześnie posyłając mu ciepły i co najważniejsze szczery uśmiech.
- A kiedy będę? - pochylając się nad blatem zabrał się za jedzenie.
- Wtedy na pewno ci powiem. - również postąpiłam jak on.
Pierwszy raz tego dnia jedliśmy w ciszy, ciągle wpatrując się sobie w oczy. Co dziwne, nie czułam przy nim żadnego zawstydzenia. Byłam przy nim sobą.
***
- Mary, sporządziłaś raport z dzisiejszego dnia? - zapytałam, kiedy była gotowa do opuszczenia lokalu.
- Tak, położyłam go na Pani biurku. - oznajmiła, po czym pożegnała się i wróciła do domu.
Była godzina 18:00. Pozostało mi jeszcze zrobić zamówienie na nową dostawę i również mogłam udać się do domu. Nie zwlekając chwyciłam za telefon i wybrałam numer naszego stałego dostawcy.
- Dobry wieczór. Tak, chciałam zamówić nową dostawę ubrań. Zgadza się, zimowych.
Chwilę jeszcze uzgodniłam z dostawcą resztę szczegółów i mogłam się spokojnie rozłączyć. Zapisywałam na kartce godzinę i numer dostawy, kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
- Zamknięte! - oznajmiłam nie odrywając wzroku od kartki.
- W takim razie co tu jeszcze robisz? - usłyszałam uwielbiany od kilku dni głos.
- To Ty, myślałam że to jakiś klient. - odłożyłam na bok kartkę i długopis.
- A ja myślałem, że wyczuwasz mnie już na odległość. - oparł się o ladę.
- Więc po co przyjechałeś?
- Oj Van, jeszcze się nie przyzwyczaiłaś?
- Może i dlatego właśnie się ubieram. - mrugnęłam w jego stronę i zbierając swoje rzeczy zamknęłam sklep.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








