18.08.2018

PERFECTION 27


Do wesela został już tylko miesiąc. Wszystko miało być przygotowane. Zaproszenia zostały rozesłane, catering zamówiony, kreacje gotowe, fryzjer i kosmetyczka zostali zamówieni na odpowiednią godzinę. Dzisiaj zostało obgadać dodatki kwiatowe z florystą. Właśnie opuszczałam mieszkanie, kiedy w progu drzwi natknęłam się na bukiet żółtych tulipanów, przykrywających dobrze znaną mi postać.
- Niespodzianka. - powitał mnie w progu, wychodząc zza kwiatów. - To dla Ciebie. - wręczył mi bukiet wchodząc jednocześnie do środka.
- Dziękuję. - stanęłam naprzeciw niego, składając czuły pocałunek na jego ustach.
- Cudowne powitanie. - zaśmiał się obejmując mnie w pasie.
- A co w nim takiego śmiesznego? - odwzajemniłam czułość.
- Zawsze, gdy Cię widzę nie mogę się nie uśmiechnąć. - ponownie wpił się w moje usta.
 Nie zważając na bukiet kwiatów, który leżał na podłodze, objęłam rękoma jego szyję i odwzajemniałam każdy z jego pocałunków. Czułam jego ciepłe wargi, język wkradający się do moich ust, by połączyć się wraz z moim.
 Poczułam ciepłe pulsowanie, wydobywające się spomiędzy moich nóg. W duchu prosiłam, aby moje pożądanie nie wzięło góry, jednak tak się nie stało. Kiedy chłopak zaczął kierować nas w stronę sypialni, musiałam zapanować nad całą sytuacją, mimo iż moje ciało wręcz błagało o jego bliskość.
- Levi, mam spotkanie. - wypowiedziałam ochrypłym głosem.
- Może zaczekać. - schodził pocałunkami na moją szyję.
- Nie może.
 - No dobrze. - westchnął i ostatni raz pocałował moje usta. - Gdzie mam Cię zawieźć?
- Mam spotkanie z florystką. - wyjaśniłam podając mu ulicę.
 Szybko ogarnęłam bałagan, który narobiliśmy i udałam się w kierunku samochodu, który tak dobrze znałam.
 Na miejsce dojechaliśmy w szybkim tempie. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg drzwi, starsza kobieta przywitała nas promiennie.
- Witam Państwa. W czym mogę wam pomóc?
- Byłam umówiona z Panią.
-Ah tak. Wesele 16 stycznia? - dopytała, by mieć pewność. - W takim razie proszę usiąść, przyniosę katalog. - wskazała dwa fotele znajdujące się przy stoliku.
- Słyszałaś pysiaczku? - przejechał palcem wzdłuż mojej szyi.
- Przestań! - strąciłam jego dłoń, czując jak na ten czuły gest, moje ciało reaguje dreszczami.
 - Proszę spojrzeć na zdjęcia. - kobieta położyła przed nami katalog, a ja kątem oka ujrzałam jak Levi powstrzymuje wybuch śmiechu. - Dzisiejsze pary wybierają na sale weselną kompozycję ułożoną z czerwonych róż, bądź białych margaretek.
- Tak, to wygląda pięknie, jednak ja wyobrażałam sobie własną aranżację. Jeśli to nie problem. - skierowałam to stwierdzenie, a raczej pytanie w stronę kobiety.
- Naturalnie, więc jaki miała Pani pomysł?
- Myślałam o żółtych tulipanach. - na te słowa Levi stanął nieruchomo i wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem.
- Naprawdę? - zapytał nie dowierzając.
- Tak. Masz coś przeciwko? - zapytałam spoglądając w jego tęczówki.
- Nie. - odpowiedział z uśmiechem. - Uważam, że ta aranżacja będzie odpowiednia. -wskazał palcem zdjęcie z katalogu.
- Pierwszy raz spotykam się, że pełne małżeństwo, przyjeżdża na ustalenie dodatków kwiatowych. Zazwyczaj robią tą same Panie, jednak tym razem jestem mile zaskoczona. Gratuluję tak wspaniałego wyboru.
- Dziękujemy. - opuściłam głowę z poczucia skrępowania, lecz nie zamierzałam prostować tego nieporozumienia.
- W takim razie, kochanie czy zgadzasz się na ten wybór? - Levi położył swoją rękę na moich plecach.
- Tak, zdecydowanie. - spojrzałam w jego zielone tęczówki, które tliły się iskierkami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz