13.08.2018

PERFECTION 26


 Kiedy przebudziłam się nad ranem, po Levim nie było ani śladu. Zmartwiona jego zniknięciem, ubrałam wczorajsze ciuchy i po pościeleniu łóżka wyszłam z pokoju.
 Stanęłam naprzeciw drzwi chłopaka, który spędził poprzednią noc w moim towarzystwie. Chwilę zastanawiałam się czy wejść do środka. Ostatecznie postanowiłam zrobić to nim ktoś mnie przyłapie.
 Nie myliłam się. Leżał w swoim łóżku odwrócony plecami w moją stronę. W cichym pomieszczeniu słychać było tylko równe oddychanie wydobywające się z jego ust.
 Po ostatniej nocy coś między nami zmieniło się. Moje uczucia do niego uległy zmianie. Wiedziałam, że miłość, która gromadziła się w jego kierunku, z dnia na dzień nabierała na sile.
 Ostrożnie kucnęłam naprzeciw niego i dotknęłam jego dwudniowego zarostu. Czułam jak włoski pocierają moją dłoń, jednak lubiłam to.
- Tak szybko wstałaś? - jego zielone tęczówki teraz wpatrywały się we mnie.
- Obudziłam się, lecz nigdzie Cię nie było. Zmartwiłam się.
- Musiałem wyjść wcześniej, żeby nie robić żadnych podejrzeń.
- Rozumiem. - czułam po swoim głosie, że wypowiedziane słowa zabrzmiały smutkiem. On też to wyczuł.
- Nie smuć się. - nachylił się i złożył na moich ustach pocałunek.
- Wracajmy. Nie chcę robić podejrzeń, ale wolę jednak, kiedy spędzamy czas w Twoim domu. - poprosiłam wtulając się w jego ciepłą dłoń.
- W takim razie wracajmy. - musnął mój nosek.
 Do domu wróciłam koło godziny 18:00. Przecież Levi nie opuściłby chociaż jednego dnia w moim towarzystwie. Niestety dzisiejszy trening miał na godzinę 19:00, dlatego wspólna kolacja odpadała.
 Przekręciłam zamek w drzwiach i weszłam do środka. Obowiązki przyszłej żony wróciły do mnie momentalnie. Przygotowanie obiadu, posprzątanie mieszkania. Nie zmieniając ubrań z dwóch dni, zabrałam się za przyrządzanie kurczaka w miodzie. Ogarnięcie mieszkania zajęło mi czterdzieści minut, dokładnie tyle ile potrzebował kurczak. Wyłączyłam piekarnik i zostawiając karteczkę na stole, zamknęłam się w sypialni. Czułam zmęczenie, lecz nie aż tak wielkie, by oddać się w ręce morfeusza.
 Ułożyłam się wygodnie i naciągnęłam kołdrę po same uszy. Wpatrywałam się w zapadającą ciemność za oknem.
W mojej głowie nie pojawiała się żadna myśl. Zwykła pustka przelatywała przez pomieszczenie bez życia. Pomieszczenie, które było wysprzątane do perfekcji, z każdą rzeczą posiadającą swoje miejsce. Nie mogło być inaczej. Ten porządek to byłam ja.
 Nagle usłyszałam przekręcanie zamka i otwieranie drzwi. Z myślą, że to Vance, zamknęłam oczy i udawałam, że śpię.
 Po uchyleniu drzwi sypialni, poczułam jego zimną dłoń na odkrytym ramieniu, jednak nie wzruszyłam się. Chłopak jedynie westchnął i zniknął z naszej sypialni.
 Nie powinnam go tak odtrącać, w końcu za kilkadziesiąt dni miał się odbyć nasz ślub. Już za dwa miesiące mięliśmy stać się rodziną.
 Vanesso, przecież tak tego pragnęłaś.
 Owszem, stara Vanessa marzyła o tym dniu, jednak TA Van wie, że to będzie najgorszy dzień w jej życiu. Nie miała co do tego żadnych wątpliwości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz