7.08.2019

PERFECTION 58


 Odwiedzinom i gratulacji nie było końca przez całe dwa dni. Wszyscy przyjeżdżali i przebywali w towarzystwie małej dziewczynki, której nie przeszkadzało przekazywanie jej sobie z rąk do rąk. Grzecznie spała przez cały ten czas.
 Kiedy ostatni goście opuścili nasz dom mogłam spokojnie odetchnąć.
- Nareszcie ja mogę zająć się moją maleńką córeczką. - uradowany chłopak wziął na ręce dziewczynkę i ucałował ją.
 Wpatrując się w trzymającego w silnych objęciach ramion dziecko, widziałam nie chłopaka, który do niedawna zajeżdżał srebrną audi i zabierał swoją wybrankę na długie wycieczki, lecz odpowiedzialnego mężczyznę, który dla bezpieczeństwa swojej rodziny zrobi wszystko.
 Mimowolnie uśmiechnęłam się na ten widok. Spokojnie podeszłam do chłopaka i zatopiłam się we wspólnym uścisku.
- Dziękuję Ci Van. - powiedział odrywając usta od mojego czoła.
- Za co? - byłam troszeczkę skołowana jego wyznaniem.
- Dałaś mi rodzinę. Mam Ciebie, Katy. Mam do kogo wracać do domu po treningach. Mam o kogo dbać, martwić się. - wymieniał
- Levi, Ty mi dałeś o wiele więcej. Wprowadziłeś w moje życie odrobinę chaosu, który tak pokochałam. Odmieniłeś wszystko. - wpatrywałam się w jego błyszczące, zielone oczy.
- I zostanę już na zawsze za pewne wprowadzając jeszcze nie jeden bałagan. - zaśmiał się dotykając pierścionka na palcu.
 Nasze chwile intymności przerwał dźwięk dzwonka.
- Spodziewasz się kogoś? - spytałam narzeczonego, który był również zdziwiony jak ja. -Pójdę otworzyć.
 Oderwałam się od tych uwielbianych, ciepłych ramion i podążałam w kierunku drzwi. W obawie najgorszego ostrożnie chwyciłam klamkę i uchyliłam lekko drewniane drzwi.
- No witaj Van!!! - usłyszałam jednogłośne krzyknięcie grupy chłopaków.
- Jasne, wcale się nie spodziewał. - powiedziałam pod nosem wpuszczając bandę mężczyzn do środka.
 Wszyscy jak jeden mąż zebrali się obok Leviego i gratulowali mu tak pięknej córeczki, z której był dumny. Jednak te głośne okrzyki i wiwaty jakie temu wszystkiemu towarzyszyły, były zbyt wielkie dla maleństwa, które potrzebowało tak wiele ciszy i spokoju.
- Wybaczcie, ale nasze maleństwo musi odpocząć. - przechwyciłam dziecko z rąk chłopaka.
- No tak, masz rację kochanie. Zabierz ją do pokoju. Niech sobie spokojnie pośpi. - Levi ostatni raz ucałował malutką istotkę i pochłonął się we wspólnych rozmowach z kolegami.
 Widać było, że są dla niego ważni. W końcu co się dziwić. Wiele meczy wygranych wspólnie oraz masa czasu poświęcona na treningi robi swoje. Postanowiłam nie być obojętna na ich przyjście i przyszykować na szybko jakieś jedzenie. Na pewno banda tych wysportowanych piłkarzy była głodna.
 Nie myliłam się, kiedy tylko przyniosłam jedzenie od razu wszyscy rzucili się na talerze.
- Levi, trafił Ci się prawdziwy anioł. Moja Mela nie pomyślałaby nawet o przyrządzeniu jakiegoś jedzenia. - zauważył jeden z kolegów.
- Wiem, prawdziwy anioł. - objął mnie w pasie i namiętnie ucałował. - A na domiar tego, chcę wam powiedzieć, że niedługo zostanie moją żoną. - wskazał na pierścionek widniejący na moim palcu.
- Chłopaki szykuje się wesele! - kolejny raz w salonie zapanował hałas.
- Dziecko! - ostrzegłam ich na co wszyscy naraz zamilkli, lecz również z wielkim entuzjazmem gratulowali mojemu przyszłemu mężowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz