zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
7.08.2019
PERFECTION 60
Weszłam do pokoju dziecka i spokojnie wzięłam malutką na ręce.
- Kochanie, mamusia już jest. Już jest wszystko dobrze. - ucałowałam ją w czółko i przytuliłam do piersi.
Widziałam jak pod wpływem mojego ciepła uspokaja się.
To najwspanialsze uczucie na świecie. Wpatrywać się w tak maleńką istotkę, którą do niedawna nosiło się pod sercem. Stałaś przy kuchence robiąc obiad i czułaś jak rusza się w tobie, jak wymachuje nóżkami dając znać, że jest przy tobie i za niedługo będzie obok ciebie. A teraz..trzymasz w rękach cały swój świat i zrobisz wszystko, aby ta istotka była bezpieczna, szczęśliwa i miała wszystko.
- Kochanie!
- No cóż, tatuś chyba nie może sobie poradzić z nieproszonym gościem. - oznajmiłam naszej córeczce, po czym okrywając ją kocykiem ruszyłam do czekającego w korytarzu narzeczonego. - Co się stało?
- Ktoś do Ciebie. - wskazał miejsce obok siebie.
- Mama? - na jej widok czułam jak stopy zatapiają mi się w ziemię i nie mogę wykonać żadnego ruchu.
Szok jaki przeżyłam był nie do opisania. Jeszcze kilka miesięcy temu mówiła, że mam się nie pokazywać w ich rodzinnym domu, a teraz przychodzi do mnie sama. To musiało oznaczać kłopoty, albo jakieś trudne stacje rodzinne.
- Będziesz się tak wpatrywała we mnie jakbyś widziała ducha? Vanesso, kultura wymaga zaprosić do środka. Chyba tego Cię nauczyłam. - w jej głosie dało się wyczuć pogardę dla mojego braku wychowania.
- Proszę, niech Pani wejdzie. - na szczęście Levi wydawał się być opanowany.
- Dziękuję. - wdzięcznym krokiem weszła do środka zostawiając na wieszaku swój płaszcz.
Przyszykowałam mamie kawę, którą zawsze piła, kiedy odwiedzała mnie w moim dawnym mieszkaniu i postawiłam ją w porcelanowej filiżance.
- Mamo...co jest powodem Twoich odwiedzin? - postanowiłam wykonać pierwszy krok i zapytać ją o to najdelikatniej jak potrafiłam.
- Chciałam zobaczyć moją wnuczkę. Vance mówił, że już się urodziła. - skarciła mnie wzrokiem. - Nawet nie raczyłaś nas poinformować.
- Myślałam, że nie chcesz jej widzieć.
- Vanesso, to moja wnuczka! Jak mogłaś tak pomyśleć? - skarciła mnie.
- Przepraszam.
- Proszę się nie denerwować. Oto ona. - Levi niczym anioł zjawił się z dzieckiem na rękach i przekazał dziewczynkę jej babci.
- Jaka ona piękna. - kobieta zachwyciła się widokiem maleństwa. - Spójrz Vanesso. Ma takie same usta jak Twoje i robi też takie miny przez sen. Pamiętam jak Ty robiłaś podobne.
Pełna szoku wpatrywałam się w swoją matkę, która pierwszy raz pokazała prawdziwie szczęśliwy wyraz twarzy. Jednak dziecko potrafi czynić cuda.
- Jak się nazywa?
- Katherine.
- Mogliście wybrać jakieś lepsze imię. Vivien albo Victoria. - jak zwykle musiała zrujnować każdą dobrą chwilę.
- To imię znaczy wiele dla Leviego. - sprostowałam, jednak ona nie zwracała na to uwagi.
Po godzinie odwiedzin postanowiła wracać do domu. Pożegnała się ze mną i Levim po czym opuściła nasz dom.
- Widzisz kochanie, nie było tak źle. - spokojny chłopak objął mnie ramieniem, przytulając do swej piersi.
- Mam złe przeczucia. Ona nigdy nie przychodziła z takimi intencjami. Wpatrywała się dziwnie w naszą córeczkę. Levi musimy jej pilnować. - spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
- Kochanie, nic wam się nie stanie. Przy mnie jesteście bezpieczne. - ucałował moje czoło.
Tego potrzebowałam. Jego zapewnień, że wszystko będzie dobrze. Jego wsparcie było dla mnie największą podporą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz