zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
22.05.2019
PERFECTION 54
Spanikowana nie mogłam uwierzyć w słowa pracownicy.
- Van, co się stało? - zmartwiony brunet podbiegł do mnie, podpierając się ramieniem.
- Musimy jechać do sklepu.
- Teraz? - nie krył swojego zdziwienia
- Tak! Póki jeszcze coś z niego zostało. - panicznie zbierałam swoje rzeczy. - No co tak stoisz?! Zawieź mnie! - krzyczałam do skołowanego chłopaka.
- Najpierw powiedz o co chodzi!
- Sklep się pali! Muszę tam pojechać. - wręcz błagałam go o zrozumienie.
Bez większych ceregieli odszukał kluczyki od samochodu i po chwili oboje kierowaliśmy się w stronę mojego lokalu. W duchu modliłam się o to, by wszystko okazało się jednym, wielkim snem, z którego zaraz się obudzę.
W dosyć szybkim tempie dojechaliśmy na miejsce. Od tego momentu wszystko działo się mechanicznie i bardzo szybko. Grupa strażaków gasiła palący się budynek, zbiegowisko ludzi wpatrywało się w tą katastrofę, a Mary stała zapłakana nie mogąc nic zrobić.
- Mary! - zawołałam w jej stronę.
- Pani Vanesso. - podbiegła w moją stronę i mocno przytuliła. - Nie mam pojęcia jak to się stało.
- Opowiedz wszystko od początku. - starałam się ją jakoś uspokoić, jednak sama dusiłam w sobie te wszystkie złe emocje.
- Siedziałam w pracy, jak zawsze. Klienci robili zamówienia, cały czas siedziałam na recepcji. W pewnym momencie poczułam zapach dymu. - przełknęła ślinę. - Weszłam na zaplecze i ujrzałam ogień. Od razu zawiadomiłam straż i Panią, jednak ogień się rozprzestrzeniał. Wyprosiłam wszystkich klientów i nawet nie zdążyłam zabrać swoich rzeczy. To wszystko działo się tak szybko... - żaliła się.
- Już dobrze. - mocno ją objęłam. - Zwrócę Ci wszystkie koszty za poniesione straty. Nie musisz się o to martwić.
- Pani Vanesso, nie widziałam aby ktoś wchodził. Przecież siedziałam cały czas na recepcji. Sama nie podłożyłam ognia.
- Wiem o tym. Nawet Ciebie nie podejrzewałam.Jesteś ostatnią osobą, która była by zdolna do czegoś takiego. - uspokajałam kobietę.
- Przepraszam. - podszedł do nas starszy policjant w niebieskim mundurze. - Chciałbym, aby Pani złożyła zeznania. - skierował słowa do mojej pracownicy.
- No dobrze. - minęła chwila zanim kobieta opowiedziała całą historię na nowo.
- Czy mają Panie jakieś podejrzenia co do osoby, która mogła podrzucić ogień?
Obie spojrzałyśmy na siebie. Doskonale wiedziałyśmy kto był do tego zdolny, jednak czy chciałam oddać go w ręce policji?
Postanowiłam nie mieszać go w to i nie przyznawać się do przypuszczeń. W przeciwieństwie do niego, potrafię rozwiązać sprawy polubownie.
Przypływ emocji i wydarzeń okazał się zbyt wielki jak na jeden dzień, dlatego poczułam mocne zawroty głowy i lekkie ukłucia w brzuchu.
- Van, jedźmy do domu. - poczułam na ramieniu dłoń Leviego. - Powinnaś odpocząć, aby nic nie stało się dziecku.
- Masz rację. - spojrzałam na niego z podziękowaniem. - Mary, powinnaś również jechać do domu. Strażacy zagaszą pożar, a policja wszystkim się zajmie. Podałam im numer telefonu, więc w razie problemów będą dzwonić do mnie.
Zrozpaczona kobieta przytaknęła i każde z nas rozeszło się w swoją stronę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

kiedy nastepne czesci? juz sporo czasu mineło. Bardzo rzadko dodajesz :(
OdpowiedzUsuńOstatnio nie miałam czasu...Bardzo przepraszam, i obiecuje ze rozdziały będą pojawiały się częściej.
OdpowiedzUsuń