Kiedy tylko wkroczyliśmy na podjazd mojego dawnego domu z dzieciństwa, instynkt rodzicielski wziął górę i nawet nie czekając, aż chłopak zgasi samochód, lotem błyskawicy znalazłam się w środku.
- Vanesso! Czy zapomniałaś, że nauczyłam Cię choć odrobinę dobrych manier? - urażona matka podniosła się z fotela widząc mnie w salonie.
- Nie igraj ze mną!
- Vanesso! Opamiętaj się! Rozmawiasz z matką. - obok starszej, idealnie ubranej kobiety stanął mój ojciec.
- Widzisz, on ją zmienił. Zmienił naszą córkę. - kobieta panicznie złapała się marynarki męża.
- Mamo, lepiej przyznaj się do tego co zrobiłaś. - starałam się panować nad złością.
- Vanesso, do diabła oświeć nas o co masz do nas pretensje?
- Gdzie zabrałaś moją Katy?! - wykrzyczałam przez łzy.
- Dziecko o czym Ty mówisz? - kobieta była przerażona moimi słowami.
- Nie kłam, że nie wiesz. To Ty zjawiłaś się niespodziewanie i więcej nie wróciłaś. Długo mi zajęło rozgryzienie jaki miałaś w tym cel, ale to...to było najgorsze co mogłaś zrobić! - po moich policzkach leciały łzy. - Jak mogłaś zabrać mi moje dziecko?
- Kochanie spokojnie. - poczułam na ramionach mocny uścisk męża.
- Vanesso, nie miałam nigdy w planach porwania Ci córki! Jak możesz tak sądzić? - kobieta była zraniona moimi słowami.
- Powiedzcie nam co się stało. - zażądał ojciec.
- Wróciliśmy do domu, tuż po naszej pierwszej nocy poślubnej. Kiedy wróciliśmy, okazało się, że nasza córka została porwana. - opowiadał Levi, a ja próbowałam zebrać myśli
- Zostawiliście dziecko same?
- Oczywiście, że nie. Moja siostra była. Ale jak się okazało ktoś sprawnie włamał się do domu.
- O mój boże. - starsza kobieta zakryła usta dłonią. - Byliście na policji? - wyglądała tak, jakby na prawdę nie miała z tym nic wspólnego. Czułam że mam mętlik w głowie.
- Oczywiście, że tak.
- Ja chcę odzyskać moje dziecko. - błagałam zanosząc się jeszcze większym płaczem i wtedy nastąpiła rzecz, której nigdy bym się nie spodziewała. Moja matka podeszła do mnie i najzwyczajniej w świecie mnie przytuliła. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz wykazała się takim gestem, ale byłam jej bardzo wdzięczna. Potrzebowałam jej wsparcia, zwłaszcza w takiej sytuacji.
- Zawołam gosposię, żeby zrobiła nam herbaty. Porozmawiamy na spokojnie. -zaproponowała po czym odeszła.
***
Mijały dni, miesiące, a po naszej córeczce było zero śladu. Zaczęłam chodzić do sklepu, w którym przesiadywałam do późnych godzin. Nie chciałam wracać do domu, gdzie tylko bym się użalała nad stratą maleństwa. Wracałam dopiero koło 17:00, żeby przyszykować obiad dla Leviego, który wracał zmęczony z treningów.
Nocami zasypianie było najgorsze. Oboje z Levim leżeliśmy w łóżku, wspierając się wzajemnie, ale też łkając do poduszki. Oboje cierpieliśmy z powodu tak wielkiej straty. Nie życzyłabym tego żadnej matce.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz