zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
30.09.2017
CHANGE cz. 14
- Aniołku! - Travis wyciągnął ręce w moją stronę. Bez namysłu podbiegłam i wtopiłam się w nie. To była moja odskocznia od wszystkiego. Ponownie czułam zapach jego drogich perfum, jego głaskanie lewą ręką po moich włosach. Dobrze pamiętam to miejsce. Mieniące się jezioro, poruszane wiatrem korony drzew... miejsce wyznaczone do kąpieli i pływania kajakami. Trawa, na której zawsze rozkładaliśmy duży czerwony koc, kładliśmy koszyk z jedzeniem i przytuleni wpatrywaliśmy się w bezchmurne niebo. To tu przychodziliśmy pływać kajakami. W tym miejscu nauczył mnie pływać. Brunet wziął mnie na ręce i zaczął kierować się na pomost, z którego wskakiwaliśmy do jeziora. Postawił mnie na nogach i zaczął się histerycznie śmiać. Obok niego zmaterializowała się całkiem ładna blondynka, którą ostatnio przytulał.
- Aniołku, ty nigdy nie będziesz najważniejsza. - wypowiadając te słowa stojąca obok niego blondynka wepchnęła mnie do wody. W tym momencie zapomniałam wszystkiego co mnie nauczył. Nie wiedziałam jak się pływa. Panicznie machałam rękoma, aż ponownie poczułam oplatające mnie ramiona. Sprawnie wyciągnął mnie z wody i położył na brzegu. - Wszystko w porządku? - jego twarz odbijała się w promieniach słońca - Nic się nie martw iskierko. - wyszczerzył swoje usta w szerokim uśmiechu.
Co jest do cholery? - Przez głowę przebiegła mnie ta myśl. Usiadłam na łóżku i chwyciłam się za głowę. Ból był niemiłosierny. Wbiegłam do łazienki i wycisnęłam na rękę dwie tabletki na ból głowy. Po szybkim prysznicu ubrałam jeansowe spodenki z wysokim stanem, białą luźną bluzkę. Na ręce włożyłam kilka bransoletek i związując włosy w wysokiego kitka wyszłam z domu. Nie miałam ochoty jechać samochodem, więc zamówiłam taksówkę. Poprosiłam o podwiezienie mnie do Starbucksa znajdującego się pod akademią. Na pierwszą lekcję i tak nie zdążę. Zamówiłam swoją ulubioną kawę i wolnym krokiem zmierzałam w stronę uczelni. Szłam chodnikiem, kiedy znienacka przejechał obok mnie motor z zabójczym tempem. Ze strachu aż podskoczyłam i całe szczęście, że moja kawa miała nakrętkę, bo zapewne cała zawartość znalazłaby się na mojej bluzce.
- Co za palant. - westchnęłam pod nosem i dopiero chwilę później spostrzegłam kto to był. Ten palant spędził wczorajszy wieczór w mojej sypialni, ten palant dał mi iskierkę nadziei na to, że między nami coś może być. To on zagasił tą iskierkę słowami „nie jestem chłopakiem dla ciebie”. Co to mogło oznaczać? Co miał na myśli? Nie mam pojęcia, ale na pewno się nie poddam. Nie teraz, kiedy mam cień nadziei. Kiedy tylko doszłam na teren Akademii on właśnie schodził ze swojego pojazdu. Położył kask na siedzeniu i przejechał dłonią po rozczochranych włosach. Odwrócił się i przeniósł wzrok na mnie. Jego kąciki ust uniosły się lekko ku górze, jednak to by było tylko na tyle. Westchnęłam w duchu i przekroczyłam drzwi wejściowe, więcej na niego nie patrząc.
27.09.2017
CHANGE cz. 13
Popchnęłam go w stronę mojej sypialni na co on zaśmiał się i odsunął ode mnie.
- Co? - byłam zdezorientowana.
- Jesteś szybka. Każdego nowo sprowadzonego chłopaka ciągniesz od razu do łóżka?
Na te słowa wymierzyłam mu porządnego strzała w twarz.
- Wyjdź stąd. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Jesteś taka słodka, kiedy się złościsz. - jego oczy były pełne rozbawienia.
Bez zamiaru opuszczenia mojego mieszkania podszedł do toaletki, gdzie wśród rozrzuconych kosmetyków leżała gruba, czarna teczka.
Z przymrużonymi oczyma otworzył ją i zaczął przeglądać moje rysunki. Kiedy dotarł do swoich podobizn uśmiechnął się. Pierwszy raz widziałam jego pełny uśmiech. Nie wiem, czy była to kpina ze mnie, czy może raczej szczera emocja.
- Nikt jeszcze mnie nie malował.
- Oddaj to. - szybko wyrwałam kartkę z jego ręki.
Nie czekając dłużej chwycił kolejny rysunek na którym był on.
- Powiedziałam nie ruszaj! - zabrałam szkicownik i ukryłam go głęboko w szafie.
- Nie jestem chłopakiem dla ciebie. - ponownie znalazł się zbyt blisko mnie.
- Może ja to ocenię? - powstrzymywałam moje drżące wargi.
Spojrzał na mnie z uniesionymi kącikami ust i złapał mnie za biodra podnosząc na wysokość naszych czół. Oplotłam go nogami i oparłam swoje czoło o jego. Dotknęłam dłonią jego policzka i kciukiem przejechałam po dolnej wardze.
- Będziesz tego żałowała. - przygryzł jeden z moich długich paznokci. - Ale po takiej ilości alkoholu, jutro i tak nie będziesz tego pamiętała. - rzucając mnie na łóżko zatopił się w moich ustach.
Nie był agresywny, jego pocałunki były delikatne, rozpalały moje ciało. Zdjął moją skórzaną kurtkę i rozpiął zamek sukienki, którą zsunął do pasa. Spojrzał na czarny, koronkowy stanik i uśmiechając się cwaniacko, obcałował każdy milimetr mojej piersi wychodzącej spod koronki. Ręką przejechał wzdłuż mojej nogi i zatrzymał się na sznurowanych szpilkach. Delikatnie pociągnął za koniec sznurówki i zdjął buta z mojej stopy. Ujął ją w dłoń i obcałował każdy z pięciu palców pomalowanych na czarny kolor, jak jego oczy. Podobnie postąpił z drugą nogą.
Przez moje ciało nigdy nie przeszło tyle wrażeń co dziś. Moje usta zadrżały na dotyk jego suchych warg.
Wolną dłoń wsunęłam pod koszulkę muskając jego brzuch. Czułam napinające się pod moim dotykiem mięśnie.
Jego ręka powędrowała na koronkę mojego stanika. Jednym palcem jeździł po jego brzegu, czasem wsuwając go i muskając przy tym sutka.
Nie musiał robić wiele, żeby doprowadzić moje ciało do dreszczy.
Ostatni raz bardzo namiętnie pocałował moje usta i odsunął się, aby ustabilizować oddech.
Otworzył czarne oczy i spojrzał nimi prosto w moje. Czułam jak przyszywa mnie na wylot. Jakby znał każdy mój sekret.
- Naprawdę nie jestem chłopakiem dla ciebie. - mówiąc to zszedł z łóżka i trzaskając drzwiami wyszedł z mieszkania.
24.09.2017
CHANGE cz. 12
-Dlaczego uważasz, że wszystko dotyczy ciebie? - odwróciłam się w jego stronę.
- A nie jest tak? - obszedł mnie dookoła dotykając opuszkami palców mojej szyi, momentalnie na mojej skórze pojawiły się dreszcze.
- Czemu miałoby tak być? - mój głos drżał, co szczerze mnie zdziwiło.
- Powiedz to Merel... - sprawnym ruchem odwrócił mnie do siebie, czułam jego oddech na moich wargach.
- Co mam ci powiedzieć? - mimo moich wysokich obcasów musiałam podnieść głowę, by napotkać jego wzrok.
- To co oboje wiemy. - moja złość minęła, kiedy tylko zatonęłam w czarnych niczym noc tęczówkach.
Wiedziałam doskonale o co mu chodzi. Poddałam się.
- Nie opuszczasz mojej głowy nawet na moment. - przełknęłam wielką gulę pojawiającą się w moim gardle.
- Dlatego wiem, że każde twoje słowo dotyczy mnie. - objął dłońmi moją twarz i delikatnie musnął moje usta.
Widząc moją reakcję nie czekał długo i splótł swoje palce z moimi. Ciągnął nas w coraz ciemniejsze miejsce, gdzie z kroku na krok ginęło światło.
Nie bałam się. Przy nim czułam się…bezpiecznie.
- Masz. - podał mi kask.
- Nie sądzisz, że będzie mnie uwierał? - wskazałam na dwa koki na mojej głowie.
- Jak chcesz. Nie będę za ciebie odpowiadał. - sprostował siadając na przodzie ścigacza.
Zajęłam miejsce za nim i objęłam go w pasie rękoma.
- Już to robisz. - przygryzłam płatek jego ucha i poczułam jak jego mięśnie kolejny raz się napinają.
Czułam jak przygryza mocno zęby i bez słowa odpala ścigacza. Chwilę później chłodny wiatr muskał moją twarz i plątał włosy. Nie wiem, czy to przez alkohol, czy zwyczajnie w świecie poczucie bezpieczeństwa, przytuliłam się do pleców chłopaka.
W tym samym czasie on przyspieszył. Napawałam się jego zapachem póki jeszcze mogłam. Zacisnęłam mocniej ręce wokół jego brzucha, a czując chłodny wiatr na moich palcach, zwyczajnie w świecie wsadziłam je pod jego skórzaną kurtkę.
Czułam jak się wzdryga, jednak nie wyjął ich tylko dalej skupiał się na jeździe.
Oparłam głowę o jego plecy i myślałam. Myślałam o tej wyczekiwanej chwili.
***
- Jesteśmy - nie słyszałam już ryku silnika.
- Szybko. - odchrząknęłam.
- Chodź, odprowadzę cię. - chwycił moją rękę i wniósł mnie po schodach na drugie piętro, gdzie znajdowało się moje mieszkanie.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? - zapytałam przekręcając zamek w drzwiach.
- Wiem o tobie wszystko Merel. - gwałtownie zatrzasnął drzwi i popchnął mnie na ścianę.
Wszystkie rzeczy znajdujące się w moich rękach swobodnie opadły na podłogę, by za chwilę Bryan mógł przygwoździć mnie do chłodnej ściany.
- Boisz się? - wyszeptał w moje usta.
- Nie. - byłam pewna i jako pierwsza zatopiłam się w tak pożądanych przeze mnie ustach.
W tej chwili nie liczyło się nic. Byliśmy tylko my w ciemnych pomieszczeniach samotnego mieszkania.
23.09.2017
CHANGE cz. 11
Przekroczyłam drzwi klubu Heaven i odszukałam wzrokiem grupki znajomych. Bez większych ceregieli podeszłam do nich i przywitałam się z każdym oprócz Bryana. Nie zaszczyciłam go wzrokiem, mimo iż czułam jego spojrzenie na swoim ciele.
- Masz, czekał na ciebie. - Kellan wcisnął mi do ręki szklankę z drinkiem.
- Dzięki, myślałam że jak zwykle będę musiała iść zamówić je do naszego stolika.
- Tym razem cię wyręczyliśmy. - puścił mi oczko i wciągnął Roxan na parkiet.
- Idziesz tańczyć? - zapytał jeden z naszej grupy.
- Za chwilę dołączę. Chcę wypić jeszcze parę drinków. - wskazałam na szklankę.
Chyba zrozumiał bo nie nalegał i odszedł w podbój towarzyszek do tańca.
Zostałam sama z Bryanem.
Po godzinie byłam kompletnie wstawiona. Nie pamiętam ile dokładnie wypiłam drinków, ale wszystko zaczynało mnie bawić. Spojrzałam w kierunku przyglądającego mi się Bryana.
- Co? Jestem brudna, że mi się tak przyglądasz? - nadal bez słów wpatrywał się we mnie
- A może zwyczajnie w świecie ci się podobam. - oparłam łokcie o stół i nachyliłam się.
- Zatańczymy? - zbił mnie z tropu.
Nim zdążyłam odpowiedzieć chłopak kierował nas w stronę parkietu. Bez chwili zwłoki położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie, tak że nasze ciała niemal stykały się ze sobą. Zarzucił sobie moje ręce na szyję i zaczął kołysać nas w rytm muzyki.
Czułam jak moje serce przyspiesza, a umysł trzeźwieje. Mimo usilnych prób powstrzymania, mój wzrok przeniósł się na jego czerwone wargi. Tak bardzo pragnęłam poczuć smak jego ust. Miałam wrażenie, że wiem doskonale jak smakują, że ostatni pocałunek nie był tylko fikcją.
Na samo wspomnienie moje ciało przeszedł dreszcz.
- Z czego się śmiejesz? - zauważyłam zmarszczki tuż przy jego oczach, znałam je doskonale.
- Po prostu tańcz. - schowałam swoją głowę między jego szyję i dałam się ponieść muzyce.
Nim się spostrzegłam utwór dobiegł końca, a ja wręcz błagałam, żeby to nie był koniec. Chłopak bez słowa zostawił mnie samą na parkiecie i wrócił do stolika, gdzie siedział Kellan z poważnym wzrokiem.
Zrezygnowana usiadłam przy barze, poprosiłam o kolejne drinki i wskazałam na stolik gdzie mieli je przynieść.
Przez resztę wieczoru Bryan wpatrywał się we mnie wzrokiem bez emocji.
- Może starczy? - usłyszałam głos Roxan.
- Jeszcze się trzymam. - usłyszałam ciche parsknięcie bruneta. - Masz jakiś problem?
- Mam. Ale nie zamierzam się nim z tobą dzielić. - skrzyżował ręce na piersi.
- Możesz się nim wypchać. - Zmierzyłam go złowrogim spojrzeniem, i nie czekając dłużej wyszłam na zewnątrz przewietrzyć się.
Czując buzującą we mnie złość oparłam dłonie na barierce kawałek od wejścia na parking, gdzie nikogo nie było.
- Jaki on jest irytujący!
- Mam nadzieję, że nie masz na myśli mnie. - serce przyspieszyło, a w głowie odbijał się echem jego głos.
15.09.2017
CHANGE cz. 10
Z bijącym sercem zamknęłam drzwi i zdezorientowana przetwarzałam to co przed chwilą miało miejsce. Wsadziłam ręce we włosy i zniknęłam w sypialni otwierając na oścież okno i łapiąc trochę powietrza.
Dotknęłam palcami moich wilgotnych warg, na których czułam jeszcze jego rozpalone usta.
To było…niesamowite. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim.
- Wróciłam!
Szybko zamknęłam okno i przejechałam dłonią twarz wracając do rzeczywistości.
- Włączam telewizor! - odkrzyknęłam
- Poczekaj chwilę. Wezmę prysznic i możemy zacząć nasz maraton.
Po przebudzeniu przeciągnęłam się leniwie na łóżku i spojrzałam na wyświetlacz telefonu.
- Już tak późno? - spojrzałam na śpiącą przyjaciółkę.
Gdy dowie się, że zaspałyśmy na pierwszą lekcje, chyba mnie zabije.
Postanowiłam jej nie budzić i opuściłam sypialnię kierując się do kuchni. Postawiłam wodę i zalałam zieloną herbatę. Usiadłam na wysokim krześle i zatopiłam się w myślach wczorajszego dnia.
Jak to możliwe, że znał mój adres? A może wcale go wczoraj nie było? Może to tylko moja wyobraźnia?
Nawet nie spostrzegłam, kiedy moje palce zaczęły pocierać węgiel na kartce.
Zawsze tak miałam, że gdy o czymś zawzięcie myślałam przetapiałam to nieświadomie na rysunek.
Tym razem było to wspomnienie wczorajszego spotkania.
Ostatni raz przejechałam palcem po twarzy Bryana i zgniotłam kartkę wrzucając ją do kosza.
- Widziałaś która godzina?! - zaśmiałam się na widok przerażonej blondynki - Ruszaj się! Nie mamy czasu! Musimy zdążyć na drugie zajęcia! - ponaglała mnie.
Wyjęłam z szafy jakieś ciuchy i zrobiłam na szybko makijaż, po czym rozczesując włosy mierzyłam wzrokiem moją przyjaciółkę.
- Roxan, uspokój się. To twoje pierwsze spóźnienie. Nic ci nie zrobią. Spójrz na mnie, praktycznie na każde zajęcia się spóźniam. - posłała mi złowrogie spojrzenie.
- Bierz te klucze i jedziemy!
Wsiadłyśmy do mojego samochodu i odjechałyśmy w kierunku szkoły.
***
Od pocałunku minął ponad miesiąc, a ja mam wrażenie jakby to wszystko było iluzją. Bryan ciągle odtrąca mnie od siebie i stara się unikać mnie, jeśli ma do tego tylko możliwość.
Jeszcze nie wiem co takiego mu zrobiłam, ale dowiem się.
Kończyłam poprawianie koków na czubku mojej głowy i szczotką przeczesałam resztę rozpuszczonych włosów. Spojrzałam w lustro na swe odbicie. Ciemne cienie podkreślały moje oczy.
Przejechałam granatowym paznokciem po błyszczyku rozmazując go i podniosłam się z siedzenia.
Chwyciłam czarną kopertówkę i zarzucając na ręce skórę wyszłam z domu.
9.09.2017
CHANGE cz. 9
Rzuciłam na łóżko torbę, z której wysunął się szkicownik, ołówek i kilka rysików węgla. Spokojnie wzięłam do rąk grubą teczkę i sprawdzałam rysunki z ostatnich zajęć. Poczułam mocne szczypanie w oczach, kiedy ujrzałam co na nich jest.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że większość moich prac zajmuje Bryan. Jego postać na zajęciach, w czasie przerwy, w klubie, w parku, nawet na basenie. Zrozpaczona rzuciłam szkicownik w sam koniec materaca, usiadłam na łóżku i podkuliłam nogi chowając w nich twarz.
Byłam załamana. Nie tym, że mnie uratował lecz tym, z czego zaczęłam zdawać sobie sprawę.
Nawet nie słyszałam, kiedy do pokoju weszła Roxan.
- Merel…nie płacz. Bryan zdążył cię uratować.
Pokiwałam przecząco głową i zaczęłam szlochać. Nie musiałam patrzeć, żeby wiedzieć, że Roxan sięga po znajdujący się na końcu łóżka szkicownik i chwilę później głośno wzdycha.
- Chodź tu malutka. - usiadła obok mnie i objęła mocno ramionami.
Pozwoliła mi się wypłakać. Wiedziała doskonale to samo co ja przypuszczałam, jednak nie komentowała tego.
- Co ty na wspólny babski wieczór? Tylko ja, ty i popcorn wraz z kolejnym odcinkiem naszego ukochanego Lucyfera?
- Nie mam popcornu. - podniosłam na nią wzrok.
- Idź pod prysznic, a ja szybko skoczę do sklepu i przy okazji po ciuchy na jutrzejszy dzień. -cmoknęła mnie w policzek i zniknęła.
Kochałam ją za to. Zawsze wiedziała co powiedzieć i zrobić w chwilach, gdy przechodziłam kryzys emocjonalny.
Leniwie podniosłam się z łóżka i zniknęłam za drzwiami łazienki. Moje czekoladowe włosy związałam w koka i przetarłam dłonią twarz. Oczy miałam spuchnięte od płaczu, a makijaż rozmazany.
Po szybkim odświeżeniu się ubrałam krótkie spodenki i luźną bluzkę. Kiedy miałam wchodzić do sypialni usłyszałam pukanie do drzwi.
- Czyżbyś zapomniała kluczy? - skamieniałam widząc osobę za drzwiami.
- Raczej nie dostałem ich od ciebie. - uniósł kąciki ust.
- Co tu robisz?
- Przyszedłem sprawdzić, czy nie potrzebujesz mojej pomocy. - wepchnął się do środka.
- Jak widać jeszcze żyję. - powiedziałam sarkastycznie.
Przez dłuższą chwilę przyglądał mi się w milczeniu. W przedpokoju rozchodził się zapach jego perfum. Mimowolnie przymknęłam oczy, a gdy je otworzyłam stał niebezpiecznie blisko mnie. Moje serce przyspieszyło, a oddech zwolnił. Poczułam wielką gulę w gardle.
- Jesteś taka inna..tak niebezpiecznie inna.. - dotknął dłonią mojego policzka.
Nie powinnam, ale wtuliłam się w jego dłoń. Nie miałam pojęcia co kierowało moim ciałem, a może i wiedziałam?
Widząc moją reakcję objął moją twarz obiema dłońmi i zatopił swoje usta w moich. Nie był delikatny, był brutalny. Dotknęłam dłonią jego piersi i poczułam jak jego mięśnie się napinają. Walczył z czymś, mocno zaciskał swoje dłonie na mojej twarzy.
- Uważaj na siebie. - wypowiedział chwilę po ustabilizowaniu oddechu i zwyczajnie w świecie wyszedł, zostawiając mnie samą, z tysiącem myśli, i cholernym chaosem w głowie.
3.09.2017
CHANGE cz. 8
***
- Hej, Merel! - szturchnęła mnie łokciem.
- Co jest? - spojrzałam na nią spod czarnych okularków.
- Ciągle na ciebie spogląda. - wskazała siedzącego na miejscu ratownika Bryana.
- Roxan, nie szukaj zaczepki tam, gdzie jej nie ma. - opadłam na leżak przybierając poprzednią pozycję.
- Jak chcesz. Idę popływać. - zostawiła mnie samej sobie.
Mimo moich sprzeciwów, przez ciemne okulary przyglądałam się sylwetce Bryana.
Blade ciało, idealnie wytrenowane. Ramiona pokrywały rysunki tatuaży przypominające łańcuchy. Kto by pomyślał, że w pracy ratownika dopuszczalne jest posiadanie takich znamień na ciele.
Spojrzał na mnie i jego kąciki ust uniosły się w delikatnym, cwanym uśmiechu. Przy jego oczach pojawiły się zmarszczki. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
Pospiesznie odwróciłam wzrok obawiając się, że zostałam przyłapana na wpatrywaniu się w niego. Poprawiłam oparcie leżaka i sięgając do torebki wyjęłam szkicownik. Przeleciałam kilka kartek i zatrzymałam się na czystej. Od razu chwyciłam do ręki ołówek i zaczęłam stawiać pierwsze kreski.
Mój obraz przedstawiał dzieci bawiące się w brodziku, a tuż obok stoisko ratownika. Dopiero po chwili zorientowałam się, że przy dzieciach, na oko mających z 7 może 8 lat, stoi Bryan. Opowiadał im o czymś, a one pilnie przysłuchiwały się temu. Zaciekawiona podniosłam się odstawiając na bok szkicownik i zaczęłam podążać w tamtą stronę.
Cóż zrobić, od dziecka byłam ciekawska. Nie zauważyłam, kiedy potknęłam się o dmuchane koło jednego z dziecka i wpadłam do basenu. Wystraszona zaczęłam krztusić się wodą, aż poczułam silnie oplatające mnie ramiona. Z mocno zaciśniętymi oczyma pozwoliłam memu wybawcy wyciągnąć mnie na powierzchnię.
- Pochyl się! - rozkazał, na co zrobiłam tak jak kazał.
Zaczęłam kaszleć, a z jego klepnięciami woda zaczęła wypływać z moich ust. Przestał, kiedy zauważył, że moje ciało uspokoiło się i jestem bezpieczna.
- Wow! - usłyszałam zszokowanie dzieci. - To było niesamowite. Jak zrobiłeś to tak szybko?- zarzuciły go masą pytań.
- Praca ratownika wymaga szybkich reakcji. Pamiętajcie, że musicie uważać, aby nie dochodziło do takich sytuacji. - odszukał wzrokiem moje wystraszone spojrzenie. - Idźcie przyszykować się do zajęć. Za chwilę przyjdę. Upewnię się tylko, że wszystko jest w porządku z naszą „ciamajdą”. – zaakcentował ostatnie słowa w żarcie do dzieci.
- Nie jestem ciamajdą. - szybko zaprzeczyłam posyłając mu złowrogie spojrzenie.
- Ciągle muszę cię ratować. - przejechał dłonią po moim policzku.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że więcej do tego nie dojdzie. - podniosłam się.
- Oby. - przybrał poważną minę. - Wszystko w porządku?
Przez chwilę poczułam, że martwi się o mnie. To bardzo przyjemne uczucie, jednak nie było szczere. Robił to z obowiązku.
- Tak. Nic mi nie jest. - powiedziałam urażona i odeszłam zabierając swoje rzeczy.
Merel! Musisz się uspokoić! To nie jest chłopak dla ciebie! Weź się w garść!
Skarciłam siebie w myślach, jednak moje serce ciągle ciągnęło do niego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






