31.08.2018

PERFECTION 29


 Siedziałam na krześle bawiąc się jedzeniem. Nie mogłam nic przełknąć. Wiedziałam, że to już koniec. Matka naskoczy na mnie z wyrzutami, a ja nie będę mogła się obronić.
- Van, skarbie. - dotknął mojej dłoni, wyrywając mnie z zamysłu. - Wszystko będzie dobrze.
- Nie znasz mojej matki. Ona tylko czeka na moje potknięcie, aby mogła triumfować, jaka to ze mnie niezdara życiowa.
- Musisz jej to jakoś wytłumaczyć.
- Myślisz, że tego nie wiem? - byłam kompletnie rozbita.
 Na całe szczęście Levi nie pozwolił mi na zamartwianie się tym i kiedy tylko mój humor wracał do ponownego smutku, on szybko zmieniał sytuację.
W końcu musiałam stanąć twarzą w twarz z matką. Kiedy chłopak podwiózł mnie do domu, nie żegnając się z nim ruszyłam pod klatkę, gdzie czekała moja rodzicielka.
- No nareszcie. - powiedziała z przekąsem.
 Nie komentując tego, otworzyłam drzwi od mieszkania i pozwoliłam wejść jej do środka.
 - A co to za kwiaty? - zapytała, kiedy tylko wkroczyła do kuchni. - To od niego? Masz z nim romans?
- Co? Nie! - szybko zaprzeczyłam, bojąc się że cała sprawa wyjdzie na jaw. - To od Vanca.
- Ah tak. - jej ton głosu zelżał. - Nadal uważam, że nie powinnaś zajmować się wszystkim w towarzystwie tego chłopaka.
- Dlaczego? Levi wiele mi pomaga. Vance siedzi całymi dniami w pracy, nie weźmie nawet jednego dnia wolnego, żeby pomóc mi.
- Przecież organizacja wesela nie jest aż tak wymagająca. To tylko załatwianie formalności.
- Tak, ale uważam, że Vance jako przyszły mąż powinien zainteresować się tym. W końcu to też jego wesele.
- Kochanie, mężczyźni już tacy są. Ich zadaniem jest należyte utrzymanie rodziny. A naszym załatwianie pozostałych spraw, takich jak przygotowanie wesela.
- Mamo, a co jeśli on również w życiu codziennym będzie się tak interesował naszym wspólnym życiem? A co jeśli pojawią się dzieci?
- Jesteś dorosłą kobietą, dasz sobie radę. Ja też miałam tyle lat co Ty i już zajmowałam się wychowywaniem ciebie. Z resztą, wychowałam Cię na porządną, samowystarczalną kobietę. Nie jest Ci potrzebny mężczyzna do wychowywania dzieci.
 Postanowiłam nie ciągnąć tej rozmowy. Nie miało to najmniejszego sensu. Moja matka była tak wyidealizowaną osobą, że nie zwracała uwagi na takie uczucia jak miłość. Czasami nawet miałam wrażenie, że nie żywiła takim uczuciem ani mnie, ani ojca. Uważała nas tylko za obowiązek posiadania, każdej porządnej kobiety. Tylko, że żaden człowiek nie jest rzeczą. Ludzie potrzebują uczuć, a zwłaszcza takich uczuć, których ja nie zaznałam. Jak więc mam je przelać na swoją przyszłą rodzinę?
 Czy, aby obecna, perfekcyjna rodzina będzie odpowiednia?
 Z dnia na dzień czułam, że chcę stąd uciec.

25.08.2018

PERFECTION 28


 - Więc moja przyszła żono, jako Twój wybranek proponuję Ci wspólne śniadanie w restauracji, gdzie przy naszym drugim spotkaniu niesłusznie oblałem Ci bluzkę. - objął mnie w pasie, prowadząc do samochodu.
- Nie pozostaje mi nic innego jak się zgodzić. - ucałowałam jego policzek.
- Nie. - zatrzymał moją dłoń, kiedy planowałam otworzyć drzwi samochodu. - Może tym razem chcesz poprowadzić?
- Naprawdę? - nie dowierzałam w jego słowa.
- Jak najbardziej. - wymachiwał kluczykami od samochodu.
- Oczywiście, że chcę. - klasnęłam w dłonie i przechwytując kluczyki zajęłam miejsce kierowcy.
 Spokojnie ustawiłam siedzenie i zapięłam pasy, po czym uruchomiłam silnik.
- Gotowy? - zapytałam przyglądając się siedzącemu obok chłopakowi.
- Wiesz, teraz nie jestem do końca pewny, czy to dobry pomysł. - przewróciłam oczyma i dodałam gazu.
- Majaczysz. - wypowiedziałam ostatnie słowo po czym ruszyłam.
 - I jak było? - zapytałam oddając chłopakowi kluczyk.
- Wiesz...przez pewne momenty obawiałem się o swoje życie.
- Dramatyzujesz. - przewróciłam oczyma.
- Czy Ty nabijasz się z moich obaw o bezpieczeństwo? - stanął naprzeciw mnie, blokując mi przejście.
- Po prostu twierdzę, że majaczysz. - pukałam go palcem w klatkę.
- Oj będziesz musiała ostro prosić o wybaczenie. - chwycił mój palec i ucałował go.
- Vanessa? - usłyszałam głos matki za plecami ukochanego.
- O nie... - wypowiedziałam cicho, kierując moją panikę w stronę chłopaka.
- Co Ty tu robisz? - nie zamierzała przestać.
- Witaj mamo. - odezwałam się, kiedy Levi odsłonił mi widok mojej rodzicielki.
- Nie powinnaś siedzieć teraz w sklepie? - zmierzyła wzrokiem bruneta. - A właściwie to gdzie Vance? I dlaczego przechadzasz się po mieście z nim, a nie swoim narzeczonym? - zasypywała mnie mnóstwem pytań, celując je we mnie jak pociski.
- Vance jest w pracy, a ja właśnie wracałam od florystyki. Levi tylko mi pomagał w uzgodnieniu szczegółów i postanowiliśmy zajść na jakieś śniadanie.
- Dlaczego zajmujesz się takimi sprawami z obcym mężczyzną?
- On nie jest obcy. Jest moim przyjacielem, który pomaga mi więcej w przygotowaniach weselnych niż sam mój narzeczony. - naskoczyłam na matkę.
- W każdym razie masz do pomocy mnie. - w dalszym ciągu upierała się przy swoim.
- Mamo, to nie jest odpowiednia pora i miejsce na takie rozmowy.
- Masz rację. Za dwie godziny będę u Ciebie w mieszkaniu. Obyś do tej pory skończyła załatwiać „swoje sprawy". - zaakcentowała ostatnie słowa i mierząc wzrokiem Leviego, ruszyła przed siebie.

18.08.2018

PERFECTION 27


Do wesela został już tylko miesiąc. Wszystko miało być przygotowane. Zaproszenia zostały rozesłane, catering zamówiony, kreacje gotowe, fryzjer i kosmetyczka zostali zamówieni na odpowiednią godzinę. Dzisiaj zostało obgadać dodatki kwiatowe z florystą. Właśnie opuszczałam mieszkanie, kiedy w progu drzwi natknęłam się na bukiet żółtych tulipanów, przykrywających dobrze znaną mi postać.
- Niespodzianka. - powitał mnie w progu, wychodząc zza kwiatów. - To dla Ciebie. - wręczył mi bukiet wchodząc jednocześnie do środka.
- Dziękuję. - stanęłam naprzeciw niego, składając czuły pocałunek na jego ustach.
- Cudowne powitanie. - zaśmiał się obejmując mnie w pasie.
- A co w nim takiego śmiesznego? - odwzajemniłam czułość.
- Zawsze, gdy Cię widzę nie mogę się nie uśmiechnąć. - ponownie wpił się w moje usta.
 Nie zważając na bukiet kwiatów, który leżał na podłodze, objęłam rękoma jego szyję i odwzajemniałam każdy z jego pocałunków. Czułam jego ciepłe wargi, język wkradający się do moich ust, by połączyć się wraz z moim.
 Poczułam ciepłe pulsowanie, wydobywające się spomiędzy moich nóg. W duchu prosiłam, aby moje pożądanie nie wzięło góry, jednak tak się nie stało. Kiedy chłopak zaczął kierować nas w stronę sypialni, musiałam zapanować nad całą sytuacją, mimo iż moje ciało wręcz błagało o jego bliskość.
- Levi, mam spotkanie. - wypowiedziałam ochrypłym głosem.
- Może zaczekać. - schodził pocałunkami na moją szyję.
- Nie może.
 - No dobrze. - westchnął i ostatni raz pocałował moje usta. - Gdzie mam Cię zawieźć?
- Mam spotkanie z florystką. - wyjaśniłam podając mu ulicę.
 Szybko ogarnęłam bałagan, który narobiliśmy i udałam się w kierunku samochodu, który tak dobrze znałam.
 Na miejsce dojechaliśmy w szybkim tempie. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg drzwi, starsza kobieta przywitała nas promiennie.
- Witam Państwa. W czym mogę wam pomóc?
- Byłam umówiona z Panią.
-Ah tak. Wesele 16 stycznia? - dopytała, by mieć pewność. - W takim razie proszę usiąść, przyniosę katalog. - wskazała dwa fotele znajdujące się przy stoliku.
- Słyszałaś pysiaczku? - przejechał palcem wzdłuż mojej szyi.
- Przestań! - strąciłam jego dłoń, czując jak na ten czuły gest, moje ciało reaguje dreszczami.
 - Proszę spojrzeć na zdjęcia. - kobieta położyła przed nami katalog, a ja kątem oka ujrzałam jak Levi powstrzymuje wybuch śmiechu. - Dzisiejsze pary wybierają na sale weselną kompozycję ułożoną z czerwonych róż, bądź białych margaretek.
- Tak, to wygląda pięknie, jednak ja wyobrażałam sobie własną aranżację. Jeśli to nie problem. - skierowałam to stwierdzenie, a raczej pytanie w stronę kobiety.
- Naturalnie, więc jaki miała Pani pomysł?
- Myślałam o żółtych tulipanach. - na te słowa Levi stanął nieruchomo i wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem.
- Naprawdę? - zapytał nie dowierzając.
- Tak. Masz coś przeciwko? - zapytałam spoglądając w jego tęczówki.
- Nie. - odpowiedział z uśmiechem. - Uważam, że ta aranżacja będzie odpowiednia. -wskazał palcem zdjęcie z katalogu.
- Pierwszy raz spotykam się, że pełne małżeństwo, przyjeżdża na ustalenie dodatków kwiatowych. Zazwyczaj robią tą same Panie, jednak tym razem jestem mile zaskoczona. Gratuluję tak wspaniałego wyboru.
- Dziękujemy. - opuściłam głowę z poczucia skrępowania, lecz nie zamierzałam prostować tego nieporozumienia.
- W takim razie, kochanie czy zgadzasz się na ten wybór? - Levi położył swoją rękę na moich plecach.
- Tak, zdecydowanie. - spojrzałam w jego zielone tęczówki, które tliły się iskierkami.

13.08.2018

PERFECTION 26


 Kiedy przebudziłam się nad ranem, po Levim nie było ani śladu. Zmartwiona jego zniknięciem, ubrałam wczorajsze ciuchy i po pościeleniu łóżka wyszłam z pokoju.
 Stanęłam naprzeciw drzwi chłopaka, który spędził poprzednią noc w moim towarzystwie. Chwilę zastanawiałam się czy wejść do środka. Ostatecznie postanowiłam zrobić to nim ktoś mnie przyłapie.
 Nie myliłam się. Leżał w swoim łóżku odwrócony plecami w moją stronę. W cichym pomieszczeniu słychać było tylko równe oddychanie wydobywające się z jego ust.
 Po ostatniej nocy coś między nami zmieniło się. Moje uczucia do niego uległy zmianie. Wiedziałam, że miłość, która gromadziła się w jego kierunku, z dnia na dzień nabierała na sile.
 Ostrożnie kucnęłam naprzeciw niego i dotknęłam jego dwudniowego zarostu. Czułam jak włoski pocierają moją dłoń, jednak lubiłam to.
- Tak szybko wstałaś? - jego zielone tęczówki teraz wpatrywały się we mnie.
- Obudziłam się, lecz nigdzie Cię nie było. Zmartwiłam się.
- Musiałem wyjść wcześniej, żeby nie robić żadnych podejrzeń.
- Rozumiem. - czułam po swoim głosie, że wypowiedziane słowa zabrzmiały smutkiem. On też to wyczuł.
- Nie smuć się. - nachylił się i złożył na moich ustach pocałunek.
- Wracajmy. Nie chcę robić podejrzeń, ale wolę jednak, kiedy spędzamy czas w Twoim domu. - poprosiłam wtulając się w jego ciepłą dłoń.
- W takim razie wracajmy. - musnął mój nosek.
 Do domu wróciłam koło godziny 18:00. Przecież Levi nie opuściłby chociaż jednego dnia w moim towarzystwie. Niestety dzisiejszy trening miał na godzinę 19:00, dlatego wspólna kolacja odpadała.
 Przekręciłam zamek w drzwiach i weszłam do środka. Obowiązki przyszłej żony wróciły do mnie momentalnie. Przygotowanie obiadu, posprzątanie mieszkania. Nie zmieniając ubrań z dwóch dni, zabrałam się za przyrządzanie kurczaka w miodzie. Ogarnięcie mieszkania zajęło mi czterdzieści minut, dokładnie tyle ile potrzebował kurczak. Wyłączyłam piekarnik i zostawiając karteczkę na stole, zamknęłam się w sypialni. Czułam zmęczenie, lecz nie aż tak wielkie, by oddać się w ręce morfeusza.
 Ułożyłam się wygodnie i naciągnęłam kołdrę po same uszy. Wpatrywałam się w zapadającą ciemność za oknem.
W mojej głowie nie pojawiała się żadna myśl. Zwykła pustka przelatywała przez pomieszczenie bez życia. Pomieszczenie, które było wysprzątane do perfekcji, z każdą rzeczą posiadającą swoje miejsce. Nie mogło być inaczej. Ten porządek to byłam ja.
 Nagle usłyszałam przekręcanie zamka i otwieranie drzwi. Z myślą, że to Vance, zamknęłam oczy i udawałam, że śpię.
 Po uchyleniu drzwi sypialni, poczułam jego zimną dłoń na odkrytym ramieniu, jednak nie wzruszyłam się. Chłopak jedynie westchnął i zniknął z naszej sypialni.
 Nie powinnam go tak odtrącać, w końcu za kilkadziesiąt dni miał się odbyć nasz ślub. Już za dwa miesiące mięliśmy stać się rodziną.
 Vanesso, przecież tak tego pragnęłaś.
 Owszem, stara Vanessa marzyła o tym dniu, jednak TA Van wie, że to będzie najgorszy dzień w jej życiu. Nie miała co do tego żadnych wątpliwości.

12.08.2018

PERFECTION 25


 Po jakichś pięciu utworach usłyszałyśmy za sobą klaskanie. Gwałtownie odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam Leviego. Automatycznie poczułam jak moje policzki palą się ze wstydu. Wiedziałam doskonale o tym, że nie umiem śpiewać. Miałam niewiele talentów, jednak taniec i śpiew nie zaliczały się do nich.
- Jak nam poszło wujku? - pełna obaw zapytała chłopaka.
- Więc... - zastanowił się chwilkę - jeśli mam być szczery, to jeszcze nigdy nie słyszałem, aby ktoś tak mógł zniszczyć piękną muzykę jak Van. - złapał się za głowę, na co lekko go szturchnęłam. - Ale jeśli chodzi o Ciebie królewno, to nikt jeszcze tak pięknie nie śpiewał.
 Zadowolona dziewczynka wtuliła się w wujka i pobiegła w stronę wchodzących rodziców.
 - Masz talent do zabaw z dziećmi. - zauważył Levi.
- Tak, ale do piosenek raczej nie. - oboje się zaśmialiśmy.
- W każdym razie ten fałsz był piękny. - musnął mój policzek.
 Spanikowana rozejrzałam się, czy przypadkiem nikt nie zauważył tego małego, lecz czułego gestu ze strony chłopaka.
- Spokojnie. - chwycił moją rękę i ruszył ze mną do ogrodu.
 Po kolacji, zajęłam kolejkę do łazienki i po szybkim prysznicu, ubrana w ciuchy Megan, stanęłam naprzeciw Leviego.
 - Mógłbyś pokazać mi miejsce, w którym będę spać?
- Chodź. - wszedł po schodach, wyłożonych czerwono-czarnym dywanem i wskazał drugie drzwi po prawej. - To tu.
- A Ty? - zapytałam w obawie o jego miejsce snu.
- Nie musisz się obawiać. Śpię naprzeciw Ciebie.
- Oh, w takim razie dobranoc. - odwróciłam się z zamiarem otwarcia drzwi.
W głowie miałam nadzieję, że Levi odwróci mnie i ucałuje, bądź wejdzie razem ze mną do pokoju, jednak tak się nie stało.
 Zrezygnowana ułożyłam swoje rzeczy na pobliskiej szafeczce i wchodząc pod kołdrę ułożyłam się do snu, a przynajmniej próby uśnięcia.
 Nie wiem ile tak leżałam, ale oczy wcale nie zamykały mi się do snu. Usłyszałam ciche skrzypnięcie drzwi i po chwili poczułam ciepło oplatające moje ciało.
- Czemu nie spisz?
- Mogę zapytać o to samo. - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Która godzina?
- 00:10.
- Nie mogłam usnąć.
- Ja też. Potrzebowałem być blisko Ciebie. Świadomość tego, że jesteś w pokoju obok nie pozwalała mi usnąć.
- W takim razie trzeba by to jakoś wykorzystać. - odwróciłam się do niego przodem.
 Pomimo ciemności ujrzałam jak na jego usta wkrada się uśmiech.
Dotknęłam jego nagiego torsu i poczułam jak serce uderza rytmicznie w moją dłoń. Wiedziałam, że nie przyszedł tu bezinteresownie, a oznaka mojej bezsenności nie byłaby nie obojętna.
- Wiedziałem, że to powiesz. - złączył nasze usta w jedno.
 O takiej wspólnej rozkosznej nocy marzyłam.

10.08.2018

PERFECTION 24


  Podczas obiadu nie była zachowana estetyka, czy savoir-vivre, czyli zasady dobrego zachowania. Panował hałas, mówienie z pełną buzią, jedzenie rękoma przez dzieci, przekrzykiwanie się nawzajem. Nie byłam do tego przyzwyczajona, więc czułam się dziwnie siedząc jako jedyna cicho. Nie mogłam się odnaleźć w tym chaosie.
- Vanesso, czym się zajmujesz? - powiedział Elec, wkładając do buzi pełny widelec ziemniaków.
- Więc... prowadzę własny butik z ubraniami i innymi dodatkami. - wszyscy zebrani umilkli i wpatrywali się we mnie.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia pięć
- I prowadzisz już swój własny biznes? - ojciec chłopaka był w szoku.
- Tak.To nie jest nic skomplikowanego. - dokończyłam, nabijając na widelec kawałek kurczaka.
- Czym zajmują się Twoi rodzice? - czułam się, jakby ojciec Leviego, prowadził wywiad na mój temat.
- Tato, to chyba nie jest odpowiednia pora na wypytywanie o życiorys. - spojrzałam na Leviego, dziękując mu za powstrzymanie mężczyzny.
- Macie rację. Jak Ci smakuje kurczak? - zapytała matka, posyłając mi ciepły uśmiech.
- Jest bardzo pyszny.
 Reszta obiadu minęła bez większych pytań o moje życie prywatne. Razem z Megan pomogłam starszej kobiecie posprzątać ze stołu i powkładać wszystkie naczynia do zmywarki.
- Levi. - zaciągnęłam go na bok. - Kiedy wracamy?
- A nie podoba Ci się tu? - jego wzrok był smutny.
- Podoba, ale Vance...
- Tak. Racja. Mam plan. Zadzwoń do niego i powiedz, że nie wrócisz dzisiaj na noc.
- Co? Ale co ja mam wymyślić? - byłam zaskoczona jego pomysłem.
- No nie wiem, powiedz że pojechałaś obejrzeć nową kolekcję i nie opłaca Ci się wracać tak późno. Przenocujesz w hotelu czy coś.
 Nie do końca pewna czy to aby dobry pomysł, posłuchałam chłopaka i zadzwoniłam do Vanca informując o wcześniej przygotowanym planie.
 Naturalnie, że nie miał nic przeciwko, w końcu ufał mi, a przynajmniej tak mi się wydawało.
 - Van! - usłyszałam melodyjny głos blondynki. - Chodź do salonu!
 Posłusznie wkroczyłam do pomieszczenia, gdzie znajdowała się blondynka wraz ze swoją córeczką.
- Mogłabyś popatrzeć się na nią chwilkę? Musze skoczyć z Eleciem do sklepu.
- No dobrze. - posłałam ciepły uśmiech w stronę dziewczynki. - Pobawimy się?
 Malutka, ruda istotka kiwnęła twierdząco głową i po chwili przyniosła do salonu dwa mikrofony. Uważnie podłączyła je do telewizora i podała mi jeden.
- Co będziemy robić? - przypatrywałam się jej
- Karaoke! - zawołała uradowana i biorąc pilot z ławy ustawiła kanał i piosenkę, którą zapewne znała na pamięć.
 Przecież sześcioletnia dziewczynka nie nadążyła by tak płynnie czytać.
  Po dłuższym wybieraniu nareszcie mogłyśmy pozwolić pochłonąć się w zabawie.

8.08.2018

PERFECTION 23


 Kiedy dojechaliśmy na miejsce, nie miałam ochoty wychodzić. Czułam jak żołądek ściska mi się w wielki supeł. Nerwy powodowały poczucie mdłości.
- Van, nie gniewaj się. Chcę, żebyś została częścią mojej rodziny, nawet jako przyjaciółka. Abyś tylko była.
 Nie odpowiadając posłałam mu ciepły uśmiech i razem wyszliśmy z samochodu. Kiedy tylko stanęliśmy na podwórku jego rodzinnego domu, ujrzałam na ustach chłopaka uśmiech. Logiczne, że cieszył się z przyjazdu tutaj.
- Meg! - zawołał, na co stojąca do nas tyłem blondynka odwróciła się.
- Levi! - rzuciła się mu na szyję.
 Nie powiem, że wcale mi to nie przeszkadzało, bo poczułam dziwne ukłucie. Czyżby to była zazdrość?
- Dlaczego nas nie odwiedzałeś? - zapytała nie zważając na mnie.
- Praca, wiesz dobrze. Codziennie o tym rozmawiamy. - złapał ją za ręce.
W tym samym momencie jej wzrok napotkał mój. Usta wygięły się w cwanym uśmiechu i ponownie kierując wzrok w stronę chłopaka, przymrużyła oczy.
- Jasne, praca.
- Meg, więc skoro jako pierwsza doczekałaś spotkania ze mną, pragnę przedstawić Ci Vanessę. - pociągnął niezbyt wysoką blondynkę w moją stronę. - Vanesso, poznaj Megan, moją siostrę.
- Miło mi. - wyciągnęłam w jej stronę rękę, jednak ona zaskoczyła mnie mocnym uściskiem.
- Tak się cieszę, że mogę Cię poznać. Mam przeczucie, że zostaniemy przyjaciółmi. -odsunęła mnie na nikłą odległość, by ukazać rząd białych zębów, jak u jej brata.
 Speszona tym wyznaniem nie do końca wiedziałam co powinnam odpowiedzieć, dlatego tylko się uśmiechnęłam.
 Levi jakby czytał mi w myślach, odczuł moje zakłopotanie.
- Może wejdziemy do środka?
- Ależ nie musicie. Mamo! Tato! - zawołała na całe podwórko.
- Co się stało? - kobieta w średnim wieku stanęła w drzwiach, wycierając ręce o fartuch kuchenny. - Levi, synku. - podeszła do niego wzruszona i uściskała mocno. - Chodźcie szybko! Levi przyjechał! - zawołała podobnie jak jej córka. - Gdzie Ty byłeś tyle czasu?
- Mamo, wiesz jak jest. - kątem oka spojrzał na mnie.
- A to kto? - kobieta podążyła za jego wzrokiem.
- Vanessa, moja przyjaciółka. - zastanowił się nad ostatnim słowem.
- W takim razie miło mi Cię gościć dziecinko. - również mocno mnie uściskała. - Nie spodziewałam się gości, ale to nie problem. Będziecie musieli poczekać jedynie godzinkę, aż dorobię obiadu na większą porcję.
- Spokojnie mamo. - chłopak położył jej rękę na ramieniu.
 Kobieta wróciła do domu, zostawiając nas wśród reszty gospodarzy domu. Każdy po kolei przywitał się ze mną. Muszę przyznać, że Levi miał wielką i sympatyczną rodzinę. Otóż miał jedną siostrę, która przebywała tu wraz z swoim mężem Eleciem, oraz córką Aby. Oczywiście Tony, jego brat, który zorganizował mi salę weselną, jednak nie mógł dzisiaj zawitać. Do tego rodzice i kuzyni, którzy zjechali się niedługo po nas. Pełny rodzinny obiad, na którym nie powinno mnie być. Jednak mimo iż byłam obca, żaden z członków rodziny nie pozwolił mi tego odczuć. Pierwszy raz widziałam pełną, kochającą się rodzinę, która nie udaje perfekcji. Każdy z nich jest sobą, a co niesie za sobą to, że nie są idealni, a przynajmniej wcale nie próbują tacy być.

6.08.2018

PERFECTION 22




 Po powrocie, a właściwie późnym powrocie nie miałam już najmniejszej ochoty gdziekolwiek wychodzić, dlatego też nie umawiałam się z Levim. Dzisiejszego dnia również tak było. Nie zwracałam uwagi na przychodzące sms-y, czy też połączenia. Nie obchodziło mnie to, czy dzwoni Vance, mama, czy może ktoś z cateringu weselnego. Zwyczajnie w świecie obawiałam się, że Levi naskoczy na mnie przez wczorajszą sytuację. Najlepszym rozwiązaniem dla mnie, było unikanie jakichkolwiek wieści od niego. W takim przypadku nie zostanę zarzucona moimi przeczuciami.
 Starałam się być pochłonięta wszystkimi sprawami dotyczącymi sklepu. Zmiana odzieży na manekinach, szykowanie nowej reklamy, czy pakowanie zamówień.
 Mary nie komentowała mojego dziwnego zachowania, wręcz starała się je ignorować, mimo iż wiedziałam, że zastanawia się nad jego powodem.
 Jak na złość w butiku pojawił się obiekt mojego zestresowania.
- Musimy porozmawiać. - bez zastanowienia i z całkowitą ignorancją mojej pracownicy, zaciągnął nas na zaplecze. - Co Ty wyprawiasz? Dlaczego nie odbierasz telefonów? Martwiłem się!
- Nie musiałeś. - byłam obojętna.
- Do cholery zawaliłem przez Ciebie trening! Nie mogłaś powiedzieć, że jest wszystko w porządku i napisać, że zwyczajnie w świecie nie chcesz mnie widzieć?
- Nie, nie mogłam! - hamowałam wybuch płaczu.
- Oj Van. - przyciągnął mnie do siebie i schował w swoich ramionach. - Nie zachowuj się tak. Już dosyć. - chwycił kilka pasemek włosów i założył je za ucho. - Porywam Cię.
- Ale dokąd?
- Zobaczysz. - ciągnąc mnie za rękę, wyprowadził ze sklepu i wskazał miejsce pasażera w samochodzie.
 Niczym pilna uczennica, zrobiłam tak jak rozkazał. Czułam wyrzuty sumienia, że tak postąpiłam, ale wiedziałam też, że tylko tak mogłam się zachować.
- Dokąd jedziemy? - dopytywałam pełna obaw
- Do moich rodziców.
- Słucham? - byłam kompletnie oszołomiona. Wyprowadził mnie tym z równowagi.
- Vanessa, jesteś dla mnie ważna, więc chce Cię poznać z moimi rodzicami. Na pewno Cię pokochają, tak samo jak ja. - chwycił moją dłoń i ucałował ją.
- I co im powiesz? Że jestem dziewczyną, która za parę miesięcy wychodzi za mąż, jednak my postanowiliśmy wdać się w krótki, ale namiętny romans?
- Powiem im, że Cię kocham. - uderzył z impetem w kierownicę. - Dlaczego Ty musisz wszystko tak utrudniać? Nie rozumiesz, że zamierzam cieszyć się każdą chwilą jaką mamy? Posiadać nadzieję, że to moją żoną zostaniesz, a nie jego?
 Resztę drogi żadne z nas się nie odezwało. Zastanawiałam się jaki to ma sens. Stałam się kobietą, która zwodzi dwóch mężczyzn, bawiąc się ich uczuciami.
 Obawiałam się tego co miało nadejść, lecz coraz bardziej byłam pewna tego, że nie chcę tego ślubu, który miał odbyć się za kilka miesięcy.

3.08.2018

PERFECTION 21




  Kiedy tylko chwyciłam klamkę od drzwi z zamiarem otworzenia, zorientowałam się, że wcale nie są one zamknięte. Czyżbym nie zamknęła ich na klucz?
 Spokojnie weszłam do środka i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
 - Gdzie Ty byłaś?! - podskoczyłam na dźwięk jego głosu.
- Boże Vance, przestraszyłeś mnie. - wzięłam kilka głębszych wdechów łapiąc się za pierś.
- Wybacz, nie chciałem. - chwycił mnie za ramię. - Wszystko w porządku?
- Tak. - skinęłam głową. - Co robisz tu o tej porze? - byłam zaskoczona tak wczesnego jego powrotu.
- Nie miałem zleceń, postanowiłem wrócić wcześniej. Chyba Ci to nie przeszkadza?
- Nie, ależ skąd. Przygotuję za chwilę obiad. - zdjęłam buty.
- Odnoszę jednak inne wrażenie. - powiedział wyciągając zza siebie czerwoną, koronkową bieliznę. - Wróciłem do domu i zastałem nie zasłane łóżko. Pierwszy raz przydarzyło się coś takiego w naszym mieszkaniu. Postanowiłem więc, że to ja poprawię NASZE łóżko, na nieszczęście znalazłem to leżące pod kołdrą. - wymachiwał bielizną przed moimi oczyma. -Czy Ty mnie zdradzasz?
- Nie! - pospiesznie skłamałam i przyłożyłam rękę do czoła.
- W takim razie jak wytłumaczysz bałagan, który zostawiłaś po sobie wraz z kochankiem?
- Nie zdążyłam zasłać łóżka, czy też zrobić porządku w domu! Byłam zajęta załatwianiem spraw związanych z weselem, a ta bielizna, którą trzymasz, miała być na naszą noc poślubną. - z moich ust wylatywała historia kłamstw, która szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia skąd się wzięła.
- Przepraszam. - wydukał speszony. - Nie wiedziałem. Oceniłem Cię zbyt pochopnie. -przysunął się by mnie przytulić.
 Co powinnam zrobić? Odsunąć się, czy może pozwolić na ten uścisk?
 W ostateczności stałam tam niczym posąg i pozwalałam by Vance obejmował mnie.
- Wybaczysz mi ten nagły wybuch? - przeniósł wzrok w moją stronę, jednak ja nie czułam uginających się pode mną nóg, bijącego serca, czy powrotów do przyjemnych dla mego serca czasów dzieciństwa. Po prostu nie czułam nic.
- Tak. - wypowiedziałam po chwili ciszy.
- Nie musisz przygotowywać obiadu. Pojedziemy do moich rodziców.
- Co? Dlaczego? - potrząsnęłam głową.
- Są ciekawi naszych przygotowań weselnych, a poza tym Twoi rodzice również tam będą.
- Świetnie. - wymusiłam uśmiech. - W takim razie pójdę się odświeżyć.
- Jasne, ja już jestem gotowy. Za godzinę wyjeżdżamy. - poinformował mnie.
 Całkowicie pozbawiona jakichkolwiek chęci na spędzenie reszty tego dnia zamknęłam się w łazience i zrobiłam kilka głębszych wdechów. Podniosłam wzrok i natknęłam się na spojrzenie dziewczyny, która stoi przed lustrem. Brązowe włosy, rozwiane przez wiatr nie wskazują perfekcji czy też ładu. Blada cera, która jest oznaką strachu i paniki przerażała mnie. Nigdy nie czułam się tak skołowana. Wszystko to zawdzięczam Leviemu, który wprowadził w moje życie chaos.
 Właśnie, Levi. Pospiesznie napisałam mu sms-a i czekałam na odpowiedź zwrotną.
 '' W takim razie baw się dobrze.'' - Odpowiedź przyszła momentalnie. Wiedziałam jak się czuje. Przechodził właśnie przez to samo co ja. Rozczarowanie.