zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
7.08.2019
PERFECTION 65
- Kochanie proszę Cię, musisz wychodzić z domu. Ja wiem, że jest Ci ciężko, mnie również jest, ale siedzenie w domu czy zatapianie się w pracy nie jest odpowiednim rozwiązaniem.
- Levi, nie chcę.
- Van, masz trzy minuty. Nie chcę słyszeć słowa nie. Albo się ogarniasz i wychodzimy, albo zabieram Cię w takim stanie.
Postanowiłam posłuchać się go. W końcu on robił dla mnie wiele. Musiałam się mu odpłacić, zwłaszcza że nie wymagał ode mnie więcej niż spaceru.
Pospiesznie ogarnęłam włosy i założyłam jakieś świeże ubrania. Nie miałam ochoty na malowanie się. Cały zapał minął.
- Kochanie gotowa? - przy drzwiach zmaterializowało się ciało Leviego.
- Tak. Możemy iść. - posłałam mu słaby uśmiech po czym oboje opuściliśmy mieszkanie.
Wspólnie przekraczaliśmy uliczki miasta, trzymając się za ręce. Levi całą drogę zagadywał mnie czymś co nie było dla mnie ani trochę istotne, jednak starałam się go słuchać.
Nagle idąca naprzeciw nas kobieta z wózkiem przykuła moją uwagę. W granatowym pojeździe leżała maleńka istota przypominająca moją Katy.
- Levi…to ona... - wydukałam pędząc w kierunku kobiety.
- Van! - nie zwracałam uwagi na krzyki kierowane w moją stronę.
Kiedy już byłam blisko kobiety poczułam mocny ścisk wokół pasa.
- Levi puść mnie! Tam jest nasza Katy! - mówiłam przez łzy.
- Van, kochanie to nie ona. - mówił zrozpaczony.
- To ona! Tam jest nasza córeczka! Levi! Musimy ją zabrać! - błagałam, jednak on nie puszczał. - Proszę Pani!...- wołałam, ale kobieta nie reagowała.
- Van, to nie była nasza córka. - odwrócił mnie w swoją stronę, mocno chowając w objęcia.
- Levi, musimy ją znaleźć... - łkałam mocno ściskając ręce na jego koszulce.
- Skarbie obiecuję Ci, że ją odnajdziemy. - chwycił moją twarz w dłonie i delikatnie ucałował usta.
- Levi, tak Cię kocham. - zatapiając się w jego uścisku, próbowałam znaleźć siłę na odnalezienie spokoju i równowagi w tym całym chaosie.
- Pójdź do sklepu. Sprawdź czy Mary radzi sobie ze wszystkim, dobrze? Ja przyjadę po Ciebie za godzinę. Może być? - zaproponował.
- No dobrze. - zrezygnowana kierowałam się w stronę sklepu, do którego wysłał mnie mój mąż.
Zastanawiałam się, czy jego dziwna zmiana planów nie ma związku z moim zachowaniem z poczucia braku córki. Bałam się, że Levi ma już tego dosyć. Choć wiedziałam, że dla niego również nie jest to łatwe.
Postanowiłam odrzucić na bok moje dziwne myśli i nie dokładać sobie więcej zmartwień.
Kiedy przekroczyłam dzielącą mnie odległość moim oczom ukazał się sklep. Wkładając na twarz uśmiech, wkroczyłam do środka witając pracownicę.
- Witaj Mary, jak praca?
- Dobrze, sklep odnosi sukcesy. Właśnie składałam zamówienie na dostawę. A co u Pani? Jakieś nowe wieści? - odłożyła długopis do notesu.
- Nic, ani śladu. Jakby zapadła się pod ziemię. - złapałam się za głowę, hamując nowy potok łez.
- Trzeba być dobrej myśli. - ujęła moje dłonie. - Na pewno jest bezpieczna.
- Chciałabym już tak bardzo mieć ją przy sobie. - wyznałam.
- A ona na pewno chciałaby, być przy Pani, jednak trzeba myśleć, że ta chwila nadejdzie już niebawem.
- Dziękuję. - posłałam jej ciepły uśmiech i pomogłam przy robieniu zamówień i kalkulacji kosztów.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz