30.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 37

Długo nie mogłam otrząsnąć się po tym wydarzeniu. To miał być najlepszy dzień mojego życia, a okazał się najgorszym, o którym chciałabym zapomnieć, choć wiedziałam, że to niemożliwe. Z bolącym sercem siedziałam w pociągu, pragnęłam jak najszybciej znaleźć się z powrotem w domu. Całą drogę płakałam, zastanawiając się, jak do tego doszło, że nie zauważyłam kiedy oddaliliśmy się od siebie. Nie miałam mu tego za złe, bo również nie byłam fair w stosunku do niego, lecz chciałam to naprawić, a właściwie przekonać się czy nasz związek dalej ma sens. Dlaczego, nie napisał mi, że to koniec? Dlaczego nie zadzwonił? Może wtedy bym zrozumiała i nie fatygowała się aż do Rzeszowa, nie wiedząc co mnie tam czeka. Wyjazd okazał się mieć również dobre strony. Otworzył mi oczy. Życie dało mi znak. Czy nie o tym właśnie mówiła mi Małgorzata? O znaku, który wskazuje nam co dalej. Miała rację. Otarłam łzy i doprowadziłam się do porządku. Zbliżał się wieczór, za oknem było już ciemno, więc wpatrywanie się w widoki za nim nie wchodziło w grę, gdyż i tak nie można było niczego zobaczyć. Przymknęłam oczy. Znów widziałam ich razem, co sprawiało, że czułam się jeszcze bardziej zdołowana. Podróż wkrótce dobiegła końca. Z ulgą wyszłam z pociągu, zostawiając za sobą dzisiejszy dzień. Musiałam zamknąć ten rozdział i nigdy do niego wracać, bo wiedziałam że to nie przyniesie nic dobrego. Będę wciąż rozdrapywać te same rany, które wkrótce nie będą w stanie się zagoić, a do tego nie mogłam dopuścić. Wzięłam głęboki wdech i usiadłam na przystanku, czekałam na autobus, który miał zawieźć mnie prosto do domu. 


***

Rzuciłam torbę w kąt, nie miałam zamiaru jej rozpakowywać, przynajmniej na razie. Wyjęłam telefon z torebki i podłączyłam go do ładowarki, kiedy zaskoczył włączyłam go. Chwilę zajęło mu wczytanie systemu. Dostałam powiadomienie, o nieodczytanej wiadomości. Ciekawa treści odblokowałam telefon i moim oczom ukazała się długa wiadomość od Janka, którą napisał wczoraj wieczorem. Super. Telefon był rozładowany od wczoraj, a ja przez tyle czasu nie byłam świadoma, że nie mam tam po co jechać. Z wstrzymanym oddechem, zaczęłam czytać:
''Cześć,od dawna chciałem Ci to powiedzieć,ale nie mogłem się do Ciebie dodzwonić.Nie układa nam się,nie czuję już tego co na początku.Wtedy było inaczej,czułem,że jesteś mi bliska,że mnie rozumiesz,ale teraz mam wrażenie,że między nami istnieje tylko pustka,której nie umiemy wypełnić.Gdybyś mieszkała trochę bliżej, może nasz związek miałby większe szanse aby przetrwać.Nie chcę wciągać Cię w moje zagmatwane życie.Marzyłem,by być obok Ciebie,ale to niemożliwe,bo poznałem kogoś,kto niespodziewanie zajął miejsce w moim sercu.Nie wierzyłem,że kiedyś to powiem,ale zaczęło mi na niej zależeć,mimo że dotychczas zależało mi tylko na Tobie i nic nie wskazywało na to,aby cokolwiek uległo zmianie...Widocznie tak musiało być.Przepraszam,jeśli kiedykolwiek Cię zraniłem.Ułóż sobie życie z kimś innym.Ja nie spełniam się w tej roli.Żegnaj.Janek.'' 
W kółko czytałam tą wiadomość, zdanie po zdaniu. Nie zastanawiałam się nad odpowiedzią. Słowa nasuwały się same. 
''Nie musisz mi się tłumaczyć,na własne oczy widziałam jaki jesteś z nią szczęśliwy. Nadszedł czas,aby zakończyć to,co i tak dawno przestało istnieć.'' Przez moment myślałam, czy wysłać odpowiedź, wahałam się, jednak po chwili szybkim ruchem wcisnęłam ''wyślij.'' Po czym odłożyłam telefon. Czekając na odpowiedź włączyłam laptopa i zalogowałam się do czatu, po czym kilkoma kliknięciami usunęłam konto. Wiadomość przyszła natychmiastowo.
''Na własne oczy? Co masz na myśli?'' 
''To już nie istotne.Ważne,że na nowo ułożyłeś sobie życie.Z całego serca życzę Ci abyś był już zawsze szczęśliwy.Żegnaj.'' 
Nie dostałam już odpowiedzi. Nigdy więcej nie mieliśmy kontaktu. Nasza znajomość skończyła się wraz z ostatnią wiadomością. 


27.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 36

Długo szukałam adresu, pod którym mieszkał Janek. Wszystkie domy zdawały się być dla mnie takie same, chociaż w rzeczywistości bardzo się od siebie różniły. Czułam, że popadam w paranoję. W stresie nie potrafiłam jasno myśleć, tym bardziej ciężko było mi odnaleźć się w obcym mieście, nie znając tu niczego i nikogo, na dodatek nie wiedziałam, jak Janek zareaguje na moją obecność tutaj. Ucieszy się? A może zdenerwuje? Ciężko mi było to wywnioskować, tym bardziej, że nie miałam z nim kontaktu. Zaczęłam robić sobie wyrzuty o to, że wcześniej nie sprawdziłam telefonu i nie podłączyłam go do ładowarki. Trudno. Widocznie był w tym jakiś cel. Kręciłam się w kółko, zastanawiając się w którą stronę teraz się udać. Wkrótce odnalazłam właściwy adres. Z bijącym sercem i mętlikiem w głowie zapukałam do drzwi. Zamknęłam oczy, czułam jak ściska mi się żołądek. Sekundy mijały a ja byłam bliska zawału. Po chwili ktoś złapał za klamkę i drzwi się otworzyły a ja zamarłam. Otworzył mi starszy mężczyzna z butelką piwa w ręce, przyciasnej koszuli rozpiętej do połowy klatki piersiowej, która opinała się na wystającym brzuchu, znoszonych szarych długich dresach, czarnych skarpetach i klapkach. Na oko był przed pięćdziesiątką. Brązowe oczy wlepiały się w moją osobę. Miał ciemne włosy, które od dawna zaczęły wypadać. Wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem, lecz w końcu się otrząsnęłam i byłam gotowa wydusić z siebie jakiekolwiek słowo.
- Czy tutaj mieszka Janek Morawski? 
- Zależy kto pyta - odezwał się ochrypłym głosem
- Jestem Izabela Pielesiak. Jego dziewczyna.
- Nigdy mi o tobie nie mówił. To chyba jakaś pomyłka.
- Jeśli to pomyłka, to skąd znałabym Państwa adres?
Mężczyzna chwilę się zamyślił, upił łyk piwa po czym rzucił:
- Co chcesz?
- Zastałam Janka?
- Wyszedł.
- A kiedy wróci?
- Jako jego dziewczyna, powinnaś wiedzieć. - spojrzał na mnie rozbawiony. Nie był skory do pomocy, a ja czułam jeszcze większe sfrustrowanie. Zaczęły trząść mi się dłonie, ścisnęłam mocniej pasek torebki zaciskając na nim palce. 
- Powinnam, ale nie wiem. Rozładował mi się telefon.
- To masz pecha dziewczyno. Nie przychodź tu więcej. - prawie zamknął mi drzwi przed nosem, lecz zdążyłam go powstrzymać. Wzięłam głęboki oddech. Wiedziałam, że nic tu po mnie, ale chciałam przynajmniej dowiedzieć się, gdzie on teraz jest. Drzwi ponownie się otworzyły. 
- Czego tu jeszcze chcesz?
- Może mi pan przynajmniej powiedzieć, gdzie on teraz jest? To dla mnie ważne. Obiecuję, że zaraz stąd pójdę, ale proszę mi pomóc i więcej się już nie zobaczymy.
- No dobra. Młody jest na wyścigach motocrossowych. Bierze w nich udział.
- A może mi pan powiedzieć, gdzie mam się udać?
- Radź sobie sama. Do widzenia.
Zatrzasnął drzwi. Na ten huk podskoczyłam. Odwróciłam się i szłam przed siebie, nie wiedząc czy idę w dobrym kierunku. Postanowiłam, że skoro jego ojciec (jeśli można w ogóle nazwać go ojcem) nie mógł mi pomóc, zapytałam przypadkowego przechodnia, który stanął na mojej drodze. To był strzał w dziesiątkę. Nie dość, że wskazał mi drogę, to jeszcze mnie tam zaprowadził, bo sam właśnie szedł zobaczyć jak przebiega wyścig. Całą drogę mu dziękowałam. Nie mogłam doczekać się, aż w końcu zobaczę Janka. Nagle wszystko przestało mieć znaczenie, liczyła się tylko ta chwila i świadomość, że niedługo wtulę się w jego ramiona. 

***

Zajęłam miejsce na samym końcu i rozsiadłam się na rozkładanym krześle. Z zapartym tchem obserwowałam przebieg wyścigu. Po chwili Janek wyszedł na prowadzenie co dawało mu przewagę i zwiększyło szansę wygranej. Przypomniałam sobie, jak opowiadał mi o tym, że do czegoś się przygotowuje jednak nie chciał mi powiedzieć do czego, a teraz wszystko stało się jasne. Jego cross mocno się wyróżniał, widać było, że był dość ulepszony, co dawało rezultaty. Wyścig trwał już dobrą chwilę. Do końca pozostało dziesięć okrążeń wokół dość dużego boiska w kształcie owalu. Trasa była dość piaszczysta, więc za uczestnikami pojawiały się tumany kurzu. Trzymałam za niego kciuki. Zaciskałam pięści tak mocno, że zbielały mi knykcie, jednak nie przejmowałam się tym. Byłam zaaferowana tym co dzieje się przed moimi oczami. Mimo zimna listopadowej aury, tutaj było gorąco. Tłumy ludzi motywowało uczestników, jednak nie mogli być słyszalni, gdyż zagłuszał ich ryk silnika. Wszyscy zawodnicy byli w kaskach, więc nie mogłam dostrzec twarzy żadnego z nich. Na ich kombinezonach, centralnie na plecach widniały ich numery. Janek miał numer 13. Dzień moich urodzin. Dzisiejsza data. Ponoć pechowa liczba, ale wszystko wskazywało na to, że dziś właśnie pechowa trzynastka może przynieść mu szczęście. Tak też się stało, bo wygrał wyścig, jako pierwszy przekraczając linię mety. Wszyscy zerwali się na równe nogi i wiwatowali głośno klaszcząc i krzycząc z radości, oraz gratulując mu wygranej. Z głośników słychać było głos komentatora, który obwieszczał wszystkim i tak znany już wynik wyścigu. Nie czekając dłużej bez słowa podniosłam się z miejsca, aby pobiec do niego i mu pogratulować, jednak zatrzymałam się w połowie drogi, nie wierząc w to, co teraz widzę. Janek zdjął kask i przyjmował gratulacje od swoich kolegów, jednak zaraz potem ich miejsce zajęła długowłosa, wysoka, szczupła dziewczyna, która podbiegła do niego i rzuciła mu się w ramiona. Początkowo nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, pomyślałam, że to pewnie przyjaciółka, która również podzielała jego entuzjazm. Zaczęłam znów zbiegać po schodach. Od znalezienia się tuż obok niego dzieliło mnie zaledwie kilkanaście schodków. Uradowana dalej biegłam w jego stronę kiedy nagle ta sama dziewczyna wpiła się w jego usta. Nie odepchnął jej, a co gorsza zaczął odwzajemniać pocałunki z taką pasją, że poczułam jak się czerwienię. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy, które były gotowe ulecieć w każdej sekundzie. Nie wzbraniałam się przed tym, pozwoliłam im płynąć. Było mi wszystko jedno. Świat zaczął się rozpadać. W jednej chwili straciłam grunt pod nogami. Wpatrywałam się w nich, stojąc nieruchomo. Każda sekunda patrzenia na nich sprawiała, że czułam jak moje serce rozsypuje się w drobny mak. Czułam, jak moja twarz jeszcze bardziej zalewała się łzami. Wiedziałam, co powinnam teraz zrobić - niezauważona odejść, wycofać się i wrócić do Opola. To było najlepsze wyjście. Przegrałam. Nasze uczucie nie przetrwało próby, a ten widok jest najlepszym na to dowodem. Nie można na siłę utrzymać tego co nie istnieje. Nie można się oszukiwać, trwać w czymś co nigdy nie miało miejsca, a było jedynie naszym wyobrażeniem. Widać było, że łączy ich coś więcej. Prawdziwe uczucie. Zupełnie inne, od tego jakim darzyliśmy się nawzajem...Wszystko skończyło się w jednej sekundzie, nie trzeba słów by zrozumieć, że coś co odeszło od nas tak szybko i tak niespodziewanie, nigdy nasze nie było, choć tak myśleliśmy. Spóźniłam się. Przybyłam o kilka decyzji za późno, nie zauważając że straciłam to, czego tak bardzo nie chciałam wypuścić z rąk. Musiałam to zaakceptować, pogodzić się z tym, że nie mogłam mu dać szczęścia, nie byłam w stanie. Z krwawiącym sercem, ostatni raz na nich spojrzałam, po czym odwróciłam się wracając na dworzec, by wsiąść w pociąg który zawiezie mnie z powrotem do Opola, tym samym zrywając wirtualną nić która była zbyt cienka, by wytrzymać próbę odległości. Zbyt cienka by przetrwać. 

25.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 35

Dziś nadszedł ten dzień, w którym miałam zobaczyć się z Jankiem. Byłam bardzo podenerwowana i w myślach układałam sobie przebieg naszego spotkania. W stresie pakowałam rzeczy do torby podróżnej, wyjazd miał trwać cały weekend, więc zabierałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Kiedy torba była już pełna zapięłam ją i ponownie sprawdziłam o której godzinie jest pociąg. Wszystko wskazywało na to, że moja podróż zacznie się za dwie godziny. Wzięłam gorącą, odprężającą kąpiel i pozwoliłam wyciszyć się myślom, które zaprzątały mi głowę przeróżnymi scenariuszami tego wyjątkowego wyjazdu. Zastanawiałam się, czy to on otworzy mi drzwi, czy przedstawi mnie rodzicom, a może od razu zabierze mnie gdzieś na spacer? Nie mogłam się doczekać. Po kąpieli szybko zaczęłam się ubierać. Wsunęłam na nogi czarne rajstopy i bordową koszulę w kratę, która długością przypominała sukienkę, tył koszuli swobodnie opadał na pośladki, zakrywając je. Materiał sięgał mi przed kolana. Na stopy wsunęłam wygodne czarne botki zakrywające kostki. Włosy rozpuściłam i zakręciłam na lokówkę. Wyglądałam bajecznie. Na powiekach namalowałam kreskę, lekko przyciemniłam brwi, wymodelowałam policzki i wytuszowałam rzęsy. Usta potraktowałam ciemną szminką. Na koniec użyłam wonnych perfum. Nie sprawdzając telefonu, razem z portfelem wrzuciłam go do podręcznej torebki, po czym zarzuciłam na siebie kurtkę z puszkiem i wyszłam z domu, kierując się prosto na dworzec. Janek nie wiedział o moim przyjeździe, dlatego byłam zestresowana podwójnie. Nie wiedziałam jaka będzie jego reakcja, mogłam tylko się jej domyślać. 


***

Siedziałam właśnie w pociągu, który miał zawieźć mnie do mojej miłości. Nie wiedziałam, czy dobrze robię, ale tylko tak mogłam się przekonać czy mój wysiłek i odwaga były tego warte. Musiałam wiedzieć, dokąd wiedzie nas to uczucie. Czy w dobrą stronę? Nie miałam pojęcia co czeka mnie w tym mieście... Zapowiadała się długa droga. Pociąg powoli ruszył. Wiedziałam, że już nie ma odwrotu, nie mogę wysiąść ani zatrzymać pociągu. Zamknęłam oczy, opierając się o miękkie siedzenie. Chciałam, aby podróż zleciała mi jak najszybciej, jednak z drugiej strony im bliżej byłam u celu, tym szybciej biło mi serce. Miałam wrażenie, że lada chwila wyskoczy z klatki piersiowej. Wyciągnęłam telefon z torebki aby sprawdzić godzinę. Okazało się, że był rozładowany. Szybko przeszukałam torebkę, w celu znalezienia ładowarki, jednak wszystko wskazywało na to, że jej nie spakowałam.
- Cholera jasna! - zaklęłam po nosem, tym samym zwracając na siebie uwagę innych pasażerów, siedzących koło mnie i na wprost mnie. Rozejrzałam się i zmieszana wydusiłam z siebie ciche: - Przepraszam. Mógłby mi ktoś z państwa powiedzieć, która jest godzina? Padła mi bateria w telefonie. - Wskazałam na czarny ekran komórki. 
- Dochodzi 14:30 
- Dziękuję bardzo. - zwróciłam się do starszego Pana, na co on skinął tylko głową, i powrócił do czytania gazety codziennej. 
Skoro zbliżała się trzecia, oznaczało to, że moja podróż będzie trwała jeszcze co najmniej półtorej godziny. Dwie godziny minęły mi bardzo szybko. Byłam coraz bliżej i coraz bardziej byłam zestresowana. Serce waliło mi teraz jak młot, tak głośno, że je słyszałam, bojąc się, że słyszą je też inni. Wyglądałam przez okno podziwiając widoki, które mijaliśmy, jadąc bardzo powoli. Znów się rozmarzyłam. Im dłużej myślałam, tym bardziej chciałam, by podróż dobiegła końca. Wkrótce tak też się stało. Pociąg zatrzymał się na Dworcu w Rzeszowie, co oznaczało, że z każdą minutą byłam bliżej spotkania z moim wirtualnym chłopakiem, coraz bliżej uczucia, które po tylu miesiącach w końcu przybierze realny kształt. Szybko pozbierałam swoje rzeczy i zarzuciłam na siebie kurtkę. Wydostałam się z zatłoczonego wagonu i byłam teraz między przedziałami, czekając aż otworzą się drzwi, prowadzące mnie do tajemniczego spotkania. Kiedy udało mi się wyjść poza tłum innych pasażerów odetchnęłam z ulgą. Zaczerpnęłam świeżego powietrza i kierowałam się w kierunku wyjścia z peronu. Po pięciu minutach opuszczałam dworzec. Pełna nadziei, starałam się dojść pod wskazany adres. Dziwnie czułam się w obcym mieście, kurczowo ściskałam torebkę. Miałam wrażenie, że torba podróżna robi się coraz cięższa, jednak nie przejmowałam się tym i dzielnie szłam przed siebie, kierując się pod znany adres. 



23.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 34

Maciek pojawił się punktualnie. Kiedy tylko wysiadł z samochodu poszłam otworzyć mu drzwi. 
- Wow. - przywitał mnie tymi słowami. Był bardzo zaskoczony moim wyglądem. Nigdy wcześniej nie ubierałam się tak elegancko. - Wyglądasz niesamowicie.
- Ty też niczego sobie - Spojrzałam na niego, lustrując go z góry na dół. Był ubrany w białą koszulę krawat, czarną marynarkę i obcisłe spodnie tego samego koloru. Na nogach miał firmowe buty. Bardzo mi się podobał. Czuć było od niego drogie perfumy. Musiałam bardzo się pilnować, aby nie rzucić się na niego, on chyba chciał uporać się z tym samym problemem, widziałam to w jego oczach. 
- Gotowa? - przerwał ciszę
- Jasne, tata już na nas czeka.
- Gdzie to jest? 
- Poprowadzę cię
- Zgoda
Wsiedliśmy do samochodu. Po dłuższej chwili dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z samochodu i kierowaliśmy się prosto do budynku. Wszyscy byli już na miejscu i czekali tylko na mnie. Przywitałam się z tatą i Małgorzatą. Widząc Maćka, posłała mi znaczące spojrzenie. Wiedziałam już, że kiedy tylko będziemy miały trochę więcej czasu na pogaduchy zrobi mi przesłuchanie. Nie mogłam się doczekać.  Na miejscu zjawiła się także Marysia z Filipem. Jej wyraz twarzy był neutralny. Również jak ja, nie miała dobrych relacji z mamą, więc się wyprowadziła. Czy dzisiaj zezna również przeciwko niej? Podeszła do mnie i przywitała się promiennie. Chyba tak jak ja, chciała mieć już to za sobą. Po kilku chwilach zjawiła się Sędzina i zaprosiła nas do sali. Mama nie zaszczyciła mnie spojrzeniem, za to jej partner nieustannie wlepiał we mnie duże gały. Czułam się mega nieswojo. Zajęłam swoje miejsce i oczekiwałam rozpoczęcia procesu. 

***

Wszystko przebiegło sprawnie i bez zbędnych kłótni. Rodzice wzięli rozwód z winy mamy. Była tego świadoma, unikała mojego wzroku i szybko opuściła Sąd. Ja natomiast czekałam, aż tato pojawi się na horyzoncie. Kiedy tylko opuścił salę rozpraw podbiegłam do niego i mocno się przytuliłam.
- Dziękuję ci córeczko, wreszcie mam to za sobą. 
- Nie dziękuj, powiedziałam prawdę. 
- Byłaś bardzo dzielna. 
- Starałam się.
- No, ważne, że już po wszystkim. 
Małgorzata dołączyła do Marysi, teraz obie siedziały na ławce i były pochłonięte rozmową, widać było, że również darzyły się sympatią. Odetchnęłam z ulgą, bo wiedziałam, że ten stres był już za mną. Widocznie rozwód był dla nas wszystkich dobrym rozwiązaniem, tak musiało być, kiedyś musiało to nastąpić. Cieszyłam się że wszystko skończyło się dobrze. Po dłuższej chwili od końca sprawy na horyzoncie pojawił się Maciek. Nie mógł wejść na salę, więc czekał poza budynkiem. Teraz pewnym krokiem szedł w naszą stronę. Tata widząc go, zapytał.
- Czyżby to on skradł ci serce?
- Jestem tego prawie pewna.
- Prawie? 
- Muszę jeszcze poukładać kilka rzeczy.
- Więc mogę nazywać go prawie zięciem? - uśmiechnął się
- Myślę, że kiedy tylko go poznasz, nie będziesz miał wątpliwości.
Tak jak podejrzewałam, kiedy tylko się poznali, polubili się. 
- Już po wszystkim? - zapytał, kiedy przedstawił się tacie. 
- Tak. Czuję się o wiele lepiej - uśmiechnęłam się. Tato przysłuchiwał się naszej rozmowie po czym powiedział. 
- Wraz z Małgorzatą zapraszamy wszystkich do siebie na obiad. 
- Świetny pomysł - uśmiechnęłam się po czym wszyscy udaliśmy się w drogę, do domu Taty i jego partnerki. 

20.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 33

Urodziny zbliżały się wielkimi krokami, a ja byłam w coraz większym stresie. Jednak nie zaprzątało mi to głowy tak bardzo jak rozprawa rozwodowa która miała odbyć się jutro. Czy dam radę zeznać przeciwko własnej matce? Bałam się wyrzutów sumienia, które mogłyby mnie po wszystkim dopaść. Postanowiłam odsunąć te myśli na bok i skupić się na lekcji, która właśnie trwała. Ze znudzeniem wyczekiwałam końca ostatnich dzisiaj zajęć. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy opuściliśmy klasę i rozeszliśmy się do swoich domów. Nogi poniosły mnie jednak w inne miejsce. Do Maćka. Wsiadłam w tramwaj i jechałam teraz do niego. Właściwie chciałam tam jechać, potrzebowałam wsparcia, wiedziałam, że znajdę je u niego, wiedziałam, że kiedy tylko wtulę się w jego ramiona, wszystkie troski znikną. Wysiadłam na przystanku. Od jego domu dzieliły mnie dwie przecznice. Szłam pewnym krokiem, kiedy tylko byłam już pod domem od razu zapukałam do drzwi. Otworzył po dwóch minutach. 
- Ale niespodzianka - powitał mnie
- Musiałam przyjść, nie poradzę sobie jutro, jeśli nie otoczę się teraz twoimi ramionami.
- Chodź kochana - przytulił mnie do siebie, po czym weszliśmy do środka. Poszliśmy prosto do jego pokoju i położyliśmy się na łóżku. 
- Stresujesz się? - zapytał, kiedy wtulałam się w niego.
- Tak, nie wiem co mnie czeka. Chcę pomóc tacie, ale boję się, że mama mnie znienawidzi, choć i tak od dawna nie dawała mi odczuć, że mnie kocha.
- Poradzisz sobie, jesteś silna i ja to wiem. Musisz tylko sobie zaufać. 
Na te słowa podniosłam się i pocałowałam go w usta. Odwzajemniał pocałunki, głaszcząc mnie po plecach. Był spokojny i opanowany, jednak po chwili ożywił się i położył mnie na łóżku tak, że leżał teraz na mnie. Podciągnął moją koszulkę i kiedy tylko lekko podniosłam głowę, zdjął mi ją i rzucił w kąt. Następnie poczynił to samo ze stanikiem, spodniami, i majtkami. Leżałam całkiem naga, obserwując go. 
- Wtedy też tak na mnie patrzyłaś 
- Kiedy? - zapytałam
- Kiedy byłaś u mnie, i później jechaliśmy do Sopotu. Przebierałem się przy tobie. 
- Ah tak... - przypomniałam sobie i czułam, że się czerwienię. Dałam się przyłapać.
- Czułem twój wzrok na sobie, patrzyłaś z takim pożądaniem
- Zachwycałam się twoim ciałem
- Czyżby? - uśmiechnął się i zaczął pozbywać się swoich ubrań. - Teraz możesz zachwycać się do woli. 
- Tak zrobię - odwzajemniłam uśmiech po czym przyciągnęłam go do siebie. Zanurzył we mnie swoją męskość, a ja czułam przyjemne dreszcze, które występowały na ciele, z każdym jego natarciem w moje wnętrze. Po długiej przyjemności, osiągnęliśmy szczyt przyjemności, po czym oboje opadliśmy na poduszki. Wtuliłam się w niego, przylegając nagimi piersiami do jego torsu. Objął mnie ramieniem i bawił się moimi włosami. 
- Nigdy nie wierzyłem, że kiedyś będziesz mi tak bliska. - zagaił
- Ja również. Wyobrażałam sobie długie życie samotnej singielki. 
- Zawsze będę przy tobie, nawet jeśli wybierzesz jego.
- Już mi to mówiłeś - zauważyłam
- Będę mówił ci nawet tysiąc razy. Chcę, żebyś o tym pamiętała.
- Pamiętam. Ja też czegoś chcę...
- Czego?
- Mógłbyś jutro mi towarzyszyć? 
- Oczywiście pocałował mnie w czoło. 
Przymknęłam oczy, nie chcąc już o niczym myśleć. Wyciszyłam umysł i wsłuchałam się w bicie jego serca. 

***

Rozprawa rozwodowa miała odbyć się za niecałe dwie godziny. Odkąd wstałam, chodziłam zestresowana. Na siłę zjadłam śniadanie, i wypiłam kawę. Potrzebowałam prysznica. Tak więc nie czekając długo poszłam do łazienki i zdjęłam z siebie piżamę po czym stanęłam w kabinie. Odkręciłam wodę. Ciepłe kropelki wody obmywały moje ciało. Namydliłam gąbkę i pocierałam nią skórę, następnie umyłam włosy, po czym spłukałam z siebie pianę i wyszłam owijając mokre włosy w mały ręcznik, a na wytarte ciało włożyłam szlafrok. Będąc już w pokoju otworzyłam szafę i wydobyłam z niej najelegantsze ubranie jakie miałam. Założyłam biały stanik, i koszulę oversize w tym samym kolorze, do tego czarną skórzaną spódnicę do połowy łydek cieliste rajstopy i wysokie szpilki na słupku. Zrobiłam makijaż ''nude'', ale usta podkreśliłam mocno czerwoną szminką. Włosy upięłam, nie zostawiając żadnego pasemka włosów opadającego swobodnie na ramiona. Całość uzupełniłam złotym naszyjnikiem i bransoletką z kompletu. Założyłam drugiego kolczyka i w tym momencie zadzwonił tata. Odebrałam niemal natychmiast.
- Cześć córeczko, dasz radę?
- Tak tato, wszystko pod kontrolą - zapewniłam go. 
- Cieszę się. Przyjechać po ciebie, czy poradzisz sobie?
- Jedź z Małgorzatą, dołączę do was.
- Okej, w takim razie do zobaczenia na miejscu.
- Papa - pożegnałam się i wróciłam do lusterka. Rozpyliłam wokół siebie nowe perfumy. Jeszcze raz dokładnie się sobie przyjrzałam, po czym wzięłam do ręki torebkę kopertówkę i zadowolona zeszłam na dół, czekać na Maćka. 

18.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 32

Połowa cudownego weekendu w gronie nowo poznanej rodziny była już za mną, zbliżał się wieczór. Leżałam na łóżku kiedy do pokoju zapukała Małgorzata. Odczekała chwilę i słysząc moje ''proszę'' wychyliła głowę.
- Przeszkadzam?
- Nie, wejdź Gosiu - podniosłam się z łóżka i usiadłam.
- Wyjdziemy na taras porozmawiać?
- Chętnie - uśmiechnęłam się, po czym zarzuciłam na siebie koc i dokładnie się nim owinęłam.
- Pójdę zrobić herbaty i wyjdziemy
- Mhm - pokiwałam głową i poszłam ubrać trampki.
Małgorzata zjawiła się z dwoma kubkami parującej cieczy z cytryną. Zabrałam od niej jeden i wyszłyśmy na zewnątrz. Poprowadziła nas na dużą huśtawkę. Usiadłam na wygodnej poduszce, która zajmowała całą powierzchnię ławki.
- Ładnie tutaj - zachwycałam się widokami.Większa powierzchnia porośnięta była krzewami i kwiatami różnego rodzaju. Mniejsze kwiatki były posadzone w małych okrągłych klombach otoczonych kamieniami.
- Mój tata wybudował kiedyś ten taras dla mamy. Mama kocha dbać o rośliny. Stąd tyle ich tutaj. Odkąd pamiętam przesiadują w tym miejscu wieczorami, popijając gorącą herbatę.
- Tak jak my teraz - zauważyłam. - O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
- Hmm - Małgorzata zebrała myśli. - Chciałabym spędzić z tobą trochę czasu, dowiedzieć się o tobie.
- W takim razie pytaj o co chcesz - podmuchałam herbatę i upiłam nieduży łyk. Poczułam rozgrzewające ciepło w gardle, które spłynęło wprost do żołądka.
- Nie wiem od czego zacząć. - Chwilę milczała. - Jaki masz stosunek do wyboru twojego ojca?
- Nie mam mu za złe, w końcu to jego życie i ma prawo układać je po swojemu. Tak jak chce.
- To bardzo mądra postawa, musiałaś do tego dojrzeć.
- Oj tak. Najpierw byłam przeciwna, nie chciałam aby odszedł od mamy, ale zasłużyła sobie na to. Po za tym od dawna im się nie układało i wtedy poznał ciebie.
- Nie jesteś zazdrosna o to, że tata spędza ze mną sporo czasu?
- Ani trochę, sama wchodzę powoli w dorosłe życie i potrzebuję czasem prywatności. Wystarczy mi, jak spotkamy się kilka razy w tygodniu, lub tak jak teraz, na weekend.
- To dobrze, bałam się, że mnie nie zaakceptujesz
- Ja też się o to bałam, ale widocznie żadna z nas nie ma powodów do obaw - uśmiechnęłam się, oplatając kubek palcami dookoła. Przyjemnie rozgrzewał zmarznięte dłonie. - Sprawiłaś, że tata jest szczęśliwy
- Cieszę się, że tak myślisz. Ja też długo byłam sama, nie ufałam mężczyznom, ale kiedy poznałam Sławomira wszystko się zmieniło. Znów zaczęłam wierzyć w miłość.
- Po czym poznać, że to ten jedyny? - zagaiłam.
- Pomyślmy. Żeby się o tym przekonać, trzeba przebywać z tą osobą. Poznać ją bliżej, obserwować jak reaguje na różne sytuacje, a przede wszystkim jak traktuje ciebie. Czy jest w stanie zrobić dla ciebie wszystko, być przy tobie kiedy tylko tego potrzebujesz. Wspierać cię, a jeśli trzeba pójść na kompromis. Dlaczego pytasz? - upiła łyk herbaty, patrząc na mnie.
- W moim życiu pojawiło się dwóch mężczyzn. Nie wiem, jak rozpoznać, który jest tym dla którego powinnam oddać swoje serce.
- Opowiedz mi o tym, mamy jeszcze sporo czasu - zachęciła. - Jeśli będzie trzeba, zrobię kolejną herbatę - wskazała na kubek, rozśmieszając mnie przy tym. Była zupełnie inna niż moja mama, prawdziwie się mną przejmowała. Wiedziałam, że mogę jej zaufać, więc się przed nią otworzyłam.
- W gimnazjum chodziłam do klasy z chłopakiem, który podobał mi się od pierwszego dnia. Trafiłam na klasę, z którą nie potrafiłam się dogadać, a on mnie bronił, jednak nie miałam z nim kontaktu. Kochałam się w nim trzy lata, często na niego wpadałam, a on tak się wtedy słodko złościł... - uśmiechnęłam się na to wspomnienie, i zaczęłam kontynuować. - W dniu zakończenia szkoły odezwał się do mnie i zaprosił do siebie. Rozmawialiśmy, poznałam go bliżej i wtedy wyznał mi, że on też czuje coś do mnie, jednak nie potrafił mi tego powiedzieć wcześniej i wolał mnie unikać, udawać że mnie nie zna.
- To musiało cię boleć.
- Owszem, bolał mnie fakt, że przez trzy lata byłam w nim zakochana, nie wiedząc że on we mnie też, i to że musiałam znosić jego nieprzychylny stosunek do mnie...Wtedy poczułam, że tracę grunt pod nogami. Poczułam się... oszukana - starałam się znaleźć właściwe słowo - Zdenerwowałam się i wyszłam, nie chciałam dłużej utrzymywać z nim kontaktu.
- I co dalej? - Małgorzata była pochłonięta moim opowiadaniem i czekała na resztę.
- Urwał nam się kontakt i wtedy poznałam innego chłopaka. Przez internet. Początkowo byliśmy tylko znajomymi, którzy pisali ze sobą bo czuli się równie samotni, lecz wkrótce ta znajomość przerodziła się w przyjaźń a potem w uczucie. Jednak od naszego poznania minęło pięć miesięcy a my dalej się nie widzieliśmy.
- Na prawdę? - Małgorzata nie kryła zdziwienia. - Jak sobie z tym radzisz?
- Nie wiem, chyba już sobie nie radzę. Na początku mi to nie przeszkadzało, ale teraz czuję potrzebę bliskości, chcę żeby był koło mnie.
- Więc spotkajcie się. Czy to takie trudne?
- Dla mnie nie, ale dla niego tak. Ciągle ma jakieś wymówki.
- Myślisz, że jest z tobą szczery?
- Obawiam się, że nie. I postanowiłam to sprawdzić.
- Jak? Nie wiesz co on robi, gdzie przebywa, z kim się spotyka. Jeśli mieszkacie daleko od siebie, a przypuszczam, że tak jest skoro do tej pory się nie spotkaliście, nie wiesz nawet z kim się umawia, czy jest z tobą szczery. Nie sądzę żeby kogoś miał, ale nigdy nie wiadomo.
- Dlatego chcę do niego pojechać. Jeśli on nie chce, ja muszę to zrobić. Inaczej będę czekała na niego w nieskończoność.
- Moim zdaniem powinnaś to zakończyć, ciężko jest stworzyć związek na odległość, a tym bardziej z kimś kogo w ogóle nie znasz...
- Wiem, to dla mnie strasznie trudne. Do tego czuję, że kocham ich obu. Niedawno odnowiłam kontakt z tym pierwszym i bardzo się do siebie zbliżyliśmy, tak bardzo że... - urwałam w pół zdania, zastanawiając się jak pominąć wyznanie, że uprawiałam z nim seks... - Tak bardzo, że stał mi się bliski...
- Wybierz tego którego podpowiada ci serce, a jeśli dalej nie jesteś pewna, życie na pewno da ci wskazówkę.
- Tak myślisz? - zainteresowałam się
- Jestem tego pewna. Musisz tylko uwierzyć, że nic nie dzieje się bez powodu.

***

Nastała niedziela. Czułam się pewniej po wczorajszej rozmowie z Małgorzatą. Podbudowana zeszłam na śniadanie. Wszyscy siedzieli już przy stole, na mój widok przerwali rozmowę i spojrzeli na mnie. 
- Już wstałaś? - zapytał tata
- Tak, zostało coś dla mnie? - uśmiechnęłam się.
Mama Małgorzaty wstała i podała mi kubek z kawą. Na stole wciąż było mnóstwo jedzenia.
- Jedz złotko. Niedługo wracacie. Smacznego. - uśmiechnęła się do mnie.
- Dziękuję. Jesteście bardzo mili. - odwzajemniłam uśmiech, po czym zabrałam się do jedzenia. 
Godzinę później zbieraliśmy się do wyjazdu. Spakowałam swoje rzeczy i wrzuciłam torbę do bagażnika. Pożegnałam się ze wszystkimi. 
- Do widzenia Izuś - Powiedziała mama wybranki ojca. Rodzice Małgorzaty mnie wyściskali.
- Mamy nadzieję, że jeszcze nas odwiedzisz - odezwał się jej tata
- Nie widzę innego wyjścia - uśmiechnęłam się ciepło. 
- Jedźcie ostrożnie. 
Małgorzata pojawiła się w drzwiach, z otwartymi ramionami.
- Nie wracasz z nami? - zapytałam
- Jeszcze nie, przyjechałam swoim autem, muszę jeszcze pomóc rodzicom.
- Ah tak, w porządku - przytuliłam ją i poszłam do auta. Niedługo potem dołączył do mnie tata i ruszyliśmy w drogę. 



16.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 31

Wstałam podekscytowana wyjazdem na wieś, lecz miałam obawy, że partnerka ojca mnie nie polubi, w małym stopniu zależało mi na akceptacji z jej strony. Odsunęłam złe myśli na bok, nie chciałam psuć sobie humoru i nie pozwoliłam, by ktoś mi go zepsuł. Zaczęłam się pakować. Miał być to wyjazd na cały weekend, więc pakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, w torbie znajdowały się teraz dwie pary spodni, piżama, koszula, sweter, bluza i kilka par bielizny. Obok ciuchów znalazły się także kosmetyki. Uznałam, że wszystko już mam więc przejrzałam się w lustrze aby zwiększyć trochę swoją pewność siebie. Zwiewna czarna sukienka w kratkę opadała swobodnie na uda komponując się z opalonym kolorem skóry w cielistych rajstopach. Włożyłam na stopy trampki i  wyczekiwałam przyjazdu taty.  Niespokojnie chodziłam teraz po pokoju w tę i z powrotem. Po kilku minutach zadzwonił.
- Gotowa?
- Jasne! - odpowiedziałam rozpromieniona, nie mogąc się doczekać wyjazdu.
- Czekam na dole, córeczko.
- Już schodzę. - rozłączyłam się, po czym wrzuciłam telefon z ładowarką do torby i chwytając ją w rękę, zbiegłam na dół. Nie pożegnałam się z mamą, nie miałam jej nic do powiedzenia. Przeszłam obok niej, niemalże niezauważona. Nie usłyszała również, jak zamykałam drzwi, wychodząc. Nie zdziwiło mnie to. Przestałam o tym myśleć, kiedy zobaczyłam tatę, wychodzącego z samochodu aby mi pomóc.
- Humor dopisuje?
- Tak, ale odczuwam lekki stres
- Nie potrzebnie. Z Małgorzatą przypadniecie sobie do gustu
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się po czym wsiadłam do auta. - Gdzie Małgorzata? - zapytałam
- Małgorzata czeka na nas na wsi, wraz ze swoją rodziną.
- Do kogo dokładnie jedziemy?
- Do jej rodziców. Uznałem, że to świetna okazja aby zapoznać cię z jej bliskimi.
- Też tak uważam - odpowiedziałam, po czym ruszyliśmy w drogę.

***

Po godzinie byliśmy na miejscu. Zaparkowaliśmy pod drzewem, nieopodal małego jednorodzinnego domu. Wzięłam głęboki wdech po czym opuściłam pojazd, wyciągając moją torbę z bagażnika. 
- Podekscytowana? - Tata zauważył moją nikłą niepewność
- Trochę.
- Polubisz ich, to przemili ludzie. 
- Obyś miał rację - odpowiedziałam. Z domu wyszła kobieta średniego wzrostu, ubrana w elegancką czerwoną przylegającą do ciała sukienkę, która sięgała do połowy ud, czarne rajstopy i czarne balerinki ze złotym wykończeniem. Na oko trzydziestolatka. Miała kręcone długie włosy, lekko upięte. To musiała być Małgorzata. Była piękna, a wyraz jej twarzy był bardzo sympatyczny. Podeszła do nas i przywitała się z tatą. Widać było, że łączyło ich silne uczucie, nie mogli bez siebie żyć.
- Cieszę się, że cię widzę - zwróciła się do niego, uwalniając się z uścisku. 
- Ja również, chciałem ci kogoś przedstawić - uśmiechnął się, przenosząc wzrok na mnie.
- Ah tak, ty pewnie musisz być Izabela - wyciągnęła do mnie rękę - Małgorzata.
- Miło mi - uścisnęłam jej dłoń. - Tata dużo mi o pani opowiadał.
- Mi o tobie również - odpowiedziała. - Proszę, nie mów do mnie pani. Po prostu Małgorzata, albo Gosia. Jak ci wygodniej.
- Oczywiście. Jeśli chcesz - posłałam jej uśmiech. 
- Zapraszam was do środka. Rozgość się - zwróciła się do mnie i zabrała ode mnie torbę, zdjęłam kurtkę którą powiesiła na wieszaku. -  Łazienka jest tam - wskazała na drzwi w głębi korytarza, a twój pokój jest tutaj - otworzyła drzwi tego samego koloru znajdujące się na wprost nas - Tutaj możesz zostawić swoje rzeczy. - Dom był piękny, prosty i elegancki. Kolory ścian pasowały do koloru drzwi. Było tu przytulnie i bezpiecznie. Czuć było rodzinną atmosferę. Wiedziałam, że mi się tu spodoba. Zrobiłam jak kazała. Pokój który miał być mój na czas pobytu był bardzo przytulny, łóżko stało tuż przy oknie, z turkusową zasłoną, ściany były szare, z dodatkiem lawendy w postaci ozdobnych wzorów. Przy łóżku leżał biały dywanik, który idealnie komponował się z ciemnymi panelami. Tuż obok łóżka stała szafka nocna a na wprost niej komoda, w której mogłam trzymać swoje ubrania. Kiedy skończyłam się rozglądać i zostawiłam swoje rzeczy, dołączyłam do Małgorzaty i ojca, w celu poznania reszty rodziny. Przeszliśmy do jadalni połączonej z kuchnią w której czekali na nas bliscy kobiety. 
- O proszę - Starszy człowiek zareagował na naszą obecność. - Gość w dom, Bóg w dom - ucieszył się.
- Jak miło was widzieć - Mama Małgorzaty podeszła do nas w fartuszku przewiązanym na biodrach. Wycierała mokre ręce w ścierkę. 
- Dzień dobry - przywitałam się ze wszystkimi. Bardzo miło mnie przyjęli. Spędzanie z nimi czasu było czymś niesamowitym. Rodzina Małgorzaty była miła i serdeczna, nie dali mi odczuć, że nie należę do nich. Minęło kilka godzin od naszego przyjazdu, w tym czasie dużo wspólnie rozmawialiśmy, śmiejąc się i opowiadając o sobie. Poznałam ich bliżej i zaczęłam inaczej postrzegać. Nie byli już dla mnie obcy. Wkrótce zasiedliśmy do obiadu. Stół był zastawiony ogromną ilością jedzenia, jednak nie przeszkadzało mi to i z wielką przyjemnością skosztowałam wszystkiego po trochu. Każdy podczas posiłku śmiał się i rozmawiał. Po obiedzie pomogłam Małgorzacie pozmywać. Jej mama ciągle ze mną rozmawiała, nie mogła się mną nacieszyć. Nie czułam się ani trochę nieswojo. 

***

Nadszedł wieczór. Każdy rozszedł się do swoich pokoi. Położyłam się na łóżku i zadzwoniłam do Maćka. Odebrał po kilku sygnałach.
- Jak się bawisz? - zapytał
- Tu jest super. - zaczęłam mu opowiadać, jak spędziłam dzień. Cieszył się razem ze mną, słuchając z przyjemnością co mam mu do powiedzenia. 
- Wiedziałem, że ich polubisz. 
- Nie mogę uwierzyć, że wciągu kilku miesięcy aż tyle zmieniło się w moim życiu. 
- Na lepsze? 
- Tak, to niesamowite. 
- Nigdy nie wiemy co jest nam przeznaczone.
- Jestem w stanie się temu poddać. 
- Prawidłowo. Ja zawsze będę przy tobie, nawet jeśli wybierzesz życie u jego boku. 
Zamknęłam oczy, nie chciałam teraz o tym myśleć ani tym bardziej słyszeć. Ucięłam ten temat.
- Jestem zmęczona, pójdę spać.
- Dobrze, dobranoc - powiedział ciepłym głosem. 
- Dobranoc - odpowiedziałam, po czym się rozłączyłam, próbując zasnąć.





13.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 30

Postanowiłam, że dam Jankowi ostatnią szansę, jeśli ją zmarnuje, podejmę ostateczną decyzję. Skoro on nie chciał przyjechać do mnie, ja wybiorę się do niego. Znałam adres, kiedyś mi go podał, a ja podałam jemu, tak na wszelki wypadek gdyby spotkanie miało dojść do skutku. Dlaczego miałabym tego nie wykorzystać? Niczego nie byłam w życiu taka pewna. Uznałam, że pojadę do niego w moje 18 urodziny, będzie to najlepszy prezent - zobaczyć go. Do urodzin pozostał już tylko miesiąc. Sprawdziłam rozkład pociągów na 13 listopada. Zapisałam na kartce wszystkie możliwości i porównałam ceny biletów. Wybrałam najlepszą opcję. Podróż pociągiem zajmie 4 godziny. Przestało mieć to znaczenie. Liczyło się tylko to, że zobaczę go po sześciu miesiącach długiego wyczekiwania. Byłam podekscytowana. Wyobrażałam sobie jego zdziwienie na mój widok, kiedy mnie zobaczy. W myślach widziałam nas, rzucających się sobie w ramiona. Widziałam jak spacerujemy, zwiedzając Rzeszów, trzymamy się za ręce. Piękny widok. Na samą myśl, na mojej twarzy zjawiał się uśmiech. Podekscytowana pomysłem zasnęłam.


***

Obudził mnie dzwoniący telefon, wyłączyłam budzik i pełna energii poszłam pod prysznic. Kiedy wyszłam ubrałam czarny bawełniany sweter, czarne obcisłe rurki i czarne skarpetki. Włosy zaplotłam w warkocza który swobodnie opadał na lewe ramię. Po zrobieniu makijażu zeszłam na dół do kuchni, aby przygotować sobie śniadanie. Na stole leżał list z sądu. Otworzyłam go i przeczytałam, że jestem wzywana do rozprawy rozwodowej która odbędzie się za dwa tygodnie. Złożyłam kartkę na pół i z powrotem schowałam do koperty, chowając do torby. Zrobiłam sobie owsiankę. Kiedy zjadłam, zaczęłam zbierać się do wyjścia. Mama pojawiła się w kuchni w szlafroku, krzyżując ręce na piersi.
- Widzę, że dostałaś zawiadomienie z sądu, pewnie jesteś szczęśliwa co? - patrzyła na mnie z pogardą
- Nie czyta się cudzej korespondencji
- Jako twoja matka mam prawo. Też dostałam, ojciec pofatygował się i wręczył mi list osobiście  - Niemożliwe; pomyślałam i przewróciłam oczami.
- Dobrze wiesz, że to twoja wina, a ja z przyjemnością stanę za tatą. Zasługuje na to.
- Namieszał ci w głowie
- Nikt mi nie namieszał, sama tak zdecydowałam. Znam całą prawdę, z resztą specjalnie się nie kryłaś.
- Wyjdź stąd.
- Z chęcią. - Odpowiedziałam, po czym poszłam do szkoły.
Od wejścia przywitałam się z Darią i Arturem. Ich miłość kwitła, przestało mi już przeszkadzać, że tak się z tym obnoszą, mają prawo do szczęścia i okazywania go jak tylko chcą. Całą trójką weszliśmy do klasy. Zajęłam miejsce obok Magdy, bo Daria siedziała już tylko z Arturem, nie miałam jej tego za złe. Jak zwykle, wszystkie lekcje minęły mi bardzo szybko. Z przyjemnością opuszczałam próg szkoły. Na parkingu zauważyłam stojący samochód. Wyglądał bardzo znajomo. Po chwili olśniło mnie, że to Maciek. Przyśpieszyłam kroku i wkrótce stałam już przy aucie. 
- Wsiadaj - polecił. Zrobiłam tak jak kazał.
- Zaskoczyłeś mnie - powiedziałam, zapinając pas
- Stęskniłem się za tobą, więc pomyślałem, że przyjadę po ciebie i może gdzieś wyskoczymy?
- Masz jakieś konkretne miejsce?
- Hmm - zastanawiał się dłuższą chwilę
- Jeśli chcesz, możemy pojechać do ciebie. - zaproponowałam
- Dobry pomysł, i tak dom jest pusty, jak zawsze. - skwitował. 
- No to w takim razie jedźmy. - uśmiechnęłam się do niego.
Po dziesięciu minutach byliśmy już w jego pokoju. Nie czułam już takiego skrępowania. Rozsiadłam się wygodnie na łóżku.
- Muszę z tobą porozmawiać - zaczęłam
- Co się stało?
- Ostatnio wiele się u mnie działo, sporo się zmieniło. Chciałabym się z tobą tym podzielić.
- Słucham - rozsiadł się obok mnie, wtulając do siebie tak, że leżałam plecami na jego klatce piersiowej, z podkulonymi nogami.
- Moi rodzice się rozwodzą.
- Poważnie? Jak to znosisz? 
- Średnio, ale radzę sobie. Staram się znaleźć w tym jakieś pozytywy. I chyba jeden już mam. - Maciek nie przerywał mi, słuchał uważnie bawiąc się moimi włosami. Kontynuowałam - Odnowiłam relacje z tatą. Zaprosił mnie na wieś do rodziny jego partnerki.
- Jedziesz? 
- Zgodziłam się. Raczej już się nie wycofam, tata bardzo się ucieszył.
- To dobrze. Chcesz, żebym jechał z tobą? - zapytał
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. 
- Rozumiem. Nie będę się narzucał.
- Nie o to chodzi. Chcę dać Jankowi jeszcze jedną szansę.
- Co masz na myśli?
- Pojadę do niego. Chcę z nim porozmawiać. - Maciek głośno westchnął. Jednak nie przejęłam się tym i dalej mówiłam. - Wiesz, że ciężko mi podjąć decyzję. Chciałabym wiedzieć, na czym stoję. Jeśli nam się nie uda, rozstaniemy się.
- A jeśli będzie odwrotnie? Co z nami?
- Nie wiem... - zawiesiłam głos. - Chcę się przekonać, czy podjęłam dobry wybór. Co nie znaczy, że cię skreślam. - Pocieszyłam go. - Wątpię, że coś się zmieni, jeśli do niego pojadę. Wydaje mi się, że nie jest ze mną do końca szczery.
- Co masz na myśli?
- Że kogoś ma. 
- Nie masz pewności.
- Nigdy nie można być do końca niczego pewnym, wiem. Obiecasz mi coś? - odwróciłam się teraz do niego, patrząc prosto w oczy.
- Co takiego?
- Jeśli się okażę, że jednak kogoś ma, będziesz wtedy przy mnie? Chyba sobie nie poradzę. 
- Wiesz, że zawsze będę przy tobie kochana. - Ujął dłonią mój policzek, po czym złożył pocałunek na moich ustach. Wiem, że nie powinnam go odwzajemnić, ale to było silniejsze ode mnie. Nie potrafiłam wybrać pomiędzy nimi. Kochałam ich obu. 
- Zostaniesz dziś ze mną? - zapytał, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- Zostanę - odpowiedziałam, po czym zatraciliśmy się w sobie bez reszty. Kochaliśmy się długo i namiętnie ciesząc się sobą nawzajem. Przy nim zapominałam o wszystkim. Był dla mnie czymś w rodzaju narkotyku. Powoli zaczęłam się uzależniać. 





11.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 29

Siedziałam właśnie na lekcji polskiego kiedy dostałam wiadomość. Nie spieszyło mi się odczytać gdyż wiedziałam, że jest od Janka. Lekcja dobiegła końca. Wyszłam na korytarz i niechętnie sięgnęłam po telefon. Zdziwiłam się, kiedy zamiast numeru Janka ujrzałam numer taty. Odblokowałam ekran i odczytałam. ''Izuś, spotkajmy się. Tata''. Przewróciłam oczami. Co on kombinował? Chciałam się tego dowiedzieć, więc po chwili odpisałam ''W porządku. Gdzie?''. Odpowiedź nadeszła natychmiastowo.
''W Dolce Vita''. Nim się zorientowałam, był koniec wszystkich zajęć. Opuściłam szkołę i kierowałam się we wskazane miejsce. Ojciec już na mnie czekał. Usiadłam na wprost niego.
- Witaj kochanie - powitał mnie promiennie. W tym samym momencie podszedł do nas kelner.
- Dzień dobry państwu, co podać?
- Dla mnie kawę - tato zwrócił się do kelnera.
- A dla pani? - patrzył teraz na mnie.
- Wody z cytryną - uśmiechnęłam się, a kiedy kelner zniknął z pola widzenia, całą uwagę skupiłam na tacie.
- Cześć tato, o co chodzi?
- Chcesz znać powód naszego spotkania, więc nie będę owijał w bawełnę.
- Słucham - wpatrywałam się w niego, oczekując wyjaśnień.
- Zacznę od tego, że chciałbym cię prosić, abyś uczestniczyła w rozprawie rozwodowej.
- Poważnie? Więc do tego doszło...
- Tak, wiesz dobrze, że od dawna pomiędzy mną a mamą nie układało się najlepiej. Od dłuższego czasu nie poświęcała mi zbyt wiele uwagi, więc brałem coraz więcej zleceń w pracy, aby nie spędzać z nią czasu bo i tak go dla mnie nie miała, sama zaszywając się w swoim biurze.
- Chcesz przez to powiedzieć, że to ona zawiniła?
- I tak i nie. Ale ona pierwsza znalazła sobie kogoś na boku. Jak długo to trwało? - zwrócił się do mnie. Spuściłam wzrok.
- Od dawna. Mniej więcej od roku - westchnęłam
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Uważałam, że to przez ciebie, że to ty unikasz mamy i specjalnie zostajesz w pracy po godzinach. A widzę, że było odwrotnie. Rozumiem, że postanowiłeś nie być dłużny i odpłaciłeś jej się tym samym?
- To nie tak - sprostował.
- A jak?
- Kiedy przestałem ją interesować poświęciłem się pracy, i nagle zaczęła mnie dostrzegać. Wiedziałem, że nie zależy jej na mnie, tylko na naszych pieniądzach. Błagała mnie abym został, ale byłem pewny, że nie chodzi o nas. Załamałem się. Wkrótce do naszej pracy zatrudniła się sekretarka. Niewiele młodsza ode mnie. Szybko się zaprzyjaźniliśmy i zacząłem jej się zwierzać. Czułem, że mnie rozumie. Zakochaliśmy się w sobie i wiedziałem, że chcę odejść od mamy, skoro między nami od dawna nic już nie było. Udawaliśmy przy tobie, że wciąż się kochamy, ale szybko zorientowałaś się, że to tylko pozory. Nie jesteś głupia, więc nie wprowadzam cię w błąd. Pewnie poczułaś się urażona, że cię zostawiłem i wyprowadziłem z domu, ale nie umiem inaczej. Nie mogę przebywać w jednym domu z twoją mamą.
- Rozumiem, tato. To nie twoja wina. - Położyłam swoją dłoń na jego dłoni. Współczułam mu.
- Zeznasz, że rozwód jest z winy mamy? - Między nami zapadła cisza, w tym samym momencie kelner przyniósł nasze zamówienie. Upiłam łyk wody. Chwilę się zastanowiłam aby zebrać myśli. Zaczęłam mówić:
- Tak, bardzo się zmieniła. Nie poznaję jej. Odkąd się wyprowadziłeś ma zmiany nastroju, najpierw płacze, a potem jest cała roześmiana i sprasza swojego faceta. Wczoraj zastałam ich w dwuznacznej sytuacji. Obściskiwali się. Zabroniła mi się wtrącać. Jest mi już strasznie daleka.
- No widzisz, wybrała inaczej niż chciałabyś tego ty. Jedyne co ci zostaje, to zaakceptować jej wybór. Nie gniewaj się na mnie, że cię zostawiłem. Może chciałabyś poznać bliżej Małgorzatę? Na weekend jedziemy na wieś, do jej rodziny, byłoby jej miło, a mi przede wszystkim, gdybyś nam towarzyszyła - Chwilę się wahałam, ale dzięki tej rozmowie zrozumiałam, że tata wcale nie jest taki jak myślałam, i jeśli ten wyjazd miałby nas do siebie zbliżyć i poprawić nasze relacje, to nie pozostaje mi nic innego jak się zgodzić.
- Dobrze tato, pojadę.
- Na prawdę? Super. Przyjadę po ciebie. Zresztą będziemy w kontakcie. - upił łyk kawy. - Opowiadaj, co tam u ciebie? Prawie nie uczestniczyłem w twoim życiu. Chciałbym nadrobić ten czas.
- No więc dostałam się do liceum. Mam świetną klasę, dogaduję się z każdym, pomagamy sobie.
- To super, cieszę się, że jesteś szczęśliwa. A jak ci idzie nauka?
- Jestem jedną z lepszych uczennic, ale to raczej nie uległo zmianie od początku szkolnej kariery. - uśmiechnęłam się.
- Oj tak, zawsze byłaś pilną uczennicą - Tato wpatrywał się we mnie. Jego oczy się śmiały. Widać było, że bardzo zależy mu na dobrych relacjach ze mną. Chciał się dowiedzieć o mnie jak najwięcej.
- To prawda... - zamyśliłam się.
- A jak się mają sprawy sercowe? - Tato nieco spoważniał, zamieniając się w słuch
- W moim przypadku to nieco długa historia - westchnęłam. - Nigdy nie miałam takiego mętliku w głowie
- Brzmi poważnie - Zaniepokoił się
- Nie musisz się martwić, postaram się ogarnąć ten bałagan
- Powiesz coś więcej? - Tato wciąż dopytywał
- Poznałam chłopaka, na czacie, zakochaliśmy się w sobie i od pięciu miesięcy jesteśmy razem.
- Ah tak... a widujecie się?
- Ani razu.
Mina ojca była bardzo zabawna. Jego zdziwienie wprawiało mnie w zakłopotanie. Jak się z tego wyplątać?
- Mówisz poważnie?
- Tak, Janek ciągle to odwleka.
- To nie dobrze, powinniście się zobaczyć.
- Często rozmawiamy przez Skype, dzwonimy do siebie, piszemy sms'y, ale...
- To nie wystarcza?
- Nie - pokręciłam przecząco głową.
- Cóż, nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyłaś mnie.
- Jest jeszcze ktoś... Mam przyjaciela a co najgorsze zaczęłam coś do niego czuć...
- Ciężki orzech do zgryzienia, gdy musisz wybierać pomiędzy ważnymi dla ciebie osobami. - Tato przez chwilę się zamyślił. - Chcesz znać moje zdanie?
- Tak
- Powinnaś wybrać tego, który jest na miejscu...wtedy masz pewność, że będzie obok ciebie nawet wtedy kiedy będziesz najbardziej go potrzebowała.
- To nie jest takie proste.
- Dla mnie jest. Jeśli komuś na tobie zależy, staje na głowie żeby cię uszczęśliwić.
Zaczęłam wszystko rozumieć. Dotarło do mnie, że odrzuciłam tego, który naprawdę mnie kocha, skupiając się na uczuciu, które jest niepewne, nietrwałe.
- Chyba wiem co chcesz przez to powiedzieć... Powinnam zerwać znajomość z Jankiem?
Tata pokiwał głową, oczekując mojej reakcji.
- Muszę to przemyśleć, ale dziękuję za radę.
- Nie ma za co córeczko.
Spojrzał na zegarek.
- Oh, muszę już lecieć, zaraz mam spotkanie z klientem.
- Jasne, tato. Leć, skoro to ważne.
- Jesteś wyrozumiała, dziękuję. Skontaktuję się jeszcze z tobą w sprawie wyjazdu.
- Nie ma problemu, do zobaczenia - uśmiechnęłam się.
Pożegnaliśmy się, obejmując. Brakowało mi tego i cieszyłam się, że tak wyszło. Tracąc jedno, zyskujemy drugie. Równowaga. Pełna optymizmu wróciłam do domu, zastanawiając się co dalej.

9.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 28

Maciek podwiózł mnie pod sam dom, nie proponowałam mu aby wszedł do mnie na chwilę, bo nie wiedziałam jaki widok tam zastanę. Pożegnaliśmy się więc w samochodzie.
- Dziękuję ci za wspaniały weekend.
- Ja tobie też, dziękuję że ze mną pojechałeś
- Drobiazg, z tobą pojadę nawet na koniec świata.
Zarumieniłam się.
- Muszę już iść. - Powiedziałam niechętnie
- Skoro musisz, to trudno, nie będę cię zatrzymywał - spojrzał na mnie tęsknymi oczami. Nie mogłam oderwać od niego oczu. Jeszcze kilka miesięcy temu nienawidziliśmy się, a teraz jesteśmy sobie tak bardzo bliscy. Do pełni szczęścia brakowało nam czegoś jeszcze.
- Papa - rzuciłam
- Trzymaj się mała.
Odprowadził mnie wzrokiem. Niechętnie szłam prosto do domu. Zatrzymałam się przy drzwiach i wyciągnęłam klucze z torebki. Delikatnie przekręciłam klucz w zamku niemal nie słyszalnie. Od wejścia słyszałam odgłosy, które były dwuznaczne i na samą myśl brało mnie obrzydzenie. Ściągnęłam kurtkę i odwiesiłam ją na wieszak, po czym weszłam wgłąb korytarza. Po lewej był salon, jeszcze niedawno zastałam tu rodziców, podczas kłótni, teraz już tylko mamę która obściskiwała się wraz ze swoim kochankiem. Nie mieli pohamowań. Siedziała w samym staniku i wpół rozpiętych spodniach.
- Jesteś obrzydliwa - rzuciłam w jej stronę
- Co ty tu robisz? Miałaś wrócić późno - szybko okryła się kocem, a facet przyglądał mi się osłupiały.
- Dopiero co rozpaczałaś za tatą, a teraz w najlepsze zabawiasz się z tym dupkiem?
- Wypraszam sobie - zwrócił się do mnie, brzmiał gburowato.
- Nie masz nic do gadania. - uciszyłam go i przeniosłam wzrok na mamę.
- Jak możesz...
- Nie jesteś od tego, żeby mnie oceniać. Jestem zajęta. Zajmij się swoimi sprawami.
- Nie mogę na was patrzeć. - Powiedziałam z pogardą i wbiegłam po schodach na górę. Rozpłakałam się. Poczułam się tak jakby ktoś dał mi w twarz. Zdążyłam się wypakować i dostałam wiadomość, była od Maćka -  już tęsknię. Bez namysłu odpisałam, że ja też i położyłam się do łóżka. Zamknęłam oczy, co sprawiło że łzy gromadzące się w moich oczach spływały jedna po drugiej zalewając mi twarz słoną cieczą. Co się stało z moją rodziną? Te czasy w których byłam szczęśliwa już nigdy nie wrócą. Nie powinnam za tym tęsknić, a za to raz na zawsze odciąć się od przeszłości. Moje rozmyślania przerwał telefon. Na ekranie pojawił się dobrze znany numer. Przełknęłam ślinę zastanawiając się przez chwilę czy odebrać. Szybko otarłam łzy i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - odezwałam się, próbując uspokoić drżący głos
- Cześć perełko. Jak tam? Nie odzywałaś się od wczoraj. - Głos Janka był zmartwiony. Czułam się podle wiedząc, że muszę go okłamywać.
- Cześć, nie odzywałam się bo byłam zmęczona, cały dzień spędziłam w łóżku
- No to dobrze, odpoczęłaś przed szkołą.
- Dokładnie - przełknęłam gulę w gardle. Czułam się tak, jakbym połykała ciężki kamień spadający wprost na serce.
- Myślałem o naszym spotkaniu
- I? - zainteresowałam się
- Może uda nam się spotkać, ale jeszcze nie teraz.
- To kiedy? Ile musi minąć? Rok, dwa, pięć?
- Nie wiem dokładnie, na razie jest na to za wcześnie. Nie jestem na to gotowy. - Zrozumiałam, że mogę pogrzebać wszelkie nadzieje na to, że nasze spotkanie kiedykolwiek dojdzie do skutku. Janek dał mi wystarczający powód
- A ja nie wiem czy tyle wytrzymam. Wiesz jak mi jest ciężko? Zaledwie minęło pięć miesięcy, a ja czuję jakby minęły lata... czekanie dłuży mi się w nieskończoność.
- A mi nie? Po prostu uważam, że jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment.
- To kiedy twoim zdaniem będzie? Może za siedem lat? Myślisz że to dość odpowiedni czas na spotkanie?
- Nie bądź złośliwa.
- A ty nie bądź śmieszny, nie mogę już tego słuchać.
- Iza...
- Nie dzwoń już dzisiaj więcej, potrzebuję przerwy.
- Jak chcesz. - w jego głosie słychać było obojętność. Nie przejmował się moimi uczuciami. Nie liczyłam się dla niego. Zdałam sobie sprawę, że kompletnie go nie znam.
Coraz bardziej byłam przekonana, że jeśli nasz związek dalej będzie tak wyglądał, nie potrwa on długo. Najlepiej będzie się poddać. Nie mam już siły walczyć. Czuję, że to wszystko nie idzie w dobrą stronę.

6.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 27

Obudziłam się przed Maćkiem. Podczas kiedy on smacznie spał, ja postanowiłam się zrewanżować za wczorajszą kolację i zamówiłam śniadanie tuż do pokoju. Miałam nadzieję, że do tej godziny wstanie. Nie czułam wyrzutów sumienia. Zrozumiałam, że to jego potrzebowałam przez moje całe trudne życie. Obserwowałam jak śpi. Jego oddech był miarowy i jednostajny. Delikatnie zebrałam rzeczy z podłogi i wrzuciłam do torby, wyciągając czyste. Założyłam białą dłuższą bluzkę, która sięgała mi do połowy ud i granatowe dżinsy z przetartym materiałem, do tego czarne skarpetki. Włosy związałam w koka nisko tuż przy szyi i zabrałam się za makijaż. Kiedy skończyłam usłyszałam Maćka.
- Kiedy wstałaś?
- Pół godziny temu
- Jadłaś coś?
- Nie, czekałam na ciebie.
- Serio? - na jego twarz wkradł się uśmiech
- Serio - odwzajemniłam uśmiech.
Wstał i poszedł wziąć prysznic. Akuratnie kiedy wyszedł, przyniesiono nam śniadanie. Zabraliśmy się do jedzenia. Po skończonym posiłku przystąpiłam do pakowania.
- Jedziemy już? - Maciek wybił mnie z zamyślenia
- Nie wiem, to od ciebie zależy
- Zostańmy jeszcze. Nigdy nie miałem okazji być w Sopocie. Masz jakieś ulubione miejsce?
- Konkretnie nie mam, ale mogę zabrać cię na plażę.
- Brzmi świetnie.
Bez większych ceregieli opuściliśmy hotel, kierując się na plażę. Z daleka było widać fale bijące o brzeg.
- Pięknie tutaj. - zachwycał się widokiem
- Masz rację - zamknęłam oczy, wracając do wspomnień z wakacji. - Najpiękniejszy okres mojego życia.
- Nie spodziewałem się, że będę kiedyś tutaj z tobą.
- A jednak - posłałam mu uśmiech.
Szliśmy teraz wzdłuż plaży, pozwalając by woda obmywała nasze bose stopy.
- Co teraz zrobisz?
- Z? - starałam się dowiedzieć
- Odejdziesz od niego?
Zabił mnie tym pytaniem. Mój dobry nastrój nagle zniknął, a na jego miejsce przybyły wyrzuty sumienia i ból.
- Nie wiem, to nie jest takie proste - zmartwiłam się.
- Dla mnie też nie. Uwierz, chciałbym mieć cię tylko dla siebie.
- Przestań! - wyrwało mi się. Nie panowałam nad tym, byłam na siebie wściekła za moją słabość, wyżywałam się na nim, chociaż nie był niczego winien.
- Iza, co z tobą? Jeszcze wczoraj...
- No właśnie, wczoraj! Dzisiaj jest dzisiaj, nie wracajmy do tego.
- Dobrze, jeśli chcesz - jego głos był podłamany.
- Chodźmy stąd i wracajmy do Opola.
- Zgoda - odrzekł.

***

W drodze do Opola nie odzywaliśmy się do siebie. Wpatrywałam się w obrazek, który dostałam od Zosi. Ponownie ujął mnie za serce. Działo się tak ilekroć na niego patrzyłam. Wzrok przeniósł się teraz na Maćka. To nie był przypadek, że znalazł sobie miejsce w sercu Zosi. Zrobiło mi się głupio i postanowiłam, że przeproszę go za moje poprzednie zachowanie na plaży.
- Maciek...?
- Tak? - odpowiedział, bez emocji
- Przepraszam za moje zachowanie, czuję się jak idiotka, nie powinnam się na tobie wyżywać
- Iza, daj spokój. Było minęło, nie warto do tego wracać.
- Do tamtego zdarzenia, czy minionej nocy?
Nie odpowiedział. 
- Czy to znaczy, że to nie miało znaczenia...?
- Iza...Miało, oczywiście, że miało. Ale co z tego, skoro nie możemy być razem? Wolisz być z kimś kogo nigdy nie widziałaś na oczy. 
- Dosyć - uciszyłam go. Miał cholerną rację, ale nie chciałam mu jej przyznawać. Prawda zbyt mocno bolała. 
- Widzisz, nie potrafisz się do tego przyznać, chociaż dobrze wiesz, że mam rację. 
- Nie chcę tego słyszeć. 
- Dobrze. W takim razie już nic nie powiem. Chyba nigdy nie zrozumiesz, że jesteś dla mnie kurwa wszystkim. Na prawdę tego nie widzisz? Myślisz, że inaczej jechałbym z tobą w tak daleką drogę? Cholera, nie chcę cię stracić, ale widzę że do tego zmierza to wszystko. Wrócimy do Opola i wszystko będzie jak dawniej. Nie będziemy mieli kontaktu.
- Nie mów tak - oburzyłam się
- Wiesz, że to prawda.
- Nie masz racji.
- To udowodnij to. Udowodnij, że to coś dla ciebie znaczy.
- Zatrzymaj się. - zażądałam
- Po co? - Był zdziwiony
- Zatrzymaj się, dobra?
Zjechał z autostrady i wjechał w leśną drogę. Kiedy tylko się zatrzymał odpięłam pas i przyciągnęłam go do siebie, namiętnie całując. Nie musiałam czekać, na reakcję z jego strony. Mocno mnie objął, jak gdyby nie chciał mnie już nigdy wypuścić z rąk. Wkrótce oderwaliśmy się od siebie.
- Czy póki co, tyle ci wystarczy? 
- Chyba nie mam innego wyjścia - odpowiedział, po czym znów zaczął mnie całować. Byłam już pewna, że to co do niego czuję, nie było chwilowe, nie pod wpływem emocji. Uczucie było prawdziwe. 

***

Gdy dotarliśmy do Opola, był już wieczór. Niechętnie wracałam do domu. Nie chciałam się z nim rozstawać. Powrót do rzeczywistości był dla mnie jak kubeł zimnej wody.

4.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 26

W drodze do hotelu nie odzywałam się do Maćka ani słowem, ściskałam w dłoni obrazek który dostałam od Zosi. Uspokoiłam się dopiero w pokoju. Położyłam obrazek na szafce, po czym przebrałam się w swoje ulubione dresy i luźną bluzę. Siedząc na łóżku związałam włosy w wysokiego luźnego kucyka.
- Jak się trzymasz? - zapytał, siadając obok mnie
- Średnio, nie mogę dojść do siebie
- To minie, musisz być dzielna dla Zosi - wspierał mnie
- Wiem, dziękuję, że ze mną przyjechałeś
- Nie ma problemu. - uśmiechnął się - Za chwilkę przyjdę - wstał
- Gdzie idziesz?
- Do sklepu, chcesz coś?
- Chyba nie, wszystko mam, dziękuję.
- Okej.
Zostałam sama. Potrzebowałam rozmowy z Jankiem, więc długo nie myśląc sięgnęłam po telefon. Wystukałam na klawiaturze dobrze znany mi numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Pięć sygnałów...nikt nie odbierał. Postanowiłam spróbować ponownie. Odebrał po dłuższej chwili.
- Halo? - usłyszałam po drugiej stronie
- Cześć kochanie.
- Płakałaś? - zapytał zmartwionym głosem
- Nie - skłamałam, nie chcąc mu wszystkiego tłumaczyć
- Słyszę, wiesz, że mi możesz powiedzieć
- Wiem, ale nie ma takiej potrzeby. Co u ciebie? - zmieniłam temat
- Wszystko dobrze, znalazłem pracę
- Tak? To świetnie. Cieszę się
- Ja też, a jak u ciebie?
- Dobrze. Chyba.
- Co się dzieje?
- Nic, później o tym porozmawiamy dobrze? Chciałam tylko wiedzieć, czy u ciebie wszystko w porządku. Martwiłam się.
- Nie potrzebnie, wszystko jest okej.
- To dobrze. W takim razie dobranoc.
- Dobranoc kochanie. - usłyszałam, po czym się rozłączyłam.
W tym samym momencie do pokoju wszedł Maciek z butelką czerwonego wina w ręce.
- Wino? - zdziwiłam się
- Pomyślałem, że przyda ci się trochę alkoholu
- I dobrze pomyślałeś - uśmiechnęłam się, zabierając od niego butelkę. - Długo cię nie było
- Oprócz lodów z Zosią nic nie jedliśmy, więc zamówiłem kolację.
- Dlaczego tak się starasz? - przeniosłam na niego wzrok
- Ostatnio zachowałem się jak dupek, chciałem ci to jakoś wynagrodzić
- Oh, nie musisz... oboje zachowaliśmy się nietaktownie. - próbowałam go usprawiedliwić.
- Słabo wyszło...
- Nie mówmy już o tym, lepiej otwórz wino - uśmiechnęłam się, zapominając o całej sprawie.
Maciek zabrał ode mnie butelkę. Ktoś zapukał do drzwi. Jak się później okazało był to kelner, przywożąc nam jedzenie.
- Zamówiłeś room service? - zwróciłam się do Maćka
- Tak, to źle?
- Nie... skąd - uśmiechnęłam się, po czym podziękowałam kelnerowi i wręczyłam mu napiwek. Zamknęłam drzwi, po chwili siadając na łóżku.
- Więc co my tu mamy? - zainteresowałam się zawartością tacy
- Sałatka cezar z grzankami i bagietka czosnkowa przekrojona na kilka części
- W sam raz do wina.
- Na dole powinny być kieliszki, podasz? - zwrócił się do mnie
- Pewnie. - sięgnęłam do dolnej części wózka w poszukiwaniu kieliszków. Stały dwa. Wyciągnęłam je i postawiłam tuż obok naszych talerzy. - Gotowe.
Zadbał o wszystko. - Pomyślałam
- Świetnie - Maciek wypełnił szkło czerwoną cieczą.
- Wypijmy za wyjazd i za to, że jesteśmy tu razem. - wzniosłam toast
Maciek uniósł kieliszek w górę i stuknął z moim, po czym oboje upiliśmy łyk. Poczułam cierpki smak, pomieszany z lekką nutą słodyczy. Po chwili byłam nieco rozluźniona. Przystąpiliśmy do jedzenia. Kiedy wszystko zniknęło z talerzy usiedliśmy na podłodze, na wprost siebie, rozmawialiśmy o różnych rzeczach śmiejąc się i pijąc wino. Kiedy butelka była w połowie opróżniona zorientowałam się że nasza rozmowa zeszła na inny tor. Pora wyznań.
- Przez ten czas kiedy się nie widzieliśmy, ciągle o tobie myślałem - patrzył mi prosto w oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc upiłam łyk wina. Zyskałam trochę czasu na odpowiedź.
- Owszem, długi czas się nie widzieliśmy, jednak z tego co wiem, nie śpieszno było ci to zmienić. - widziałam, że był tym skrępowany.
- Wtedy byłem inny, wiesz, znajomi, te sprawy. Tym razem postanowiłem, że z nową szkołą zmienię również niektóre rzeczy... - przechylił kieliszek z winem.
- Co masz konkretnie na myśli?
- Uważam, że teraz mam szansę naprawić to wszystko. - Zaczął się przysuwać w moją stronę. Doskonale wiedziałam, do czego dążył, jednak ja nie mogłam na to pozwolić.
- Maciek... posłuchaj, zdałam sobie sprawę, że nadal coś do ciebie czuję...ale to nie może mieć miejsca. Mam chłopaka.
- Nie będę nalegał. Kocham cię, ale jeśli to nie ma przyszłości nie będę cię błagał abyś ze mną była. Po prostu chcę, abyś o tym wiedziała.
- Napijmy się jeszcze wina. - poprosiłam. Nie tego się spodziewałam. Dlaczego wyznałam, że coś do niego czuję? To była prawda i zdawałam sobie z tego sprawę.
- Jesteś z nim szczęśliwa?
- Co? - zakrztusiłam się winem. Czy to coś zmieniało? Miało coś wspólnego ze mną i z Maćkiem?
- Jesteś z nim szczęśliwa? Proste pytanie.
- Dlaczego pytasz?
- Nie wyglądasz na taką.
- Nie wiem o co ci chodzi.
- Skąd on jest?
- Z Rzeszowa
- To daleko. Widzieliście się kiedyś?
- Nie - pokręciłam głową
- Musi być ci ciężko.
- Daję radę. Kochamy się.
- Nie wątpię. Nie wiesz jakbym chciał być na jego miejscu.
- Chciałbyś?
- Pewnie. Nie ma dnia, żebym o tym nie myślał.
- Zrobiło się późno, pójdę już spać.
- Mam spać na podłodze, czy...?
- Możesz koło mnie, ale w bezpiecznej odległości
- Spoko. Taki układ mi pasuje. - uśmiechnął się.
Wino się skończyło więc nadszedł czas snu. Położyłam się przy oknie, od lewej strony. Maciek położył się po drugiej.
- Dobranoc - odrzekł
- Dobranoc - odpowiedziałam
Spojrzał na mnie, po czym odwrócił się do mnie plecami. Chyba byłam dla niego zbyt ostra. Zrobiło mi się go żal, ale nie wiedziałam co powinnam zrobić w tej sytuacji. Nie chciałam zostawić Janka, chociaż z drugiej strony Maciek miał rację. Było mi ciężko. Cholernie ciężko. Brakowało mi jego bliskości. Nie byłam do końca szczęśliwa. Pragnęłam mieć go przy sobie naprawdę. Przez chwilę wyobraziłam sobie, że Janek leży teraz koło mnie. Co by się teraz działo? Kochalibyśmy się do rana? Czy może zasnęli w objęciach? Nie wiem. Nagle cały obraz się rozmazał. Janek zniknął. Pragnęłam teraz aby ktoś mnie przytulił. Bez słowa wtuliłam się w Maćka. Byłam zagubiona. Czułam się przytłoczona. Wszystkie sprawy zlały się w jedną, która mnie przerastała. Bałam się reakcji Maćka. Przez chwilę myślałam, że mnie odrzuci, jednak nic takiego się nie stało. Odwrócił się w moją stronę i patrzył mi w oczy. Wszystko wymknęło mi się z pod kontroli, ale było już za późno by się wycofać. Potrzebowałam go. Delikatnie gładził mój policzek, wpatrując się we mnie. Milczeliśmy. Słowa w tym momencie były zbędne. Nagle wyswobodził się z moich objęć i oparł się rękami o poduszki, będąc teraz nade mną.
- Chcesz tego? - zapytał.
Kiwnęłam twierdząco głową.
Po chwili poczułam delikatne muśnięcie warg. Najpierw niepewnie, a potem coraz bardziej zachłannie. Nasze usta złączyły się w jedno, a języki dotykały się wzajemnie. Ściągnęłam z niego koszulkę, po czym odrzuciłam ją w kąt pokoju, on uczynił to samo z moją bluzką i stanikiem który znalazł się teraz obok jego bokserek. Oglądał moje ciało. Nie byłam skrępowana. Cały wstyd minął z chwilą, kiedy pozbył się ze mnie ubrań. Delikatnie masował moje piersi, następnie zjechał w dół pozbywając się koronkowych majtek. Wsunął palec w sam środek źródła przyjemności. Bawił się, całując moją szyję. Miałam zamknięte oczy. W pewnym momencie moje ciało wygięło się w mały łuk, gdy wsunął we mnie swoją męskość. Poczułam gwałtowne natarcie. Wydałam z siebie cichy dźwięk, spowodowany bólem. Był to mój pierwszy raz. Obiecałam sobie, że oddam się temu kogo naprawdę pokocham. Wiedziałam, że nie ma szans abym spotkała się z Jankiem więc to postanowienie nie miało znaczenia. Kochałam ich obu. Czułam, że moje uczucia do Maćka stają się bardziej wyraźne, nabierają kształtu. Nagle poczułam ciężar jego ciała na sobie, wsunął się jeszcze głębiej, przykrywając torsem moje nagie piersi. Wypełniała mnie przyjemność. Wkrótce oboje poczuliśmy spełnienie. Maciek położył się na plecach a ja bez słowa wtuliłam się w niego, kładąc głowę na jego klatkę piersiową. Objął mnie ramieniem, gładząc moje rozpalone ciało.