25.08.2018

PERFECTION 28


 - Więc moja przyszła żono, jako Twój wybranek proponuję Ci wspólne śniadanie w restauracji, gdzie przy naszym drugim spotkaniu niesłusznie oblałem Ci bluzkę. - objął mnie w pasie, prowadząc do samochodu.
- Nie pozostaje mi nic innego jak się zgodzić. - ucałowałam jego policzek.
- Nie. - zatrzymał moją dłoń, kiedy planowałam otworzyć drzwi samochodu. - Może tym razem chcesz poprowadzić?
- Naprawdę? - nie dowierzałam w jego słowa.
- Jak najbardziej. - wymachiwał kluczykami od samochodu.
- Oczywiście, że chcę. - klasnęłam w dłonie i przechwytując kluczyki zajęłam miejsce kierowcy.
 Spokojnie ustawiłam siedzenie i zapięłam pasy, po czym uruchomiłam silnik.
- Gotowy? - zapytałam przyglądając się siedzącemu obok chłopakowi.
- Wiesz, teraz nie jestem do końca pewny, czy to dobry pomysł. - przewróciłam oczyma i dodałam gazu.
- Majaczysz. - wypowiedziałam ostatnie słowo po czym ruszyłam.
 - I jak było? - zapytałam oddając chłopakowi kluczyk.
- Wiesz...przez pewne momenty obawiałem się o swoje życie.
- Dramatyzujesz. - przewróciłam oczyma.
- Czy Ty nabijasz się z moich obaw o bezpieczeństwo? - stanął naprzeciw mnie, blokując mi przejście.
- Po prostu twierdzę, że majaczysz. - pukałam go palcem w klatkę.
- Oj będziesz musiała ostro prosić o wybaczenie. - chwycił mój palec i ucałował go.
- Vanessa? - usłyszałam głos matki za plecami ukochanego.
- O nie... - wypowiedziałam cicho, kierując moją panikę w stronę chłopaka.
- Co Ty tu robisz? - nie zamierzała przestać.
- Witaj mamo. - odezwałam się, kiedy Levi odsłonił mi widok mojej rodzicielki.
- Nie powinnaś siedzieć teraz w sklepie? - zmierzyła wzrokiem bruneta. - A właściwie to gdzie Vance? I dlaczego przechadzasz się po mieście z nim, a nie swoim narzeczonym? - zasypywała mnie mnóstwem pytań, celując je we mnie jak pociski.
- Vance jest w pracy, a ja właśnie wracałam od florystyki. Levi tylko mi pomagał w uzgodnieniu szczegółów i postanowiliśmy zajść na jakieś śniadanie.
- Dlaczego zajmujesz się takimi sprawami z obcym mężczyzną?
- On nie jest obcy. Jest moim przyjacielem, który pomaga mi więcej w przygotowaniach weselnych niż sam mój narzeczony. - naskoczyłam na matkę.
- W każdym razie masz do pomocy mnie. - w dalszym ciągu upierała się przy swoim.
- Mamo, to nie jest odpowiednia pora i miejsce na takie rozmowy.
- Masz rację. Za dwie godziny będę u Ciebie w mieszkaniu. Obyś do tej pory skończyła załatwiać „swoje sprawy". - zaakcentowała ostatnie słowa i mierząc wzrokiem Leviego, ruszyła przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz