zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
12.12.2018
PERFECTION 47
Pierwszy raz obudziłam się bez przedzierających się promieni słońca, czy budzika. Objęta ramieniem chłopaka czułam bijące ciepło, które blokowało dostęp chłodnego powietrza.
Zjechałam wzrokiem na jego rękę. Trzymał ją delikatnie dotykając mojego brzucha. Wspomnieniami wróciłam do wczorajszej nocy, kiedy kładł głowę na moim brzuchu i rozmawiał z małą perełką. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie i postanowiłam nie budzić mojego większego skarba.
Delikatnie ucałowałam jego policzek, który pokrywał dwudniowy zarost i opatulając się w jego bluzę, założyłam białe vansy i opuściłam namiot.
Przy ognisku siedziała Megan. Chyba tez nie mogła spać, bo zaczęła zbierać wczorajsze śmieci.
- Pomogę Ci. - zaoferowałam zachrypniętym głosem.
- Chyba wczoraj trochę przemarzłaś. - zauważyła.
- To nic, wezmę w domu jakieś tabletki i mi przejdzie.
- Chyba nie często przebywasz na takich spotkaniach. - zauważyła wrzucając papierowe talerzyki do worka.
- Nie ukrywam, że był to mój pierwszy raz.
- Widać. Ludzie tacy jak Ty, zapewne uważają to za stratę czasu. Bez obrazy. - posłała mi ciepły uśmiech.
- Ludzie tacy jak ja, czyli ktoś, kto prowadzi swój biznes i ma pieniędzy pod dostatkiem? -mówiłam nieurażona jej słowami.
Speszona nie wiedziała jak ubrać kolejne słowa.
- Spokojnie, nie mam Ci tego za złe. Zwyczajnie chciałam powiedzieć, że ludzie odnoszący sukcesy, nie zawsze są zapatrzonymi w siebie ludźmi, dla których nie liczy się ciepło rodzinne. Owszem praca jest ważna, jednak jak widzisz potrafię również bawić się w towarzystwie innych.
-Nie chciałam Cię urazić. - spuściła wzrok.
- Nie uraziłaś. Tylko nie każdy stereotyp jest prawdziwy. - przyznałam kończąc temat.
- Wiesz... - zaczęła niepewnie. - Kiedy widziałam Cię w twoim sklepie... - mówiła, a ja wiedziałam już do czego zmierza. - Byłaś wtedy…eem…co się właściwie wtedy stało? - w końcu wydusiła to z siebie.
- To trochę długa historia. - której nie zamierzałam opowiadać.
- Mamy czas. - w tym momencie z namiotu wyszedł Levi.
W duchu dziękowałam mu za takie wyczucie czasu.
- Jednak nie. - posłałam jej przepraszające spojrzenie, lecz tak naprawdę cieszyłam się.
- Tu mi uciekłaś. - objął mnie w pasie i ucałował policzek.
Nie znając takich publicznych pieszczot, czułam się niekomfortowo, jednak Megan to nie wzruszyło. No tak w końcu to dwa różne światy.
- O, wszyscy już na nogach? - zauważyła gospodyni rodziny. - A gdzie Elec i Tony?
- Poszli na spacer, wiesz jak to z nimi jest. - oznajmiła Megan.
Po kilku sekundach poczułam palące spojrzenie starszej kobiety. Nie było to złowrogie spojrzenie, lecz czułam się tym lekko poirytowana.
- Spójrz Meg. - chwyciła blondynkę za rękę. - Widzisz to? - wskazała na naszą dwójkę. - Levi jeszcze nigdy tak nie promieniował radością.
Spojrzałam na wtulonego we mnie chłopaka. Faktycznie na jego twarzy ciągle widniał uśmiech, jednak nie pomyślałam, że to mogła być jakaś nowość.
- Mamo, widzisz w końcu co robi miłość? Levi zwyczajnie się zakochał.
Obie wróciły do swoich obowiązków, a ja zajęłam się małą rudą dziewczynką.
29.11.2018
PERFECTION 46
Wspólny wieczór mijał nam w przyjemnej atmosferze. Nim się obejrzałam wybiła godzina 21:00. Zrobiło się chłodno i ciemno. Odeszłam od towarzystwa z zamiarem wyciągnięcia z samochodu jakiegoś ciepłego ubrania, kiedy obok mnie pojawił się Levi.
- Zmarzłaś? - potarł moje ramiona, a następnie nachylił się do bagażnika i wyjął granatową bluzę. - Załóż ją.
Posłusznie włożyłam na siebie ubranie i rozłożyłam ręce.
- I jak?
- Idealnie. - objął mnie w pasie i ucałował czubek głowy.
- Ej! Co wy tam robicie? Wracajcie do nas! - usłyszeliśmy krzyki dobiegające od stolików, a nam nie pozostało nic innego jak wrócić do pozostałych.
Byłam już w połowie drogi, kiedy poczułam uścisk na ręce. Przeniosłam wzrok na właściciela ściskanej dłoni, którym okazał się znany mi chłopak.
- Możemy porozmawiać? - spojrzałam w kierunku dobrze bawiącego się Leviego.
- No dobrze.
Posłusznie szłam za wysokim mężczyzną, aż reszta rodziny całkowicie zniknęła mi z punktu widzenia.
- W co Ty grasz? - zapytał przystając.
- Nie rozumiem. - byłam zdezorientowana.
- Nie kłam. Przecież doskonale wiem, że jesteś mężatką. Sam wynajmowałem Ci salę.
- Tony, to wszystko jest skomplikowane. - westchnęłam.
- Levi, jest wrażliwym chłopakiem. Szybko przywiązuje się do ludzi.
- Wiem o tym. - spojrzałam na niego rozżalonym wzrokiem.
- Nie potrzeba mu teraz zmartwień i zawodów sercowych, kiedy rozkręca swoją karierę. Taki nic nie znaczący romans może wpłynąć na niego źle. Zniszczyć jego przyszłość. Pomyślałaś o tym? Czy może nadal myślisz tylko o sobie?
- To nie tak! Ja go naprawdę kocham. To nie jest nic nie znaczący romans. - wybuchłam nie martwiąc się o to, że ktoś nas usłyszy.
- A jak inaczej to nazwać? Masz męża! Czy to nie oznacza, że Levi jest Twoim kochankiem?
- Nie, już nie. - mój głos ponownie brzmiał spokojnie. - Rozwodzę się.
- W takim razie na co było to wszystko? - nie dowierzał mi.
- Wszystko okazało się być nie takim jak powinno. Ale to nie ważne. Możesz być spokojny. Levi nie ucierpi. - wypowiedziałam te ostatnie słowa i nie czekając na niego wróciłam do zebranych gości.
- Gdzie byłaś? - brunet zmaterializował się obok mnie, obejmując ramieniem.
- Tony pokazywał mi okolicę. Tu jest naprawdę pięknie. - pierwszy raz poczułam ukłucie w sercu.
Musiałam go skłamać. Jak mogłam powiedzieć mu o tym, że jego brat panicznie boi się o jego uczucia?
Wszyscy zebrani przenieśli się do rozpalonego ogniska, gdzie Elec wraz ze swoją córeczką nabijali na patyk kiełbaskę i smażyli ją w ogniu. Tuż do nich dołączyła piękna blondynka i najstarszy brat. Cała rodzina dogadywała się, czuli ciepło rodzinne, znali je i przelewali na swoje nowe rodziny. Ja nie czułam tego. Nikt nie nauczył mnie miłości i rodzinnego spędzania czasu. Kiedyś gdy byłam małym dzieckiem rodzice spędzali ze mną czas. Wspólne wakacje i obiady. Jednak z biegiem lat wszystko minęło.
- Van, chodź do mnie! - zawołała mała, rudowłosa istota.
Posłusznie kucnęłam przy niej, a ona podała mi kijek z nabitą kiełbaską. Pierwszy raz poczułam się częścią rodziny.
27.11.2018
PERFECTION 45
Przygotowania zajęły nam trochę czasu, na szczęście nie musieliśmy szykować jedzenia, które wcześniej przyrządziła matka Leviego. Wyręczyła nas tym, bo zapewne nie uwinęłybyśmy się do godziny 18:00.
Odszukałam wzrokiem chłopaka, który kończył rozbijać namiot. Nie wzbudzając podejrzeń podeszłam do niego i zawiesiłam na plecach.
- Wzięło Cię na czułości? - zaśmiał się odwracając twarz w moją stronę.
- Może troszkę. - odwzajemniłam uśmiech, jednocześnie przybliżając swoje usta do jego.
- Ta ciąża chyba Ci służy. - szybkim ruchem skradł mi całusa.
- Skończyłeś już? - zajęłam miejsce koło niego.
- Tak, nasze małe gniazdko na dziś uwite. Sprawdź. - wskazał ręką, abym weszła.
Posłusznie wykonałam polecenie i wcisnęłam się do wnętrza namiotu. Nie zbyt ciepło, brak miękkiego materaca, mało miejsca, ale mimo to czułam się tu przyjemnie.
- I jak? - brunet znalazł się obok mnie.
- Nie jest jak w domu, ale źle też nie jest. - przyznałam siadając na znajdującą się tu pościel.
- Nigdy nie byłaś na biwaku, prawda? - kiwnęłam twierdząco głową.
- Rodzice nie uznawali takich rzeczy. Mówili, że nie zamierzają tracić czasu na takie bezsensowne przesiadywanie i marznięcie. Kiedy w szkole organizowali różne wyjazdy, czy zielone noce, nie jeździłam na nie. Mówili, że to nie jest odpowiedni sposób na podróżowanie. Na nie trzeba zarobić i wybrać się samemu z rodziną, na które oczywiście we trójkę jeździliśmy. Do czasu.
- Ze mną spróbujesz wszystkiego. - muskał dłonią mój policzek.
- Skąd wiedziałeś, że nie byłam nigdy na biwaku?
- Bo wlazłaś tutaj w butach. - zażartował na co oboje wybuchnęliśmy śmiechem. - Jesteś taka piękna. - ujął moją twarz w swoje dłonie.
- Tak? - przełknęłam głośno ślinę, wpatrując się w jego piękne, czerwone usta.
- Pragnąłem tego od kiedy tylko tu przyjechaliśmy. - nie zwlekając zatopił się w głębokim pocałunku.
Ponownie czułam smak tych ust, ciepło bijące z jego dłoni, dotykających moich policzków i mrowienie między nogami. Wiedziałam co to znaczy. Moja kobiecość domagała się pieszczot, które tylko on mógł zapewnić. Głos ze środka błagał bym wypowiedziała te słowa, na które wspólnie zatopilibyśmy się w spełnieniu. Wiedziałam jednak, że to nie odpowiednie miejsce i pora na takie zabawy.
- Wujek! - na dźwięk głosu siostrzenicy chłopaka oderwaliśmy się od siebie, jakby przyłapała nas na czymś niedozwolonym.
- Słucham Abby? - dotknął palcami swoich warg, które połyskiwały moją śliną.
- Tata Cię szuka. - mówiła przyglądając mu się. - Dlaczego masz szminkę na ustach? -wskazała na jego wargi na co wybuchnęłam śmiechem.
- Twojemu wujkowi spodobał się błyszczyk, który masz na ustach i chciał zobaczyć czy jemu będzie pasował.
- Wujku, chłopcy się nie malują. - zaśmiała się i zniknęła.
- Właśnie wujku. - Potwierdziłam, na co brunet przeniósł rozbawione spojrzenie w moją stronę. Ostatni raz mnie pocałował i wyszedł z namiotu.
21.11.2018
PERFECTION 44
Po spakowaniu potrzebnych rzeczy, ubrałam się w czarne, długie spodnie i zieloną koszulę. Związując w przelocie włosy w wysokiego kitka, zbierałam torebkę i telefon. Levi czekał na mnie w samochodzie. Rozbawiony moim niewyrobieniem się z czasem wpatrywał się we mnie.
- Kochanie, przecież oni poczekają na nas. - mówił kiedy usadowiłam się na miejscu pasażera.
- I tak nie chcę się spóźnić. - oparłam się o siedzenie.
- Może chcesz prowadzić? - zapytał odpinając pas kierowcy.
Nie czułam potrzeby, by mu odmawiać, dlatego posłusznie zajęłam jego miejsce.
Sprawnie wjechałam na podwórko rodziców Leviego. Czułam skrępowanie ponownie witając w ich posiadłości. Byli to przyjemni, ciepli ludzie, którzy promieniowali radością i akceptowali każdego. Mimo wszystko bałam się co tak naprawdę mogą o mnie myśleć.
- Widzę, że mamy nowego kierowcę. - gospodyni domu zaczęła temat. - Witaj dziecko. -objęła mnie, tak jak kiedyś robiła to moja mama.
- Witam. - odwzajemniłam uścisk.
- No to cała rodzina jest w komplecie. Tony i Elec czekają na miejscu. - poinformowała Megan.
- W takim razie jedziemy. - zawtórował jej Levi.
- Ale Levi. - zatrzymałam go. - Nie znam drogi.
- Ja poprowadzę. - musnął czubek mojego nosa i usiadł na miejscu kierowcy.
Nie pozostało mi nic innego jak zawtórować mu. Zapięłam pas i zdjęłam białe vansy po czym wygodnie usadowiłam się na fotelu.
Po kilku godzinach byliśmy na miejscu. Uradowany chłopak wyszedł jako pierwszy nie wyjmując nawet bagaży, które nam przyszykowałam. Zapewne nie będą nam potrzebne, bo już rano nas tu nie będzie, ale wolałam być przygotowana.
Wysiadłam z samochodu i wolnym krokiem kierowałam się w stronę ludzi szykujących zastawę na drewniane stoły.
- Nie przejmuj się. Zawsze gdy tu przyjeżdżamy Levi zapomina o otaczającym go świecie. -poinformowała mnie siostra chłopaka. - Elec zresztą też. - pokręciła przecząco głową, przez co jej burza blond włosów opadła na twarz.
Jak tak piękna dziewczyna mogła nie uporządkować włosów w takie miejsce?
Taka myśl przeleciała mi przez głowę.
- Chodź. - wyciągnęłam w jej kierunku rękę.
- Dokąd? - była rozbawiona
- Chcę Ci coś pokazać.
Posłusznie ruszyła za mną. Wskazałam jej gdzie ma usiąść i wyjęłam z bagażnika kosmetyczkę. Na jej widok dziewczyna wybuchła melodyjnym śmiechem.
- Zabrałaś to tutaj?
- Jak widzisz, jednak się przydała. - zaczęłam robić jej delikatny makijaż, a następnie upięłam włosy w wysokiego koka. - Teraz na pewno będzie Ci wygodniej, a makijaż doda Ci uroku. - wyjęłam kilka pasemek włosów, aby opadały koło jej uszu.
Nie zajęło dużo czasu, aż obok nas zjawiła się Abby. Rudowłosa dziewczynka, zachwyciła się widokiem mamy i również poprosiła o uczesanie i pomalowanie jej. Oczywiście zgodziłam się i nie minęła chwila nim dziewczynka miała pięknie upięte włosy i pomalowane błyszczykiem usta. Uradowana podbiegła do swojego taty, który stał w towarzystwie Leviego i jego brata.
- Abby, kto Cię tak pięknie uczesał? - Elec kucnął naprzeciw dziewczynki.
- Vanessa, prawda że jest zdolna? - chwaliła dziewczynka.
- Prawda.
W tym momencie uchwyciłam spojrzenie Leviego, który uradowany wpatrywał się we mnie, puszczając mi przy tym oczko. Drobny gest, a sprawił, że moje serce zaczęło szybciej bić.
Czy kiedyś przestanę tak reagować?
17.11.2018
PERFECTION 43
Kolejny tydzień minął spokojnie i szybko. Dawne dni poszły w niepamięć pozostawiając szczęśliwe, spędzone u boku wymarzonego chłopaka.
Właśnie kończyliśmy myć naczynia po wspólnym śniadaniu, kiedy po domu rozległ się dźwięk dzwonka. Zdziwieni spojrzeliśmy na siebie. Żadne z nas nie spodziewało się gości.
- Pójdę otworzyć. - poinformował mnie wycierając mokre dłonie.
W ciszy dokańczałam myć naczynia, jednocześnie próbując dosłyszeć kto mógł zaszczycić nas, lub Leviego odwiedzinami.
- Wow, Levi co to za porządek? Przecież Ty nigdy nie sprzątałeś. - usłyszałam zaskoczony głos siostry chłopaka.
Akurat kiedy wycierałam ręce, dziewczyna weszła do kuchni.
- To wszystko wyjaśnia. - była mniej zdziwiona moim widokiem niż ostatnim razem.
- Moja wina. - posłałam jej ciepły uśmiech.
Bez słowa przytuliła mnie do siebie. Nie wiedziałam do końca jak się zachować, jednak odwzajemniłam to.
- Tak się cieszę, że z Tobą już wszystko w porządku. - zbagatelizowałam jej słowa i próbowałam zmienić jakoś temat.
- Kawę, herbatę?
- Nie. Właściwie to przyszłam powiadomić Ciebie, a raczej was... - przeniosła swój wzrok na mnie. - Jedziemy dzisiaj na biwak.
- Naprawdę? To już? - Levi wydawał się być zdziwiony.
- Jaki biwak? - postanowiłam wtrącić się do rozmowy.
- Levi nic Ci nie mówił? - spojrzała na niego złowrogim wzrokiem. - Co roku nasza rodzina organizuje wyjazd nad jezioro. Rozbijamy tam namioty i robimy ognisko i inne fajne rzeczy. To tradycja rodzinna. Teraz należy i do Ciebie. - wyjaśniła blondynka.
- Więc chyba powinniśmy się pakować. - skierowałam swoje słowa do Leviego.
- Przyjedziecie? - zapytała pełna nadziei.
- Oczywiście. - odpowiedziałam za chłopaka, który nie do końca był zadowolony.
- W takim razie będziemy czekać na was u rodziców.
Pożegnała się z nami i po dwóch minutach nie było jej już. Od jej wyjścia chłopak nie podszedł do mnie ani razu. Uraziłam go czymś, tylko dlaczego nie powiedział mi o co chodzi?
- Levi... - podeszłam do niego, jednak on nie reagował.
Poczułam ścisk w miejscu gdzie znajduje się serce. Jeszcze nigdy brunet nie był na mnie zły.
- Przepraszam. - wydukałam, nie do końca wiedząc za co.
- Dlaczego zgodziłaś się na ten wyjazd?
- Przecież to Twoja rodzinna tradycja. Dlaczego miałbyś zaprzepaścić ją z mojego powodu?
- To Megan powiedziała mi o Twoim stanie, gdyby nie ona zapewne nie zabrałbym Cię stamtąd. Ona będzie dochodziła do tego kto Ci to zrobił, będzie wypytywać Cię o tą sytuację. Chcesz tego? - spojrzał w moje oczy z bólem.
- Chcę Twojego szczęścia. Chcę, żebyśmy byli normalną rodziną, nawet jeśli ma to oznaczać przyznanie się do wszystkiego.
Chłopak objął mnie mocno i ucałował czubek mojej głowy. Czułam to ciepło bijące od niego. Czułam przy nim swój nowy dom.
10.11.2018
PERFECTION 42
Minął tydzień od kiedy mieszkam z Levim. Pierwszy raz czuję się bezpiecznie i co najważniejsze jestem szczęśliwa. Wsparcie w postaci bruneta jest dla mnie ogromną podporą w życiu. To on namówił mnie na wizytę u lekarza, która musiała nadejść, lecz zapewne bez niego nigdy bym się nie odważyła tam pójść. Nie bałam się lekarza, jednak strach pojawił przed świadomością, że to dziecko należy do Vanca.
Doskonale wiedział, że to jego dziecko nosze w sobie. W każdej chwili mógł przyjść i domagać się praw do niego, zwłaszcza że byłam jego żoną.
- Gotowa? - zapytał zakładając na ręce niebieską kurtkę.
- Tak. - zarzuciłam torebkę na ramię.
- W takim razie zapraszam. - uchylił drzwi wskazując ręką, że mam pierwszeństwo.
Z uśmiechem na ustach zajęłam swoje stałe miejsce w srebrnej audi i zapięłam pasy. Z drżącymi rękoma wpatrywałam się w mijające budynki i samochody. Nie powinnam się stresować, w końcu to tylko zwykła wizyta u lekarza. Levi widząc moje zdenerwowanie podgłośił radio i zaczął śpiewać. Nie potrafiłam nie zareagować na ten dźwięk. Od razu na moje usta wkradł się uśmiech.
- Levi, przestań. - w całym samochodzie rozszedł się dźwięk mojego śmiechu.
- Uwielbiam Twój śmiech. - ujął moją dłoń i ucałował ją.
Reszta drogi minęła nam spokojnie. Kiedy usiadłam w poczekalni, czekając na swoją kolejkę, obawy powróciły. Ponownie poczułam strach zbierający się we mnie.
Czy tak będzie już zawsze?
- Następny. - usłyszałam wołanie lekarki.
- Chodź. - chłopak chwycił mnie za rękę.
Oboje przekroczyliśmy drzwi gabinetu. Po wstępnej rozmowie lekarka kazała położyć się na łóżku. Odsłoniłam brzuch, na który młoda kobieta nałożyła zimny żel. Po niezbyt długiej chwili widziałam na zdjęciu moje maleństwo. Co prawda nie było ono zbyt widoczne, jednak ja w tej małej kropeczce widziałam moją ukochaną perełkę.
- Levi, widzisz to? - chwyciłam jego dłoń.
- Tak. Widzę. - nie odrywał wzroku z monitora.
- To dopiero trzeci miesiąc. - poinformowała nas lekarka. - Ale gratulacje, dziecko rozwija się dobrze. Może Pani poprawić bluzkę. - starła resztę zimnego płynu. - Następną wizytę przewiduję za dwa miesiące. Powinno być już widać płeć dziecka. - mówiła z uśmiechem.
Wypełniła jeszcze kilka papierków i podała nam wydrukowane zdjęcie dziecka, po czym mogliśmy opuścić gabinet. Czułam jak wszystkie złe emocje upływają ze mnie, a z ust nie schodzi uśmiech. Cieszyłam się, że dałam poczęcie tak wspaniałej istotce. Co prawda nie jest to tylko moje dziecko, ale również Vanca, lecz mimo to cieszyłam się.
Ku mojemu zaskoczeniu, Levi podniósł mnie i obrócił wokół naszej osi.
- Z czego się tak cieszysz? - zapytałam kiedy postawił nas na ziemi.
- Będziemy razem wychowywać to maleństwo. Będę ojcem. - cieszyłam się, jednak jego słowa wbiły mnie w troszeczkę smutny nastrój. - Van, wiem że nie jestem jego prawdziwym ojcem, ale to nie ważne. Ważne, że będziemy je wychowywać wspólnie.-muskał dłonią mój policzek.
- Wiem, Levi. Wiem. - również ujęłam w dłoń jego policzek.
- Wracajmy. - pokierował nas w stronę samochodu.
Dzisiejszy dzień stał się jednym z lepszych od kilku miesięcy.
3.11.2018
PERFECTION 41
Kiedy wstałam byłam sama w pokoju. Wszędzie panowała cisza. Leniwie przeciągnęłam się na łóżku i pożałowałam. Miejsca w których widniały ślady po uderzeniach bolały. Wróciłam więc do poprzedniej pozycji i przez moment przetwarzałam wczorajsze informacje.
Postanowiłam poszukać Leviego. W końcu powinien gdzieś tu być.
Opuściłam sypialnię, w której panował chaos i weszłam do jasno żółtego pomieszczenia. Na stole widniała karteczka.
''Musiałem iść na trening. Wrócę koło 13:00. Nie wychodź beze mnie z domu. Wszystko czego potrzebujesz będzie. Niedawno robiłem zakupy, więc lodówka też jest pełna. Czuj się jak w swoim domu. Całuję Levi.''
Westchnęłam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Lodówka faktycznie była pełna. Na zegarku widniała godzina 10:20, więc postanowiłam zjeść jakieś szybkie śniadanie i zabrać się za robienie obiadu dla Leviego. Zrobiłam lasagne mając nadzieję, że posmakuje chłopakowi. W czasie kiedy potrawa dochodziła do siebie w piekarniku, postanowiłam posprzątać w domu. W końcu widać, że potrzeba mu kobiecej ręki. W każdym pomieszczeniu panował brud. Zdawałam sobie sprawę z tego, że sprzątanie zajmie sporo czasu, dlatego nawet nie planowałam jechać dziś do sklepu.
Nim się spostrzegłam zegar wskazywał 12:00, lasagna doszła do siebie, a mi został do wysprzątania jedynie pokój chłopaka. Nie zwlekając zabrałam się do roboty. Najpierw zajęłam się stertą ubrań, która leżała w kącie zapewne od kilku dni. Po zapachu stwierdziłam, że były to ubrania z treningu. Zebrałam je do kosza i nastawiłam pranie. Otworzyłam okna w pokoju na oścież i nie tracąc czasu zaczęłam ścierać kurze z szafek, jednocześnie układając wszystkie dekoracje. Obok wiszącego na ścianie telewizora znajdowała się ciemna, brązowa szafeczka. Stały na niej ramki ze zdjęciami rodziny. Jedno z siostrą, drugie z siostrzeńcami, inne z rodzicami. Oczywiście miejsce na niej zajęły zdjęcia z treningów lub meczy. Nie potrafiłam rozróżnić. Widać było, że rodzina jest dla niego bardzo ważna. Niestety nie było tu żadnego zdjęcia ze mną. W końcu nie jestem jego rodziną.
Z mniejszym entuzjazmem sprzątnęłam szafki i odkurzyłam pokój. Wystraszyłam się, kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Spodziewałam się tu nadejścia Vanca. Z resztą wcale bym się nie zdziwiła.
- Van, jestem! - odetchnęłam na dźwięk tego melodyjnego głosu.
- W samą porę. - stanęłam w progu.
- Na co?
- Obiad gotowy. - chłopak szybkim krokiem znalazł się przede mną obejmując mnie w pasie.
- Myślałem o czymś innym. - przyznał z uśmiechem, skradając z moich ust pocałunki.
Nie potrafiłam nie odpowiedzieć na tę czułość. Z uśmiechem na ustach oplotłam jego szyję i poddałam się jego pieszczotom.
- W sumie obiad może poczekać. - przyznałam z szczerym uśmiechem, na co brunet nie pozostał mi dłużny.
29.10.2018
PERFECTION 40
Siedziałam w sypialni chłopaka zanosząc się płaczem. Teraz nie groziło mi żadne pobicie ze strony Vanca, ponieważ Levi zabrał mnie do swojego bezpiecznego mieszkania. Mimo to czułam się nieswojo. Ciągle miałam wrażenie, że Vance znajdzie się jakimś cudem w tym mieszkaniu i zabierze mnie stąd siłą.
Po krótkiej chwili do sypialni wszedł brunet, niosąc ze sobą kubek z herbatą.
- Teraz opowiedz mi o wszystkim. - podał mi ciepły kubek.
- Co tu jest opowiadać. Okłamał mnie. Kiedy chciałam powiedzieć mu o tym, że zrywam zaręczyny, wrócił zapłakany i powiedział mi, że jest chory na raka. Uwierzyłam mu, mimo iż okłamał mnie, bo od dawna wiedział że mamy romans.
- Chciał na siłę zatrzymać Cię przy sobie. - zaoponował na co kiwnęłam głową.
- Do ślubu wszystko było okej. Dopiero kiedy wyjechaliśmy na Teneryfę, zmienił się nie do poznania. Gwałcił mnie, a kiedy mu się sprzeciwiałam karał mnie. - wskazałam na swoje policzki i uchyliłam skrawek bluzki ukazując ślady po uderzeniach.
- Co za gnój. - opuszkami palców dotknął sińców znajdujących się na skórze.
- Teraz do tego wszystkiego doszedł problem ciąży. Pragnęłam dziecka, ale nie w takich okolicznościach. Nie chcę, żeby miało ojca sadystę. - zakryłam twarz dłonią.
- Cichutko. - objął mnie swoimi ciepłymi, bezpiecznymi ramionami. - Już jesteś bezpieczna. Nie pozwolę Ci do niego wrócić. Zostaniesz tutaj ze mną. - ucałował czubek mojego nosa, tak jak miał to w zwyczaju.
- Ale jak to sobie wyobrażasz? Jestem jego żoną. - mój głos brzmiał wyrzutami i bezradnością.
- Poradzimy sobie. Najważniejsze, że jesteście teraz bezpieczni. - wyjął kubek z moich rąk i odstawił na szafeczkę. - Pójdę zrobić nam kolację, a Ty weź ciepłą kąpiel. Dobrze Ci zrobi.-ucałował moje dłonie i wyszedł.
Zostałam sama w czterech turkusowych ścianach. Nie pozostało mi nic innego jak posłuchać chłopaka i wziąć ciepłą kąpiel. Zamknęłam za sobą drzwi łazienki, jednak nie czułam potrzeby przekręcania klucza. Zdjęłam swoje stare ubrania i nalewając ciepłej wody czekałam, aż wanna wypełni się ciepła wodą i pianą. Miałam okazję przyjrzeć się swojej sylwetce. Wychudzone, poobijane ciało, które nosiło w sobie maleńką istotę. Dziękowałam Bogu za to, że zesłał w tamtym momencie Leviego, który uwolnił mnie od tego koszmaru. Przy nim będę bezpieczna, oboje będziemy.
Po długiej kąpieli zmęczenie wzięło górę i kiedy ubrana w koszulkę chłopaka zatopiłam się w pachnącej pościeli, nie myślałam o niczym innym jak tylko o spokojnym śnie.
usłyszałam skrzypnięcie drzwi, lecz nie miałam siły nawet patrzeć na bruneta. Poczułam jak po chwili dotyka dłonią mojego policzka.
- Zaopiekuję się wami. Obiecuję. - ucałował moje czoło i zostawił mnie w pokoju.
24.10.2018
PERFECTION 39
- Gdzie byłeś? - zapytałam leżąc w łóżku.
- Przejść się. - powiedział oschle i zajął miejsce obok mnie.
- Vance, jestem ciekawa jednego.
- Czego? - przyciskał guziki na pilocie,szukając ciekawego programu w tv.
- Kiedy zamierzasz zacząć terapię?
- Nie zamierzam. - parsknął na to śmiechem.
- Jak to? A Twoja choroba?
- Nie ma żadnej choroby. Wcisnąłem Ci pierwszy lepszy kit, żebyś nie odeszła z tym swoim kochasiem.
Nie dowierzałam w to co usłyszałam. Okłamał mnie. A ja przez niego zrezygnowałam z Leviego. Jaka byłam głupia.
- Jesteś podły. - Ze łzami w oczach wzięłam gruby koc i wyszłam do salonu. Nie zamierzałam z nim dzisiaj spać. Nie po tym wszystkim.
Kiedy rano wstałam obolała, Vanca nigdzie nie było. Pewnie pojechał do pracy. Podniosłam się i udałam do łazienki. Spojrzałam na siebie i faktycznie Mary miała rację. Byłam wrakiem człowieka. Planowałam zrobić szybki porządek chociaż ze swoimi włosami, jednak nie zdążyłam, bo po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka.
Zrezygnowana podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Widząc osobę stojącą w progu zaniemówiłam. Moje serce ponownie zaczęło bić, a oczy poczuły zbierające się łzy. Głos w głowie mówił, abym rzuciła się mu w ramiona, jednak ciało nie reagowało na nic.
- Van... - mówił łamiącym się głosem, jednak ja nic nie odpowiedziałam tylko rzuciłam mu się w objęcia. - Tak Cię przepraszam.
- Nie masz za co. - odsunęłam się na nikłą odległość.
- Mam i to nie wiesz za jak wiele. - ujął delikatnie moją twarz i ucałował czubek nosa. -Zostawiłem Cię z nim, pozwoliłem na to by Cię tak traktował, by zrobił Ci krzywdę.
- To nie Twoja wina. Skąd mogłeś wiedzieć. - mówiłam kiedy w końcu wyswobodziłam usta od jego pocałunków.
- Pakuj się. - odsunął się ode mnie.
- Co? Jak to?
- Zabieram Cię stąd. Nie zostaniesz z nim ani chwili dłużej. - mówił stanowczo wchodząc do sypialni.
- Nie mogę. - powiedziałam cicho. - Jestem z nim w ciąży.
- Że co? - jego ciało doznało paraliżu.
- Jestem w ciąży. Nie chciałam tego, ale on mnie zmuszał. - ponownie z moich oczu ciekły łzy.
- Nie ważne. Pakuj się, a o reszcie porozmawiamy później. - wyjął czarną torbę i zaczął wkładać moje ciuchy. - Starczy tyle? - wskazał na połowę zapakowanej torby.
- Tak. - mówiłam ochrypłym głosem.
- Chodź. - chwycił moją dłoń i ciągnął w kierunku wyjścia.
- A wy dokąd? - w progu zmaterializował się Vance. - Zamierzasz wyjść? Vanesso, jesteś moją żoną. - skierował swoje spojrzenie w moją stronę.
- Do czasu. - odezwał się Levi wymierzając chłopakowi porządny cios w policzek. - Za to co jej zrobiłeś powinienem skopać Cię milion razy bardziej. - splunął w jego kierunku.
- Vanessa, jeśli stąd wyjdziesz pożałujesz tego. - otarł w rękaw krwawiącą wargę, jednak Levi nawet nie pozwolił mi się odwrócić, tylko zwyczajnie ciągnął mnie w kierunku samochodu.
18.10.2018
PERFECTION 38
Minęły trzy miesiące od kiedy Vance zaczął być wobec mnie brutalny. Moje ciało było całe w siniakach, a na twarzy widoczne były ślady po licznych uderzeniach. Starałam się je jakoś maskować, a nawet kiedy były one nie do ukrycia, starałam się nie wychodzić z domu.
Dzisiaj musiałam przyjść do pracy. Owijając się w szalik i jak najbardziej się da, chowając się pod kapelusz, udałam się do samochodu, którym dojechałam pod sklep. Tylnim wejściem doszłam na zaplecze. Usiadłam w swoim biurze i zajęłam się segregowaniem wszystkich faktur, które leżały ułożone w stosik na biurku.
- Oo, to Pani. Miałam dzwonić. - odezwała się Mary widząc mnie w pracy.
- Dziękuję, za ogarnięcie wszystkiego. Jeszcze dziś wpłacę na Twoje konto premię.
- Wierzę, jeszcze nigdy mnie Pani nie oszukała w kwestii wypłaty.
- Musimy sobie ufać. - posłałam jej serdeczny uśmiech.
- Pani Vanesso, musimy porozmawiać. - usiadła naprzeciw mnie łapiąc za obie ręce. - Od czasu powrotu z wakacji, jest Pani inna. Nie mówię tu o rzadszym przychodzeniu do sklepu. Chodzi o to, że stała się Pani wrakiem człowieka. A do tego te ślady. - wskazała na policzki. - Może nie powinnam się wtrącać, ale martwię się. Można raz uderzyć się w szafkę, raz przypadkiem natknąć się na przeszkodę, ale nie notorycznie. Czy dzieje się to o czym myślę? - spojrzałam na nią i cała bariera runęła, a ja zalałam się łzami. - Musi Pani od niego odejść, inaczej on zniszczy wszystko.
- To nie jest takie proste.
- Wiem, ale chyba Pani zdrowie jest najważniejsze.
- Ale tu już nie chodzi o mnie. Mary, ja jestem w drugim miesiącu ciąży. - złapałam się za głowę.
- W takim razie musi Pani to zrobić i pomyśleć o dziecku.
- To nie takie proste. - usłyszałyśmy dźwięk otwieranych drzwi.
- Pójdę zobaczyć kto to.
Przez chwilę zapadła cisza, a później mocne powiadomienie ze strony pracownicy, że właścicielki nie ma.
- Proszę, potrzebuję z nią porozmawiać. - znałam ten głos.
- Meg? - wyszłam z zaplecza.
- Boże święty. Van! - zakryła usta ręką.
- W jakim celu chcesz mnie widzieć? - zignorowałam jej zdziwienie.
- Chciałam porozmawiać, dlaczego już nie przyjeżdżasz.
- To nie najlepszy moment. Jeśli się nie pogniewasz to muszę już iść. Mam wizytę u lekarza.
Nie czekając na reakcję dziewczyny opuściłam lokal tylnim wyjściem. Niechętnie wróciłam do domu. Oczywiście czekał już tam Vance.
- Gdzie się szwędasz?
- Musiałam zrobić przelew. Mary zasługuje na premię. - wyjaśniłam wieszając płaszcz.
- Nie kłam! - chciał wymierzyć mi kolejny cios kiedy powstrzymałam go.
- Nie podniesiesz już więcej na mnie ręki.
- A to dlaczego? - roześmiał się.
- Bo jestem w ciąży. - czekałam na jego reakcję.
Przez chwilę stał niczym wmurowany. Chyba nie docierało do niego to co powiedziałam, aż po chwili zwyczajnie wyszedł.
4.10.2018
PERFECTION 37
Powrót do domu okazał się gorszy niż myślałam. Lot i przejazd samochodem pokonaliśmy w ciszy, jednak w domu ciągle zostawałam naskakiwana przez mojego męża. Codziennie musiałam zmuszać się do kochania, a następnie zamykać się w łazience pod pretekstem brania kąpieli. Jednak wtedy zanosiłam się głuchym płaczem.
Jedynie dnie spędzane w sklepie były dla mnie odskocznią od tego wszystkiego. Wymuszany uśmiech, pozory dobrego wizerunku, obracanie się wśród ludzi.
Dzisiaj odwiedzili nas moi rodzice. Zaskoczona ich wizytą nie zaszczyciłam ich obiadem. Na szczęście miałam w lodówce kupione dwa dni temu w cukierni ciasto. Pokroiłam je i zaparzyłam kawy.
- Jak wam się podobało na wakacjach? - zagadnęła matka.
- Było wspaniale, słońce, świeże powietrze... - zaczął wspominać
- Tak, było świetnie - skłamałam, w końcu Teneryfa była pięknym miejscem.
- Kupiliście pamiątki? Zrobiliście jakieś zdjęcia?
- Oczywiście. Vanessa ma wszystko zgrane na laptopie.
- Córeczko na co czekasz? Pokaż nam. Jesteśmy ciekawi razem z ojcem jak się bawiliście. - mówiła upijając łyk kawy.
- Niestety, ale pokazywałam Mary w pracy i jest rozładowany. Może innym razem. -przybrałam sztuczny uśmiech.
- Oj dziecinko, jesteś jakaś rozkojarzona. - faktycznie, moje myśli biegały po całym pomieszczeniu.
- W pracy miałam ostatnio masę roboty. Przygotowywałam pokaz. Wzorowałam się na strojach z Teneryfy. Gdybyś tylko zobaczyła kreacje w czasie karnawału. Byłabyś zachwycona. - chciałam zmienić temat co oczywiście mi się udało.
Po wyjeździe rodziców Vance przyjął swoją nową twarz. Nie do końca wiem, czy był taki zawsze, czy może poznawszy prawdę o mojej zdradzie stał się taki. Obawiałam się, jednak że to ja go tak zraniłam.
- Oj Vanesso. - usłyszałam za plecami jego głos. - Robisz się niegrzeczna. - zauważył.
- O co Ci znowu chodzi? - byłam już tym wszystkim zmęczona.
- O to jak zachowałaś się przy rodzicach. - przejechał palcem wzdłuż mojej szyi, przez co trzymana w ręku szklanka wpadła do wody z pianą.
- Byłam normalna. -mówiłam kontrolując swój głos.
- Zachowałaś się bardzo niestosownie do sytuacji, następnym razem masz promieniować radością i z chęcią rozmawiać o spędzonych wspólnie wakacjach. - chwycił w rękę kosmyk moich włosów i szarpnął nimi do tyłu. - Zrozumiałaś?
- Tak. - wycedziłam przez zęby.
- A teraz powinnaś przyjąć należytą karę. - szarpiąc mnie za rękę zaprowadził do naszej sypialni i popchnął na ziemię.
Pospiesznie rozpiął zamek spodni ściągając je na dół. Stał przede mną obnażony z bielizny i z wrednym uśmiechem wpatrywał się we mnie.
- Chyba wiesz co masz robić. - zaśmiał się szyderczo.
Nie zamierzałam być posłuszna przez co pociągnął mnie za włosy i zmusił do poniżania się.
Po wszystkim odsunął się ode mnie i wymierzył ostry cios w policzek.
- Następnym razem masz się postarać. - mówiąc to zostawił mnie samą w sypialni, pozwalając bym zanosiła się płaczem.
2.10.2018
PERFECTION 36
Teneryfa jest pięknym miejscem. Na tych wspaniałych wyspach kanaryjskich w ciągu sześciu dni zdążyliśmy zwiedzić winnice, wulkaniczne plaże oraz z piaskiem z Sahary, a także mogliśmy być widzami pięknego karnawału. Różnokolorowe kreacje wprawiały w osłupienie. Szczerze powiedziawszy ten karnawał dodał mi inspiracji na kolejny pokaz mody w sklepie. Jak to w karnawałach bywa, dziewczęta prezentowały świecące kreacje, jednak pióropusze zastąpiły pięknymi materiałowymi dodatkami. Przewaga kolorów to róż, biel, zieleń i żółć. To chyba podobało mi się najbardziej.
Oczywiście nie można zapomnieć o pięknej, brązowej opaleniźnie.
Pod wieczór naszego ostatniego dnia, postanowiłam przyrządzić pyszną kolację. W pobliskim sklepie Vance kupił hiszpańskie wino, a ja zakupiłam kilka świeżych owoców morza. Pierwszy raz obchodziłam się z krewetkami, kalmarami czy homarami, jednak dzięki Internetowi w moim telefonie, gotowanie nie sprawiało zbytnio dużych trudności.
Postawiłam potrawy na stole i zaprosiłam mojego męża do zjedzenia kolacji. Chciałam, aby ostatni dzień pobytu minął nam przyjemnie, jak reszta spędzonych dni.
Po zajęciu miejsc, Vance rozkorkował wino i nalał nam obojgu trzy czwarte objętości kieliszka.
- Kanaryjskie wino jest doskonałe. Kupię kilka butelek do naszego domu. - zaoponował.
- Zgadzam się. Wieczorami po pracy będziemy mogli zrelaksować się i powspominać te czasy. - posłałam mu ciepły uśmiech i zamoczyłam krewetkę w ostrym sosie.
Niewielkie ilości jedzenia zostały skonsumowane. Jak to w towarzystwie wina, lekki zawrót głowy wziął górę. Stwierdziłam, że dzisiejsza kolacja, była w pełni udana, dlatego postanowiłam udać się do sypialni, a następnie wziąć ostatni prysznic w Hiszpanii. Nie dane mi było spokojnie wybrać ciuchów do spania. Lekko wstawiony Vance, podszedł do mnie obejmując w pasie i zaczął całować moją szyję. Wiedziałam czego chce, potrzebował tego, w końcu był moim mężem, jednak ja nie potrafiłam się przełamać. Nie umiałam spędzić upojnej nocy w jego towarzystwie, gdy za każdym razem miałam w głowie wspomnienie Leviego.
- Vance, przepraszam, ale nie mam ochoty.
- Jako moja żona powinnaś umilić mi ten tydzień poślubny.
- Wiem, ale przepraszam. Jestem wykończona. - chciałam go wyminąć, kiedy poczułam mocne szarpnięcie.
Chłopak chwycił za mój nadgarstek, odwracając mnie do siebie twarzą, boleśnie ściskając. W jego oczach odbijała się furia.
- Jemu też to mówiłaś? Czy może od razu pakowałaś się do łóżka? - nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Ja...
- Nie wymiguj się tym, że nie było żadnego romansu. Niejednokrotnie widziałem was razem... - pokręcił głową. - Więc jeśli mówię, że mam ochotę, to Ty nie masz prawa mi odmawiać.
- Ale Vance... - chciałam zaprzeczyć, lecz popchnął mnie brutalnie na łóżko, przez co cała moja pewność zniknęła.
- Rozbieraj się! - krzyknął, a ja nie dowierzałam w to co się z nim dzieje. - Głucha jesteś?
Patrzył się na mnie z kpiną i przewagą w oczach, a ja spanikowana musiałam robić co mi kazał. Czułam się jak w najgorszym koszmarze, z którego nie mogłam się wybudzić. Rozbierałam powoli każdą część garderoby, przedłużając tę czynność najwolniej jak się da, bo uważałam, że w ten sposób zyskam trochę więcej czasu przed tym co miało za chwilę nadejść.
- Szybciej! Chyba, że chcesz żebym Ci pomógł... - Z jego oczu kipiała złość.
Szybko pozbyłam się ubrań, patrząc na niego błagalnym wzrokiem.
- Może pokażesz mi jak robiłaś to z nim?! Lubisz na ostro dziwko? - Z jego ust wydobywały się słowa pełne nienawiści. Uderzały mnie w samo serce. Dlaczego dopiero teraz stał się taki agresywny? Jak udawało mu się tak grać przed naszą rodziną... Przecież na ślubie nie dał niczego po sobie poznać. Pełna obaw nie odzywałam się ani słowem, byleby nie pogarszać swojej sytuacji z której nie było ucieczki. Zastanawiałam się, czy to wciąż ten sam mężczyzna, którego poznałam dziesięć lat temu...
- No pytam się! - Vance przywołał mnie do porządku.
- Masz paranoję - starałam się go uspokoić.
- Milcz i na kolana.
Zrobiłam co rozkazał. Czułam się bardzo upokorzona ale co mogłam zrobić w tej sytuacji? Kiedy odpowiednio dobrze, choć bardzo niechętnie go zadowoliłam pociągnął mnie za włosy i przyciągnął w górę do siebie tak bym podniosła się z kolan i ściskając dłonią za podbródek wyrzucił: - Kładź się.
Posłusznie położyłam się na plecach i czekałam. Zastanawiałam się czy to już nie gwałt. Moje rozmyślania przerwał pełen pożądania i wściekłości Vance który z całej siły wsunął się w moje wnętrze i penetrował mnie od środka. Zacisnęłam zęby aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku, ani też żeby bardziej go nie sprowokować. Kiedy już zaspokoił potrzebę w tej pozycji odwrócił mnie na bok, po czym położył się koło mnie i przylgnął ciałem do mojego ciała, w ten sposób brzuchem przywierał do moich pleców wsuwając penisa od tyłu w pochwę. Zacisnęłam usta i czułam, że łzy ulatywały jedna po drugiej. Pozwoliłam im płynąć. Kiedy Vance doszedł, odsunął mnie od siebie i odwrócił się do mnie plecami. Koszmar minął, ale jeszcze gorsze dni miały dopiero nadejść...
25.09.2018
PERFECTION 35
Wśród odgłosów dźwięku marszu weselnego, wzruszenia zebranych gości moją idealną kreacją, siedzącą matką w pierwszym rzędzie, szłam prowadzona przez mojego ojca w kierunku mojego przyszłego męża.
Przymknęłam oczy i w miejscu stojącego chłopaka ujrzałam Leviego. W idealnie dopasowanym garniturze, stał tam i wpatrywał się we mnie wraz ze swoim uśmieszkiem. Czułam jak w jego kierunku posyłam mu promienny uśmiech. Moje serce rwało się do niego.
- Dbaj o nią Vance. - powiedział przywołując mnie do rzeczywistości.
Na te słowa mój uśmiech znikł, a ja wpadłam w melancholię.
Cała ceremonia mnie nie obchodziła. Wiedziałam co mam mówić, więc potok słów płynął ze mnie nie wzruszenie. Przy słowach przysięgi wypowiedzianych przez Vanca, nie czułam prawdy. Czułam rozpacz. Unikałam jego spojrzeń, wodząc po wszystkich miejscach znajdujących się w jego pobliżu. Kiedy nadeszła kolej na moją przysięgę, nadal nie zaszczyciłam chłopaka wzrokiem. Poczułam paraliż, kiedy w pierwszym rzędzie usiadł Levi. Spoglądał na mnie błagalnym wzrokiem, jakby prosił bym tego nie robiła, jednak ja nie mogłam. Mówiąc ostatnie słowa wiążące nasze małżeństwo z moich oczu spłynęły łzy.
- Kochanie, nie płacz. Jesteś taka wrażliwa. - objął mnie.
To nie było wzruszenie. To była rozpacz za ukochanym, który zamiast stać wraz ze mną na ślubnym kobiercu, wpatrywał się we mnie z pierwszego rzędu...
***
Dni po weselu mijały ponuro. Postanowiłam wszystkie żale przelać w sklep. Zajęłam się zakupem nowych mebli, powiększeniem lokalu i wyremontowaniem zaplecza. Postanowiłam również urządzić małe pokazy mody. Miało to mieć na celu powiększenie sprzedaży. W każdym miesiącu w moim lokalu o godzinie 19:00, zbierali się modele i goście, którzy z chęcią oglądali nowe kompozycje ubraniowe oraz trendy. Od tej pory sprzedaż diametralnie wzrosła.
Dzisiaj nadszedł czas na wyjazd poślubny. Stałam z torbą przed drzwiami domku i czekałam na mojego męża, który posiadał klucze.
Spojrzałam na bilet widniejący na bagażu. Teneryfa. To nasz tydzień poślubny podarowany przez naszych wspólnych rodziców.
- Spokojnie, już otwieram. - mężczyzna wcisnął się przede mnie, by uchylić drzwi i wpuścić mnie do naszego małego tygodniowego świata.
Domek był piękny. Pastelowe kolory, kominek, kuchnia i dwie łazienki. Od razu widać było, że nie był on tani. W końcu naszych rodziców było na to stać. Niestety nie był on dwu piętrowy. Wszystkie pomieszczenia znajdowały się na parterze.
- To nasz pokój. - wskazał mój mąż, stawiając nasze walizki przy łóżku.
- W takim razie rozpakuję nas.
- Dobrze, a ja pójdę rozejrzeć się po podwórku.
Bez entuzjazmu położyłam na szafeczce jedną z walizek i zaczęłam wykładać ubrania, uporządkowując je w szafce. Nie starałam się spieszyć z tym. W końcu nic ciekawszego nie planowałam.
Po godzinie wszystko było ułożone, a walizki pochowane.
- Gotowa? - zapytał pełen entuzjazmu.
- Na co?
- Na wypad na plaże.
21.09.2018
PERFECTION 34
16 stycznia. Dzień, który stanie się najgorszym dniem w moim życiu. Jak na wyczucie moich emocji, pogoda również nie dopisywała.
Stałam pod oknem w szlafroku i wpatrywałam się w padający za oknem deszcz. Londyn jest ponurym miastem, jednak dzisiaj przechodziło to jego dotychczasowe dnie.
Minął miesiąc, a pustka zostawiona po Levim nie minęła. Nadal pragnęłam, aby to wszystko było jednym wielkim snem. Tak niestety nie było.
Nadszedł czas na uporządkowanie siebie. Biała sukienka wisiała na wieszaku, już za parę chwil miałam w niej przejść przez czerwony dywan, aż do ołtarza.
Jak najwolniej założyłam na siebie sukienkę i zapięłam suwak. Tak jakbym chciała odwlec jak najdalej to co miało niebawem nadejść. Na nogi włożyłam beżowe szpilki. Otworzyłam szafkę z zamiarem wyjęcia biżuterii, kiedy natknęłam się na bluzę Leviego. Klęknęłam na kolana i przysunęłam czarną bluzę do ust. Zaciągnęłam się zapachem jego perfum, wpuszczając aromat w nozdrza.
Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, jakby to było gdyby teraz był obok. Jego ciepłe wargi, piękny szereg białych zębów. Ramiona, które dzielnie mnie obejmowały.
Do świata żywych sprowadziło mnie pukanie w drzwi.
- Tak? - zapytałam panicznie wpychając bluzę na swoje miejsce i wyjmując pudełko z łańcuszkiem i kolczykami.
- Fryzjer i kosmetyczka przybyli. - usłyszałam głos matki.
- Niech wejdą!
Już po chwili siedziałam na krześle i wyczekiwałam efektu końcowego makijażu i fryzury. Nadal bez żadnego uśmiechu rozmyślałam nad swoim życiem.
- Jest Pani zestresowana. - zauważyła makijażystka. - To naturalne. W końcu taki dzień w życiu kobiety jest tylko raz. Pamiętam jak to ja szłam do ołtarza. Biała suknia, welon. -zatopiła się we wspomnieniach. - Ale to nie to było najważniejsze. Uroda, sukienka dodatki, to są tylko rzeczy spoza marginesu. Najważniejsze jest to, że tam, tuż obok księdza stoi wymarzony mężczyzna, z którym chcesz spędzić resztę życia, a ten sakrament ma was połączyć w nierozerwalną dla miłości nić.
Doskonale wiedziałam o czym mówiła, ale różnica polegała na tym, że ten mężczyzna nie był tym, którego pragnęłam.
Siłą powstrzymałam łzy, które gromadziły się w moich oczach, kiedy wynajęci ludzie szykowali mnie do dzisiejszego dnia.
Stanęłam w drzwiach i biorąc bukiet żółtych tulipanów ruszyłam w kierunku wyjścia, gdzie czekał już samochód.
Usiadłam na tyle i poprawiłam materiał białej sukni. Już za chwilę moje życie zmieni się diametralnie. Nikt nie może mnie uratować. Muszę włożyć na swoją twarz uśmiech i przyzwyczaić się do takiej monotonii. Sama wybrałam sobie takie życie.
Aby się nie rozpłakać i odgonić z mojej głowy myśli z każdej nocy spędzonej z Levim, zaczęłam odliczać w myślach liczby.
- Jesteśmy na miejscu. - poinformował mnie kierowca samochodu.
- Dziękuję. - wymusiłam uśmiech i stanęłam przed drzwiami kościoła, gdzie czekał mój ojciec.
- Gotowa moje dziecko? - spoglądał na mnie z uśmiechem i dumą.
- Tak. - moje usta wypowiedziały te trzy litery, mimo iż serce krzyczało nie.
Niestety nasze życie opiera się na trudnych wyborach.
19.09.2018
PERFECTION 33
Dopiero po kilku dniach postanowiłam spotkać się z Levim. Zasługiwał na szczerość, jednak ja bałam się spotkania z nim. Codziennie wydzwaniał i wysyłał sms-y. Martwił się o mnie. Znałam go na tyle, by wiedzieć, że jeśli się nie odezwę, prędzej czy później zjawi się u mych drzwi.
Korzystając z okazji, że Vance po dwóch dniach pobytu w domu, postanowił zjawić się w pracy i nadrobić stracone godziny, wyjęłam telefon i wybrałam numer chłopaka. Już miałam wcisnąć zieloną słuchawkę, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
Zrezygnowana, przeklinałam brak judasza w drzwiach. Skąd mogłam wiedzieć kto ma chęć mnie zaszczycić swoją obecnością?
Leniwie otworzyłam drzwi, a widząc go w progu moje oczy zaszkliły się.
- Dlaczego nie odbierasz telefonów? Dlaczego nie dajesz znaku życia? Martwiłem się! -naskoczył na mnie wchodząc do środka. - Powiedz coś... - mówił już spokojnie, dotykając mnie za ramiona.
- Levi to już jest koniec. - mówiłam łamiącym się głosem.
- Jak to koniec? Z czym? - był skołowany, lecz po kilku chwilach zdał sobie sprawę z tego do czego zmierza ta rozmowa. - Dlaczego od niego nie odejdziesz?
- Ma raka. Może z tego wyjść, ale tylko wtedy gdy otrzyma wsparcie. Wiesz dobrze, że tym wsparciem jestem ja.
- Nie możesz. - uderzył pięścią w ścianę.
- Levi, przykro mi. - pozwoliłam łzom płynąć swobodnie.
- Nie możesz zostać z nim tylko dlatego, że czujesz taki obowiązek. Co z nami? Co z naszą przyszłością? - brunet kipiał złością, lecz rozumiałam go. Dałam mu złudną nadzieję, a teraz ją odbieram.
- Muszę. On poświęcił mi większą część swojego życia. Muszę mu pomóc.
- Nie możesz mnie zostawić. - zrezygnowany podszedł w moją stronę.
- Wiesz dobrze ile dla mnie znaczysz, dlatego musimy to zakończyć. Nie chcę, żebyś wiecznie był tym drugim, jeśli nie możesz być jedynym.
Nic więcej nie powiedział, jedynie przytulił mnie do siebie i w ciszy napawał się ostatnimi chwilami, w których trzymał mnie w ramionach.
Tak będzie mi brakować jego czułości. Nigdy nie spotkałam tak wrażliwego mężczyzny, który wprowadził tyle zmian w moim życiu.
Odsunął mnie na nikłą odległość i zaczął zdejmować bluzę.
- Weź ją. Będziesz miała część mnie zawsze, kiedy będziesz tego potrzebowała. - wcisnął mi ją do rąk. - Pamiętaj co Ci tłumaczyłem. - ostatni raz ujął w dłonie moją twarz i złożył na ustach pocałunek.
Nie był natarczywy, tym razem przelał całą gorycz, jaką przyniosła moja wiadomość.
Spojrzał w moje szare oczy i uśmiechając się smutno opuścił moje mieszkanie.
Z chwilą trzaśnięcia drzwi, moje serce rozpadło się na milion kawałeczków. Usiadłam na zimnej podłodze korytarza i wtulając się w pozostawioną przez niego bluzę, zaniosłam się głośnym płaczem. Nie dane mi było założyć szczęśliwej rodziny. Jedyna moja szansa na szczęście, zatonęła z chwilą, kiedy Vance powiedział o chorobie. Moje serce rwało się do Leviego, jednak rozum rozkazywał zostać i wspierać przyszłego męża.
Teraz cierpię, ale prędzej czy później poskładam to złamane serce, wiem to. Lecz nigdy nie będzie ono piękne jak do tej pory.
Moja miłość i nadzieja na przyszłość odeszła bezpowrotnie. Nie miałam co do tego, żadnych wątpliwości.
16.09.2018
PERFECTION 32
Po powrocie do domu oczekiwałam powrotu Vanca. Miałam już dokładnie zaplanowane to, w jaki sposób zerwę zaręczyny. Kiedy usłyszałam otwieranie drzwi, rytmicznie wstałam na równe nogi.
- Vance? - zapytałam, aby upewnić się czy to on.
Moje przeczucia potwierdziły się. W korytarzu ujrzałam stojącego do mnie plecami chłopaka.
- Musimy porozmawiać. - nie zamierzałam czekać.
- Tak, też tak sądzę. - odwrócił się w moją stronę.
Dopiero teraz zauważyłam, że płakał.
- Co się stało? - byłam zaskoczona, przecież on nigdy nie płakał.
- Usiądź. - poprosił co uczyniłam.
- Vance, proszę powiedz mi co się dzieje. - błagałam o to, by nie było to nic groźnego.
- Byłem u lekarza. Ostatnio te dni, w które wcześniej wracałem, to były wizyty u lekarza.
- Czemu nic nie powiedziałeś?
- Nie chciałem nic mówić, dopóki nie będę tego pewny. - z jego oczu nadal leciały łzy.
Czułam jak moje serce płacze z nim. Mimo, że nie chciałam być przy nim do końca życia, poświęcił mi wiele lat ze swojego życia. Czułam przywiązanie.
- Ale już jesteś pewny? - zapytałam bojąc się o odpowiedź.
- Tak Vanesso. Mam raka.
Ta wiadomość była dla mnie jak grom z jasnego nieba. Czułam, że cały grunt opada mi spod stóp. To kara. Kara za zdradę, którą prowadziłam.
- Vance... - nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego zwyczajnie w świecie przytuliłam się.
- Cieszę się, że Cię mam. Tylko Ty możesz o tym wiedzieć. - schował się w miejscu między moją szyją, a ramieniem i zwyczajnie w świecie szlochał.
Miał rację, nie mogłam go zostawić. Nie w takim stanie. Przecież w tym momencie potrzebuje największego wsparcia, którego mogę udzielić mu tylko ja.
- Wszystko będzie dobrze. - głaskałam go po głowie.
- Jutro mam wizytę u lekarza, który będzie zajmował się moim stanem zdrowia.
- A widziałeś się już z nim?
- Tak, miałem kilka wizyt.
- I? - byłam ciekawa.
- Jest szansa na to, że z tego wyjdę. Tylko muszę zacząć się leczyć. - w jego oczach widziałam iskierkę nadziei.
- Dasz radę. - dodałam mu wsparcia.
- Tak z Tobą dam. - objął mnie.
W tej chwili musiałam przełożyć swoje szczęście nad jego dobro.
11.09.2018
PERFECTION 31
Tuż nad ranem obudził nas dźwięk telefonu. Wystraszony chłopak gwałtownie podniósł się na rękach, a widząc że to tylko telefon, ponownie opadł.
- Przepraszam. - wydukałam i próbowałam się wyswobodzić spod niego.
- Nie idź. - poprosił.
- Muszę odebrać. - kierowałam się w stronę torebki z której dzwonił telefon.
- O Boże. - złapałam się za głowę.
- Kto to? - zapytał zmartwiony brunet.
- To Vance. Co mam mu powiedzieć? Nie chcę zrywać zaręczyn i odwoływać ślubu przez telefon.
- A co powiedziałaś mu wczoraj, gdy przyszłaś do mnie? Na pewno zorientował się, że nie ma Cię w domu.
- Nic, po prostu wyszłam zanim wrócił z pracy. - wyłączyłam telefon i wrzuciłam go do torebki. - Nie będę odbierać.
- W takim razie chodź do mnie. - rozłożył ręce, w których znalazłam się po krótkiej chwili. -Mój kochany skarb. - ucałował mnie w czoło, głaszcząc jednocześnie po włosach.
- Nareszcie stworzymy wspólnie dom. My, dzieci. Zawsze marzyłam o tym, by uczyć swoją córkę dobrych manier, schludnego dobierania ubrań, robienia idealnego makijażu.
- To wszystko jeszcze przed nami. - splótł nasze palce.
- Tak, mamy przed sobą tyle życia. - ucałowałam jego zarośnięty policzek.
- Wspólnego, niezbyt perfekcyjnego życia. - dodał.
Koło godziny 12:00, oboje wstaliśmy z ciepłego łóżka i każde z nas zajęło się czymś innym. Levi, poszedł szykować obiad, a ja zajęłam się porządkowaniem jego rzeczy. Jeszcze nigdy nie widziałam tak wielkiego bałaganu, ale ten widok wprawiał mnie w przyjemny nastrój. Podobał mi się ten bałagan. Dlaczego? Przecież był on częścią mojego małego świata z Levim.
Po ogarnięciu wszystkiego, grzecznie udałam się do kuchni, gdzie pilnie przygotowywał spaghetti mój ukochany. Zajęłam miejsce na blacie, wpatrując się w jego skupienie.
Te rysy twarzy, nieład na głowie i kilkudniowy zarost powodowały, że kolana miękły mi pod wpływem jego widoku.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytał z uśmiechem na ustach.
- Zwyczajnie Cię podziwiam.
- Nie ma czego. - wzruszył ramionami. - Nie jestem przecież typem idealnego mężczyzny.
- A właśnie że dla mnie nim jesteś. - przejechałam dłonią po jego zaroście.
Niby takie drobne gesty, a potrafią ocieplić serce.
6.09.2018
PERFECTION 30
Po wszystkim pragnęłam jedynie zatopić się w tych ciepłych ramionach, które od kilku miesięcy troskliwie o mnie dbały.
Stanęłam przed drzwiami ukochanego i zapukałam w nie. Na szczęście nie był na treningu. Otworzył mi w samych bokserkach. Chyba nie zamierzał już dzisiaj nigdzie wychodzić.
- Vanessa, co się stało? - był zdziwiony moim widokiem.
- Nie przeszkadzam? - zapytałam łamiącym się głosem.
- Oczywiście, że nie. Po prostu nie spodziewałem się tu Ciebie. Wejdź. - wpuścił mnie do środka.
Odłożył na bok paczkę popcornu i schował mnie w mocnym uścisku.
Zdjął ze mnie kurtkę i szalik, po czym sama zdjęłam buty i oboje ruszyliśmy do jego sypialni.
- Co się dzieje? - zmartwiony łapał moją twarz w obie ręce.
- Potrzebowałam być dzisiaj z Tobą. Rozmowa z matką wszystko mi uświadomiła.
- Ale co Ci powiedziała? - słuchał mnie uważnie.
- Mówiła mi o tym wszystkim co wpajała mi przez te 25 lat. Siedziałam naprzeciw niej i uświadomiłam sobie, że ona chce, abym była taka sama. - nic nie mówił tylko uważnie mnie słuchał. - Bez uczuć, perfekcyjna, samowystarczalna. Miałam być kobietą, która nie potrafi kochać i nie zna tego uczucia, a jedynie ma posiadać to wszystko z obowiązku. - przeniosłam swoje zaszklone oczy na jego piękną twarz, która wpatrywała się we mnie ze współczuciem. - Levi, ja tego nie chcę. Chcę kochać, być kochaną, czuć ciepło rodziny i tą otaczającą nas miłość. Chcę znać to uczucie, którego Ty mnie nauczyłeś. Nie chce być znowu idealna.
- Kochanie, nikt Cię nie zmusza. Zawsze możesz zrezygnować. To Ty masz decydować o tym jaka będziesz. Nie Vance, nie matka, nawet nie ja, lecz Ty. - trzymał moje dłonie w rękach, dodając mi tym otuchy.
-Nie chcę tego ślubu. Odwołam go. - te słowa wbiły go w osłupienie.
- Słucham? - nie dowierzał.
- Ślubu nie będzie. - byłam pewna tego co mówię.
- Jesteś tego pewna? - w dalszym ciągu jego oczy miały kształt pięciozłotówek.
- Chcę spędzić resztę życia z Tobą. W cieple tych uczuć. - dotknęłam delikatnie dłonią jego policzka.
Na te słowa, na jego usta wkradł się uśmiech. Pochylił się nade mną, opierając ręce po obu moich stronach o poduszki i zaczął muskać moje usta. Delikatnie pieścił nasze wargi, w między czasie pozbywając się moich ubrań. Kiedy zostałam już w samej bieliźnie, oparł mnie na poduszki i z uśmiechem jeździł palcem wzdłuż koronki stanika, by niespodziewanie wsunąć palec i muskać opuszkiem moje sutki. Na jego dotyk, bacznie stanęły i prosiły, aby zamknął je w swoich palcach. Z moich ust wydobył się cichy jęk, mimo to on nie przestawał. Sprawnie rozpiął zapięcie stanika i rzucił go niedbale na podłogę, zjeżdżając ręką wzdłuż brzucha i pocierając moją kobiecość przez koronkę czarnych majtek.
- Czuję przez ten materiał jak mokra jesteś. - wyszeptał tuż przy moim uchu, na co odchyliłam głowę w tył.
Nawet nie zwracałam uwagi na to, że przez cały ten czas miałam zamknięte oczy. Jednym palcem objął materiał moich majtek i nim się spostrzegłam zajęły one miejsce obok idealnie dobranego stanika.
- Wow. - wypowiedział, wsadzając we mnie dwa palce. - Chodź! - pociągnął mnie tak, że teraz siedziałam na nim okrakiem, ocierając się o jego twardą męskość. -Wskakuj malutka. - pogładził mnie dłonią po policzku.
Nie musiał dwa razy prosić. Już po chwili czułam jak ruchami wypełnia moje wnętrze do samego końca. Nie musiałam tłumić w sobie dźwięków. On również. Oboje wypełnialiśmy siebie, nawzajem łącząc nasze głosy.
- Patrz mi w oczy. - poprosił, kiedy pod wpływem emocji przymykałam je.
- Levi, nie mogę. - wypowiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
Na moje słowa, chłopak obrócił nas w przeciwną pozycję i teraz to on penetrował mnie swoim ciałem.
Długo nie trwało, aż dołączył do mnie we wspólnym spełnieniu.
- Jesteś cudowna. - wypowiedział te słowa, wtulając się w moje piersi.
Spełniona i pełna euforii, wplatałam palce w trochę za długie włosy bruneta. Na pewno nie miał czasu na pójście do fryzjera, lecz niedługo będę musiała mu o tym przypomnieć.
Leżąc na moich piersiach, musiał przysypiać, bo jego oddech stawał się coraz to bardziej równy, aż w końcu stał się całkowicie płytki. Postanowiłam nie być mu dłużna i również oddać się senności.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















