28.06.2018

PERFECTION 11



 Poranne słońce przedzierało się przez firankę w mojej sypialni. Zapowiadał się bardzo przyjemny dzień. Leniwie przeciągnęłam się na łóżku i wstałam.
 Po szybkim prysznicu, ubrana w granatowy zestaw spodni i czarnej koszuli, upięłam włosy w koka, zostawiając kilka pasemek włosów luźno.
 Z zamiarem zrobienia śniadania, weszłam do kuchni, jednak mój niedoszły mąż nie zrobił zakupów. Cóż się dziwić od tego zawsze byłam ja.
 Zrezygnowana zarzuciłam na ręce czarną kurtkę i biorąc torebkę zamknęłam drzwi mieszkania i zeszłam na dół.
 Mroźne powietrze od razu osaczyło moją twarz. Uwielbiałam taką pogodę. Nie było upalnie, przez co ludzie okropnie się pocili, ale nie było też zimno, co powoduje ubieranie na siebie sterty, grubych i ciepłych ubrań. Mróz z rana wraz ze słońcem kontrastowały ze sobą, dając orzeźwienie i przyjemne rozbudzenie.
 Kiedy tylko otworzyłam oczy, ujrzałam sylwetkę Leviego, który bacznie mi się przyglądał. Po napotkaniu mojego wzroku, na jego usta wkradł się uśmiech.
- Witam Panią. - ukłonił się teatralnie.
- Witam. - powiedziałam całkiem poważniejąc.
Co robił tu o tak wczesnej porze? W sumie 8:00 rano nie jest wcale, aż tak wczesna. Ale co robił akurat pod moim blokiem? - zastanawiałam się przez chwilę
- Dokąd się wybierasz?  -podszedł w moją stronę.
- Lepsze pytanie brzmi, co Ty robisz pod moim mieszkaniem? - na moje słowa spuścił głowę i zaśmiał się.
- Wiedziałem, że o to zapytasz. - ponownie podniósł wzrok, przeszywając mnie kolejny raz zielonymi tęczówkami.
 Czułam jak się w nich zatapiam, jakbym znowu miała siedemnaście lat i czuła ponownie to wrażenie posiadania motylków w brzuchu. Nie chciałam tego, wiedziałam dobrze co to znaczy.
- Nadal nie znam odpowiedzi na moje pytanie. - przełknęłam nerwowo ślinę.
- Planowałem podwieźć Cię do pracy, w końcu nadal jesteś skazana na taksówkę.
- Tak, tyle że ja nie szłam do pracy.
- W takim razie dokąd? - skrzyżował ręce i świdrował mnie detektywistycznym wzrokiem
- Muszę zrobić jakieś zakupy na śniadanie.
- Chodź, podwiozę Cię. - zaproponował.
- Nie obraź się, ale wolę się przejść. - widziałam jak spochmurniał i nie wiem dlaczego, ale zraniło mnie to. - Lubię takie mroźne powietrze. Może przejdziesz się ze mną?
 Nie mam pojęcia dlaczego mu to zaproponowałam, ale zgodził się i w ciągu dwudziestu minut byliśmy obładowani zakupami.
 Jak przystało na mężczyznę, Levi przejął ode mnie te cięższe zakupy, pozostawiając mi same przyprawy, czy bułki. W trakcie powrotu byłam zaskoczona tym, jak dobrze kleiła nam się rozmowa. Poruszaliśmy wiele tematów, błahych jak i poważniejszych, jednak wszystkie kończyły się śmiechem. Nie wiedziałam o nim zbyt wiele, jednak wystarczająco by stwierdzić, że mieszka sam w domu, rozwija się pod kątem swoich umiejętności, oraz że dostał nową ofertę pracy i musi pokazać się z jak najlepszej strony, by nie pożałowali jego wyboru. Wiem również, że Tony to jego brat, z czym wcześniej nie miałam żadnych wątpliwości.
- Może wejdziesz do mnie? Zasłużyłeś sobie na dobre śniadanie. - powiedziałam zanim w ogóle się nad tym zastanowiłam, ale kiedy przytaknął nie było już odwrotu.

26.06.2018

PERFECTION 10



 * Vanessa *

Siedzę przy stole w moim rodzinnym domku i zajadam przyrządzoną przez moją mamę kolację, a właściwie to obiadokolację. Od dzieciństwa pamiętam, jaką była świetną kucharką. Nadal uwielbiam jej potrawy.
 - Dzieci jak tam w pracy? - zagadał mój ojciec, wiedziałam jednak że to pytanie było bardziej skierowane do Vanca.
 Oboje adwokaci, mający wiele spraw, które zawsze kończą się sukcesami. Ale jakże mogło być inaczej.
- Vanesso, jak przygotowania weselne? - rozmowę Panów przerwała moja matka.
- W porządku. - posłałam jej wymuszony uśmiech.
- Nie potrzebujesz pomocy?
- Dziękuję, sama daje sobie świetnie radę. - nie mogłam dać jej tej satysfakcji, że bez jej pomocy nic mi nie wyjdzie.
- Właściwie to niedawno mieliśmy drobną przeszkodę. - wtrącił się mój narzeczony, za co miałam ochotę go udusić.
- Doprawdy? - podniosła wzrok od talerza i z lekkim triumfem spojrzała na mnie.
- Kilka dni temu kierownik sali odwołał naszą rezerwację. Zostaliśmy bez miejsca na wesele.
- To okropne.  -zauważyła. - Dlaczego nic nie mówiłaś? Przecież wiesz doskonale, że razem z ojcem znaleźlibyśmy odpowiednie miejsce. - zwróciła się do mnie
 Dlatego właśnie nic nie mówiłam, żebyś nie mieszała się w moje życie i ustawiała wszystko według własnego schematu. - powiedziałam w myślach. - Nie mówiłam nic, bo wszystko jest już ustalone.
- Oh, do prawdy? - jej entuzjazm opadł.
- Vance nie jest do końca poinformowany. - spuściłam wzrok na swój talerz z sałatką.
- W jakim sensie? - jego ton głosu brzmiał poważnie.
- Miałam dzisiaj spotkanie, na którym zarezerwowałam salę. Co prawda była ona droższa, jednak o wiele lepsza niż poprzednia. Jeszcze dziś zrobiłam przelew zaliczki.
- W takim razie cofam to co mówiłem o przeszkodach. - załagodził szybko sprawę. - Nasza Vanessa rozwiąże każdy problem. - chwycił moją rękę i ucałował ją, po czym wrócił do jedzenia.
 Oczywiście, że sprostam każdej przeszkodzie. W końcu tego zostałam nauczona. Nie znam innego sposobu na życie jak tworzenie swoich planów i dążenie do ich realizacji. Nie wiem jak to jest nie mieć sposobu na życie, poddawanie się, czy pozwalanie losowi samemu decydować za Ciebie. Zostałam nauczona, że nasze życie powinniśmy sami układać i dopilnować każdej najmniejszej rzeczy na to, by było ono idealne.
  Lecz czy moje takie jest?
Spojrzałam na każdego siedzącego przy stole. Nie zwracałam nawet uwagi na to co mówią, lecz na całokształt.
 Przepraszając ich zamknęłam się w łazience i przyjrzałam swojemu odbiciu.
 Byłam dosłownie jak moja matka. Ułożona, perfekcyjna, dbająca o każdy szczegół, nie znosząca gdy coś szło nie po jej myśli. A Levi? On był kompletnym przeciwieństwem. Nigdy nic nie planował, do wszystkiego podchodził bez przywiązania, pomagał nie mając w tym żadnego interesu...
 Dlaczego w ogóle o nim myślę? Bo pojawił się w moim życiu, będąc poza schematem. Czuje, że jeszcze wiele namiesza. Zazwyczaj takie nieplanowane rzeczy przynoszą najwięcej kłopotów.

22.06.2018

PERFECTION 9




* Levi *

 Zaparkowałem pod już dobrze znanym mi blokiem i niechętnie zostawiłem auto na luzie, jednocześnie zaciągając ręczny.  Nie chciałem, żeby ta podróż minęła nam tak szybko, jednak nic nie wskazywało na to, aby miała trwać ona dłużej.
- Dziękuję, za wszystko. - usłyszałem jej delikatny, lecz kontrolowany w najmniejszym calu głos. -Nie znamy się długo i rozmyślałam nad powodem dla którego tyle mi pomagasz i nie znalazłam żadnego.
- Czasem do pomocy innym nie jest potrzebny żaden powód. - próbowałem nie wpatrywać się w nią.
- Mimo wszystko dziękuję. - po tych słowach zatrzasnęła drzwi od samochodu, a mi nie pozostało nic innego jak odjechać.
 Nie wracałem do domu. Za pół godziny odbywa się mój trening, na którym musze być punktualnie. Jestem nowym piłkarzem w drużynie Amreica Rj, co oznacza że muszę być dwa razy bardziej punktualny, dokładny i dawać z siebie wszystko.
 Przebrałem się w strój i w samotności ruszyłem na boisko. Nikogo z mojej drużyny jeszcze nie było, dlatego postanowiłem potrenować sobie strzały do bramki. Jestem napastnikiem, więc dobre kopnięcie jest ważne.
 Każda próba wychodziła idealnie. Kiedy oddawałem strzał, w bramce ukazywał mi się obraz Vanessy. Była idealna. Perfekcyjnie upięte włosy, makijaż dobrany do jej drobnych, szarych oczu. Zawsze świetnie komponujące się ze sobą ubranie, które podkreślało piękną figurę. Nie miałem wątpliwości co do tego, że jest perfekcjonistką. Moja piękna Van.
 - Przygotować się do rozgrzewki! - usłyszałem gwizdek trenera, przez co wróciłem do rzeczywistości.
 Po powrocie do domu, natknąłem się na wyczekującego na mnie brata.
- Jak trening? - zapytał siedząc wygodnie na kanapie.
- Padam z nóg. - zmęczony rzuciłem torbę w kąt korytarza.
- Musisz dawać z siebie jak najwięcej. Sam chciałeś dostać się do tej drużyny. Dobrze wiesz, że to nie to samo co granie w piłkę na podwórku.
- Wiem. - zająłem miejsce na fotelu, odchylając głowę w tył. - Marzę teraz o ciepłym prysznicu.-wyprostowałem się i uważnie przyjrzałem bratu. - A właściwie to co tu robisz? - zmrużyłem oczy.
- Chciałem z Tobą porozmawiać. Chodzi o tą…Vanessę? Tak ona ma na imię?
- Co konkretnie? - potarłem palcami skronie.
- Co ty kombinujesz? Ona za trzy miesiące bierze ślub.
- Wiem o tym. Co z tego?
- Czy to aby rozsądne, wdawać się z nią w poważną znajomość? Nie macie szans na związek.
- Możesz nie wtrącać się w moje życie? - zdenerwowany podniosłem się z fotela.
 Tony zachowywał się jak nasza matka. Chciał ingerować w moje życie i znać na bieżąco każdą nowość.
- Ja się tylko o Ciebie martwię. Nie chcę, abyś kolejny raz przechodził załamanie.
- Zapewniam Cię, nie musisz się o to martwić. A teraz wybacz, ale jestem zmęczony. - nie czekając na jego reakcję zniknąłem w łazience.

20.06.2018

PERFECTION 8


 Zamknęłam lokal i wsiadłam do samochodu nowego znajomego, jeśli mogę to tak nazwać. Po złożonym przez nas zamówieniu nastała cisza. Oboje wpatrywaliśmy się w siebie, jakbyśmy czytali sobie w myślach.
- Przepraszam. - pospiesznie wyjęłam z torebki dzwoniący telefon. - Słucham?
-Witaj Vanesso, wpadniecie dzisiaj z Vancem na kolacje? Z chęcią przygotuję coś pysznego. -westchnęłam słysząc głos mamy.
- Pewnie, zadzwonię później do niego i zapytam się czy nie ma planów.
- Dobrze, będziemy czekać. - po tych słowach rozłączyła się.
 Po tym niefortunnym telefonie cała moja radość umknęła. Raptownie przypomniałam sobie o stojącym w miejscu problemie z salą weselną.
 Przecież mama będzie wypytywać o przygotowania. Jak mogę jej powiedzieć, że nie zdążyłam znaleźć jeszcze zastępczej sali? Zamiast wydzwaniać do właścicieli wolnych lokali, siedzę w kawiarni z obcym mężczyzną, zajadając wspólnie obiad. Brawo Vanessa.
 - Co się stało? - do rzeczywistości sprowadził mnie głos siedzącego naprzeciw mężczyzny.
- Nic. Wszystko w porządku. - posłałam mu wymuszony uśmiech.
- Powiedz prawdę. - dotknął opuszkami palców mojej dłoni, która leżała na stole.
 Niby niewielki gest, ale sprawił że się przed nim otworzyłam.
 - Za trzy miesiące ma się odbyć wesele. Zajmuję się wszystkimi przygotowaniami, ale w ostatniej chwili kierownik odwołał rezerwację sali.
- Czyli jednym słowem potrzebujesz wolnego lokalu. - zauważył.
- Zgadza się. - na moje słowa podniósł się z krzesła i zostawił mnie samą przy stoliku.
No pięknie. Teraz zostałam sama, w dodatku z nie opłaconym jedzeniem, które właśnie kelner niesie do naszego stolika.
- Proszę, oto zamówienie. - postawił jedzenie na stół.
 Podziękowałam i grzecznie oczekiwałam na powrót Leviego.
 - Załatwione. - rozsiadł się przy swoim obiedzie.
- Ale co? - byłam zdziwiona.
- Potrzebowałaś sali, tak? - kiwnęłam twierdząco głową. - Więc załatwiłem Ci rozmowę z właścicielem jednej.
- Na kiedy? - byłam oszołomiona.
- Za dwie godziny. - zaczął pochłaniać swoje jedzenie. - Radzę Ci zabrać się za konsumpcję, możesz się nie wyrobić panno idealna. - wskazał na mój talerz.
 W wielkim zdumieniu zaczęłam jeść posiłek.
 Zostawiając sklep zamknięty już do końca dnia, wraz z Levim pojechaliśmy na spotkanie z właścicielem lokalu.
- Witam. - uprzejmy, młody mężczyzna podał mi rękę. - Levi poinformował mnie o zaistniałej sytuacji. Jaka jest data ślubu?
- 16 stycznia.
- Tak się składa, że dysponuje takim wolnym terminem.
- Naprawdę? - uważałam to za niezły dowcip.
- Jak najbardziej. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- To niesamowite! Rezerwuję! - zaklepałam jak najszybciej, nie było na co czekać, a ja nie miałam za wiele czasu.
 Sala na pierwszy rzut oka wydawała się być zadbana. Duża, wyłożona kafelkami, stonowane, jasne kolory. Na ścianach zwisało kilka luster, które optycznie powiększały salę. Była lepsza od poprzedniej.
- W takim razie proszę o Pani nazwisko. - podałam swoje dane i uzgodniłam, że jeszcze dziś zrobię przelew zaliczki.
- Dzięki Tony, naprawdę mi pomogłeś. - poklepał go po ramieniu brunet.
- Nie ma sprawy młody. - przyjrzałam się im dokładnie.
 Dopiero kiedy stanęli koło siebie zdałam sobie sprawę z ich podobieństwa. Niewielkiego, ale jednak. Musieli być braćmi. Wszystko na to wskazywało, a ja nigdy się nie mylę.
- Chodź Van, odwiozę Cię do domu. - chciał objąć mnie w pasie, ale mu to uniemożliwiłam.
 Chłopak nie sprzeciwił się, napotykając moje niechętne spojrzenie. Musiał zrozumieć, że nie zamierzam się z nim, aż tak spoufalać, mimo tych wszystkich rzeczy, które dla mnie robił.
 Pożegnałam się z Tonym, z tego co pamiętam to tak nazwał go Levi i podążyłam w kierunku srebrnej audi.

18.06.2018

PERFECTION 7




  Odgrzałam jedzenie i punktualnie o stałej godzinie do domu wrócił Vance. Wspólnie zjedliśmy obiado-kolację, po czym wzięłam szybki prysznic.
 Kiedy zajęłam się balsamowaniem ciała naszła mnie pewna myśl a mianowicie - skoro Levi po kilku minutach spędzonych ze mną zauważył najmniejsze detale, to czy Vance nie zauważył ich przez tyle czasu?
- Vance... - zapukałam w drzwi łazienki.
- Co?
- Jaki mam kolor oczu?
- Vanesso, przecież masz lustro w sypialni.
- Wiem, ale zwyczajnie w świecie chcę to od ciebie usłyszeć.
- Zielone.
Tak... na pewno zauważył wiele detali przez te kilka lat.
 Rozczarowana i bez najmniejszej odrobiny humoru, nakryłam się pościelą po same uszy i próbowałam zasnąć starając się nie myśleć, jak bardzo bliska osoba może być jednocześnie tak odległą.
  Następnego dnia musiałam zostać w sklepie. Mary wzięła wolne z powodu wizyty u lekarza. Nie zamierzałam jej tego uniemożliwiać, w końcu była wzorowym pracownikiem. Nie miałam na dzisiaj żadnych spotkań związanych z przygotowaniami, więc spokojnie mogłam oddać się w wir pracy.
 Po godzinie 10:00 nie zawitało zbyt wielu klientów. Spokojnie mogłam zająć się zmianą wizerunków manekinów. Właśnie przyszykowałam nowy komplet, kiedy usłyszałam otwierające się drzwi.
 - Dzień dobry! - przywitałam się mając już to w nawyku.
- Witam pracusia w tak słonecznym dniu. - słysząc ten głos nie wiedziałam do końca czy się cieszę, czy może odwrotnie. - Gdzie Twoja pomocnica?
- Ma dzisiaj wolne. - nie odrywałam się od swojego zajęcia.
- W takim razie czeka Cię samotny lunch.
- Nie wybieram się na przerwę. - odstawiłam na wieszak ubrania zdjęte z manekina.
- Jak to?
- Mam zbyt dużo pracy.
- Nie widzę tu zbyt wielkich tłumów. - zaśmiał się ironicznie.
Skrzyżowałam ręce i zgromiłam go wściekłym wzrokiem.
- To, że nie ma w danym momencie klientów, nie oznacza, że nie ma co robić. Musze ubrać manekiny, rozdzielić ubrania odkładając stare i dokładając nowe, zrobić remanent, policzyć pieniądze w kasie... - zaczęłam wymieniać, nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo mnie to poniosło.
- Ej, spokojnie. - mężczyzna chwycił moje ręce w próbie uspokojenia.
 Na jego dotyk moje ciało przeszedł dreszcz. Zdumiona tym, jak moje ciało na niego zareagowało, spojrzałam w jego oczy.
 Zielone niczym trawa tęczówki, wpatrywały się we mnie. Te piękne okrągłe oczy, których kolor powodował, że czułam zapach skoszonej trawy z dzieciństwa.
- Pomogę Ci. - odsunął się ode mnie, dzięki czemu odzyskałam rozum.
- Nie musisz. Poradzę sobie. - szybko zaprzeczyłam.
- Muszę. Przyszedłem tu, by zabrać Cię na śniadanie do kawiarni, ale dopóki nie uporasz się z tym, nie zgodzisz się. - nie zwracając więcej uwagi na moje protesty, zabrał się za ubieranie manekina.
 Sprawnie poszło nam segregowanie ubrań oraz robienie zamówień, dlatego tuż na godzinę 12:00 pracę uznałam za zakończoną.
- Wspólnymi siłami daliśmy radę. - zauważył. - Jednak na śniadanie już się nie załapiemy.
- To dla Ciebie. - podałam mu dwie koszule. - Należy Ci się za to, że mi pomogłeś.
- Nie potrzebuję. Mogę je sobie kupić. - zaśmiał się.
- Jednak wolę, żebyś je wziął. To w podziękowaniu. - nalegałam.
-W takim razie...wezmę je, jeśli pójdziemy na obiad. - nie pozostało mi nic innego jak się zgodzić.

15.06.2018

PERFECTION 6



 Wygodnie usadowiłam się w pojeździe i czując się trochę niekomfortowo zapięłam pas.
- Nie musisz się zapinać, jeżdżę ostrożnie. - wcisnął przycisk przełączający kanał w radiu.
- Wolę być bezpieczna. W zasadzie nie powinnam wsiadać z nieznajomym do jednego samochodu.
- W takim razie złamałaś jedną z Twoich zasad. - puścił delikatnie sprzęgło - Jestem Levi. - przełamał pierwsze lody.
- Mówiąc mi Twoje imię, uważasz że przestajesz być dla mnie obcym mężczyzną? - powiedziałam z ironią.
- W zasadzie to mówiąc to miałem nadzieję rewanżu. - nie spuszczał oka z ulicy.
- Tu skręć w lewo. - nakierowałam go.
- Więc prowadzisz własny sklep? Ambitne. - próbował zacząć temat.
- Z natury jestem ambitną osobą. Wszystko zawdzięczam samej sobie. - wpatrywałam się w krajobraz miasta znajdujący się za szybą pojazdu.
 - Sprawiasz wrażenie osoby, która musi mieć wszystko po jej myśli.
- Zawsze wszystko jest po mojej myśli. Na krzyżówce w prawo.
 - Wiem, że nie do końca jesteś taka.
- Stwierdziłeś to po krótkiej wymianie zdań? - na jego słowa wybuchłam śmiechem.
 Jak ktoś, kto zna mnie zaledwie kilka minut może stwierdzić to jaka jestem? Ten człowiek musi mieć nie pokolei w głowie.
 - Widzę to w twoich szarych oczach. - był całkowicie opanowany, a ja na te słowa gwałtownie spoważniałam.
 W ciągu tak krótkiego czasu zdążył zauważyć jaki kolor mają moje oczy? Vance po pierwszym roku tego nie zauważył. Nie jestem pewna, czy nawet teraz umiałby to stwierdzić nie patrząc się w nie.
- Jak samochód? - tym razem to ja przejęłam inicjatywę i zadałam pytanie, jednocześnie spoglądając kątem oka na jego reakcję.
 Ostatnim razem był zdenerwowany, wręcz sprawiał wrażenie, jakby miał eksplodować. Teraz był przepełniony radością. Po usłyszeniu tego pytania zwyczajnie w świecie uśmiechnął się.
- Jak widzisz mam nowe.
- Czek nie wystarczył na pokrycie szkód? - byłam zaskoczona, przecież nie była to mała suma.
- Wystarczyło, ale postanowiłem za resztę kupić nowe. - między nami nastała cisza. - A co z Tobą?
- Jak widzisz jestem bez samochodu. Jest u mechanika. Za kilka dni mam je odebrać. -wyprostowałam się i zaczęłam rozpinać pas. - To tu. - wskazałam budynek. - Możesz zaparkować w tym miejscu.
- Czemu akurat tu? - zdziwił się, ale postąpił tak jak rozkazałam.
- Tu zawsze stał mój samochód. - zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy. - To za podwózkę. -wyjęłam pieniądze z portfela.
- Nie chcę. Nie zrobiłem tego dla pieniędzy. - odsunął się ode mnie spoglądając przez przednią szybę.
- W takim razie dziękuję. - otworzyłam drzwi i poczułam owiewający moją twarz jesienny wiatr.
 Już miałam zamykać drzwi, jednak jakiś głos w środku kazał mi spojrzeć na niego jeszcze raz. Trzymając uchylone drzwi, nachyliłam się i spojrzałam na wyczekującego chłopaka.
- Vanessa. - posłałam mu uśmiech i lekko popchnęłam srebrne drzwi jednocześnie udając się do domu.

13.06.2018

PERFECTION 5



 Siedząc przy kawie i misce sałatki pozwoliłam sobie na wylanie wszystkich żalów związanych z przygotowaniami weselnymi. Nie oczekiwałam pomocy ze strony Mary. W końcu jak tak młoda kobieta, mająca zaledwie dwadzieścia lat, może wiedzieć cokolwiek o przygotowaniach do takiej uroczystości.
 - Od razu lepiej. - oparłam się o krzesło. - Pójdę jeszcze do toalety i możemy wracać.
 Już miałam chwytać za klamkę od drzwi ubikacji, kiedy poczułam zimny płyn na ubraniu.
- Oj, przepraszam. - spojrzałam na sprawcę tego incydentu i poczułam gromadzącą się we mnie wściekłość. - Co za miłe spotkanie. W końcu jesteśmy kwita. - posłał mi szyderczy uśmiech.
- Nie sądzę, aby było miłe. - wskazałam na mokrą koszulkę.
- Chyba miłe spotkania nie są nam przeznaczone. Najpierw samochód, teraz koszulka... - zatrzymał wzrok na moim biuście.
- Natknięcie się na mężczyznę, wpatrującego się kobiecie w biust, nie może przynieść żadnych przyjemnych wrażeń. - nie czekając na odpowiedź ruszyłam w stronę stolika.
- Pani Vanesso, co się stało? - Mary wydawała się być zmartwiona moim stanem.
 Mokra i kipiąca złością musiałam wyglądać nie zbyt atrakcyjnie.
- Wszystko w porządku. Jakiś niezdarny mężczyzna wpadł na mnie. - założyłam na ręce czarną, cienką kurtkę. - Możemy się zbierać? Przebiorę się w sklepie.
- Oczywiście. - pospiesznie pozbierała swoje rzeczy i zostawiając na stoliku pieniądze ruszyła w moje ślady.
 Zajęłam miejsce pasażera w jej czerwonej toyocie i przekładając pas zauważyłam przyglądającemu się nam mężczyźnie, z którym od kilku dni nie mam miłych wspomnień.
 Droga do butiku nie zajęła wiele czasu. Po niecałych piętnastu minutach mogłam zniknąć na zapleczu wraz z nową koszulką.
 - Przepraszam, wchodziła tu taka niska kobieta, ciemne włosy, dosyć szczupła.
- Chyba chodzi Panu o szefową. - zaśmiała się.
- Na pewno. - wkroczyłam z zaplecza. - Słucham? - stanęłam za kasą obok mojej pracownicy.
- Więc...chciałem przeprosić za sytuację w kawiarni. - niepewnie spojrzał na kobietę obok mnie. -Mogę w ramach przeprosin zaprosić Cię na kawę?
- Nie jestem zainteresowana.
- Daj spokój, to tylko zwykła kawa. - machał rękoma.
- Nie pamiętam, żebyśmy przechodzili na ''ty''. Dokonuje Pan zakupu? - po chwili ciszy z triumfem dodałam. - W takim razie proszę o opuszczenie lokalu.
 Usatysfakcjonowana patrzyłam jak odchodzi. Tym razem punkt dla mnie.
 Za moim pozwoleniem Mary wyszła dzisiaj szybciej z pracy. Nie widziałam powodu trzymania jej dłużej, skoro sama mogłam poradzić sobie z pojedynczymi klientami.
 Już po godzinie szesnastej zostałam sama wraz z moim butikiem. Wstąpiło w tym czasie zaledwie pięciu może sześciu klientów, więc praca wcale nie należała do najcięższych. Już po godzinie 18:00 lokal był wysprzątany i mogłam zamknąć budynek. Tak też zrobiłam.
 Stojąc na zewnątrz wyjęłam telefon z zamiarem zamówienia taksówki. Już miałam wciskać zieloną słuchawkę, kiedy srebrna audi podjechała tuż obok mnie z uchyloną szybą.
- Nareszcie. Czekałem tu, aż wreszcie skończysz. Wsiadaj. - mówił spokojnie mężczyzna z kawiarni.
- Nie mam zamiaru wsiadać do twojego samochodu.
- Mam nadzieję, że jednak zmienisz zdanie, bo nie mam ochoty wychodzić i siłą wsadzać Cię do samochodu. - widząc mnie niewzruszoną leniwie przewrócił oczyma. - Chyba nie mam wyjścia.
 Nim się spostrzegłam brunet stał obok mnie z otwartymi drzwiami.
- Zapraszam.
 Zrezygnowana wsiadłam do samochodu, karcąc się za to w myślach.

11.06.2018

PERFECTION 4


Ze strachem wyczekiwałam powrotu Vanca. Miał on wielkiego bzika na punkcie samochodów. Nie oczekiwałam, że zmartwi się moim stanem zdrowia, lecz od razu przejdzie do tematu samochodu i mojej nieodpowiedzialności.
 Dla złagodzenia sytuacji przygotowałam jedno danie z włoskiej kuchni i do tego kupiłam wytrawne wino. Miałam nadzieję, że chociaż to w odrobinie pomoże mi uspokoić narzeczonego.
- Jestem! - usłyszałam w korytarzu.
- Świetnie, przygotowałam nam kolację. - wskazałam gestem ręki na stół.
- W takim razie rozbiorę się i siadamy do stołu. - ucałował mój policzek.
Po niecałych dziesięciu minutach oboje byliśmy pochłonięci jedzeniem. Oboje? W prawdzie to tylko Vance, ja byłam zbyt przygnębiona dzisiejszym natłokiem zdarzeń, by w tak szybkim tempie jak on pochłaniać cały posiłek.
- Muszę Ci coś powiedzieć.
- Mów.
- Pojechałam dziś na spotkanie z kierownikiem sali weselnej. Odwołali nam rezerwację.
- Znajdziemy inną. - był tym niewzruszony.
- Jak w tak krótkim czasie znajdziesz salę? Rezerwacji trzeba dokonywać dobre pół roku wcześniej.
- Vanesso, wymyślisz coś. - posłał mi uśmiech.
- To nie wszystko. Rozbiłam samochód. - na te słowa widelec w jego ręce zastygł w powietrzu, a on powolnym wzrokiem spojrzał na mnie.
- Jak to rozbiłaś samochód? - w jego głosie wyczuwalny był gniew.
- Zwyczajnie. Wjechałam w kogoś i musiałam wypisać mu czek na pokrycie szkód.
- Jak mogłaś spowodować wypadek? Dopiero co kilka tygodni temu kupiliśmy ten samochód! Dlaczego jeździsz tak nierozważnie? Nie widziałaś, że trzeba hamować?
- Zamyśliłam się. Wracałam z rozmowy na temat sali. Byłam zdenerwowana, powinieneś to zrozumieć. - mimo, że w środku cała drżałam w obawie o jego wściekłość, mój głos zachowywał się całkiem naturalnie.
- Nigdy nie zrozumiem tego, jak przez głupotę można doprowadzić do wypadku! Gdzie jest ten samochód?
- Tam gdzie zawsze. - nie musiałam patrzeć na niego, by wiedzieć, że pobiegł sprawdzić stan bmw.
 Posprzątałam  ze stołu i nie czekając na narzeczonego zamknęłam się w łazience.
 Po trzydziestu minutach wygrzewania się w ciepłej wodzie, ubrana w nocna koszulę zasnęłam.

***

  Koło 9:00 postanowiłam zawitać w sklepie i zorientować się co i jak. Wspólnie z Mary rozpakowałyśmy dostawę i obsłużyłyśmy kilku gości.
- Jak przygotowania do ślubu? - zagadnęła mnie
- Wszystko w jak najlepszym porządku. - próbowałam skłamać.
- Czy aby na pewno?
- Nie...mam problem z salą... Ale przecież nie ma przygotowań bez problemów, prawda? - posłałam jej słaby, ale ciepły uśmiech.
- Chodźmy na lunch. Przyda nam się chwila przerwy. - zaproponowała, wiedziała że potrzebuję rozmowy.

8.06.2018

PERFECTION 3



Dni upływały, a ja nadal męczyłam się z załatwianiem spraw związanych z weselem. Vance nawet nie zamierzał zainteresować się problemami z tym związanymi.
 Od kiedy pamiętam wszystkie sprawy wymagające dokładnego zorganizowania musiałam załatwiać sama. Tak też było i tym razem.
 Właśnie jechałam na spotkanie z kierownikiem sali weselnej. Jak na przedpołudniową godzinę ruch był niewielki. Bardzo szybko dojechałam na miejsce. Przywitałam się z właścicielem i oczekiwałam na wyjaśnienie tej nagłej sprawy, która nie mogła czekać.
- Przykro mi, ale niestety termin w jakim wynajęli państwo salę nie może być zrealizowany.
- Ale jak to? Jeszcze kilka dni temu nie miał Pan zastrzeżeń. - byłam zbulwersowana jego zachowaniem.
- Niestety zjawił się klient, który pilnie potrzebował sali i przebił państwa ofertę.
- To nie do pomyślenia. Za trzy miesiące ślub! Co ja mam teraz zrobić? - przeszył mnie strach.
Wiedziałam, że w trakcie przygotowań natrafią się problemy, ale nie aż takie.
- Mogę polecić Pani tą salę. - podał mi wizytówkę z jakąś tandetną restauracją.
- Pan żartuje? Mam zrobić w tym miejscu wesele?!
- Tylko tak mogę pomóc.
 Zbulwersowana opuściłam tą salę i nie wiedząc kompletnie co zrobić odpaliłam czarny samochód.
- I co ja teraz zrobię? Gdzie znajdę jakiś lokal i to w tak krótkim czasie?
 Miałam ochotę się rozpłakać, lecz w czym by to pomogło? Od dziecka matka uczyła mnie, że płacz wcale nie rozwiązuje problemów. Należy stawiać im czoła z perfekcją, tak jakby wszystko to było zaplanowane.
 Tak też zrobiłam i tym razem. Zamknęłam oczy na tą jedną chwilę, by złapać oddech, uspokoić myśli i to był mój największy błąd.
  Nagle słyszę głośny huk i gwałtownie uchylam zamknięte powieki. Moje szare tęczówki widzą naprzeciw mnie srebrne audi. Czyżbym spowodowała wypadek?
Tuż obok mnie w szybę puka zdenerwowany mężczyzna. Zapewne właściciel uszkodzonego samochodu. W miarę możliwości, opanowana otwieram szybę i wysłuchuję tego co ma mi do zarzucenia.
- Czy Pani jest ślepa? Nie widzi czerwonego światła?!
- Przepraszam, zamyśliłam się... - wtrącił mi się w zdanie.
- Zamyśliła się Pani? Dobre sobie! - odpowiedział z kpiną. - To właśnie dlatego uważam, że kobiety nie powinny jeździć samochodami! - rozłożył ręce i wskazał na stłuczone auto.
- Wypraszam sobie! - gwałtownie wyszłam z mojego samochodu. - Większość wypadków powodują mężczyźni. - skrzyżowałam ręce.
- Ach tak? Czy właśnie ta oto sytuacja jest tego dowodem? - zakpił. - Chyba powinienem wezwać policję.
- Nie, proszę tego nie robić. - schowałam się w samochodzie szukając torebki. -Wypiszę czek. -wyjęłam kartki papieru i zaczęłam wypisywać. - Czy tyle wystarczy? - podałam mężczyźnie kartkę.
- Wystarczy. Mam nadzieję, że już więcej się na Panią nie natknę. - nie mówiąc nawet do widzenia odjechał obitym samochodem.
 Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do domu.

6.06.2018

PERFECTION 2



     Po zjedzeniu śniadania w samotności, ubrałam wcześniej przygotowane ciuchy i wyszłam z domu.
Kierunek - własny sklep Amore.
 Przekroczyłam drzwi wejściowe i ujrzałam kobietę, która ewidentnie była rozwścieczona tłumaczeniem sprzedawczyni. To na pewno była kobieta, o której informowała mnie wczoraj Mary.
- Witam, jestem właścicielką sklepu. Pracownica poinformowała mnie o zaistniałym problemie. Czy mogę zobaczyć szkodę? - próbowałam być jak najbardziej spokojna.
- Nareszcie, oto ona. - podała mi wieszak z ochraniaczem na sukienki.
 - Proszę za mną. - weszłam na zaplecze, gdzie położyłam sukienkę na blacie i rozpięłam suwak futerału. Rzeczywiście, na kaszmirowej sukience widniał ślad po papierosie.
 Czasem zdarza się, że klienci oszukują, niszcząc samodzielnie nasze ubrania, jednak cera tej kobiety wskazywała definitywnie na to, że jest ona osobą niepalącą, nie mogła więc uszkodzić tej sukienki.
- Najmocniej przepraszam, nasz kierowca nie powinien pozwolić na taką sytuację. Za Pani zgodą, pokryjemy koszty naprawy sukienki i w jak najszybszym terminie dostarczymy ją do Pani.
- Ma Pani szczęście, że lubię ten sklep. Kupuję tutaj rzeczy z prawie każdej nowej dostawy. Mam nadzieję, że szybko załatwi Pani tą sprawę. A ten nieodpowiedzialny dostawca powinien ponieść karę za taki wybryk. - była poirytowana jego zachowaniem.
 - Oczywiście zajmę się osobiście ukaraniem go. Jeszcze raz najmocniej przepraszam.
 Pożegnałam kobietę i widząc ogromną ilość klientów, postanowiłam poczekać na odpowiedni moment, by rozmówić się z moim pracownikiem. Pomogłam przy obsługiwaniu klientów i kiedy nareszcie tłumy minęły, a pojedynczy klienci zaczęli witać, uznałam za stosowny moment porozmawiania z pracownikami.
- Nowy towar można zamawiać już jutro. - poinformowała mnie Mary.
- Dobrze, zamówię jutro z rana. Widziałaś może Matthewa?
- Jest na zapleczu. - mówiła lekko zaniepokojona.
Powolnym wzrokiem odszukałam chłopaka. Siedział z papierosem w ręku.
- A więc to tak doszło do ostatniego incydentu. - mówiłam opanowanym głosem krzyżując ręce.
- To był przypadek. - szybko odrzucił na bok palącego się papierosa.
- Przypadek czy nie, jednak miał on miejsce. Poniesiesz dodatkowe koszty za wymianę sukni. Wiesz dobrze, że nie jest ona tania.
- Każdemu mogło się to zdarzyć.
- Ostrzegałam cię przed konsekwencjami. Nie mam wyboru. Jesteś zwolniony.
- Ale... - próbował się wytłumaczyć
- Podjęłam już decyzję. Dostaniesz dzisiaj swoją ostatnią wypłatę. - nie czekając zostawiłam go samego.
 - I jak? - Mary zatrzymała mnie przy kasie.
- Normalnie. Dostał to na co zasłużył. Pilnuj interesu. W razie problemów dzwoń. Jadę na spotkanie z właścicielem sali.
 Nie tracąc czasu wsiadłam do samochodu.

4.06.2018

PERFECTION 1

   


       Pierwsza przymiarka sukni nie wypadła aż tak źle jak się tego spodziewałam. Piękna biała tkanina sięgała aż do samej ziemi. Z delikatnymi ramionami i górą udekorowaną z koronki tworzyła idealną parę z moim ciałem.
- Zazwyczaj na pierwszej przymiarce panny młode nie dokonują dokładnego wyboru sukienki, jednak jeśli mogę doradzić... - Ekspedientka spojrzała na mnie wyczekująco na co kiwnęłam jedynie głową. - Uważam, że ta sukienka idealnie do Pani pasuje.
- Tak, też tak uważam. Decyduję się na nią.
- Proszę nie podejmować tak szybko decyzji. To wielki dzień, należy uważnie to przemyśleć. - dodała
- Podjęłam już decyzję. - posłałam jej ciepły uśmiech.
- W takim razie spakuję ją.
 Delikatnie ułożyłam sukienkę na tylnym siedzeniu i zajmując miejsce kierowcy odpaliłam silnik czarnego bmw i odjechałam. W głowie miałam masę myśli związanych z weselem.
 Mam 25 lat i wychodzę za jedynego mężczyznę,  który pojawił się w moim życiu. Czy Vance jest odpowiednim kandydatem? Czy powinnam za niego wychodzić? Znamy się od gimnazjum. Większą część życia spędził przy mnie. Dosłownie trzy miesiące temu zaskoczył mnie zaręczynami, które pod wpływem chwili przyjęłam. Jednak z dnia na dzień zaczynam mieć coraz większe wątpliwości.
 Nawet nie spostrzegłam się jak szybko dotarłam do bloku, w którym mieszkałam. Wyciągając z tylnego siedzenia kreację, ostrożnie weszłam z nią na czwarte piętro, gdzie znajdowało się moje mieszkanie.
 Zmęczona dzisiejszym dniem powiesiłam sukienkę w szafie i biorąc kubek wcześniej zaparzonej kawy, usiadłam na kanapie naprzeciw kominka. Pragnęłam chwili wyciszenia, spokoju do rozmyślań i przyjrzenia się swojemu życiu w skupieniu.
 Od dziecka perfekcjonistka, każda rzecz miała swoje miejsce. Idealnie wysprzątany dom, pokój, mieszkanie...ułożone w każdym calu życie. Jeden mężczyzna, który wparował w nie i został - aż do tej chwili.
 Już za pięć miesięcy mamy wziąć ślub, który również jest zaplanowany w najmniejszym calu. Idealna sala, muzyka, kreacje...nic nie może zepsuć tego dnia. Więc czy te obawy mają jakieś znaczenie? Czy są naturalne? - zastanawiałam się.
 Po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk dzwoniącego telefonu. To Mary, pracownica mojego sklepu i jedna z nielicznych osób, którym ufam na tyle, by powierzyć swój największy interes jakim jest mój butik z ubraniami i innymi dodatkami.
- Co się dzieje? - odstawiłam kubek na stolik.
- Mamy mały problem, wiem że jest późna godzina.
- Nic nie szkodzi. Mów. - nalegałam.
- Zamknęłam sklep o 17:00, ale dostaliśmy niedawno telefon od Pani, która zamawiała tę kaszmirową sukienkę. Poinformowała, że dostawca przysłała ją uszkodzoną. Nie wiem co powinnam zrobić w tej sytuacji, powiedziałam że skontaktuję się z Panią.
-Dobrze zrobiłaś. Jutro załatwię tą sprawę. - po usłyszeniu pożegnania rozłączyłam się.
 Nie minęła nawet sekunda jak po jednej rozmowie nadszedł czas na powitanie mojego narzeczonego wracającego z pracy. Podniosłam głowę i ujrzałam nad sobą twarz ukochanego. Ostrożnie ucałował mnie w czoło mówiąc słodkie „witaj skarbie”.
- Przepraszam, ale byłam dzisiaj na przymiarce sukni i nie zdążyłam nic ugotować. - wytłumaczyłam się
- W takim razie zapraszam Cię do restauracji. - jak zawsze przygotowany.


3.06.2018

INFORMACJA

Moi drodzy, tak jak wam obiecałam jutro pojawi się nowiutkie opowiadanie na blogu. Bądźcie czujni. Jak wcześniej pisałam, historia należy do autorstwa innej dziewczyny, która zresztą jest mi bliska :) (autorki opowiadania CHANGE, jest ono zamieszczone na moim blogu) która zgodziła się abym opublikowała je u siebie. Wcześniej nie było nigdzie publikowane, i mam tą przyjemność zrobić to pierwsza. Powstało na moją prośbę, ponieważ uważam, że ma wielki talent do pisania. Mam nadzieję, że czekacie z niecierpliwością, bo to prawdziwa PETARDA! 
                                                                                                                         Enjoy <3