7.08.2019

PERFECTION 59


 Dni upływały szybko, ciągłe obowiązki związane z dzieckiem i przygotowaniami obiadu dla narzeczonego nie okazały się być takie ciężkie. Opieka nad maleństwem sprawiała mi wiele radości. To niesamowite móc mieć kogoś tak cudownego jak mała cząstka ciebie, która z dnia na dzień przywołuje uśmiech na twoją twarz.
 - Cześć kochanie. - w progu drzwi przywitał mnie narzeczony.
- Zmęczony? - posłałam pokrzepiający uśmiech w jego stronę.
- I to jeszcze jak. Nawet nie wiesz jak trener dał nam popalić. - mówił opadając na krzesło.
- W końcu należało wam się. Balowanie wczorajszej nocy i przyjście na kacu na trening wcale nie było dobrym pomysłem. - postawiłam przed nim talerz z jedzeniem.
- Kochanie, powinien to zrozumieć. W końcu opijaliśmy zdrowie naszej małej Katy.
- Tak Levi. Czwarty raz. - pokręciłam zrezygnowana głową.
Nie drążyłam dalszego tematu, uznałam to za bezsensowne.
- Jak sklep? - mówił z buzią pełną jedzenia.
- Chyba zamknę go. Odnowienie wszystkiego jest nieopłacalne. Więcej pieniędzy pójdzie w remont niż to warte. - zrezygnowana oparłam się o blat kuchenny.
- Kochanie, nie przejmuj się. Znajdziemy jakieś inne lokum i otworzymy po prostu w innym miejscu. - jakby wyczuł moje potrzeby, w jednej chwili znalazł się obok mnie.
- Levi, czy to ma w ogóle sens?
- Kochanie, chciałaś tak bardzo mieć swój sklep. Otworzyłaś go, więc uważam, że to ma sens. W końcu będziesz robić coś co lubisz. - ujął moją twarz w dłonie i nakierował nasze spojrzenie na siebie.
- Może masz rację. - minęło tyle czasu, a ja wpatrując się w jego oczy, nadal czułam jak się rozpływam.
- Skarbie, zawsze ją mam. - przysunął się i ucałował moje usta.
 Pocałunkami zjeżdżał wzdłuż mojej szyi, zatrzymując się na rozcięciu bluzki tuż przy biuście. Palcami sprawnie odgarnął przeszkadzający mu materiał i zatopił się w obdarowywaniu pocałunkami moich piersi.
 Moje ciało przepełniała fala ciepła i pożądania, które dawało się we znaki tuż między moimi nogami.
- Levi... - z moich ust wydobył się cichy, ochrypły dźwięk.
- Wiem kochanie. Czuję to samo. - sprawnie podnosząc mnie do góry, usadził na zimnym, kuchennym blacie i nie czekając na moje prośby znalazł się między moimi nogami, czule całując usta. Jednym sprawnym ruchem pozbyłam się jego koszulki, odsłaniając przyjemny w dotyku tors. Z chwili na chwilę w małym pomieszczeniu, w powietrzu zaczęła unosić się namiętność wypływająca z naszych ciał.
 Jak na złość po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka.
- Nie otwieraj. - chłopak próbował nie rozdzielać naszych ust.
- Levi, to pewnie ktoś ważny. - starałam się odgonić mojego narzeczonego.
- Przyjdzie innym razem. - chwytając moje biodra, przyciągnął mnie bliżej siebie, przez co czułam jak jego męskość staje się coraz to bardziej gotowa do działania.
- Jak widzisz nie. - oznajmiłam słysząc jak kolejny raz, ktoś upierdliwie dzwoni do drzwi. -Pięknie. - odepchnęłam bruneta, słysząc jak do kompletu dochodzi płacz dziecka.
 Zrezygnowany chłopak wciągnął na siebie granatową koszulkę i ostatni raz ucałował moje wargi.
- Idź do dziecka, a ja sprawdzę kto to. - wypowiedział te słowa całując czubek mojego nosa, po czym ruszył w kierunku drzwi.
 Nie pozostało mi nic innego jak pójść do płaczącego dziecka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz