28.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 12

Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez odsłonięte zasłony. Przetarłam leniwie oczy i wstałam, orientując się, że poprzedniej nocy zasnęłam w ubraniach i makijażu. Czułam potworny ból głowy. Dlaczego wczoraj tak się spiłam? Wpadam w alkoholizm? Może muszę trochę przystopować? Pomyślę o tym później. Zwlokłam się z łóżka, i poczłapałam do łazienki. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic, zmywając z siebie wczorajszy dzień. Odkręciłam zimną wodę i pozwalałam by kropelki wody muskały moją skórę. Kiedy poczułam się odprężona ubrałam czarne poszarpane szorty z wysokim stanem, szary T-shirt i białe trampki. Z ręcznikiem owiniętym na głowie zabrałam się za makijaż, siadając przy małym lusterku które zawsze zabierałam ze sobą. Nie miałam siły na dokładne malowanie, więc byle jak przytuszowałam rzęsy i przyciemniłam brwi lekko zmieniając ich kształt. Włosy związałam w koka, nisko tuż przy szyi i zamykając pokój na klucz zeszłam na śniadanie. Długo szukałam wolnego miejsca, aż zobaczyłam Marysię i Filipa, którzy machają do mnie ręką, żebym się przyłączyła. Odetchnęłam z ulgą i dołączyłam do nich. 
- Gdzie się wczoraj podziewałaś? - Siostra zapytała pełna zmartwienia
- Musiałam się przewietrzyć, w klubie było duszno i głośno
- Nam nie przeszkadzało - Filip uśmiechnął się do Marysii
- Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście
- My tak, a ty?
- Byłam na plaży - odpowiedziałam siostrze po czym zabrałam się do jedzenia.

Po śniadaniu wróciłam do swojego pokoju. Na dzisiaj nie przewidywaliśmy żadnych planów, więc każdy mógł spędzić ten dzień po swojemu. Leżąc i patrząc w sufit przypomniałam sobie, że od wczoraj nie mam kontaktu z Jankiem. Szybko zerwałam się z łóżka w poszukiwaniu telefonu i ładowarki. Kiedy znalazłam obie rzeczy położyłam się z powrotem i podłączyłam kabel do gniazdka, wraz z telefonem, włączyłam go, pewna że znajdę tam spam nieodebranych od niego połączeń, tymczasem nie wyświetliło mi się żadne. Dlaczego od dawna do mnie nie dzwonił? Postanowiłam, że tym razem ja się do niego odezwę pierwsza, jednak nikt nie odbierał. Westchnęłam i z powrotem położyłam się na łóżku zamykając oczy. Wiedziałam, że jeśli dłużej będę o tym rozmyślała, popadnę w paranoję, dlatego postanowiłam, że ten jeden z niewielu dni pobytu w Gdańsku jaki mi został, spędzę na świeżym powietrzu, być może uda mi się coś zwiedzić. Włożyłam na stopy trampki wiążąc sznurówki na kokardkę. Popryskałam się perfumą, a przez ramię przełożyłam sobie małą torebkę, wsadzając w nią telefon i portfel w razie gdyby coś mi się spodobało i zapragnęłabym to sobie kupić. Wyszłam z pokoju i zamknęłam go na klucz, który oddałam do recepcji. Miła pani odwiesiła go na swoje miejsce. Opuściłam hotel i szłam przed siebie, nie mając konkretnego planu. Usiadłam na pobliskiej ławce i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam głos małej dziewczynki.
- Dzień dobry - powiedziała mała, słodkim głosikiem, na te słowa otworzyłam oczy i przyjrzałam się dziecku.
- Cześć, jak masz na imię? - zapytałam ją z uśmiechem
- Zosia, a Pani? - Dziewczynka przyglądała mi się z ciekawością
- Oj jaka zaraz tam Pani, po prostu Iza okej? - wyciągnęłam do niej rękę a ona ją uścisnęła, odsłaniając białe ząbki w niewinnym uśmiechu
- Czemu siedzisz tu sama? - zapytała zainteresowana
- Przyszłam pomyśleć i zastanowić się trochę...
- Nad czym? - nie dawała za wygraną
- Niczym ważnym i tak nie zrozumiesz - lekko chciałam ominąć ten temat, ale Zosia nadal drążyła.
- No powiedz mi, proszę... - zrobiła maślane oczka.
- No dobrze... - westchnęłam - Zakochałam się w kimś
- Na prawdę? A jak to jest się zakochać?
- Jak będziesz duża to się dowiesz - zapewniłam ją
- To bardzo długo...Nie chcę tyle czekać - posmutniała
- Doczekasz się, wszystkie dziewczynki kiedyś się zakochują i na ciebie przyjdzie pora, wierz mi.
- Skoro tak mówisz, to na pewno masz rację...A nie kłamiesz mnie? 
- Oczywiście, że nie.
- Nie lubię kiedy ludzie kłamią, to mnie rani - słuchałam jej z zaciekawieniem i miałam wrażenie że w jej przeszłości kryje się jakaś smutna historia...chciałabym się o tym dowiedzieć, jak na swój wiek była bardzo mądra. 
- Mówię prawdę, ale musisz być cierpliwa. 
- No dobrze - na jej twarzyczkę znów wkradł się uśmiech. - Myślisz, że ten chłopak też się w Tobie zakochał? - Zosia wróciła do poprzedniego tematu
- Mam taką nadzieję, ale nie mogę być pewna na sto procent
- Na pewno Cię kocha - wpatrywała się we mnie, i uśmiechała tak jakby chciała dodać mi otuchy.
- Ile masz lat? - zapytałam
- Pięć
- Nie jesteś zbyt mała aby sama błąkać się po tak dużym mieście?
- Nie, jesteśmy na wycieczce. Tam stoi moja...
- Zosiu, dlaczego oddalasz się od grupy? Chyba już o tym rozmawiałyśmy prawda? - Starsza kobieta podeszła do nas zmartwiona, spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła po czym wzięła dziewczynkę za rękę i oddaliły się. Ja natomiast podniosłam się z miejsca i udałam się z powrotem do hotelu, zapominając, że wyszłam aby pozwiedzać.


26.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 11

Usiadłam na wysokim krześle tuż przy ladzie, czekając aż barman zwróci na mnie uwagę, podczas gdy Filip porwał Marysię na parkiet. W międzyczasie wyciągnęłam ukradkiem plastikową butelkę i upiłam spory łyk whiskey wykorzystując do tego słomkę, zostawiając na niej ciemnofioletowy ślad szminki. Moje myśli znów zaczęły krążyć wokół Janka. Dlaczego mieszka tak daleko ode mnie? Gdyby był jakiś sposób...
- W czym mogę pomóc? - Barman zmierzył mnie dość niemiłym spojrzeniem.
- Chciałabym coś zamówić.
- A dokładnie?
- Colę
- z lodem?
- Może być - skinęłam głową, rozglądając się po sali. Mój wzrok zatrzymał się na parze, która pochłonięta tańcem, nie zwracała na nikogo uwagi, wtuleni w siebie, poruszali się powoli w rytm muzyki - westchnęłam ciężko. W tym czasie barman postawił przede mną szklankę z zimną colą. Szybko przelałam zawartość do butelki z trunkiem, położyłam pieniądze na ladzie i wyszłam z lokalu niemalże niezauważona, zostawiając siostrę z chłopakiem na parkiecie. Dokąd mogłabym się udać? Błądziłam bez celu, aż w końcu nogi poniosły mnie na plażę, usiadłam przy brzegu i wyciągnęłam butelkę, pijąc duszkiem zawartość. Poczułam jak moje gardło i brzuch wypełnia przyjemne ciepło, mimo że w pomieszaniu z colą whiskey była zimna. Nim się zorientowałam, opróżniłam całą butelkę, nie zostawiając ani kropelki. Moje ramiona owiał morski wiatr wiejący znad wody. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, ale nie zniechęciło mnie to aby dalej siedzieć na wilgotnym piasku i wpatrywać się w uderzające o falochrony fale. Były wolne. Niczym niezmącone, same decydowały o sobie, nie były od nikogo zależne, niesione wiatrem rozbijały się o piasek, a na ich miejsce pojawiały się nowe. Czy mogło być coś piękniejszego od tego widoku? Nic nie przychodziło mi do głowy. Czułam się jak w transie. Ten nie przerwany proces pochłonął mnie tak bardzo, że nie zauważyłam kiedy plaża zrobiła się kompletnie pusta. Byłam sama, krucha, delikatna, bezsilna, ja jedna - przeciwko wodzie, której nie mogłam w całości objąć wzrokiem,a jej horyzont zlewał się z ciemnym niebem, na którym świeciło tysiące gwiazd, a może nawet miliony. Były tak daleko od nas, że ciężko to sobie wyobrazić, a jednak przez nas widzialne. Próbowałam przyrównać to do relacji łączącej mnie z Jankiem. Patrzymy w to samo niebo, oddychamy tym samym powietrzem, chodzimy po tej samej Ziemi, a jednak jesteśmy tak daleko od siebie. Czy to miało jakiś sens? Dlaczego dzieliło nas tyle kilometrów? Nie byłam już niczego pewna. Bałam się, że któregoś dnia nasza znajomość skończy się, wypali, jak gwiazda, spadająca z nieba, i już nic nie przywróci nam relacji, przerwanej nici - tak jak nikt nie ustawi z powrotem tej gwiazdy na niebie, aby świeciła wśród innych, nic już nie będzie takie samo. Niebo będzie biedniejsze o jedną gwiazdę, ale czy to zaważy na tym, że jego blask osłabnie? Nie, dalej będzie świecić, nie przejmując się stratą jednej z niezliczonego gwiazdozbioru. Więc czy świat przestanie istnieć z powodu straty relacji między dwojgiem ludzi? Zatrzyma się, aby nam współczuć? Nie, dalej będzie się kręcić, a my będziemy jak niebo - trwać, ale biedniejsi o cząsteczkę siebie, i dostrzegać będziemy to każdego dnia, do końca naszego życia, i nic już nie będzie takie samo, a my nie wypełnimy tej pustki, nawet gdybyśmy chcieli. Tak jak niebo nie odzyska utraconej gwiazdy, choć dalej będzie świecić blaskiem, a my nie zauważymy różnicy. Tracimy cząstkę siebie, nawet jeśli gramy w ciemno, ryzykując naszym sercem, wystawiając je na próbę...świadomie przyzwalając, że jeśli coś pójdzie nie tak, rozbije się na tysiące drobnych kawałeczków, nie dających się posklejać w całość...Ale nic nam nie będzie zwrócone. Jeśli coś stracimy to bezpowrotnie, i na nic zda się płacz, pozostanie tylko zamknąć ten rozdział i nigdy do niego wracać. Pozwolić, aby zatarł się w naszej pamięci, tak jak niebo przyzwalające wypalić się gwieździe, która nigdy już nie zabłyśnie na niebie...Ale gdzie wtedy sens? Zaczniemy szukać go na nowo? 


***

Zimne morze obmywało moje stopy, które teraz były całkiem bose, zakopując się w mokrym piasku. To było bardzo przyjemne uczucie. Nie wiem ile tak siedziałam, na niebie pojawił się księżyc, miałam wrażenie, że świeci tylko dla mnie, żadne słowa nie mogły tego opisać. Zastanawiałam się wciąż, na czym dokładnie polega życie...Czy składa się z samych paradoksów? Dlaczego kiedy w końcu poznałam chłopaka, który naprawdę mi zaimponował, który sprawił, że na nowo odzyskałam nadzieję w miłość jest tak daleko? Czy taka znajomość ma szansę przetrwać? Postanowiłam sobie, że będę dbać o tą relację i zrobię wszystko by ona przetrwała, nawet jeśli oznaczałoby to, że muszę czekać choćby pięć lat...a może nawet i więcej. Nieważne, byłam zdolna poczekać tyle ile będzie trzeba. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, jakie to jest wyczerpujące. Miałam w sobie zbyt dużo odwagi i czułam się tak zdeterminowana, że byłam gotowa przetrwać wszystko, nawet jeśli miało by mnie to sporo kosztować. Byłam gotowa zapłacić każdą cenę. Wierzyłam, że tym razem mi się uda. Świadomość, że nagrodą za moje czekanie będzie spotkanie z nim zwyciężyła. To ona pomagała mi przetrwać.

Nagle poczułam, że wypity przeze mnie alkohol zaczyna działać. Wirowało mi w głowie. Niepewnie wstałam, lekko się przy tym zataczając, powolnym krokiem, zaczęłam iść w stronę hotelu, mając nadzieję, że właśnie tam się znajdę.

23.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 10

Nie minęło kilka sekund, a ja już zaczynałam za nim tęsknić, jednak wiedziałam też, że mam dosłownie kilkanaście minut aby się wyszykować. Nie czekając na nic udałam się pod prysznic, który zajął mi dokładnie dziesięć minut. Ekspresowo przebrałam się w długą czarną sukienkę na ramiączka która sięgała mi do kostek, odsłaniając srebrną bransoletkę zdobiącą jedną z nich, pośpiesznie założyłam stopki do balerinek, i wsunęłam stopy w wygodne białe trampki. Kręcone jasne brązowe włosy związałam w rozwalonego warkocza, który swobodnie opadł na prawe ramię, przysłaniając je całkowicie. Splot sięgał mi do piersi, jednak kiedy były rozpuszczone sięgały do brzucha. Pozostał już tylko makijaż. Od nowa nałożyłam podkład, który wygładził moją skórę, wymodelowałam policzki, poprawiłam brwi i starannie wytuszowałam rzęsy. Właśnie smarowałam usta ciemną matową śliwkową szminką, kiedy do pokoju wparowała Marysia z Filipem.
- Fiu fiu - pokręcił głową Filip - Aleś się wystroiła, szok.
Zaśmiałam się, śląc spojrzenie Marysi, która wybuchła śmiechem. 
- Naprawdę świetnie wyglądasz - potwierdziła
- Dziękuję - zarumieniłam się.
- Gotowa na podbój Sopotu? - Od Filipa bił niezaprzeczalny entuzjazm, skąd się w nim to brało? 
- Owszem, poczekajcie na zewnątrz, ja do was dołączę. 
- Jasne, czekamy przed hotelem. 
Kiedy ponownie zostałam sama szybko wylałam wodę z mojej pół litrowej butelki i zastąpiłam bezbarwną ciecz nalewając w jej miejsce całą whiskey jaka mi została i schowałam do torebki razem ze słomką, którą zawsze miałam przy sobie, w postaci całej paczki. Skoro mam się odprężyć to na maksa. Przejrzałam się w lustrze i przełożyłam torebkę przez ramię. Chciałam jeszcze napisać do Janka, ale okazało się że mój telefon był totalnie rozładowany. Zirytowałam się i zostawiłam go tam skąd go wzięłam, rzucając niedbale na łóżko, bo przecież mi się nie przyda. Po dwóch minutach dołączyłam do siostry i jej partnera. Pierwszym celem podróży było Molo. Droga zajęła nam pół godziny. Kiedy byliśmy już na miejscu Marysia od razu wyciągnęła aparat fotograficzny i podała mi go, ustawiając się z Filipem przy barierce.
- Zrób nam fotkę - poprosiła
- Uśmieeech! - krzyknęłam po czym uwieczniłam ich na fotografii. 
- Teraz ty się ustaw - zaproponowała
- Nie wiem czy chcę - wahałam się. Nigdy nie lubiłam robić sobie zdjęć, a tym bardziej pozować komuś.
- Oj no nie daj się prosić, będziesz miała pamiątkę. - przekonywał mnie Filip
- Ma rację - Marysia nie dawała za wygraną
- Okej - uległam - Ale tylko jedno zdjęcie, lub dwa
- Luzik - po chwili ujrzałam swoje zdjęcie w małym ekraniku. Zaraz po tym Marysia zwróciła się do swojego chłopaka - Kochanie, zrób nam zdjęcie
- Nie ma problemu 
Kilka sekund później stałyśmy obok siebie, uśmiechając się do aparatu
- Podoba się?
- No...Może być - posłałam im uśmiech, przeglądając zdjęcia.

Słońce zaczęło już zachodzić, a my kierowaliśmy się do następnego miejsca. Nieśpiesznym krokiem udaliśmy się do restauracji, aby coś zjeść, od podróży nie jedliśmy niczego. GPS Filipa zaprowadził nas do małej restauracyjki tuż przy plaży. Zajęliśmy stolik przy wejściu, tuż koło wielkiej szyby, przez którą było widać fale, uderzające o brzeg. Głęboko westchnęłam, po części nie wierząc, że znajduję się teraz w Sopocie i oddycham morskim powietrzem. Chociaż na chwilę zapomniałam o mojej rutynie, i o Janku, ale o nim wciąż chciałam pamiętać. Kiedy wszyscy zajęli miejsca, podeszła do nas milutka kelnerka z kartą dań. Nie zastanawiałam się długo i zamówiłam sałatkę z rukolą, oliwą, kukurydzą, pomidorkami, serem feta, kurczakiem i grzankami, do tego rybę, i małą porcję frytek z przyprawami, Marysia zamówiła duże frytki i rybę, a Filip to samo co ona. Po dwudziestu minutach zabraliśmy się do jedzenia, popijając colą. 
- Dawno nie jadłam tak pysznej ryby. - zachwycała się siostra. 
- Grzechem by było nie zjeść ryby nad morzem - zaoponował jej chłopak. 
- Macie rację - uśmiechnęłam się, nabijając na widelec ostatni kawałek kurczaka z rukolą. 
Marysia spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? - przymrużyłam oczy
- Mam nadzieję że masz jeszcze siłę iść potańczyć?
- To nie koniec atrakcji? - udawałam zdziwioną
- Jeszcze będziesz za tym tęsknić - wtrącił Filip, po czym uregulował rachunek. Wyszliśmy na zewnątrz. 
- Idziemy do klubu? - upewniłam się
- Brawo Watsonie - Marysia poklepała mnie po ramieniu. 

21.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 9

Nim się obejrzałam połowa wakacji była już za mną. Podczas gdy inni spotykali się ze znajomymi, wyjeżdżali do ciepłych krajów, korzystali ze słońca, czerpiąc przy tym mnóstwo przyjemności ja całe dnie siedziałam w swoich małych czterech ścianach, przed laptopem, spędzając długie godziny na rozmowach z Jankiem. Przez ten czas bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Wciąż chciałam go więcej. Miałam poczucie, że muszę wiedzieć o nim wszystko. Nasz kontakt ani na chwilę nie słabł. Wręcz nić która nas łączyła, stawała się grubsza, bardziej trwała, niezniszczalna. Coraz częściej odnosiłam wrażenie, że znalazłam moją drugą połowę, mimo że był tak daleko ode mnie, a ja mogłam tylko wyobrażać sobie, że jest obok mnie, że go czuję, że go widzę nie tylko w ekranie monitora. Marzyłam, że w końcu go zobaczę w rzeczywistym świecie, dotknę, wtulę się w te jego silne ramiona, bez końca będę wpatrywać się w jego oczy. Jak smakują jego usta? Prawdopodobnie nigdy nie będę miała szansy się o tym przekonać. Uśmiechnęłam się na samą myśl, że choć przez chwilę mogłabym być szczęśliwa. 


***

Nasza znajomość była już dość rozwinięta, więc oprócz kontaktowania się tylko przez internet, wisieliśmy na telefonach. Dziennie pisaliśmy tysiące esemesów, przegadywaliśmy miliony minut. Czułam, jak coraz bardziej się w nim zakochuję. Nie mogłam się doczekać, aż w końcu usłyszę jego głos, pełen troski. Od rana nie robię nic, tylko czekam, aż do mnie zadzwoni, kiedy znajdzie czas. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, wciąż spoglądając na telefon, który nadal milczał. Dlaczego to takie wyczerpujące? Ile mam jeszcze czekać? 
Podeszłam do okna, wyglądając na zewnątrz. Jak zwykle, ludzie byli rozproszeni na ulicy, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi. A ja wpatrywałam się tak przez dłuższy czas, tak jakbym czekała na kogoś. A mianowicie na Janka. Wyobrażałam sobie, że zaraz zobaczę go wśród tłumu, jak idzie w moją stronę, uśmiecha się do mnie, a po chwili jest już w środku, w moim pokoju i obejmuje mnie, pytając jak mija mi dzień, ale nic takiego się nie wydarza. Wzdycham głęboko i podskakuję, kiedy z rozmyślań wyrywa mnie dźwięk nadchodzącego połączenia. Przez chwilę czuję jak serce próbuje wydostać się z klatki piersiowej. To musi być on! Szybko podbiegłam do telefonu, aby odebrać i znów rozpłynąć się na dźwięk jego głosu, jednak zamiast jego numeru pojawia się drugi często używany. Marysia. Entuzjazm trochę spada, jednak nie mniej cieszę się, że o mnie pamięta. Po chwili odbieram:
- Halo? - zaczynam
- Cześć, tu Marysia.
- Wiem, coś się stało? - pytam zniecierpliwiona
- Pakuj się - mówi stanowczo
- Co to ma znaczyć? 
- Nie zadawaj pytań, tylko zrób to o co cię proszę siostrzyczko. Za pół godziny u ciebie będziemy. 
Rozłączyła się. Nic z tego nie rozumiałam. O co jej chodziło? Nie myśląc nad tym dłużej zabrałam się za pakowanie. Kiedy wszystko już było gotowe, podniosłam z podłogi walizkę i wysunęłam rączkę. Omiotłam wzrokiem pokój po raz ostatni. Zapomniałam o whiskey. Szybkim ruchem zabrałam ją z biurka i delikatnie włożyłam do walizki, którą równie szybko zapięłam, i wyszłam z domu zamykając go na klucz. 
- Gotowa na przygodę życia? - Marysia powitała mnie z entuzjazmem. 
- Jaką przygodę? - uniosłam do góry jedną brew.
- Wsiadaj do samochodu - posłała mi uśmiech, totalnie ignorując moje zmieszanie obecną sytuacją. 
- Cześć mała - Filip powitał mnie, kiedy tylko zamknęłam drzwi skody. 
- Cześć, może ty mi wyjaśnisz to całe zamieszanie? - patrzyłam na niego błagalnie, a on tylko znacząco spojrzał na Marię i uśmiechnęli się do siebie.
Głośno westchnęłam, czując wzbierającą we mnie irytację.
- Doobra, powiem ci - Maria w końcu zabrała się za wyjaśnienia - Chciałabym spędzić z tobą trochę czasu, więc zabieramy cię na wakacje aby trochę się rozerwać, zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Nadal nie wiem gdzie jedziemy - wzruszyłam ramionami.
- Kochanie, kierunek Sopot. - zwróciła się do Filipa.
- Jesteś niemożliwa - posłałam jej uśmiech, po czym wygodniej rozsiadłam się na siedzeniu zapinając pas. Czekała nas długa podróż. 

***

Po pięciu godzinach byliśmy na miejscu. Właśnie miałam wchodzić do swojego pokoju, kiedy zadzwonił telefon. Zanim zdążyłam go znaleźć w torebce, rozmówca przerwał połączenie. Będąc już w środku zamknęłam drzwi i opadłam na zaścielone łóżko, pachnące świeżością. Moją uwagę przykuło duże okno, które jednocześnie było wyjściem na balkon. Podniosłam się z miękkiej pościeli i podeszłam bliżej, otwierając je i wychodząc na zewnątrz, widok z hotelu był niesamowity. Zaczerpnęłam świeżego powietrza. Znów naszły mnie myśli, jak cudownie byłoby gdyby teraz Janek był tuż koło mnie, i razem ze mną patrzył na część Sopotu widoczną z mojego balkonu. Oderwałam od niego myśli słysząc pukanie do drzwi. 
- Można? - Marysia weszła do środka, nie czekając na odpowiedź. - I jak ci się podoba?
- Jest świetnie.
- To nie koniec niespodzianek.
- Co jeszcze przygotowałaś?
- Dziś wieczorem wychodzimy. Rozerwiesz się trochę. 
- Kiedy to wszystko zaplanowałaś?
- Właściwie to nie planowałam. Myśl narodziła się wczoraj, więc pomyślałam, czemu by jej nie zrealizować? Jestem ci to winna. 
Zastanawiałam się, jak to jest kiedy spełniają się marzenia...? Czy jest się wtedy szczęśliwym? Na pewno...Zazdrościłam jej tego, że spełniało jej się wszystko co zaplanowała, ale z drugiej strony cieszyłam się, bo byłam częścią tego planu. 
- Masz rację. 
- Gdybyś czegoś potrzebowała, jesteśmy w pokoju dwieście trzynaście.
Już miała wychodzić, kiedy się odezwałam.
- Marysiu?
- Tak? - znów pojawiła się w pokoju
- Dziękuję
- Nie masz za co, od tego są siostry - przytuliła mnie mocno do siebie, po czym opuściła pokój.
Stałam chwilę w bezruchu, kiedy mój telefon ponownie zadzwonił. Szybkim ruchem chwyciłam torebkę, w poszukiwaniu go, a kiedy w końcu znalazłam wcisnęłam zieloną słuchawkę i znów usłyszałam ten wspaniały, uspokajający głos.
- Cześć piękna.
- Zadzwoniłeś...Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę... - próbowałam uspokoić oddech. Czułam się dziwnie, kiedy tak swobodnie z nim rozmawiałam, mimo, że tak naprawdę nigdy nie widziałam go w realnym życiu. Dziwnie było znajdować się pomiędzy rzeczywistością, a wirtualnym światem, który pokochałam, choć wiedziałam, że ten świat nie jest w pełni prawdziwy, nie mogłam zbadać go zmysłami dotyku, zapachu, smaku... Mogłam tylko słuchać głosu mężczyzny który tak bardzo zawrócił mi w głowie sprawiając że od dawna nic nie było już takie samo choć zmieniło się niewiele. Cieszyłam się że mogłam od czasu do czasu ujrzeć go w ekranie laptopa ale to w pełni mi wystarczyło... Ale czy na długo? Na ile będę w stanie to akceptować? Wciąż zadawałam sobie to pytanie, lecz nie mogłam uzyskać odpowiedzi. 
- Jak bym mógł zapomnieć. Stęskniłem się za twoim głosem. 
- Ja za twoim też. 
- Porozmawiamy dzisiaj na Skype? Chciałbym cię zobaczyć.
- Przez jakiś czas będzie to niemożliwe.
- Dlaczego? 
- Jestem w Sopocie. Nie wzięłam ze sobą laptopa. 
- Szkoda. 
- Będziemy rozmawiać przez telefon.
Słyszałam jak wzdycha w słuchawkę, lekko rozczarowany.
- Dobrze... a co u ciebie?
- Wieczorem wychodzę na miasto.
- Sama? Martwię się o ciebie.
- Niee, spokojnie. Jestem tu z siostrą i jej chłopakiem.
- O tyle dobrze.
- Nie martw się o mnie, jestem już duża.
- Jednak nie na tyle, bym się o ciebie nie martwił perełko. - na te słowa poczułam przyjemne ciepło rozlewające się w moim sercu. Dlaczego ktoś kogo zaczynam kochać, jest setki kilometrów ode mnie? Czy to musi tak boleć? Ile jeszcze czasu minie zanim go zobaczę? Ile tęsknoty zajrzy w każdy kąt mojej duszy? Ile mam czekać? Dlaczego wciąż zadaję sobie pytania, na które nie znam odpowiedzi? Czułam jak jakaś siła kłuje moje serce, wbija się coraz głębiej. Nie wiedziałam co na to odpowiedzieć. Może po prostu dla niepoznaki spytam co robi? Tak było najbezpieczniej. Musiałam stać na pewnym gruncie, aby to jakoś znieść. 
- Co robisz?
- Nudzę się, ale za chwilę będę szedł pojeździć na desce.
- Czy na pewno znam wszystkie twoje hobby? - zaśmiałam się
- Dużo ich mam. A deskorolka, to jedno z moich ulubionych zajęć, kiedy nie jeżdżę crossem z kolegami. 
- No dobrze, tylko uważaj na siebie - czułam jak na te słowa się uśmiecha, choć nie miałam wystarczającej pewności. 
- Będę. 
- Muszę już kończyć - niechętnie zmierzałam ku końcowi rozmowy, gdy Marysia weszła do pokoju, gestem dając mi do zrozumienia, że pora niedługo wychodzić, a ja zupełnie nie byłam gotowa.
- Baw się dobrze - powiedział promiennie, po czym zakończył połączenie. 





19.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 8

Nie miałam pojęcia ile czasu zajęło mi wypłakanie wszystkich negatywnych emocji. Leżałam tak bezruchu, nie byłam w stanie poruszyć się chociaż na milimetr, czułam się jak w transie. Kiedy zebrałam w sobie siłę, by wstać za oknem panował już mrok. Zegarek w telefonie wskazywał dwudziestą czwartą. Rzuciłam nim na łóżko, z taki impetem że mało brakowało a wylądowałby na ścianie, roztrzaskując się na małe kawałeczki, tak jak moje serce teraz. Związałam włosy w niesfornego kucyka. Potrzebowałam alkoholu. Dużej ilości. Ale nie miałam pojęcia jak go zdobyć. Po dłuższym rozmyślaniu postanowiłam pokusić się o następną butelkę, z kolekcji ojca. Wiedziałam, że przesadzam, ale w tej chwili nie myślałam o niczym innym. Kiedy już zdobyłam to czego chciałam, usadowiłam się wygodnie na łóżku i upiłam sporego łyka prosto z butelki. Włączyłam laptopa i zalogowałam się do czatu, miałam jeden cel. Napisać do Janka. Minęło już sporo czasu odkąd się poznaliśmy, a ja czułam, że coraz bardziej mi się podoba, pomimo, że nigdy go nie widziałam. Kiedy tylko strona mi się załadowała, bez dłuższego rozmyślania, zaprosiłam go do czatu. Nie musiałam długo czekać, przyjął od razu. 
- Ooo, kogo ja widzę...Iza. - napisał pierwszy.
- Cześć, przeszkadzam?
- Nie, wręcz przeciwnie. 
- Jak życie?
- W porządku, a Twoje?
- Idzie w złym kierunku
- Serio? Co się stało?
- Nie chcę o tym pisać. 
- No dobrze, jak się dziś czujesz?
- Chujowo, ale stabilnie. - napisałam po kilku sekundach. Odpowiedź nasuwała się sama.
Nagle poczułam potrzebę zobaczenia go. Nie wiedziałam co zrobić aby go zobaczyć, ale przecież istniał Skype, a ja miałam konto. Klasnęłam w dłonie. 
- Jak mogę poprawić Ci humor?
- Chciałabym Cię zobaczyć
- Teraz?
- Tak.
- No dobrze, jeśli tego chcesz. - wymieniliśmy się nazwami na Skype. Po pięciu minutach odebrałam przychodzące połączenie. 
- Włącz kamerkę - odezwałam się.
- Zaczekaj. Ty też włącz.
- Włączę, jeśli ty włączysz - droczyłam się z nim.
Po chwili moim oczom ukazał się przystojny niebieskooki brunet z grzywką opadającą lekko na czoło, luźną białą bokserką, która odsłaniała jego umięśnione ramiona. Mimo że było ciemno, udało mi się to dostrzec. Wyobrażałam sobie jak wygląda, bo przecież mi to napisał, ale nie wiedziałam, że przerośnie to moje oczekiwania. Zaniemówiłam, nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa. On podobnie jak ja, milczał wpatrując się we mnie. Po chwili szeroko się uśmiechnął odsłaniając szereg białych zębów. 
- Już wiesz jak wyglądam - przerwał ciszę, jaka zapanowała między nami, tym samym sprowadzając mnie na ziemię
- Tak, wyglądasz całkiem...nieźle - pokiwałam głową
- Całkiem nieźle? Tylko tyle? - zasmucił się
- Całkiem nieźle, czyli dobrze, zbyt dobrze. Inaczej niż sobie wyobrażałam.
- Spodziewałaś się boskiego modela z okładki Vogue'a?
- Niee, nie mam aż takich wymagań - zaśmiałam się. 
- Ty też wyglądasz całkiem nieźle. - puścił mi oczko.
Rozmawiało nam się niespodziewanie dobrze, więc skończyliśmy dopiero nad ranem, a mi było przykro że noc dobiegła końca w zastraszającym tempie. Ciężko było mi się z nim pożegnać, ale wiedziałam, że musi iść do pracy. Niecierpliwie czekałam, aż znów będę mogła z nim rozmawiać. Usłyszeć jego idealny, kojący głos. Kiedy tylko wyłączyłam laptopa, poczułam się głodna. Uświadomiłam sobie, że przecież od bardzo dawna nic nie jadłam. Zeszłam na dół wprost do kuchni. Przywykłam już do tego, że niemalże codziennie byłam sama w domu. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej masło i szynkę, którą położyłam na ostatnią kromkę chleba, jaka była w domu. Nikt nie zrobił zakupów. Skoro nie przejmują się mną, również nie przejmą się lodówką świecącą pustkami. Zjadłam kanapkę i wróciłam na górę. Upiłam łyka whiskey i zakręciłam butelkę, by zostawić coś na później. Zasnęłam. 


***

Codziennie rozmawiałam z nim na Skype co zajmowało nam prawie cały wieczór a czasem nawet noc, do świtu. Mimo że to nierealne odnosiłam nieodparte wrażenie że znam go na wylot, choć tak naprawdę nie wiedziałam o nim prawie nic. Czułam, jakbyśmy znali się od dziecka, czy to o czymś świadczyło? Moje uczucia płatały mi figle. Nie potrafiłam już odróżnić rzeczywistości od nierealnego świata w którym się znalazłam. Co było jawą, a co fikcją? Wiedziałam, że to co do niego czuję nie ma sensu, jest niemożliwe. Nie można zakochać się w kimś kogo zna się raptem kilka tygodni, ale ja marzyłam o nim, pragnęłam mieć go tylko dla siebie, zatopić się w jego silnych ramionach i już nigdy z nich nie wychodzić. Może chociaż na chwilę zapomniałabym o ostatnich wydarzeniach? W żadnym wypadku nie traktowałam go jako odskocznię, był dla mnie kimś więcej. Miałam wrażenie, że czuje do mnie to samo, choć nie chciałam robić sobie nadziei. Jeden zawód miłosny mi w zupełności wystarczy. 

17.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 7

Nie wiem co cieszyło mnie bardziej - to że trzymałam w ręku świadectwo, czy to że już nigdy nie przekroczę progu tej szkoły. Czułam się tak, jakbym odzyskała wolność, opuszczała klatkę, w której się dusiłam, próbując zaczerpnąć powietrza. Nie przeszkadzało mi już, że wszyscy na mnie patrzą. Miałam jeden cel. Z podniesioną głową opuścić budynek szkoły. Byłam twarda do końca. Odetchnęłam z ulgą kiedy zamknęły się za mną drzwi. Pod szkołą zobaczyłam Maćka, który stał z Arturem, swoim przyjacielem. Kiedy mnie zobaczył powiedział coś do niego i zostawiając go samego podążał w moją stronę.
- Iza! - zawołał. - Zaczekaj.
Serce podskoczyło mi do góry. Miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.
- Tak? - pierwszy raz od trzech lat spojrzałam mu prosto w oczy. Były przepełnione pożądaniem, może pragnieniem. Mnie? Chciałabym, żeby tak było ale to niemożliwe. Staliśmy tak nieruchomo patrząc sobie w oczy przez kilka sekund, aż w końcu znów zaczął mówić.
- Dzisiaj ostatni dzień się widzimy.
- Żałujesz? - zapytałam, ani razu nie przestając patrzeć mu głęboko w oczy.
- Jakiej odpowiedzi się spodziewasz? - droczył się ze mną. Nie potrafię go zrozumieć. Zastanawiam się wciąż do czego zmierza.
- Że nie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- A jeśli powiem ci, że jesteś w błędzie?
- Niemożliwe - odwzajemniłam uśmiech
- Żałuję. Bardzo - posmutniał. - Spotkamy się jeszcze kiedyś?
- Nie wiem. Nieswojo się czuję kiedy Marta wciąż się nam przygląda. - Zmieniłam temat. Jej wzrok jest gotów zabić, przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz.
- Chodźmy stąd. - powiedział, po czym pociągnął mnie za rękę, kierując przed siebie.
- Gdzie mnie prowadzisz?
- Zaufaj mi.
- A powinnam? - teraz ja przejęłam pałeczkę, drocząc się z nim.
- Nie kłóć się ze mną.
Szłam posłusznie, dotrzymując mu kroku. Jednak wciąż nie miałam pojęcia gdzie mnie prowadzi.
Wszystko stało się jasne kiedy oboje stanęliśmy przed jego domem.
- Nikogo nie ma w domu? - zapytałam, widząc jak szuka kluczy.
- Jak widać nie. Rodzice są w pracy, wrócą dopiero w nocy.
- Więc według ciebie nikt nas tu nie znajdzie? - zaśmiałam się.
- Jeśli wolisz użerać się z Martą to wracaj - uśmiechnął się zawadiacko.
- Wolę tą drugą opcję. Otwieraj.
Chwilę później byliśmy już w jego dużym pokoju. Maciek pochodził z bogatej rodziny. Więc był do tego przyzwyczajony. Tuż przy wejściu stało biurko, a na nim kilka drobiazgów w tym monitor od komputera który znajdował się pod biurkiem. Pod oknem duże łóżko, a po przeciwnych stronach szafki nocne. Przy szafie w kącie stała gitara. Podłoga była pokryta ciemnymi panelami, a okna przyozdabiały jasne zasłony z białą firanką. ''Wow'' pomyślałam, oglądając plakaty na ścianach. Był fanem rocka. Nigdy wcześniej o tym nie wiedziałam, no bo skąd? 
- Naoglądałaś się już? - wyrwał mnie z zamyśleń
- Tak. Przepraszam. Nie wiedziałam, że jesteś fanem rocka. Znam te zespoły. 
- Dużo rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz. - puścił mi oczko. - Napijesz się czegoś? A może zgłodniałaś? Możemy zamówić pizzę.
- Wszystko jedno.
- Rozgość się. Siadaj gdzie ci wygodnie. - powiedział i wyszedł z pokoju.
Posłusznie zajęłam miejsce na łóżku, nieśmiało odkładając świadectwo ukończenia szkoły na jedną z szafek nocnych. Maciek w tym czasie zamawiał jedzenie. Po chwili wrócił z napojami.
- Pizza zaraz będzie - uśmiechnął się. - Jego uśmiech był tak piękny, że zastanawiałam się, czy nie jestem czerwona jak burak, bo strasznie mnie onieśmielał.
- Maciek...dlaczego?
- Co dlaczego? - był zdziwiony
- Dlaczego teraz tu jestem? U ciebie? Dlaczego ze mną rozmawiasz...Dlaczego mamy dobry kontakt...
- Dlaczego zadajesz tyle pytań? - zdenerwował się.
- Odpowiedz. Proszę.
- A czy to jest takie ważne?
- Tak... jeszcze kilka dni temu nawet na mnie nie spojrzałeś, byłeś wściekły, że wciąż na ciebie wpadam. Przez trzy lata nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Aż do teraz.
- Nie chciałem się w tobie zakochać. Wzbraniałem się przed tym. Unikałem cię, byłem dla ciebie oschły. Starałem się jak mogłem, ale ciągle na siebie wpadaliśmy, ciągle cię widziałem. Na domiar złego byliśmy w tej samej klasie. Nie mogłem przestać o tobie myśleć. A teraz kiedy skończyliśmy szkołę, poczułem, że nasza znajomość równie szybko się skończy, a tego nie chcę. Bo wzbraniałem się przed tym co mnie dopadło. Zakochałem się w tobie. Rozumiesz?
- Po co to wszystko? Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Nie chciałem wyjść na idiotę. Nie wiedziałem czy czujesz do mnie to samo. Bałem się odrzucenia. Może i jestem twardy, ale do ciebie mam wielką słabość. Poza tym...Marta się do mnie przystawiała.
- Nie dało się tego nie zauważyć. Wolałeś mnie unikać, zamiast powiedzieć od razu co jest na rzeczy.
- Przepraszam, nie umiałem inaczej.
- Muszę już iść. - wydukałam. Mało brakowało, a powiedziałabym co do niego czuję. Nie mógł się o tym dowiedzieć. Nie teraz. Za dużo tego wszystkiego. Muszę ochłonąć, wszystko przemyśleć.
- Zostań - nalegał.
- To nie jest najlepszy pomysł. - Zabrałam świadectwo i szybko podniosłam się z łóżka, zanim zmienię zdanie. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi, nie patrząc na niego. Ostatni raz odwróciłam się, by na niego spojrzeć. - Żegnaj. - powiedziałam ze złami w oczach i czym prędzej opuściłam dom, biegnąc. Zatrzymałam się na najbardziej oddalonym od niego przystanku, tak by nie mógł mnie już dogonić. Wsiadłam w pierwszy lepszy autobus, nie patrząc dokąd jedzie. Chciałam go zgubić. Udało się. Byłam w centrum, pewna, że już za późno aby mnie znalazł. Wsiadłam w tramwaj, który miał dowieźć mnie pod sam dom. Pół godziny później byłam już w swoim pokoju. Zamknięta w swoich czterech ścianach, czułam się bezpiecznie. Rzuciłam świadectwo w kąt. Przebrałam się w ulubione dresy i luźną koszulkę. Położyłam się i opatulona kocem zaczęłam płakać.

16.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 6

Kiedy straciłam go z pola widzenia głęboko westchnęłam. Na czym właściwie opiera się nasza relacja? W szkole traktujemy się jak nieznani sobie, prawie w ogóle nie rozmawiamy, dokąd zmierzamy? Nie robiłam sobie wielkich nadziei, wiedziałam, że kiedy tylko wyjdę z gimnazjum do innej szkoły, nasze drogi się rozejdą i może już nigdy go nie zobaczę. Dlaczego dzisiaj znienacka mnie odwiedził? Nie potrafię go rozszyfrować. Wróciłam do swojego pokoju. Na stoliku nocnym stała niedokończona whiskey, która zachęcała wręcz bym ją opróżniła. Nie mogłam się oprzeć, nie w tej chwili kiedy mam miliony myśli na sekundę, a wszystkie kręcą się wokół jednej osoby, wszystkie dotyczą jego. Przebrałam się w znoszone siwe dresy, ulubioną starą czarną bluzę z kapturem i ciepłe długie skarpety z wełny które kiedyś dostałam od mamy zanim zupełnie straciłyśmy kontakt. Nie pamiętam kiedy ostatni raz weszła do pokoju i zapytała jak się czuję. Może i mieszkamy razem, ale nie mogę tego nazwać rodzinnym domem. Włosy związałam w rozwalonego koka i zanim usiadłam wygodnie na łóżku nalałam sobie sporą ilość trunku do szklanki i zalałam colą. Włączyłam laptopa, logując się na już dobrze znany mi czat. Był online - Anonim który również jak Maciek był dla mnie nierozwikłaną zagadką. Nie musiałam długo czekać, kiedy na ekranie pojawiło mi się zaproszenie do rozmowy. Tak jakby czytał mi w myślach. Na moją twarz wkradł się chwilowy uśmiech.
- Witaj nieznajoma - to był chyba jego standardowy tekst na powitanie. Prychnęłam.
- Dobry wieczór - odpisałam po kilku sekundach.
- Jak mija życie?
- Do przodu, nie mogę narzekać - skłamałam.
- To dobrze. Jak się dziś czujesz?
- Tak jak Ty w swoje urodziny. Piję do monitora.
- Samotność nie zna granic
- Niestety nie. Dlaczego jesteś taki tajemniczy? - postanowiłam zacząć śledztwo. Ciekawość, kto jest po drugiej była silniejsza.
- Bez pytań nie ma odpowiedzi. O nic nie pytałaś. - Fakt, przecież gdybym spytała, wszystko by mi napisał. To takie oczywiste.
- No więc jak masz na imię?
- Janek. A ty zdradzisz mi swoje?
- Izabela, ale wolę Iza.
- No więc jesteś Iza. Skąd?
- Z Opola.
- Kawał drogi ode mnie...
- Tak? To gdzie w takim razie mieszkasz?
- W Rzeszowie
Przeraziłam się odległością jaka nas dzieli. Byłam niemalże pewna, że ta znajomość może długo nie przetrwać.
- Ile masz lat? -  kontynuowałam, bo mimo że byliśmy oddaleni od siebie o kilkaset kilometrów chciałam go bliżej poznać, czułam, że mógłby mnie zrozumieć. Nie oceniać. Wydawał się godny zaufania, podobny do mnie. Łączyła nas samotność...
- 20
- Jestem trzy lata młodsza. Chyba Ci to nie przeszkadza?
- Skądże.
- Cieszę się. Czym się zajmujesz na co dzień?
- Jestem po zawodówce. Niedawno zacząłem pracę.
- Ja kończę właśnie gimnazjum. Dokładnie za niecały miesiąc.
- Jak Ci poszły egzaminy?
- Zdane na 100 %
- Gratulacje. I co zamierzasz robić po tej szkole?
- Idę do Liceum
- I kim byś chciała być?
- Nie wiem, zobaczę po skończeniu szkoły. Myślałam nad opiekunką do dzieci.
- To szczyt Twoich marzeń?
- Może nie, ale chciałabym się kimś opiekować. Czuję taką potrzebę.
- To dojrzała decyzja.
Nim się zorientowałam wypiłam już całego drinka. Nie zastanawiając się długo zrobiłam kolejnego. Już miałam kontynuować temat, kiedy mnie wyprzedził.
- Opowiesz mi coś o sobie?
- Te informacje Ci nie wystarczą? - chciałam się z nim trochę podroczyć.
- Nie :)
- No więc... Mieszkam w Opolu od urodzenia. Jestem singielką która w wolnych chwilach czyta książki. Jestem nieśmiała, trochę marzycielką, trochę romantyczką. Mam niebieskie oczy, jasno brązowe kręcone włosy do ramion. Jestem niewysoka. I nie przepadam za ludźmi.
- Wow. Jesteś bardzo interesująca. Trochę pomieszanie z poplątaniem.
- Teraz czas na Ciebie - zachęciłam go.
- Nie lubię o tym rozmawiać...
- To nie fair. Ja Ci napisałam o sobie.
- No dobrze, masz rację, ale ostrzegam, że nie będzie w tym nic ciekawego
- Zobaczymy :) - odpisałam i chwyciłam po znów pełną szklankę. Upiłam spory łyk czekając w skupieniu na wiadomość.
- Jestem jedynakiem, mama pracuje w domu, a tata jest po wypadku, w którym uszkodził sobie nogę i nie jest w pełni sprawny by chodzić do pracy... Mieszkam w Rzeszowie, mam kilku przyjaciół z którymi dzielę pasję jaką jest motoryzacja.Nie mam dziewczyny, ale za to mam kota, takiego czarnego i psa, dokładniej suczkę. Mam niebieskie oczy, jestem wysoki i szczupły, mam krótkie brązowe włosy. To chyba na tyle. Nie wiem co Ci jeszcze napisać. To powinno Ci wystarczyć.
- No no, zainteresowałeś mnie :)
- Serio zaciekawiło Cię moje życie?
- No tak, nie widzę w tym nic złego.
Robiło się późno, laptop był na wyczerpaniu, a z whiskey wcale nie było lepiej, zostało jej na jednego drinka. Westchnęłam. Uznałam, że pora się pożegnać, może jutro znów tu zajrzę. Za dużo na dziś.
- Idę spać - napisałam po chwili.
- Dobranoc. Śpij dobrze :)
- Wzajemnie.
Wyłączyłam okienko czatu i wylogowałam się, po czym wyłączyłam laptopa. Teraz miałam jeszcze większy mętlik w głowie... A co jeśli zakocham się w Janku? Czy to możliwe, że będę w stanie poczuć coś do niego, jeśli prawdopodobnie nigdy go nie zobaczę? Co jeśli zacznie mi na nim zależeć? Zrobiło mi się słabo. Wypiłam drinka jednym haustem, chcąc w ten sposób oddalić te wątpliwości. Odłożyłam pustą szklankę na stolik, po czym położyłam się na łóżku i okryłam kocem. Długo nie mogłam zasnąć, lecz wkrótce się udało.




15.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 5

Przechodziłam przez szkolny korytarz, z rękoma w kieszeni, kapturem na głowie, i plecakiem zarzuconym niedbale na jedno ramię, pierwszy raz patrząc przed siebie. W szkole trwały właśnie lekcje, więc byłam mega spóźniona, ale cieszyłam się, że poza mną nikogo nie ma. Tak myślałam do chwili kiedy przed klasą nie ujrzałam Maćka. Stał i wpatrywał się we mnie. Nie miałam możliwości dostać się do środka, bo zagrodził mi drzwi.
- Przepuść mnie. - powiedziałam oschle.
- A jak tego nie zrobię to co? - zaśmiał mi się prosto w twarz.
- W co ty grasz? - spojrzałam mu prosto w oczy.
- A ty? Udajesz mega niedostępną.
- Po pierwsze to moja sprawa, a po drugie nikogo nie udaję. Przepuść mnie i daj mi spokój, dobra?
Westchnął głośno, po czym się odsunął, abym mogła wejść do klasy, po chwili podążając za mną. Wiedziałam, że teraz nie będę miała spokoju do końca ostatniego roku tej popieprzonej szkoły. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg klasy, momentalnie zrobiło się cicho. To był zły moment, tak się złożyło że w klasie nie było nauczyciela, mieliśmy zastępstwo a i tak nikt nie przyszedł, standard. Szybko zajęłam miejsce przy oknie, i po chwili rozpętało się piekło, z którego nie było ucieczki.
- Maciek gratulacje! - odezwał się Adam, śmiejąc się szyderczo. - Nie wierzę, że to przypadek, kiedy wchodzicie do klasy oboje w tym samym momencie. Co robiliście? Zaliczyłeś dziewicę?
Spodziewałam się, że Maciek również zacznie się śmiać.
- Ucisz się - skwitował, a ja niepewnie przeniosłam na niego wzrok pełen zdziwienia - Nikogo nie zaliczyłem.
Zaraz później odezwała się Marta.
- Ona może tylko pomarzyć o takim chłopaku jak Maciek, za wysokie progi. - nagle cała sala wybrzmiała śmiechem, a wszystkie oczy były skierowane na mnie. Mimo że to była już codzienność ja przeciwko całej klasie, dalej nie mogłam się przyzwyczaić, tym bardziej teraz, kiedy byłam ofiarą żartów, i patrzyłam na te rozbawione fałszywe gęby. Nagle odezwał się on, co sprawiło, że w klasie znów zrobiło się cicho jak makiem zasiał.
- Ty też możesz tylko pomarzyć - skierował te słowa do Marty. - Sorry, ale twoja wytapetowana twarz nie zachwyca, a stosunek z tobą to ostatnia rzecz na jaką mam ochotę.
Z przyjemnością patrzyłam jak oczy Marty rozszerzają się ze zdumienia, a jej policzki płoną ze wstydu. Do końca lekcji było już cicho, a ja dalej milczałam, ale pierwszy raz odczułam satysfakcję. Zadzwonił dzwonek, jak zwykle wszyscy jak oparzeni wychodzili z klasy, a mnie się nigdy nie śpieszyło. Maciek również tego dnia się ociągał i kiedy opuszczaliśmy klasę, byliśmy prawie obok siebie.
- Dzięki - odezwałam się, nie patrząc na niego. Chciałam się przełamać, zatrzymać się, poprowadzić rozmowę, ale nie mogłam zdobyć się na nic więcej, zbyt wiele ryzykowałam, choć prawdę mówiąc nie miałam nic do stracenia.
- Nie masz za co - zmierzył mnie wzrokiem i odszedł, zostawiając mnie kompletnie samą. Z powrotem założyłam kaptur na głowę, a ręce włożyłam do kieszeni, przemierzając korytarz, gdy nagle zaczepiła mnie Marta, pojawiając się nie wiadomo skąd.
- Jeśli myślisz, że masz u niego jakieś szanse, to się grubo mylisz. - obdarowała mnie podłym spojrzeniem, dając mi do zrozumienia, że to ona jest górą.
- A o kim mówisz? - byłam rozbawiona całą tą sytuacją.
- Dobrze wiesz. Maciek jest mój i zrozum to w końcu.
- No raczej nie, bynajmniej dał ci dzisiaj to jasno do zrozumienia. A po za tym, nawet mnie nie interesuje, więc zabierz się stąd, i odwal się ode mnie, bo nie zamierzam z tobą rywalizować, tym bardziej o niego. Jasne? - uśmiechnęłam się, patrząc jak rzednie jej mina. Do końca dnia miałam już spokój. Lekcje minęły bardzo szybko. Wrzuciłam niedbale książki do plecaka, a resztę niepotrzebnych na jutro rzeczy schowałam do szafki, zamykając ją na kluczyk i szybkim krokiem kierowałam się w stronę wyjścia. Kiedy byłam już stosunkowo daleko, odetchnęłam z ulgą, pragnęłam jak najszybciej znaleźć się w domu, pod ciepłym kocem, i laptopem na kolanach. Był środek tygodnia, ale musiałam się odprężyć, więc pomyślałam, że kiedy tylko będę w domu, znów wezmę z barku jakiś wysokoprocentowy trunek z kredensu ojca, przecież i tak się nie zorientuje. Do pokonania pozostała mi prosta droga, od której dzielił mnie niewielki zakręt. Po kilku minutach znajdowałam się na kamienistej drodze, pod furtką mojego domu ujrzałam postać. To dziwne, bo mieszkałam daleko od centrum, poza tym nigdy nie mieliśmy gości. Przyśpieszyłam kroku. Po pokonaniu większej odległości dokładnie się jej przyjrzałam, był to Maciek...
Nie mogłam zrozumieć, skąd wiedział gdzie mieszkam, ale zaraz przypomniałam sobie, że przecież w dzienniku widnieją nasze dane, a w szkole nie trudno było go dostać, pod byle pretekstem.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? - zapytałam, aby utwierdzić się w swoim przekonaniu.
- Powiedzmy, że mam swoje sposoby.
- Wiesz że to prywatne dane?
- Skoro tu jestem, to chyba nie. - nie wiedziałam co powiedzieć, długo się w niego wpatrując.
- A więc po co przyszedłeś?
- Chciałem cię przeprosić.
- Za co? - byłam mega zdziwiona.
Najbardziej tajemniczy chłopak w szkole, pofatygował się do mnie aby mnie przeprosić, a ja nawet nie wiedziałam z jakiego powodu.
- Za moje ostatnie zachowanie, nie powinienem, no... i za zachowanie Marty.
- Ona serio myśli, że będziecie razem - zaśmiałam się.
- Wiem, ale raczej nic z tego nie będzie. Mam już kogoś na oku.
- W takim razie powodzenia. - uśmiechnęłam się, po czym go wyminęłam i podeszłam do drzwi aby je otworzyć.
- Wpuścisz mnie do środka? - usłyszałam za sobą, bijąc się z myślami, wiedziałam, że to zły pomysł, ale to była jedyna okazja, aby pobyć z nim sam na sam...
- Jasne, wejdź, zapraszam - kiedy pojawił się w środku zamknęłam drzwi i poprowadziłam go do pokoju.
Droga po schodach do mojego pokoju trochę nam zajęła. Pokonywaliśmy ją w ciszy, nie mówiąc ani słowa. Weszliśmy do środka. Maciek od razu usadowił się wygodnie na łóżku jakby znał od dawna każdy kąt mojego pokoju, a przecież był tu pierwszy raz. Gdyby wiedział, ile razy wyobrażałam sobie ten moment, kiedy goszczę go w swoim pokoju...Ile razy siedział na tym łóżku w mojej wyobraźni. Może dlatego wydawało mi się to tak znajome...
- Napijesz się czegoś? - spytałam trochę skrępowana, nie wiedziałam jak się zachować, to była dla mnie zupełnie nowa sytuacja. Tym bardziej, że byłam sam na sam w pokoju z chłopakiem, który podobał mi się od pierwszej klasy tej chorej szkoły. Co najważniejsze, nie wyobrażałam sobie tego, to działo się naprawdę. - Jeśli chcesz mam coś mocniejszego, poczekaj tutaj. - Jego oczy się zaświeciły, obojgu było nam tego trzeba, oboje potrzebowaliśmy czegoś dla rozluźnienia atmosfery.
Po kilku minutach byłam znów w pokoju, z butelką dobrej whisky. Tato miał ich sporą kolekcję, więc dwie w tą czy tamtą nie zrobią wielkiej różnicy. Przyniosłam dwie szklanki i colę. Zrobiłam drinki, i podałam jednego Maćkowi, siadając obok niego. Milczeliśmy, czekając aż nabierzemy do siebie większej śmiałości. W końcu po dłuższej chwili zebrał się na odwagę i przerwał ciszę.
- Idziesz na bal gimnazjalny?
- Nie
- Dlaczego?
- Nie mam z kim, a po za tym nie chcę brać udziału w tej farsie.
- Może zdołasz się przekonać, do końca roku pozostał jeszcze miesiąc.
- Raczej nie zmienię zdania
- Szkoda.
Myślałam, że pyta aby mnie zaprosić, ale niczego takiego nie usłyszałam z jego ust. Byłam zawiedziona, ale może to dobrze, bo pokazywanie się z nim razem to nie byłby dobry pomysł. Szczególnie kiedy Marta się w nim podkochiwała. Nie chciałam dolewać oliwy do ognia. Marzyłam tylko o tym aby przeżyć ten ostatni miesiąc i raz na zawsze zapomnieć o tej szkole, i o Maćku choć wiedziałam, że to będzie trudne. Ale chciałam zostawić wszystko za sobą i zacząć nowy rozdział, w nowej szkole.
- Pójdę już - odezwał się niespodziewanie.
- Zostało jeszcze pół butelki - pomachałam trunkiem przed jego nosem, mając nadzieję że zdołam go przekonać.
- Zostaw na następny raz - uśmiechnął się, ale ja wiedziałam, że następny raz nigdy nie nadejdzie.
- Dobrze - pokiwałam głową, po czym odprowadziłam go do wyjścia owinięta w koc.
- Do zobaczenia w szkole.
- Papa - uśmiechnęłam się, po czym zamknęłam drzwi. Spoglądając przez judasza, patrzyłam jak jego sylwetka znika, oddalając się coraz bardziej. Czy to dziwne, że już zaczynałam za nim tęsknić...?

14.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 4

Przełożyłam laptopa z kolan, na łóżko, aby odstawić już pustą butelkę trunku, którą opróżniłam przed chwilą ostatnim sporym łykiem, gdyż była już wcześniej otwarta. Popiłam sokiem pomarańczowym i z powrotem usiadłam w poprzedniej pozycji, układając sobie laptopa znów na kolana, i opierając się o ścianę. Przymknęłam oczy, gdy usłyszałam dźwięk czatu. Dostałam zaproszenie do rozmowy, od jakiegoś chłopaka. Zignorowałam to i na powrót zamknęłam oczy. Znów ten dźwięk. Westchnęłam, i przyjęłam zaproszenie jednym kliknięciem. Przeniosło mnie do roomu, gdzie był tylko ten natręt. Postanowiłam nie pisać pierwsza, w końcu to on mnie zaprosił do czatu, więc liczyłam na to, że ją rozpocznie. Nie musiałam długo czekać. Kiedy wszystko się wczytało, ujrzałam tego faceta, a raczej jego męskiego avatara, za którym się krył. Był to niejaki anonim99. Co wskazywało na to, że jest ode mnie starszy o dwa lata. Weszłam w jego profil. Urodzony dwudziestego dziewiątego maja. Wczoraj miał urodziny. Moje stalkowanie przerwała mrugająca ikonka, która wskazywała, że owy anonim postanowił napisać. Zaczęło się robić ciekawie. Żałowałam, że nie mam już alkoholu, ale za to ten zaczął działać, i dobrze.
- Witaj, nieznajoma - przeczytałam, po czym wpadłam w śmiech. Kto tak jeszcze pisze?
- Siema - odpisałam w kilka sekund
- Jak życie?
- Leci, powoli, dobijając każdego dnia.
- Oj no chyba przesadzasz, nie może być aż tak źle?
- Przekonamy się?
- Nie możesz mieć gorzej ode mnie...
- Jak to? - zainteresowałam się
- Kolejny rok świętuję moje urodziny.
- I to jest powód do narzekania? Powinieneś się cieszyć, że przyszedłeś na ten świat, przecież jest taki wspaniały - napisałam to z sarkazmem, ale chyba go nie wyczuł.
- Może nie jest to powód do narzekania, ale kolejny rok z rzędu spędzam je SAM. - podkreślił ostatnie słowo. - I piję do monitora. - dopisał po chwili.
- No to słabo. - trochę się tym przejęłam, jednak zaraz przypomniałam sobie, że właśnie w tej chwili przecież też siedzę sama, i w każdej innej, więc tylko wzruszyłam ramionami. W pewnym momencie jednak serio zrobiło mi się go żal, być może nie jest do tego przyzwyczajony. - Wszystkiego najlepszego :)
- Dziękuję.
Uśmiechnęłam się do monitora.
- Opowiedz mi coś o sobie - dodał po chwili.
- Hmm, nie wiem czy jest co...
- Na pewno Twoje życie jest ciekawsze od mojego.
- Nie wydaje mi się - droczyłam się z nim.  Nie wiem czy pisałam z nim z litości, czy dlatego że w pewnym sensie go rozumiałam i czułam, że on mógłby zrozumieć też mnie.  A może dlatego, że najzwyczajniej w świecie byłam nim zainteresowana, jego tajemniczość zaczęła mnie intrygować, ale jak to możliwe, skoro nawet nie wiem jak wygląda i znamy się kilka minut? Może najlepiej byłoby się wycofać, póki nie jest za późno.
- Muszę iść - wystukałam na klawiaturze te dwa słowa, po czym wylogowałam się z czatu. Mając nadzieję, że się w nim nie zakocham, bo szczerze mówiąc nawet nie chciałam, i nadal nie wiedziałam jak on się do diabła nazywa.

13.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 3

Siedziałam na lekcji, i wyglądałam przez okno, totalnie zapominając o tym, że siedzę w klasie, i właśnie zapisujemy zagadnienia do sprawdzianu. Byłam pochłonięta myślami. Zastanawiałam się jakby to było, jeśli moje życie byłoby całkiem inne. Rodzice byliby dla mnie przykładem, pokazaliby mi co to jest prawdziwa miłość. Gdybym choć przez chwilę była inną osobą, może byłabym lubiana w klasie, i może teraz nie siedziałabym sama w ławce, na samym końcu. Z rozmyślań wyrwała mnie nauczycielka.
- Iza, wracaj na Ziemię. Dyktuję zagadnienia do sprawdzianu.
- Przepraszam, zamyśliłam się - odwróciłam się w jej stronę.
- Pewnie znowu ma depresję - usłyszałam z drugiego końca sali, w której teraz rozbrzmiewał śmiech klasy. Nie darzyli mnie wielką sympatią, zresztą z wzajemnością. 
- Uspokójcie się - skarciła ich nauczycielka. - Zajmijcie się swoimi sprawami, jasne? - momentalnie zrobiło się cicho. Nie wiedziałam, czy powinnam jej dziękować, czy nienawidzić za to, że teraz będę jeszcze bardziej wystawiona na zaczepki, ze strony nieznośnych ''kolegów''.
- Iza zostań po lekcji, dobrze? - Pani Teresa spojrzała na mnie zmartwiona.
Kiwnęłam tylko głową, rozglądając się po sali, wszystkie oczy były wpatrzone we mnie. Oprócz jednych. Jego sylwetka była pochylona. Wyglądał, jakby intensywnie o czymś myślał, kreśląc nic nieznaczące kształty na kartce, zostawiając niebieski ślad długopisu. Uwielbiałam na niego patrzeć, choć wiedziałam, że nigdy legalnie i świadomie nie spojrzę w jego piękne, duże zielone oczy. Był tak zaabsorbowany tym co tworzył, że nie zauważył, kiedy jak idiotka się w niego wpatrywałam. Rozmarzyłam się. Wyobrażałam sobie, jakby to było, gdyby choć raz na mnie spojrzał, powiedział choć jedno słowo, pogładził opuszkami palców moje policzki. Wyobrażałam sobie smak jego ust, w które tak bardzo chciałam się zatopić, choć wiedziałam, że to nigdy się nie spełni. Głośno westchnęłam, po czym zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy, gdyż zadzwonił dzwonek, i wszyscy opuścili klasę. Maciek wyszedł z sali jako ostatni, ani razu nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Kiedy zostałam sam na sam z Panią Teresą, zamknęła drzwi od klasy, siadając na przeciwko mnie.
- Izuś, co się z tobą dzieje? Od ostatniego czasu jesteś nieobecna, nie uśmiechasz się, nie integrujesz się z klasą, siedzisz na uboczu.
- Wydaję się pani. Wszystko jest w porządku, naprawdę.
- No właśnie nie wydaje mi się. - Uparcie stała przy swoim. Głośno westchnęłam.
- Przechodzę teraz trudny okres, ale to minie. - próbowałam być jak najbardziej wiarygodna, aby zbić ją z tropu, i brzmieć przekonująco. Wiedziałam, że muszę kłamać, inaczej nie dałaby mi spokoju.
- No dobrze, może masz rację, ale pamiętaj, że jako twoja wychowawczyni, zawsze ci pomogę, w każdej sytuacji, mimo że to już ostatnie miesiące szkoły i każdy rozejdzie się w swoją stronę.
- Będę pamiętać. Do widzenia. - posłałam jej znikomy uśmiech, po czym jak najszybciej opuściłam klasę.
Szłam długim korytarzem, kierując się do wyjścia. Mijałam te same twarze, i te same puste miejsca, które były takie jak ja - opuszczone, zapomniane. Założyłam kaptur na głowę, po czym przyspieszyłam kroku. Nie miałam ochoty iść na ostatnią lekcję, szczególnie, że była to fizyka. Nie tego teraz było mi trzeba. Nie patrzyłam przed siebie, wręcz utkwiłam wzrok w podłogę, i wtedy znów całkiem przypadkiem wpadłam na Maćka.
- Ty chyba nigdy nie nauczysz się patrzeć jak łazisz. - zmierzył mnie wzrokiem, tak gniewnym, że mógłby mnie zabić samym patrzeniem, poczułam na ciele gęsią skórkę.
- Nie zamierzam cię przepraszać - udawałam twardą, lecz w środku czułam, jak serce rozdziera mi się na kawałki, bo tak bardzo się do niego rwało.
- A ja myślę, że jednak powinnaś.
- Daj mi spokój - odburknęłam, po czym wyminęłam mój obiekt westchnień, i kierowałam się w stronę domu. Jak zwykle pusty. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, do wszystkiego da się przyzwyczaić, do samotności również. Weszłam do pokoju rodziców i wyciągnęłam z barku małą butelkę whiskey, po czym poszłam do swoich czterech ścian, zamykając się na klucz. Sięgnęłam do biurka po laptopa, i sok pomarańczowy, który stał od wczoraj. Upiłam solidny łyk alkoholu, po czym zapiłam sokiem. Włączyłam laptopa, i po chwili byłam już w innym świecie. Wyidealizowanym świecie 3D.

12.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 2

Wstałam niechętnie, słysząc budzik, który znęcał się nade mną od dobrych kilku lat. Przeciągnęłam się, po czym poszłam wziąć szybki prysznic. Ubrałam luźną czarną bluzę i dżinsowe rurki, kiedy byłam już gotowa, zjadłam owsiankę po czym wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz, chowając go do plecaka. Dwadzieścia minut później byłam już w szkole.Chciało mi się rzygać na widok tych samych twarzy które przeszywały mnie wzrokiem, obserwując każdy mój krok. Niczym sępy, czekające na moje potknięcie. Niechętnie weszłam do klasy i zajęłam miejsce pod oknem, na samym końcu. Byłam szczęśliwa, gdyż był to mój ostatni rok w gimnazjum. Przeżyłam ten dzień i kierowałam się w stronę domu, kiedy wpadłam niechcący na chłopaka, który od dawna mi się podobał, ale nie miałam odwagi mu o tym powiedzieć. 
- Uważaj jak łazisz, ślepa jesteś?! - Zmierzył mnie wzrokiem, po czym odszedł, a ja czułam że się czerwienię. Założyłam kaptur na głowę, i przyśpieszyłam kroku. Mimo, że byliśmy z jednej klasy, ilekroć widziałam go na korytarzu moje serce zaczynało bić szybciej i totalnie traciłam kontrolę nad swoim ciałem. Marzyłam tylko o tym aby jak najszybciej znaleźć się w domu. Taty jak zwykle nie było, tego wymagała od niego praca, mama również przebywała poza domem, myśląc, że się nie dowiem, że od dłuższego czasu zdradza ojca. Dziwiłam mu się, że jeszcze tego nie odkrył. Rzuciłam plecakiem o ziemię i wyczerpana położyłam się na łóżku, po czym zasnęłam.Obudził mnie wibrujący telefon. Na ekranie spostrzegłam numer Marysi. 
- Halo? - odezwałam się pierwsza
- Nadal się na mnie gniewasz? - Marysia zapytała zmartwiona
- Już mi przeszło - odpowiedziałam pogodnie - ale mogłaś mnie uprzedzić wcześniej.
- Wiem, przepraszam, totalnie wyleciało mi z głowy. Jak powinnam ci się odwdzięczyć?
- Wytłumacz mi, o co chodzi w tym czacie 3D
- Zgoda - powiedziała z entuzjazmem. - Będę za dwadzieścia minut.
- Czekam - odpowiedziałam, po czym rozłączyłyśmy się w tym samym czasie.

Punktualnie zapukała do drzwi. Pobiegłam otworzyć, po czym obie weszłyśmy po schodach do mojego pokoju.
- Jak znalazłaś ten czat? - zagaiłam
- Nie pamiętam już, ale chyba pojawiła mi się reklama z nim i tak jakoś się zainteresowałam.
To świetna sprawa, mówię ci!
- Zaraz się przekonamy - uśmiechnęłam się, po czym włączyłam laptopa i usiadłyśmy wygodnie na łóżku. 
Marysia położyła przenośny komputer na swoje kolana i pokazała mi co i jak. Najpierw weszła na stronę startową, i wytłumaczyła jak założyć konto. Zrobiłam wszystko co poleciła, i zabrałyśmy się za pobieranie. Po zaledwie dwóch minutach weszłyśmy w ściągnięty plik. Ściąganie programu zajęło nam dziesięć minut, po tym czasie, ukazało mi się okno, w którym musiałam wpisać nazwę swojego avatara, oraz hasło. Po wszystkim kliknęłam ''zaloguj się''. Przed oczami pojawiła mi się postać, którą stworzyłam na stronie internetowej czatu, zanim go pobrałam. Po dłuższym czasie, moja postać uległa wielkiej zmianie, wyglądała o wiele lepiej. Z zamyśleń wyrwała mnie Maria.
- No, no, całkiem nieźle wygląda ta twoja postać. 
- Dzięki - odpowiedziałam radośnie, lekko podekscytowana. 
Po krótkim szkoleniu ze strony Marii, wiedziałam już wszystko, co powinnam. 
- Mam nadzieję, że teraz mi wybaczysz, dług spłacony - zaśmiała się Marysia.
- Tak, wybaczam. 
- Cieszę się, zostawiam cię samą i wracam do siebie.
- Może poczatujemy razem?
- Pewnie, jak tylko dopadnę laptopa, od razu się loguję i ruszamy złowić ci jakąś przynętę.
- Wiesz, że nie szukam chłopaka. - Przypomniałam jej.
- A czy ktoś każe ci się od razu zakochiwać? Wyluzuj, to tylko czat, nic więcej.
- Może masz rację. 
- Idę, napiszę do ciebie.
- Czekam - odpowiedziałam z uśmiechem po czym odprowadziłam ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za drzwiami. Po chwili byłam totalnie pochłonięta inną rzeczywistością, wśród wycofanych ze społeczności - tak ich nazywałam bo czułam, że podobnie jak ja są tutaj z wyboru lepszego świata. Z początku nic się nie działo i przyznam, że inaczej to sobie wyobrażałam. Czekając na Marysię postanowiłam, że sama się rozejrzę. 
Weszłam do jednego z roomów i zastałam kilka avatarów, a dokładniej ludzi, którzy się za nimi kryli. Prowadzili zawzięcie rozmowę, którą czytałam z zainteresowaniem. Z racji tego, że byłam nieśmiała, nie wiedziałam, jak zagadać, co napisać, najlepszym wyjściem było poobserwować, poczytać i wywnioskować co to za ludzie, a może i z czasem udałoby mi się znaleźć z nimi wspólny temat. Nie robiłam sobie wielkich nadziei, byłam tu ''nowa'' i musiałam się dopasować. Wyłączyłam okienko tego czatu i zrezygnowana szukałam innych pokoi do rozmowy, aż w końcu natrafiłam na jedno o dość nijakiej nazwie, zastałam tam jedną kobiecą postać, która z wyglądu zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, jak się później okazało za avatarem pod nazwą Pami_12 kryła się bardzo miła dziewczyna. Szybko znalazłyśmy wspólny temat. Napisała pierwsza:
- Hejo, jak się masz? :)
- Cześć, w porządku.
- Potrzebujesz pomocy? 
- Jestem tu nowa. - starałam się być wyluzowana, ale też pisać rozważnie i ostrożnie.
- Nie martw się, jeśli chcesz mogę Ci potowarzyszyć i tak się nudzę, a szukam jakiegoś ciekawego roomu, gdzie można z kimś popisać. 
- To tak jak ja ;)
- Jak się nazywasz? Ile masz lat? - zasypała mnie mnóstwem pytań
- Iza, 17 a Ty?
- Jestem Paulina, niedługo skończę 19.
- Długo już tu jesteś?
- Masz na myśli, czy od dawna mam konto?
- Mhm.
- Od kilku miesięcy, a Ty?
- W sumie...Od dziś. 
- Spokojnie, na początku też nie wiedziałam za bardzo o co tutaj chodzi, ale z biegiem czasu wszystkiego się nauczyłam.
- Poznałaś tu wielu ludzi?
- Oj tak, ale z reguły nigdy ich już nie spotykam, chyba że przypadkiem wpadniemy na siebie w jakimś roomie. Jeśli chcę z kimś utrzymywać kontakt wymieniamy się numerami Gadu-Gadu. :)
- Też mam ten komunikator, świetna sprawa.
- No nie? Też tak uważam! :)

Po dłuższym pisaniu wymieniłyśmy się numerami GG, miałam wrażenie, że znamy się od zawsze. Cieszyłam się, że nie minął cały dzień, a ja już poznałam miłą osóbkę, niewiele starszą ode mnie, która miała szansę zostać moją wirtualną przyjaciółką. Marysia napisała po piętnastu minutach. Na czacie dostałam zaproszenie do znajomych, jedno od Marysi, drugie od Pami. Przyjęłam od razu. Po chwili siostra zaprosiła mnie do roomu. Nasze avatary siedziały teraz obok siebie, na kanapach. Ona od razu znalazła z kimś wspólny temat, czuła się jak ryba w wodzie, a ja ze znudzeniem, czytałam jej konwersację. Po dwóch godzinach poczułam, że pieką mnie oczy. Wstałam od komputera i wyjrzałam przez okno, za którym panował już mrok. Wróciłam na miejsce i wylogowałam się z czatu, mając nijakie odczucia.