7.08.2019

PERFECTION 61


 Minęły trzy miesiące, a ja jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Mam cudownego narzeczonego z którym już za dwa miesiące biorę ślub, wychowujemy piękną córeczkę, a co najlepsze postanowiliśmy się starać o kolejne nasze maleństwo.
 Od ostatnich niespodziewanych odwiedzin, mama nie pokazała się ani razu. Na szczęście moje obawy były bezpodstawne, ponieważ nic złego się nie dzieje.
 - Kochanie przetnij to w końcu! - usłyszałam ponaglający mnie głos narzeczonego.
- No dobrze, dobrze. Już się uspokójcie. - chwyciłam czerwoną wstążkę i jednym sprawnym ruchem przecięłam ją. - Sklep Fashionitas uważam za otwarty!
 Wokół mnie rozbrzmiały się gromkie brawa. Poczułam mocny uścisk w pasie, ale nie przestraszyłam się. Wiedziałam, że to Levi.
- Mary, zaproś wszystkich do środka. - poprosiłam moja pracownicę.
- Cieszę się, że jesteś taka szczęśliwa.
- Dziękuję Ci, za to że kupiłeś dla mnie ten lokal. Mogę nareszcie wrócić do swojej pracy. -zarzuciłam mu ręce na szyję i mocno zatopiłam w jego ustach.
- Wszystko po to aby widzieć ten piękny uśmiech na Twoich ustach. - przejechał kciukiem wzdłuż linii moich warg. - Dam Ci wszystko czego zapragniesz Van.
- Levi, już mi dałeś wszystko. - ujęłam jego twarz w dłonie i przelałam całą wdzięczność w ten pocałunek. - Dziękuję. - oparłam czoło o jego i napawałam się tymi chwilami szczęścia.
- Nie dziękuj, bo najlepsze jest dopiero przed nami. - objął mnie w pasie i kierował w stronę lokalu.

***
- Van! No chodź! - ponaglała mnie Megan.
- Zaczepiłam się. - delikatnie szarpałam materiałem białej sukni.
- Jak zwykle, przecież wesele nie mogło odbyć się bez jakiejś małej wpadki lub spóźnionej Panny młodej. - mówiła odczepiając materiał sukienki. - A teraz chodź już, bo naprawdę się spóźnisz na własny ślub. - chwyciła moją dłoń i pociągnęła prosto po schodach.
 Tak to dzisiaj miałam zostać oficjalnie żoną Leviego. Fakt, że nie mogliśmy wziąć kościelnego ślubu nie był dla nas żadną przeszkodą. Postanowiliśmy z Levim złożyć przysięgę przy urzędniku. W końcu co za różnica gdzie, ważne że będziemy razem w tak szczególnej chwili.
 Kiedy tylko zajęłam miejsce obok mojego przyszłego męża, nie uszło mojej uwadze jego rozbawienie.
- To nie jest zabawne. - skierowałam w jego stronę ciche słowa.
- Nie wierzę, że zmieniłem Cię aż tak, że spóźniasz się na własny ślub. - oboje wybuchnęliśmy cichym śmiechem, po czym skupiliśmy się na słowach stojącej naprzeciw nas kobiety.
 Po całej pięknej ceremonii udaliśmy się do sali brata Leviego, gdzie odbyła się dalsza część imprezy.
 Tańcząc nasz pierwszy wspólny taniec oparłam głowę na ramieniu chłopaka i pozwalałam prowadzić się w rytm muzyki. Nie mogłam uwierzyć w to, że jestem jego żoną, że nareszcie mogę mieć szczęśliwą rodzinę.
- Od dzisiaj mogę nazywać Cię najpiękniejszą żoną. - wyszeptał mi do ucha.
- A ja najcudowniejszym mężem. - spojrzałam w jego oczy, czując ogarniający mnie spokój.
- Nikt nie jest w stanie zniszczyć nam tego dnia. - wypowiedział te słowa z taką pewnością, że i ja w to uwierzyłam.
- Kocham Cię tak bardzo. Nad życie. - ujęłam dłonią jego policzek.
- I tysiąc lat dłużej. - z uśmiechem na ustach zatopił nasze usta w pocałunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz