30.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 24

Maciek wciąż mi się przyglądał. Czułam się niezręcznie, więc skierowałam wzrok na widoki za oknem. Między nami panowała cisza, więc przerwałam ją.
- Nie wiedziałam, że masz już prawo jazdy.
- Zrobiłem miesiąc temu. Chciałem jeszcze przed osiemnastką.
- I dobrze, to zawsze wygodniej.
- A ty?
- Co ja? - spojrzałam na niego
- Kiedy robisz?
- Nie wiem, ostatnio mam tyle spraw na głowie, że nie chcę dokładać sobie kolejnego stresu
- Co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać - patrzyłam teraz przed siebie.
- No dobrze, jeśli nie chcesz, to nie będę naciskał.
Jego nastawienie do mnie uległo zmianie, od ostatniego spotkania. Nie wiedziałam co jest tego przyczyną, lecz nie chciałam go o to dopytywać. Czasem jest lepiej, jeśli nie wiemy. Po chwili zaparkował pod swoim domem.
- Mam iść z tobą?
- Jeśli chcesz.
Odpięłam pas i podążałam za nim. Jak zwykle u niego też nikogo nie było w domu. Pokierowałam się prosto do jego pokoju. Nic się nie zmieniło. Oprócz tego, że czułam się w nim inaczej niż za pierwszym razem. Maciek poszedł wziąć prysznic i zostałam sama, miałam więc czas aby swobodnie się trochę rozejrzeć. Niebawem pojawił się w samym ręczniku, owiniętym na biodrach, w oczy rzucił mi się jego nagi tors. Nie skrępowany moją obecnością zaczął się ubierać. Było mi niezręcznie, więc lekko odwróciłam wzrok. Kiedy był już ubrany w czarne wąskie spodnie i szarą luźną bluzę z kapturem, zaczął się pakować na wyjazd, przez ten czas nie odzywaliśmy się do siebie. Obserwowałam każdy jego ruch, patrzyłam na każde jego napinające się mięśnie, podczas tych prostych czynności. Jego wyraz twarzy był neutralny, nie wyrażał żadnych emocji, żałowałam że nie mogę teraz odgadnąć jego myśli.
- Jestem gotowy - przywołał mnie do rzeczywistości, kiedy skończył się pakować
- Ah tak, jasne - uśmiechnęłam się.

***

Byliśmy w drodze do Sopotu. Wciąż rozmyślałam nad tą sytuacją, nie mogłam uwierzyć w taki obrót sprawy. Miałam mieszane uczucia. Janek wciąż milczał. Postanowiłam, że poczekam, aż się odezwie, nie chciałam mu się narzucać. Maciek przerwał moje milczenie. 
- Jaki jest powód twojej wizyty w Sopocie?
- Długa historia - westchnęłam, wspominając tamten wspaniały tydzień.
- Opowiedz mi, proszę - nie dawał za wygraną
- No więc byłam tam na wakacjach, razem z siostrą i jej chłopakiem. Podczas pobytu poznałam tam taką małą dziewczynkę.
- Jedziesz tam dla jakiejś małej dziewczynki? Skąd masz pewność, że ponownie ją zobaczysz?
- Bo Zosia jest z domu dziecka...
- Nie wiedziałem - posmutniał. - Ale nadal nie rozumiem, co to ma wspólnego z tobą
- Zosia bardzo mnie polubiła, a ja ją. Poza tym ta dziewczynka nie ma nikogo. 
- Nikt nie chce jej zaadaptować?
- Nie - pokręciłam głową, na moją twarz wkradł się smutek
- Przykro mi... 
- Maciek, ja chciałabym być jej matką...
- Mówisz poważnie? Masz dopiero siedemnaście lat...
- No tak, ale chciałabym dać jej miłość, której mnie nigdy nie dano. Jestem tego pewna.
- Skoro nie odczułaś tej miłości, to skąd wiesz jakie to uczucie?
- Noszę je w sobie, to się po prostu ma. Nie chcę popełnić błędów rodziców.
- Zaskoczyłaś mnie - Maciek odwrócił głowę w moją stronę, wciąż prowadząc
- Sama jestem zaskoczona swoją decyzją, ale kiedy tylko ją zobaczyłam, a później poznałam jej historię coś ujęło mnie za serce... Coś we mnie pękło. To małe dziecko potrzebuje opieki. - dodałam
- Rozumiem, ale chyba nie masz żadnych szans, żeby ją TERAZ zaadoptować. - zaakcentował przedostatnie słowo.
- Niestety wiem, ale zrobię wszystko by mi się udało.
- Miejmy nadzieję. - uśmiechnął się, dodając mi otuchy.

***

Po pięciu godzinach byliśmy na miejscu. Na zegarku dochodziła 15:00. Maciek zaparkował przed hotelem, w którym byłam poprzednim razem. Wysiadłam z samochodu i kierowałam się do środka. Maciek dorównał mi kroku. Podeszłam do recepcji. 
- Dzień dobry - przywitałam się - Nazywam się Iza Pielesiak i chciałabym wynająć pokój.
- Dzień dobry, a jaki pokój ma pani na myśli?
- Dwuosobowy, z oddzielnymi łóżkami
- Chwileczkę, sprawdzę - recepcjonistka przeglądała treść w monitorze komputera
- Dobrze - oczekiwałam
- Niestety, aktualnie wszystkie pokoje tego rodzaju są na razie zajęte
- Na prawdę? - zasmuciłam się
- Tak, mamy wolny pokój... - spojrzała na mnie znacząco, urywając w pół zdania
- Ale? - patrzyłam na nią wyczekująco
- Dla dwóch osób, ale z małżeńskim łóżkiem
Spojrzałam na Maćka a on na mnie, odsłaniając białe zęby w zmieszanym uśmiechu
- Niech będzie - zgodziłam się - Skoro nie ma innej możliwości...
- W takim razie o to wasz klucz
- Dziękujemy. 
- Jak długo będą tu chcieli państwo zostać?
- Do jutra
- Dobrze, w takim razie łączna kwota...
- Ja zapłacę - Maciek wyrwał się z portfelem w ręku, wyciągając kartę kredytową
Spojrzałam na niego pytająco, lecz nie uzyskałam odpowiedzi. Jego wyraz twarzy wskazywał na to, żebym się nie sprzeciwiała.
Po wszystkim udaliśmy się pod wskazany numer. Kiedy przekroczyłam próg pokoju odetchnęłam z ulgą. 



28.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 23

Odkąd tata się wyprowadził, mama zmieniła się nie do poznania. Przestała chodzić do pracy, a co za tym idzie coraz częściej przebywała w domu wraz ze swoim kochankiem. Nie śpieszyło mi się, by go poznać, mama też nie zamierzała tego uczynić, wciąż miała do mnie żal, o tamtą kłótnie i za to, że dzięki mnie jej romans na boku ujrzał światło dzienne. Może i dobrze, nigdy nie miałyśmy ze sobą dobrych stosunków i nie było mi jej żal, zasłużyła sobie na to. Przez to wszystko zapomniałam o Zosi. Chciałabym ją znów zobaczyć, lecz wiedziałam, że nadal nie mogę jej zaadoptować. Postanowiłam, że ją odwiedzę. Była sobota, więc spokojnie mogłam pozwolić sobie na dwudniowy wyjazd. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i szybko sprawdziłam rozkład pociągów do Sopotu. Wszystko wskazywało na to, że najbliższy pociąg miałam za godzinę.Weszłam pod prysznic, i pozwoliłam ciepłej wodzie obmywać moje ciało. Po wszystkim ubrałam czarne obcisłe rurki i ciemno niebieską luźną koszulę, białe skarpetki i białe Air Force'y. Na wierzch włożyłam  czarną skórzaną kurtkę. Jeszcze raz sprawdziłam, czy mam wszystkie potrzebne rzeczy. Do małej czarnej torebki wrzuciłam portfel, telefon, ładowarkę i książkę, żeby się nie nudzić w pociągu. Torebkę przełożyłam sobie przez ramię i chwyciłam w dłoń średniej wielkości torbę podróżną. Zeszłam na dół, w kuchni siedziała mama, jej mina ostrzegała, żeby się do niej nie zbliżać. Wolałam nie ryzykować, więc rzuciłam tylko krótkie: - Wyjeżdżam na dwa dni. Wrócę późno.
Mama nawet na mnie nie spojrzała, tylko wzruszyła ramionami. Ani trochę jej nie obchodziłam. Nie interesowało jej gdzie jadę, ani z kim jadę. Pewnie było jej to na rękę, bo mogła mieć cały dom dla siebie i spraszać tu swojego gacha. Nie chciałam wiedzieć, co będą wyprawiać pod moją nieobecność. Na samą myśl, brało mnie obrzydzenie. Zmierzyłam ją wzrokiem i opuściłam dom. Nie miałam kontaktu z Jankiem, ale pomyślałam, że pewnie jest zajęty więc odpuściłam sobie pisanie do niego i kierowałam się na dworzec. Zdążyłam wsiąść do autobusu, który właśnie miał odjeżdżać. Szybko zajęłam wolne miejsce i poczułam stres związany z podróżą. Nigdy nie jechałam pociągiem, dziś będę po raz pierwszy. Kiedy dojechałam na miejsce, szłam w kierunku Dworca, do kasy stała długa kolejka więc zrezygnowana stanęłam nieopodal. Koło mnie podjechało czarne audi. Miało przyciemniane szyby, więc nie mogłam zobaczyć kim jest kierowca. Wszystko stało się jasne, kiedy uchylił szybę.
- Hej, Iza! - zawołał. - Co tu robisz?
- A ty? - byłam zdziwiona
- Wracam z zajęć.
- Z zajęć? - zdziwiłam się, odkąd straciliśmy kontakt nie wiedziałam czym się teraz zajmuje, tym bardziej, że dziś była Sobota.
- Uczę się grać na gitarze.
No tak, przypomniałam sobie, że kiedy byłam u niego, rzuciła mi się w oczy gitara, po za tym Maciek uwielbiał muzykę. Na ścianach jego pokoju wisiały wszelakie plakaty o tej tematyce.
- Aa, to wszystko wyjaśnia - uśmiechnęłam się i podeszłam do niego.
- Więc co tu robisz? - ponowił pytanie
- Jadę do Sopotu, ale kolejki są tak długie, że boję się, że nie zdążę kupić biletu, a niedługo mam pociąg.
- Wsiadaj - zaproponował
- Ale jak to? Chcesz jechać ze mną? - Byłam rozkojarzona, przecież niedawno nie chciał mnie znać, a teraz chce jechać ze mną? Nie wiedziałam o co tu chodzi...
- No tak, chciałbym z tobą porozmawiać, ostatnie nasze spotkanie nie skończyło się najlepiej.
Na to wspomnienie posmutniałam.
- To jak, chcesz, żebym ci towarzyszył?
- Wszystko jedno. - wzruszyłam ramionami.
- A bardzo ci się spieszy?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Chciałbym się przebrać i zabrać kilka rzeczy.
- Jasne, czyli to znaczy, że mam teraz jechać z tobą do ciebie? - zapytałam
- No chyba nie masz innego wyjścia - uśmiechnął się.
Wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy.

26.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 22

Nazajutrz wstałam pełna energii. Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu, to sięgnęłam po telefon. Tak jak się tego spodziewałam dostałam wiadomość od Janka. Oboje mieliśmy już taką tradycję, że pisaliśmy do siebie codziennie rano, w trakcie dnia i koniecznie wieczorem. Nie mogłam zasnąć, dopóki nie dostałam wiadomości w której pisał mi 'dobranoc'. Pisanie z nim to jedna z codziennych czynności, które sprawiały mi radość. Tylko tak mogłam dalej trwać w przekonaniu, że z każdym dniem jesteśmy coraz bliżej spotkania, a korespondencje i długie rozmowy umacniały naszą relację. Założyłam czarne rurki z dziurami na kolanach, i luźną szarą bluzę z kapturem. Zrobiłam sobie płatki i zabrałam się do jedzenia. Po skończonym posiłku związałam długie czarne włosy w luźnego kucyka, włożyłam na stopy białe Air Max'y które kontrastowały z czarnymi skarpetkami i wyszłam z domu, zamykając go na klucz. Droga do szkoły minęła mi bardzo szybko, na szczęście tramwaj był prawie pusty, co rzadko się zdarza, ale nie zaprzątałam sobie tym głowy. Radosna weszłam do szkoły i przywitałam się z dziewczynami z klasy. Wciąż podekscytowane rozmawiały o minionej imprezie u Darii. No właśnie, gdzie ona się podziewała? Wszystko stało się jasne, kiedy zobaczyłam ją razem z Arturem, siedzących na ławce przed klasą, w której mieliśmy mieć pierwszą lekcję.
- Ale z nich gołąbeczki - zauważyła Sandra
- Od początku wiedziałam, że między nimi iskrzy - dodała Monika - A ty co o tym sądzisz? - zwróciła się do mnie
- Hm? - odpowiedziałam rozkojarzona. Stałam i wpatrywałam się w nich, uświadamiając sobie ile mnie omija. Ile czasu marnujemy. Ja jestem tu, Janek jest tam. Zakazani sobie kochankowie. Zdałam sobie sprawę, że zazdroszczę Darii. Wyobrażałam sobie, że właśnie siedzę tam z Jankiem, jesteśmy pochłonięci rozmową, a świat dla nas nie istnieje...
- Iza, jesteś tu?! - Dziewczyny sprowadziły mnie na ziemię
- Tak. Sądzę, że bardzo do siebie pasują - wymusiłam sztuczny uśmiech - Chodźmy do klasy, zaraz zacznie się lekcja.
Weszłam do środka, po chwili Daria zajęła miejsce obok mnie. Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Artur jest cudowny - zaczęła ćwierkać
- Cieszę się, że wam się układa - odpowiedziałam, po czym skupiłam się na zajęciach.

***

Lekcje minęły mi bardzo szybko. Podbudowana dobrymi ocenami, jakie dziś dostałam, kierowałam się do wyjścia. Wrześniowe słońce otuliło moją twarz, czułam przyjemne ciepło. Po kilkunastu minutach siedziałam już w tramwaju, prowadzącym mnie do domu. Wyciągnęłam telefon z kieszeni kurtki. Na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od Janka. Uradowana szybko odpisałam. Wymieniliśmy kilka zdań i wkrótce byłam już w domu. Od wejścia słyszałam kłótnię rodziców. O co poszło tym razem? Zamknęłam za sobą drzwi i weszłam do salonu w którym teraz oboje przebywali, rzucając oszczerstwa w swoją stronę. Od dawna nie słyszałam ich kłótni, nie widziałam ich, więc widząc teraz ich obecność w domu czułam się dziwnie. Jedno przekrzykiwało drugie.
- Co tu się dzieje? - starałam się dowiedzieć
- Nie wtrącaj się! - Matka wydarła się na mnie, po czym znów przeniosła wzrok na ojca i mówiła teraz do niego: - Nie możesz się wyprowadzić, nie możesz mnie zostawić! Co z naszym małżeństwem?
- Już dawno przestało istnieć Alino, więc nie udawaj, że jeszcze coś do mnie czujesz
- Sławek, nie mów tak, kocham cię, wiesz o tym dobrze...
- Świetnie wychodzą ci kłamstwa, ale mnie już nie będziesz nimi karmić. Przyznaj się, że masz kogoś na boku...
- Sławek, dość!
- Mamo, nie udawaj - postanowiłam się wtrącić
- Słucham? - Oboje teraz wpatrywali się we mnie
- Skończ tą farsę, wiem o wszystkim. - szłam w zaparte, nie przejmując się tym, że za chwilę ich małżeństwo skończy się na zawsze, i tak już zresztą nie istniało.
- Iza o czym ty mówisz? - Tato był zdziwiony
- Oboje udajecie. Gracie przede mną wspaniałych rodziców, a w rzeczywistości żyjecie jak kot z psem, stwarzając pozory udanego małżeństwa. Mama od dawna ma kochanka, zdradza cię tato. Myślała, że o niczym się nie dowiem, skoro nie wychodzę z pokoju, ale słabo jej wychodziło ukrywanie się. Widziałam podjeżdżający samochód z mężczyzną za kierownicą, ilekroć spojrzałam przez okno. Mama wsiadała i nie było jej do późnej nocy.
- Nie mogę w to uwierzyć - Tato kręcił głową. - Alino, to prawda?
Mama spuściła wzrok, nie mówiąc już nic więcej.
- Ale to nie koniec - zaczęłam kontynuować. - Tato, nie chciałbyś o czymś powiedzieć? Będziecie kwita.
- Nie wiem o czym mówisz. - Tato patrzył na mnie wzrokiem niewinnego dziecka
- Też kogoś masz. Myślisz, że nie czułam damskich perfum? Mama takich nie używa. Twój płaszcz jest nimi przesiąknięty. Nie da się tego nie czuć, przechodząc koło wieszaka.
Mama spojrzała na ojca, on na nią a ja stałam po środku niczego. Nie miałam już rodziców. Przede mną stali teraz obcy sobie ludzie.
- Wyprowadzam się - Rzekł ojciec
- Idź, pewnie już wijecie sobie gniazdko z tą dziwką - Od mamy pałał teraz gniew
- Masz rację. Nawet nie wiesz jak długo czekałem na moment aż w końcu się od ciebie uwolnię. Zresztą, teraz możesz jawnie się spotykać z tym fagasem.
- Super, droga wolna. - Mama skrzyżowała ręce na piersiach.
Kiedy Tata stał już przed drzwiami z kilkoma walizkami, mama zeszła z góry ze skrzyżowanymi rękami na piersiach.
- Wnoszę pozew o rozwód - zwróciła się do niego, zapłakana.
Tata odwrócił się by na nią spojrzeć i nic już nie mówiąc wyszedł. Wtedy widziałam go po raz ostatni. Wyjechał.
- Idź do swojego pokoju! - Mama spojrzała na mnie pełna gniewu. - Mam nadzieję, że jesteś z siebie zadowolona.
- Nie bądź śmieszna, sama jesteś sobie winna. Zresztą oboje jesteście siebie warci. - Zmierzyłam ją wzrokiem i wbiegłam po schodach na górę.


24.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 21

Znów dopadły mnie wątpliwości do trwającego od dawna związku z Jankiem. Czy ta relacja na odległość miała szansę przetrwać? Nie wiedziałam, w którą stronę to idzie. Włączyłam telefon. Janek kilka razy próbował się do mnie dodzwonić. Jakieś dziwne uczucie ścisnęło mnie za serce. Zdałam sobie sprawę, że naprawdę go kocham i mimo że nie nie mieliśmy kontaktu od kilkunastu godzin, cholernie za nim tęskniłam. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej wybrałam jego numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - odebrał po kilku sygnałach
- Cześć, to ja - powiedziałam niepewna
- Wiem, miło znów słyszeć twój głos
- Jak się czujesz?
- Bez ciebie obco
Na te słowa poczułam ścisk w żołądku, czułam dokładnie to samo. Tak jakby brakowało mi jednego puzzla układanki, a tą brakującą częścią był on, dosłownie i w przenośni. Fizycznie odczuwałam jego brak, czułam się niepełna...A z nim tworzyłabym jedność. On był tą drugą połówką. Kiedy układanka stworzy całość? Pozostało mi tylko czekać i wierzyć, że to kiedyś nastąpi.
- Jesteś? - przywołał mnie do porządku
- Tak, przepraszam, zamyśliłam się
- Nie szkodzi, a jak u ciebie?
- Byłam wczoraj na imprezie, u koleżanki z klasy
- Podobało ci się?
- Bez ciebie to nie to samo - zamknęłam oczy, przywołując jego obraz, jaki znałam ze zdjęć, które regularnie mi wysyłał, a ja robiłam to samo, i z rozmów na Skype kiedy oboje mieliśmy włączone kamerki.
- Wiem, musisz być cierpliwa.
- Jestem. Będę czekać. Choćby miałoby minąć pięć lat.
- Cieszę się.
- Mam nadzieję, że nadejdzie dzień, w którym cię zobaczę i bez słowa wtulę się w ramiona, które osłonią mnie przed całym światem.
- Zrobię dla ciebie wszystko słońce - jego głos był przyjemny i ciepły. Tak bardzo chciałabym w to wierzyć. Zaczęłam myśleć, że to wszystko jest jedną wielką iluzją. Czy ja się oszukuję?
Między nami nastała cisza, którą przerwał słowami:
- Rzuciłem pracę
- Co? Jak to?
- Nie odpowiadała mi, poza tym mało płacili - mówił niewzruszony, jak gdyby nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i z tego, że w ten sposób nasze marzenie, aby w końcu się zobaczyć oddalało się, by wkrótce zniknąć za horyzontem.
- I co teraz? - zapytałam zmartwiona
- Nic. Znajdę następną.
- To nie jest takie proste - w moim głosie zdało się słyszeć wyrzuty, czułam, że nasza rozmowa przerodzi się w kłótnię, której zresztą bym nie zniosła. - Powiesz coś? - nalegałam. - Miałeś odkładać, zbierałeś na crossa.
- No właśnie, zbierałem i dzisiaj kupiłem, razem z kumplem.
- Nie chwaliłeś się
- Nie odzywałaś się do mnie - zauważył
- Fakt - przypomniałam sobie. - Więc w takim razie, co teraz zamierzasz robić?
- Znaleźć następną pracę
- No dobrze, trzymam za ciebie kciuki
- Dzięki
Podczas rozmowy w tle usłyszałam, że właśnie miał gościa. Męski głos wskazywał na to, że to pewnie jeden z jego kolegów. Pytał, czy nie wyszedł by z nim pojeździć nowymi nabytkami jakimi były ich maszyny.
- Muszę kończyć - rzucił. - Idziemy przetestować nasze cacka.
- Rozumiem. Pa. - odpowiedziałam
- Pa - odpowiedział, po czym się rozłączył.
Odłożyłam telefon na szafkę i przystąpiłam do pakowania książek na jutro. Czekał mnie pracowity tydzień w szkole. Kiedy wszystkie potrzebne książki znalazły się w plecaku, położyłam się do łóżka, nakrywając po uszy kołdrą. Wysłałam do Janka krótką wiadomość po czym zasnęłam.


21.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 20

Długo nie mogłam się pozbierać i stałam jak wryta. Nie wiedziałam, co teraz robić. Wrócić na imprezę? Czy najzwyczajniej w świecie pójść do domu? Pierwsza opcja wydawała się bardziej zachęcająca. Alkohol przestał już działać, więc musiałam znów uzupełnić braki. Pewnym krokiem kierowałam się z powrotem do Darii. Dopiero w środku poczułam, jak na dworze było zimno. Od wejścia otulał mnie powiew ciepła. Kiedy weszłam do kuchni nie zrobiłam na nikim wielkiego wrażenia, dalej byli zajęci sobą. Na horyzoncie nie było Darii ani Artura, mogłam się tylko domyślać gdzie teraz są i co robią, Artur nie przepuści żadnej okazji. Moje przypuszczenia się sprawdziły kiedy po dłuższym czasie zeszli z góry cali w skowronkach, trzymając się za ręce. Wypiłam drinka do dna i posłałam im szeroki uśmiech, Darii nie schodził z twarzy. Nie zauważyłam, kiedy w kuchni zostałam tylko ja.
- Czemu siedzisz sama w kuchni? - podeszła do mnie, kiedy Artur zniknął w pokoju
- Piję
- Co się stało?
- Maciek dał mi jasno do zrozumienia, że mnie kocha, ale dodał też że pozwoli mi odejść, bo tak będzie lepiej dla nas
- A ponoć to kobiety ciężko zrozumieć - Dziewczyna pokręciła głową
- Widzę, że chociaż ty się świetnie bawisz - spojrzałam na nią znacząco, zmieniając ten niewygodny dla mnie temat
- Pani Watson... - Daria wybuchła śmiechem
- Nie śledzę cię, jeśli o to ci chodzi - również się roześmiałam
- Wiem, wiem, aż tak to widać?
- Nie domyśliłabym się, gdybyś nie schodziła z góry taka rozanielona, trzymając za rękę Artura, przecież znacie się dopiero od tygodnia
- Bawisz się w moją matkę?
- Nie miałam tego na myśli, po prostu znam Artura
- Niby skąd - Daria zmieniła ton głosu, na oskarżycielski
- Chodziliśmy razem do klasy, a poza tym to przyjaciel Maćka, więc miałam okazję poznać go z tej innej strony
- Nie wtrącaj się, mogę robić co mi się żywnie podoba, a nikomu nic do tego.
- Spokojnie, nie zamierzam rozliczać cię z tego co robisz i z kim śpisz - odpowiedziałam w obronie
Dziewczyna popatrzyła na mnie łagodniej, po czym westchnęła
- Przepraszam...Chyba wolę się oszukiwać, że nie każdy facet to świnia
- Przejdzie ci jak się napijesz - odpowiedziałam normalnie
- Masz rację. Napiję się, ale z tobą
- Zgoda - posłałam jej uśmiech po czym obie chwyciłyśmy za kieliszki, które Daria przed chwilą wypełniła bezbarwną wysokoprocentową cieczą.
- Do dna - rzuciła, uniosłam wysoko kieliszek, po czym całość wypiłam, nie popijając.
- Na drugą nóżkę? - zaproponowałam
- Widzę, że mam kompankę do picia - uśmiechnęła się. - Masz mocną głowę. - zauważyła. - Wypiłaś już kilkanaście mocnych drinków i dalej się trzymasz na nogach, jak ty to robisz dziewczyno?
Nie odpowiedziałam tylko wypełniłam po brzeg puste kieliszki.
- Za porządnych facetów - roześmiałam się, po czym obie wypiłyśmy wódkę w tym samym czasie.
Spojrzałam na zegarek który wisiał w kuchni, zbliżała się druga w nocy.
- Już tak późno a nikt nie myśli wychodzić
- Po kilku imprezach się przyzwyczaisz. Ludzie na domówkach tworzą grupy, jak w szkole.
Jedni wychodzą ostatni, zawsze na końcu, nigdy przed innymi, drudzy już po dwóch godzinach są tak spici, że mają dość ale stwarzają pozory trzeźwych i dalej piją, a potem kończą przytuleni do toalety, a jeszcze inni...
- Dobra, mniej więcej kapuję - przerwałam jej. - Nie chcę już tego słuchać, z łatwością mogę odnaleźć te grupy u ciebie - roześmiałam się, a ona razem ze mną
- Wiem co mówię, to nie pierwsza moja impreza
- Domyślam się. - Pogrążyłam się w myślach, porównując swoje życie do życia Darii.
Ja piję sama, zamknięta w malutkim pokoju, ona robi imprezy na cały dom, a przy tym świetnie się bawi, na mnie nikt nie zwraca uwagi, a ona swoim blaskiem i sposobem życia przyciąga do siebie ludzi jak światło ćmy...Mogłabym wymieniać tak w nieskończoność, ale właśnie może ta różnica sprawiła, że się polubiłyśmy? Czułam, że wcale nie jest taka, jak ją oceniłam. Z każdym kieliszkiem i godziną spędzoną z nią coraz bardziej się do niej przekonywałam.


***

Za oknem zaczęło już jaśnieć, a na domówce zostali tylko ''najtwardsi zawodnicy'', wśród nich ja. Artur siedział na kanapie z drinkiem w ręce, a drugą obejmował wtuloną w niego Darię, która opierała się teraz o jego ramię. Zastanawiałam się, jakby to było, gdybym teraz była tu z Jankiem, i również wtulała się do niego. Pogrążyłam się w marzeniach. Siedzieliśmy teraz w trójkę. Wkrótce zorientowałam się, że nie mam już drinka. Podniosłam się z fotela i udałam do kuchni, uzupełnić pustą szklankę. 
- Przyniesiesz mi też? - usłyszałam ożywiony głos Darii
- Jasne
Po chwili wróciłam, niosąc w rękach dwie pełne szklanki. Podałam jej jedną i z powrotem rozsiadłam się w fotelu. Widać było zmęczenie po Darii. Niedbale zrzuciła szpilki ze stóp kopiąc je pod ścianę. 
- Dzięki wam za imprezę - zwróciła się do nas
- To my dziękujemy tobie - uśmiechnęłam się, po czym zaczęłam zbierać się do wyjścia. 
- Do zobaczenia w szkole! - usłyszałam głos dziewczyny zza ściany kiedy byłam już w przedpokoju
- Trzymaj się - odpowiedziałam, zostawiając ich samych.



MAŁY PRZERYWNIK

Witajcie drodzy czytelnicy! Jak wam się podoba nowe opowiadanie? Chcecie więcej, czy może powinnam dać sobie spokój z pisaniem? Co myślicie o tym blogu, będziecie wpadać częściej czy odpuszczacie? Znów zostało was niewielkie grono... co jest tego powodem? Napiszcie proszę w komentarzach, a ja postaram się coś z tym zrobić. Przypominam, że na blogu istnieje opcja zaobserwowania :) Licznik dobije chociaż do 10 obserwujących? :) Liczę na was, to dla mnie mega ważne, chciałabym mieć z wami jakiś kontakt. 

19.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 19

Przez chwilę Maciek był zaabsorbowany wpatrywaniem się we mnie jednak wkrótce zdołał coś powiedzieć.
- Iza? To ty? - Jego oczy przybrały kształt pięciozłotówek. 
- Tak, to ja - odpowiedziałam, wciąż pełna gniewu
- O rany, nie poznałem cię. Zmieniłaś kolor włosów, cała uległaś przemianie - przerwał - Bardzo ładnie ci w tym kolorze - dodał po chwili.
Westchnęłam, wciąż czułam do niego złość za to, że przez cały ten czas ukrywał do mnie uczucie i powiedział o tym w najmniej odpowiednim momencie...
- Dziękuje, ale twoje komplementy nic nie zmienią - rzuciłam oschle. - Artur ci powiedział, że tu będę, prawda?
Maciek spuścił wzrok.
- Wiedziałam. - pokręciłam głową i zostawiłam go samego. Dołączyłam do pozostałych, którzy przebywali teraz w salonie, jedni palili papierosy, inni szaleli na parkiecie, a reszta okupowała barek uzupełniając swoje puste szklanki drinkami. Dopiłam swojego drinka i odstawiłam pustą szklankę na blacie w kuchni, po czym śmiałym krokiem weszłam na parkiet. Byłam już lekko wstawiona, a co za tym idzie odważna. Dołączyłam do Wojtka z klasy i zaczęliśmy się wygłupiać, tańcząc do szybkiej piosenki. Kiedy zrobiło się cicho, szybką muzykę zastąpiła spokojna i powolna. Maciek zrobił odbijanego. Normalnie bym go odepchnęła, ale tym razem było mi wszystko jedno, alkohol szumiał mi w głowie, zacierając rzeczywistość. 
- Porozmawiamy? - usłyszałam, jak do mnie mówi, przykładając usta do mojego ucha, tylko tak byłam w stanie go usłyszeć, zagłuszały nas różne głosy.
- Co masz mi do powiedzenia? 
Złapał moje ręce i zarzucił je sobie na szyję, tak bym mogła go przytulić. Byłam teraz tak blisko jego ciała, że gdybym chciała bez problemu mogłabym oprzeć swoją głowę na jego ramieniu. 
- Wyjdziemy na zewnątrz?
- Po tej piosence - odpowiedziałam, zamykając oczy. Zatraciłam się w tańcu. 
Kiedy utwór dobiegł końca oboje wyszliśmy z domu, kierując się w ciche miejsce. Usiedliśmy na pobliskiej ławce w parku obok domu Darii. Było już późno, więc zrobiło się nieco chłodniej. Nie wzięłam ze sobą kurtki, więc zaczęłam pocierać dłońmi ramiona. Maciek bez słowa zdjął bluzę i zarzucił mi ją na plecy otulając zmarznięte ręce. Poczułam zapach jego perfum, które działały na mnie kojąco. Świeże powietrze sprawiło, że zaczęłam trzeźwieć i dokładniej odbierać rzeczywistość.
- O czym chciałeś porozmawiać?
Maciek wyciągnął papierosa i odpalił go. Po chwili wokół nas unosił się dym. Zaciągnął się, i wypuszczając szarą mgłę z ust zaczął mówić: - Wiem, że masz mnie za dupka, ale chciałbym to jakoś naprawić. Odkąd ostatni raz cię widziałem, ciągle o tobie myślę.
- Teraz jest już na to za późno...Dlaczego zjawiasz się w najmniej odpowiednim momencie? Dlaczego wtedy, gdy ja zaczęłam układać swoje życia od zera? - zasypałam go masą pytań.
- Myślałem, że to wszystko potoczy się inaczej...Nie przewidziałem, że kiedy wyznam ci co do ciebie czuje, tak zareagujesz.
- Niczego nie można być pewnym... - spojrzałam na niego z wyrzutem. Jego oczy były przepełnione żalem i smutkiem. Przez chwilę poczułam, że wszystkie uczucia do niego odżyły. Przypomniałam sobie wszystkie chwile, w których byłam taka słaba kiedy znajdował się obok. Od pocałunku dzieliły nas milimetry. Zdołałam się jednak powstrzymać i odsunęłam się, odwracając głowę.
- Czyli nic z tego? - zapytał - Raz na zawsze przekreślasz to co nas łączyło?
Poczułam, jak po policzku spływa mi łza. Jego słowa bardzo mnie dotknęły. 
- Mam kogoś. - odpowiedziałam łamiącym się głosem
- Więc to tak. W takim razie po co to wszystko. Staram się jak głupek, na nic...
- Spóźniłeś się. Mogłeś od razu wyciągnąć karty na stół, a nie udawać, że mnie nienawidzisz, i unikać jak ognia. Nie zasłużyłam sobie na to. Kochałam cię, bardzo, pokochałam od pierwszego słowa jakie do mnie powiedziałeś, ale nie byłam gotowa ci tego wyznać, bo traktowałeś mnie tak a nie inaczej, trzy lata darzyłam cię miłością. Wiesz jakie to uczucie wiedzieć, że ta miłość jest nieodwzajemniona? Oszukiwałam się, bo przecież ty mnie kochałeś, ale skąd mogłam to wiedzieć? Chyba już wyleczyłam się z ciebie. Za dużo nas poróżniło...Nie wiem czy ktokolwiek byłby wstanie sprawić abym zmieniła zdanie. - uświadomiłam sobie, że dalej go kocham, ale wiedziałam, że wyznanie mu tego byłoby zbyt niebezpieczne. - Nie kocham cię już - skłamałam. Ostatnio kłamstwa przychodziły mi z ogromną łatwością, jednak ich gorzki smak sprawiał, że czułam się podle.
- Ja wciąż będę cię kochał, i nie przestanę, nawet jeśli znikniesz, i już nigdy się nie zobaczymy. Wiem, że jeśli wyjdziesz, nie będę w stanie cię zatrzymać. Ale pozwolę ci odejść, bo jeśli kogoś się kocha to trzeba pozwolić mu na to aby był szczęśliwy, niekoniecznie z nami. Tak trzeba, tak będzie lepiej.
Coś we mnie pękło. W chwili kiedy zaczął swój monolog byłam już prawie gotowa wstać i wrócić na domówkę, ale mimo wszystko wysłuchałam go do końca, pozwalając dać upust emocjom. Łza leciała jedna za drugą. Usiadłam i czułam, że przywieram do ławki. Coś mnie przy nim trzymało. Jakaś siła. Zaczęłam mówić: - Tak będzie lepiej dla ciebie? - spojrzałam na niego
- Tak będzie lepiej dla nas - odpowiedział, po czym podniósł się. Również wstałam i oddałam mu bluzę. Zabrał ją ode mnie i założył, po czym odszedł. Jednak nie kierował się na domówkę. Szedł w zupełnie innym kierunku. Wracał do domu, zostawiając mnie samą pośrodku parku.

16.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 18

Dlaczego zawsze po każdej kłótni z Jankiem tak bardzo bolało mnie serce? Czy to prawdziwa miłość? Los wystawił nasze uczucia na próbę, zadrwił z nas...Ile zdołam jeszcze wytrzymać...? Gdzie jest granica? Czy ktoś kiedyś zdoła przerwać tą nić? A może sami nieświadomie, lub z braku siły by walczyć ją przetniemy? Nie miałam pojęcia. Odsunęłam te myśli na bok. Dziś miałam tylko jeden cel: Świetnie się bawić na domówce. Nie odzywałam się do Janka od wczoraj, po naszej jednej z poważniejszych kłótni. Liczyłam, że może on odezwie się pierwszy. Ostatni raz przejechałam czerwoną szminką po ustach, kiedy dostałam wiadomość. Ukazało mi się zdjęcie Janka, z podpisem. ''Skoro nasze spotkanie wydaje się być tak odległe, mam nadzieję, że wynagrodzę Ci to moim zdjęciem. Liczę na to samo z Twojej strony'
I to ma mnie niby przekonać? Mam udawać, że nic się nie stało? Czy on myśli, że jednym z kilku już wcześniej wysłanych zdjęć załatwi sprawę? Serce od razu podsuwało mi pomysł abym odesłała mu swoje zdjęcie, jednak rozum z całych sił odsuwał mnie od tego pomysłu. Wyłączyłam telefon. Włożyłam czarną spódnicę do kostek która odsłaniała złotą bransoletkę na lewej nodze, biały top, który sięgał mi do pępka, wiązany na szyi i czarne balerinki. Włosy porządnie rozczesałam i pozwoliłam aby swobodnie opadły na ramiona. W nowym kolorze prezentowały się niesamowicie. Uśmiechnięta otoczyłam się wonnym zapachem nowych perfum. Wychodząc z domu zarzuciłam na ramiona ramoneskę i jak zwykle przełożyłam sobie torebkę przez ramię. Po niecałej godzinie drogi byłam już na miejscu. Zadzwoniłam do drzwi. Po chwili moim oczom ukazała się Daria, ubrana w złotą średniej długości rozkloszowaną sukienkę i czarne wysokie szpilki, włosy związała w eleganckiego koka, z opaską. Makijaż był dopełnieniem tego wspaniałego wyglądu. Poczułam małe ukłucie w sercu, czyżby zazdrość? Mimowolnie widziałam w niej konkurentkę. Jednak kiedy przekroczyłam próg domu należący do jej rodziców szybko o tym zapomniałam i nawet zaczęłam ją lubić, nie dlatego, że widziałam korzyści wynikających ze znajomości z Darią, poprzez jej bogactwo, tylko dlatego, że poczułam się bezpiecznie, poczułam, że ta dziewczyna jest godna zaufania.
- Cieszę się, że przyszłaś. - Daria powitała mnie całusem w policzek. 
- Drobiazg, nie miałam serca ci odmówić - posłałam jej szczery uśmiech.
- Chodź do kuchni, napijemy się drinka
- Ok. - podążyłam za nią - A gdzie reszta? - zapytałam rozglądając się - Za cicho tutaj jak na domówkę - zauważyłam
- Jesteś pierwsza. Nie przejmuj się, zaraz wszyscy się zejdą.
- To może włączę muzykę - zaproponowałam. Poczułam się u niej swobodnie i nie miałam problemu ze znalezieniem pokoju w którym miała głównie odbywać się impreza, chociaż wszyscy wiedzą, że później i tak każdy rozproszy się po innych pomieszczeniach. Kiedy muzyka rozlegała się w całym domu wróciłam do kuchni. - Ile osób przyjdzie? - zapytałam, rozsiadając się na krześle.
- Hmm, będzie kilka osób z naszej klasy, wiesz, że nawet gdybym chciała, nie dogodzę wszystkim - na te słowa pokręciłam twierdząco głową, fakt nie wszystkim dzisiaj można dogodzić. - Niektórzy wpadną z osobą towarzyszącą. - dokończyła
- Mhm, spoko - odpowiedziałam, wypijając do dna całego drinka. 
Zapowiadał się szalony wieczór. Po dziesięciu minutach zaczęli schodzić się pierwsi goście. Witałam się z każdym promiennie, miałam wrażenie, że po raz pierwszy złapałam z kimś dobry kontakt, nie wspominałam dobrze relacji z ludźmi z poprzedniej szkoły, miałam uraz i wiedziałam, że szybko się go nie pozbędę. Ważne było to, że przełamałam lody. Jak to mówią: ''pierwsze koty za płoty''.
Czułam się w tym gronie naprawdę dobrze, rozglądnęłam się po pomieszczeniu i zauważyłam, że brakowało mi jednej twarzy, a mianowicie twarzy Artura. Od razu pierwszego dnia zauważyłam, że mają się z Darią ku sobie.
Udałam się do kuchni i uzupełniłam swoją szklankę o sporą ilość brązowej wysokoprocentowej cieczy z colą, uwielbiałam whiskey. Dodałam dwie kostki lodu. Mimo dudniącej muzyki i kilkunastu mieszających się ze sobą głosów zdołałam usłyszeć pukanie do drzwi. Bez zastanowienia poszłam otworzyć. Zastałam Artura, a za nim Maćka. Stanęłam jak wryta i nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. Kiedy po chwili wszystko wróciło do normy i znów odzyskałam oddech ogarnęła mnie złość. 
- Cześć Iza - powitał mnie Artur. Maciek stał kilka metrów dalej, zajęty swoim telefonem, nie zdołał mnie jeszcze zobaczyć, choć wiedziałam, że jego dzisiejsza obecność tutaj to sprawka Artura i na pewno przyszedł tu ze względu na mnie. 
- Cześć - odburknęłam oschle. - Co on tu robi? - zniżyłam głos
- Tak jak reszta przyszedł się napić i potańczyć. 
- Dobrze wiedziałeś, że nie chcę go widzieć, a mimo to zabrałeś go ze sobą.
- Przyszedłem do Darii a nie do ciebie. 
- Ale wiedziałeś, że też tu będę, przecież słyszałeś naszą rozmowę
- Nie dramatyzuj, będzie fajnie.
- Owszem, ale chyba dla ciebie - odpowiedziałam zdenerwowana, ominął mnie wyszczerzając zęby w uśmiechu, zaraz po nim wszedł Maciek. Zamknęłam za nim drzwi a on zaczął się we mnie wpatrywać.

14.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 17

Każda rozmowa z Jankiem była dla mnie z dnia na dzień gorsza. Coraz bardziej pragnęłam jego bliskości, dotyku, zapachu perfum...Tęsknota i pożądanie stawało się nie do zniesienia.
 Podczas każdej rozmowy starałam się nie poruszać tego drażliwego dla niego tematu. Jednak nie tym razem. Dzisiaj jest ten moment w którym nareszcie powiem mu dosadnie jak bardzo zależy mi na tym, by udowodnił mi swoją miłość.
 W trakcie dzisiejszej konwersacji postanowiłam przejąć stery i poruszyć ten temat.
- Chciałabym z tobą porozmawiać.
- Więc słucham.
Przełknęłam ślinę i przeszłam do sedna. - Uważam że powinniśmy się spotkać. - po drugiej stronie telefonu usłyszałam głośne westchnienie.
- Iza, rozmawialiśmy już na ten temat.
- Nie! Mam już dosyć tego wiecznego wgapiania się w telefon i odpisywania na SMS-y lub wiszenia ciągle na linii rozmowy. - wstrzymałam oddech, próbując się uspokoić. - Ja pragnę twojej bliskości, ujrzenia cię na żywo. Wtulenia się w twoje ramiona i poczucia zapachu twoich perfum! - wylałam swoje żale.
- Więc co ja mam zrobić?! - Pierwszy raz usłyszałam jak mówił do mnie podniesionym tonem, niemal krzyczał, a ja w jednej chwili zaczęłam sobie uświadamiać, że ja go wcale nie znam...Mimo, że wiedziałam jaki jest jego ulubiony kolor, jaki smak lodów lubi, jak nazwał psa a jak kota, imiona jego rodziców, ich miejsce pracy, jego dawną szkołę...wiem, jaki ma kolor oczu...znam jego hobby, których ma wiele...mimo, że znam jego lęki, wiem co go uszczęśliwia, a co nie, tak naprawdę nie wiedziałam o nim zupełnie nic...nie mogłam obserwować jego reakcji na dane sytuacje, nie mogłam widzieć jak cudowny ma uśmiech, nie mogłam usłyszeć bicia jego serca, choć wiedziałam że bije dla mnie...w moich oczach pojawiły się łzy, pozwoliłam im płynąć.
- No nie wiem, może przyjechać? - odpowiedziałam, kiedy tylko byłam w stanie znów mówić
- To nie jest takie proste.
- Jak zwykle. Nic dla ciebie nie jest proste bo chcesz zawsze utrudniać sobie życie. Nie próbujesz mnie zrozumieć.
- Jesteś niesprawiedliwa. - poczułam w jego glosie wyrzuty
- Ja? To ty nie liczysz się z moimi uczuciami.
- Iza! Jak mam wyjechać? Jak mam zostawić matkę samą z ojcem...
- Mama pewnie sobie poradzi... Są przecież pociągi, autobusy...mam dalej wymieniać? Czy to dla ciebie aż tak wiele?
- I mam wydać ponad 200 złotych na to by przyjechać do ciebie na godzinę? Wiesz dobrze jak jest u mnie z pieniędzmi. Nie mam ich pod dostatkiem na każdą moja zachciankę. Niedawno zmieniłem pracę, zacząłem od zera...
- Ja nie jestem zachcianką lecz twoja dziewczyną. - poczułam się urażona, przecież ja nie myślę tylko o sobie. Ja myślę o nas obojgu.
- To nie tak miało zabrzmieć. Po prostu musisz być cierpliwa i poczekać aż odłożę trochę pieniędzy. Wszystko w swoim czasie. Ale musisz mnie zrozumieć.
- Kochanie, ja nie chcę, żebyś przyjechał na godzinę...możesz nawet na tydzień, proszę cię...
- Iza, to ja cię proszę...nie drążmy już tego tematu.
 Tak właśnie kończą się nasze rozmowy na temat spotkania.
 Z dnia na dzień traciłam wiarę w jego miłość. Przecież nie można opierać się tylko na słowach.

12.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 16

Odnalazłam odpowiednią klasę i zajęłam miejsce w wolnej ławce. Nie rozglądałam się dookoła żeby nie pokazać przypadkiem że obserwuję osoby znajdujące się ze mną w jednym pomieszczeniu. Splotłam palce u rąk i wpatrywałam się w nie.
Zastanawiałam się przez chwilę jakby to było trzymać Janka za rękę. Czy miałby zimną dłoń, czy ciepłą? Czy splatał by palce od razu, czy dopiero wtedy kiedy ja pierwsza zacisnęłabym dłoń?
Dlaczego on nie chce się ze mną spotkać? Wiem że to tyle kilometrów ale przecież miłość powinna przezwyciężyć wszystko. Nie mam racji? Moje myśli wędrowały od jednego wątku do drugiego. Ilość pytań wciąż się zwiększała, a ja nie znałam na nie odpowiedzi.
 - Halo! - przed oczami miałam obraz rozmazanej dłoni.
- Co? - zapytałam wyrwana z rozmyśleń
- Pytałam czy to miejsce jest wolne. - stojąca naprzeciw mnie dziewczyna wskazała wolne krzesło obok mnie.
- Tak.
Zajęła miejsce koło mnie i spoglądając na mnie zaczęła się uśmiechać.
- Jestem Daria - wyciągnęła rękę w moją stronę
- Izabela - nieufnie chwyciłam ją i dyskretnie opuściłam na dół. Musiałam być bardziej czujna. Przyjrzałam jej się dokładniej. Burza kręconych blond włosów, ułożonych perfekcyjnie wskazywała na to, że pojawiła się w szkole prosto od fryzjera, gładka twarz była oznaką zadbania. Do tego szczupła, kształtna sylwetka. Miałam wrażenie, że ta dziewczyna dość różni się od reszty, w pozytywnym sensie. Nie robiłam sobie wielkich nadziei na to, że zostaniemy przyjaciółkami więc nawet przestałam jej słuchać kiedy zaczęła do mnie mówić. 
- Co ty na to? - zapytała, a ja nie wiedziałam o co chodzi - Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Dopytywała
- Przepraszam, zamyśliłam się - odpowiedziałam zawstydzona.
Speszona schowałam twarz w telefonie. Daria nie dawała za wygraną. Odłożyła mój telefon na ławkę i zwróciła moją uwagę na siebie. 
- Iza, słuchaj mnie uważnie. W sobotę robię imprezę integracyjną, żeby lepiej was poznać, wpadniesz? Adres prześlę ci przez telefon, jeśli podasz mi numer.
- Jasne. - wymieniłyśmy się numerami.
- Daj mi znać czy będziesz, zależy mi na tym, żeby przyszła większość klasy.
- Nie ma sprawy. Będziemy w kontakcie. - Uśmiechnęłam się do niej, a ona do mnie. 
- Ooo, Iza! - usłyszałam znajomy głos i odwróciłam się za siebie. Zobaczyłam Artura siedzącego za mną. 
- Hej - odpowiedziałam, wciskając na usta uśmiech. Jakoś specjalnie za nim nie przepadałam, również dlatego, że był przyjacielem Maćka, a ja nie chciałam o nim słyszeć, a tym bardziej go widzieć. Ale jeśli byłam teraz na niego skazana przez kolejne trzy lata, musiałam zacisnąć zęby i zacząć go tolerować. 
- Ale przypadek, tyle szkół w Opolu a my spotykamy się akurat w tej - zauważył i zmierzył mnie podejrzliwym wzrokiem. - Zmieniłaś się. Prawie cię nie poznałem. Farbowałaś włosy - zauważył
- Nie boję się zmian - odpowiedziałam pewnie
- Właśnie widzę - Teraz przeniósł wzrok na siedzącą obok mnie Darię, niemalże zjadał ją wzrokiem. Uważnie się jej przyglądał, po czym znów zwrócił się do mnie - W każdym razie, teraz będziemy spędzać ze sobą więcej czasu, możemy się lepiej poznać, w gimnazjum rzadko co się odzywałaś, do kogokolwiek.
- Te czasy już dawno minęły - odpowiedziałam bez emocji. Posłał mi ciepły uśmiech.
Po niecałych piętnastu minutach do klasy wszedł nauczyciel, prawdopodobnie nasz wychowawca. Zapoznał każdego z panującymi zasadami i opowiedział trochę o tym jak przebiegać będą nasze godziny wychowawcze. Wydawał się być przyjaznym nauczycielem. Klasa przypadła mi do gustu, lecz miałam nadzieję, że niebawem nasze relacje się polepszą, a okazją do tego była impreza u Darii. 
Po omówieniu wszystkich spraw mogliśmy udać się do domu co uczyniłam z rozkoszą.

8.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 15

Wakacje szybko mijały, wręcz zbyt szybko jak dla mnie. Dopiero co ukończyłam jedną szkołę i już miałam iść do drugiej. Czy byłam na to gotowa? I tak i nie.
 Zbyt długi czas, który spędzałam na bezczynnym włóczeniu się bądź przesiadywaniu w domu doprowadzał mnie do szału. Lekcje w liceum dodawałyby mi choć trochę zajęcia, w końcu nauka, odrabianie zadań, nowe znajomości.
 Podniosłam się z łóżka, w którym przeleżałam dzisiaj może z cztery godziny mojego nudnego życia i stanęłam przed lustrem.
 Zwyczajna ja, normalne włosy, zero makijażu, bo nawet to mi się już znudziło, ubrana schludnie i nie wyzywająco. Po prostu nudna dziewczyna, która nie zwraca na siebie uwagi.
 Czas na zmiany! - pomyślałam, przeglądając się w lustrze. Nowa szkoła, nowa Izabela!
 Wyjęłam z torebki bordowy portfel i przeliczyłam ostatnie kieszonkowe, a właściwie to to co z nich zostało. Na farbę starczy - Pomyślałam, zastanawiając się jakim kolorem potraktować moje włosy. Uradowana wybiegłam z domu. Pełna euforii starałam się nie zmienić swojego zdania.


***


 1 września, zmora każdego ucznia, jednak ja nie należałam dzisiaj do ich grona. Cieszyłam się na rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Stałam na środku korytarza i rozglądałam się wokół siebie.
  Po prawej stała grupka chłopaków, na pierwszy rzut oka dobrze wysportowanych. Zapewne to są sportowcy „naszej” szkoły, którzy będą zajmować pierwsze miejsca i zbiorą masę medali oraz złotych statuetek dla szkoły.
 Po lewej natomiast stała grupa pięciu dziewczyn. Każda na wysokich szpilkach, krótkich spódniczkach oraz półkilogramowym makijażem. Właśnie wyciągały podręczne lusterka z torebek i zaczęły się przeglądać.
- Pięknie, tapeciary. - pomyślałam w głowie i nie zaprzestawałam zapoznawania się w terenie.
 Kolejną grupą osób napotkanych przez mój wzrok byli kujoni. Siedzieli pod szafkami i już rozmawiali na temat sprawdzianów i kartkówek oraz tego, który w tym roku pobije swój wynik z diagnozy.
 Do której grupy będę należała ja? Dziewczyna o kruczoczarnych włosach, mocno podkreślonym ciemnym makijażu oraz septum w nosie. Spojrzałam na swój ubiór. Nic specjalnego. Granatowa koszula z czarnym łańcuszkiem, a do tego czarne, materiałowe przylegające spodnie. Na stopach nie widać było szpilek, a zwykłe czarne balerinki. Pierwszy raz poczułam się pewna siebie. Wiedziałam, że nie dam sobą pomiatać.
 Słysząc śmiech stojących Barbie, schowałam się w łazience z obawy, iż te śmiechy były kierowane do mnie. Jak na wyczucie w kieszeni rozeszły się wibracje mojego telefonu. Ujęłam go w rękę i ujrzałam napis „Kochanie”.
- Dzięki bogu. - wcisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Jak tam pierwszy dzień szkoły? - usłyszałam jego radosny głos.
- Koszmarnie. Nie wiem do kogo podejść i się odezwać. Nikt nie sprawia wrażenia, żeby chciał nawiązać znajomości. - żaliłam się mu.
- Spokojnie, weź dwa głębsze wdechy i idź śmiało przed siebie. Na pewno ktoś się znajdzie, aby się z tobą zaprzyjaźnić.
 Po słodkim pożegnaniu schowałam telefon do kieszeni i wyszłam na korytarz. Pech chciał, że w momencie, kiedy otwierałam drzwi ktoś natknął się i wcelował prosto w białe drzwi.
- Co jest?! - usłyszałam rozgniewany głos chłopaka.
- Przepraszam, nie widziałam cię. - spanikowana spojrzałam w jego oczy, które rozszerzył w zdumieniu.
- Następnym razem patrz się co robisz. - powiedział oschle i ruszył w kierunku stojących przy drzwiach sportowców.

5.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 14

Wieczorem byłam już w domu. Jak się okazało, w pustym domu. Nawet było mi to na rękę. Rozpakowałam torbę a rzeczy które z niej wyciągnęłam wrzuciłam do prania. Wzięłam gorący prysznic i przebrałam się w swoje ulubione luźne szare dresy i czarną szeroką bluzę z kapturem, na stopy włożyłam długie bawełniane skarpety. Zaburczało mi w brzuchu, przypomniałam sobie, że od rana nie miałam nic w ustach. Zeszłam na dół i pokierowałam się do kuchni, otwierając lodówkę. Wyciągnęłam mleko i nasypałam płatków do miski, zalewając białą cieczą. Przygrzałam je w mikrofali i wróciłam z powrotem na górę. Włączyłam laptopa logując się do czatu. Janek był aktywny, od razu do niego napisałam.
- Wreszcie w domu :)
- Cieszę się, zmęczona? - odpisał po kilku sekundach
- Niekoniecznie, całą drogę spałam
- A ja niedawno wróciłem z pracy i szczerze mówiąc nie jestem w najlepszym nastroju
- Dlaczego? Co się stało? - odpisałam
- Mój ojciec znów się awanturuje
- To coś poważnego?
- Znów się nachlał
- Nie pisałeś mi wcześniej, że pije
- A czym miałem się chwalić? Że mam ojca alkoholika?
- Przeszlibyśmy przez to razem...
- Ciekawe jak... Będę później. Idę pojeździć na desce
- Kiedy wrócisz?
- Nie wiem, odezwę się
- No dobrze...To pa...
- Cześć.
Po chwili był już w trybie offline. Zastanawiałam się, jak mu pomóc, jednak wiedziałam, że to bez sensu, skoro nie ma mnie przy nim. Westchnęłam i również wylogowałam się z czatu.Dokończyłam jeść płatki i odstawiłam pustą miskę na biurko. Opadłam na poduszki i pogrążyłam się w myślach. Dlaczego musiał być tak daleko ode mnie? Przecież mógłby jakoś przyjechać...Nawet na tydzień. Spotykalibyśmy się raz na dwa miesiące, lub częściej...Ale ja sama nie miałam odwagi udać się w tak daleką podróż, liczyłam na to z jego strony. Postanowiłam, że kiedy tylko się do mnie odezwie poruszę ten temat. Muszę wiedzieć na czym stoję. Przymknęłam oczy. Zadzwonił po dwóch godzinach wyrywając mnie ze snu.
- Spałaś? - zapytał zmartwiony - Nie chciałem cię obudzić
- Nic się nie stało, cieszę się, że znów słyszę twój głos
- Stęskniłem się za tobą
- Ja też, już wszystko w porządku?
- Tak, przepraszam...ale czasami tracę nad sobą kontrolę, nie potrafię pogodzić się z moim losem
- Nie zawsze jest tak, jakbyśmy tego chcieli... - chciałam go jakoś pocieszyć
- Gdybyś była obok, wszystko byłoby łatwiejsze
- Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciała...Może byśmy mogli to zrealizować? Spotkamy się?
- To nie jest takie proste Iza. Ja pracuję, a po za tym jestem w trakcie robienia prawa jazdy. No i to strasznie daleko...
- Są pociągi, cokolwiek. Choćby na tydzień. Strasznie za tobą tęsknię. To dziwne, skoro nigdy cię nie widziałam, ale czuję jakby łączyła nas jakaś nic, której nie można w żaden sposób przerwać.
- Musimy być cierpliwi, obiecuję, że się spotkamy, ale nie mogę ci powiedzieć kiedy, bo nie wiem tego. - Między nami zapadła chwilowa cisza. - Coś ci wyślę, dobra? - zapytał
- Jasne, co takiego?
- Zobaczysz
Po chwili pobrałam załącznik. Moim oczom ukazał się cross
- Jeździsz nim? - z powrotem przyłożyłam telefon do ucha.
- Niee, ale zamierzam. Zbieram na niego.
- Ile ci jeszcze brakuje?
- Sporo, ale wiem, że w końcu na niego uzbieram i będę mógł spełnić moje marzenie
- Jakie?
- Jak będę miał już to cacko to ci powiem
- Oj no nie bądź taki tajemniczy
- Dowiesz się w swoim czasie - droczył się ze mną.
Zapowiadała się kolejna długa noc, z telefonem przy uchu. Mówiłam już, że uwielbiam z nim rozmawiać?

2.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 13

To nie był przypadek, że kolejny raz los postawił przede mną tę małą dziewczynkę. Tym razem była wśród koleżanek, jednak kiedy tylko mnie zobaczyła opuściła towarzystwo i przybiegła do mnie, wołając:
- Izaaa!
- Cześć Zosiu, znów się spotykamy.
- Taaaaak, przyszłaś mnie odwiedzić? - zapytała widząc mnie znów z torebką przewieszoną przez ramię i czekoladą którą trzymałam w ręce, od dawna nie jadłam nic słodkiego.
- Właściwie to nie...- ''do końca'' dokończyłam w myślach, widząc jak rzednie jej minka. Wyczuła moje zakłopotanie. Od razu się poprawiłam. - Właściwie to masz rację, przyszłam cię odwiedzić - Odpowiedziałam najwiarygodniej jak potrafiłam wręczając Zosi czekoladę, na jej twarzy znów pojawił się uśmiech
- A skąd wiedziałaś gdzie będę?
- Po prostu - uśmiechnęłam się, przełykając kłamstwo
- Super, że jesteś, pójdziemy się przejść? - zapytała łapiąc mnie za rękę
- A twoja mama nie będzie miała nic przeciwko? - zwróciłam się do niej, schylając odrobinę aby mniej więcej być z nią na tej samej wysokości wzroku
Dziewczynka chwilę się zamyśliła, posmutniała, spoglądając w stronę kobiety która wczoraj po nią przyszła, i bacznie mnie obserwowała. Zosia również spojrzała w jej stronę po czym zwróciła się do mnie: To nie jest moja mama...
- Nie? - zdziwiłam się - W takim razie kim jest?
- Moją opiekunką... Bo ja nie mam prawdziwych rodziców...Ani prawdziwego domu...
- Jak to?
- Jestem z domu dziecka...
W tym momencie poczułam, jak bym dostała w policzek...Jak ktoś mógł porzucić tak wspaniałą dziewczynkę jaką była Zosia? Nie mogłam tego zrozumieć.
- Nie martw się, na pewno znajdziesz mamę zastępczą
- Zostaniesz nią?
Poczułam jak ból ściska mnie za gardło. Przez chwilę nie mogłam wydusić z siebie słowa. Łza spłynęła mi po policzku. Wiem doskonale, co czuła ta mała. Obie byłyśmy w podobnej sytuacji, tyle że ja miałam dom, pomijając już że rodziców prawie wcale, mimo że ze mną mieszkali.
- Wrócę po ciebie - wydusiłam z siebie. - Tylko na razie to niemożliwe. Obiecuję, że wrócę po ciebie Zosiu i zamieszkamy razem.
- Naprawdę obiecujesz? -  mała wyciągnęła małego palca i przysunęła do mnie dłoń abym złożyła jej obietnicę również przykładając swojego palca i splatając z jej, na znak przysięgi.
- Obiecuję - Splotłam swojego piątego palca z Zosi. Jej oczy się rozpromieniły, a na twarz wkradł się szeroki uśmiech od ucha do ucha. Mocno ją do siebie przytuliłam. Nagle przed nami zmaterializowała się jej opiekunka.
- Zosiu, dołącz do swoich koleżanek, dobrze? Ja zaraz przyjdę
- Dobrze - odpowiedziała mała i wyswobodziła się z moich objęć. - Do zobaczenia!
- Do zobaczenia - uśmiechnęłam się, kiedy tylko oddaliła się do innych dzieci, wyprostowałam się i spojrzałam na kobietę. Przez chwilę milczała, aby zaraz potem zacząć rozmowę.
- Zosia cię polubiła - patrzyła mi w oczy
- Ja ją też, to cudowne dziecko.
- Oj tak, Zosia jest wyjątkowa, i jak na swój wiek mądrzejsza od swoich rówieśników
- Jak znalazła się w domu dziecka? - byłam ciekawa
- Jej rodzice byli alkoholikami i to że znalazła się u nas to właściwie jedyne słuszne wyjście, było pewne, że się nie zmienią...Sąd poradził im terapię, ale nie dawała skutku, nawet nie starali się choć trochę, zero wyrzutów sumienia, skruchy...Więc odebrał im prawa rodzicielskie i tak Zosia trafiła do domu dziecka. Miała wtedy trzy latka. Rok temu zaczęła dopytywać o swoich rodziców, wytłumaczyłam jej tylko tyle ile powinna wiedzieć. Pogodziła się z tym, ale uważa, że rodzice jej nie chcieli. Może to dobrze, ehh, nie wiem sama... - Kobieta westchnęła
- Nikt nie chce jej zaadoptować?
- Niestety, nikt do tej pory się po nią nie zgłosił
- Ja to zrobię - niczego nie byłam w życiu pewna jak tego
- A ma pani skończone osiemnaście lat?
- Niestety nie, dopiero za rok... - posmutniałam
- Więc proszę tu wrócić za rok, lecz sama pełnoletniość nie wystarczy. Oprócz tego musi posiadać pani stałe dochody i mieć godne warunki do życia przystosowane dla dziecka.
- Póki co nie mam niczego - czułam jak ogarnia mnie złość
- Adopcja nie jest taka prosta, to długi proces, na który również składają się kontrole z Opieki Społecznej
- Naprawdę nic nie da się zrobić? Czuję, że to właśnie ja powinnam to zrobić, że jestem za to odpowiedzialna, świetnie ją rozumiem...
Kobieta tylko pokręciła przecząco głową
- Przykro mi... Na ten moment nic nie mogę zrobić. Ale jeśli pani chce, może ją pani odwiedzać.
- To raczej nie będzie możliwe,bo ja... nie jestem stąd
- Gdzie pani mieszka? - Kobieta trochę posmutniała
- W Opolu, jestem w Gdańsku na wakacjach i jutro wracam.
- Przynajmniej ma pani chęci, ale w tym wypadku mam związane ręce. Miło było panią poznać, do widzenia - Starsza kobieta wyciągnęła do mnie rękę, uścisnęłam ją i z rozżalonym sercem wróciłam do hotelu.

***

Po spotkaniu z Zosią i z jej opiekunką byłam tak zdołowana, że nic nie potrafiło poprawić mi humoru. Z żalem otworzyłam swoją pustą torbę i przystąpiłam do pakowania swoich rzeczy. Byłam tak pochłonięta tą czynnością, że nie zauważyłam że mój telefon od kilku minut nieustannie dzwonił. Przerwałam pakowanie a koszulkę niedbale rzuciłam obok torby, podeszłam do szafki na której leżał telefon, podłączony do ładowarki. Odłączyłam ją. Serce podskoczyło mi do gardła kiedy ujrzałam kto dzwonił. Miałam mieszane uczucia. Niepewnie odebrałam przychodzące po raz kolejny połączenie. 
- Halo?
- Odebrałaś. Ciężko się do ciebie ostatnio dodzwonić. - Na dźwięk tego wspaniałego głosu zapomniałam o wszystkim...
- Przepraszam, tyle się dzieje...
- Może mi opowiesz? 
- Niee, innym razem - odpowiedziałam niemal natychmiast
- Jak tam na wakacjach? - Głos Janka był teraz spokojny... chciałam słuchać go bez przerwy
- Super, pierwsze prawdziwe wakacje, ale wolałabym spędzić je z tobą - westchnęłam 
- Wiesz, że to niemożliwe.
Niestety wiedziałam i nie chcąc ciągnąć dalej tematu zaczęłam kolejny.
Rozmowa przeciągnęła nam się do rana. Uwielbiałam z nim rozmawiać. Znów w mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy z naszym WSPÓLNYM udziałem. Wyobrażałam sobie nasze pierwsze spotkanie. Czy czułabym stres? A może podekscytowanie? Ciężko mi było teraz o tym mówić, nie miałam pojęcia jakbym się zachowała...Spojrzałam na zegarek, dochodziła siódma rano, zmęczona zamknęłam oczy kiedy tylko skończyliśmy rozmawiać i śpiąca pogrążyłam się we śnie. Obudziło mnie pukanie do pokoju.
- Halo? Iza?! Jesteś tam?! - usłyszałam wołanie Marysi
Nie miałam siły zwlec się z łóżka, niechętnie wstałam i przekręciłam klucz w zamku otwierając drzwi
- Co jest? - zapytałam, ziewając
- Wiem, że są wakacje, ale nie wiem czy pomyślałaś o tym, że za chwilę kończy nam się doba hotelowa - Marysia była wyraźnie podenerwowana
- Tak? A która godzina?
- Trzynasta - uniosła do góry rękę, na której widniał zegarek
- O kurczę, nie wiedziałam, że jest tak późno.
- Zbieraj się, niedługo musimy opuścić hotel i oddać klucze.
- Dobra, za godzinę będę gotowa.
- Pośpiesz się - zmierzyła mnie wzrokiem i opuściła pokój, zostawiając mnie samą.