7.08.2019

PERFECTION 56


 Po dwóch godzinach męczącego porodu, doprowadzona do porządku leżałam w sali szpitalnej wraz z naszą malutką córeczką. Kochany maluszek grzecznie drzemał w moich ramionach, czując bijącą ode mnie miłość.
- Tak, jest zdrowa. - w tle odbijał się głos Leviego. - Nie, jutro przyjedźcie jeśli chcecie. Vanessa jest zmęczona. Tak dwie godziny porodu robią swoje. - odwrócił się w moją stronę. - Mama Cię pozdrawia. - wyszeptałam ciche dziękuję w jego stronę i wróciłam wzrokiem na moja małą kruszynkę.
 Tak bardzo pragnęłam tego dnia, kiedy nareszcie będę trzymać w ramionach maleństwo, na które przeleję swoją miłość. To będzie najszczęśliwsze dziecko na świecie.
- Jak się czujesz? - obok mnie na szpitalnym łóżku usiadł Levi.
- Zmęczona, ale szczęśliwa. - przyznałam nadal nie spuszczając wzroku z małej istotki.
- Daj ją. - wyciągnął ręce w stronę pasierbicy - Zajmę się nią a Ty odpocznij. - ucałował moje czoło.
- No dobrze.
 Po trwającym wiele godzin zmęczeniu pozwoliłam swoim myślom odpłynąć.
 Obudziłam się dopiero następnego dnia. Wokół mojego łóżka zebrało się wiele postaci. Oczywiście nie był to nikt inny jak rodzina Leviego. Na mój widok zaczęli mi gratulować.
- Macie już przygotowany pokój dla dziecka? - zapytała matka chłopaka przejmując małą na ręce.
- Właściwie to...
- Tak. - Levi wciął się w moje słowa, na co spojrzałam na niego oskarżającym wzrokiem.
- A ubranka? Przybory do kąpania?
- Niech się Pani nie zamartwia. Wszystko jest już przyszykowane. - starałam się uspokoić kobietę.
- No dobrze dziecko. - westchnęła pokazując wnuczkę mężowi.
 Oboje zachwycali się tym, jak los przyniósł im piękną wnuczkę. Szkoda tylko, że to nie Levi był ojcem, a faktycznie to dzięki Vancowi mała jest tutaj z nami...Już pomijałam to, że narodziła się w wyniku gwałtu, ale rodzice Leviego nie mogą się o tym dowiedzieć.
- A jak się nazywa? - dopiero słysząc to pytanie uświadomiłam sobie, że z przypływu tych wszystkich zdarzeń nie miałam nawet czasu na to, żeby wybrać imię dla maleństwa.
- Katherine. - Levi w zabójczym tempie opanował sytuację.
- Jak pięknie! - zachwycała się kobieta.
 Po godzinie każdy z gości ruszył do swoich domów. Na sali szpitalnej został jedynie mój narzeczony. Był dla mnie wielkim oparciem w trudnych chwilach, które razem przeszliśmy. Nie żałuję podjęcia decyzji o rozwodzie, zwłaszcza że w tej chwili jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
- Dziękuję. - powiedziałam wpatrując się w bruneta.
- Za co? - był rozbawiony moim wyznaniem.
- Za Twoje oparcie, nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła. - wolną dłonią chwyciłam jego rękę i przyłożyłam ją do policzka chłopaka
- Zawsze będę, w każdej złej i dobrej chwili. Obiecuję Ci to. - ucałował moje czoło, a następnie zwrócił się do malutkiej dziewczynki. - Tobą też zaopiekuję się najlepiej jak potrafię. - również złożył pocałunek na jej malutkim czole.
 Zadowolona napawałam się ta wyjątkową chwilą ze spokojem, do momentu kiedy nie usłyszałam tego znienawidzonego głosu, który wyrządził mi tak wiele krzywd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz