zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
7.08.2019
PERFECTION 63
- Jak? Co powiedziałaś? - zszokowany Levi nie dowierzał własnym uszom. - Powiedz, że żartujesz...
- Przepraszam. Kładłam ją wczoraj do snu i nic się nie działo. Drzwi były zamknięte na wszystkie zamki, okna nawet nie otwarte. Levi, wstałam rano i jej nie było. - rozpłakała się jeszcze bardziej.
- Jak mogłaś?! Megan! Trzeba było zadzwonić od razu! - rozzłoszczony chłopak obrzucał ją oskarżeniami, a ja? Ja czułam jak ziemia rozpływa mi się pod nogami. - Do cholery my Ci zaufaliśmy!
- Levi! To nie jej wina. - broniłam dziewczyny, która i tak była już wystarczająco zrozpaczona.
Zrezygnowana opadłam na ziemię i zaniosłam się płaczem. Czułam jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi.
- Kochanie... - poczułam oplatające mnie ramiona męża.
- Moje dziecko... Moja mała Katy...
- Dzwoniłaś na policję?
- Nie.
- Pięknie. Nie wiem na co czekałaś. - zdenerwowany chłopak wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer zgłaszając zaginięcie naszej córeczki.
Po niecałych 30 minutach, w naszym domu zjawili się policjanci. Zebrali wszystkie informacje i obiecali, że zajmą się ta sprawą niezwłocznie.
- Czy mają Państwo zdjęcie córki? Będzie nam potrzebne do identyfikacji dziecka.
-Tak. Proszę. - wyjęłam jedno ze zdjęć stojących w ramkach i podałam je mężczyźnie.
Po wszystkim mężczyźni opuścili nasze mieszkanie. Zostałam sama z moim mężem i bratową, która była również w takiej rozsypce co ja. Levi nie zamienił z nią nawet jednego słowa. Czułam się z tym jeszcze gorzej. Przecież to nie była wina Meg, że ktoś porwał nasze maleństwo.
Po dziesięciu minutach w pokoju zjawił się chłopak z dwoma kubkami herbaty. Podał jeden mi, a jeden Megan i bez słowa wtulił się we mnie niczym małe dziecko. Był również zrozpaczony, mimo iż nie była ona jego biologiczną córką.
Pozwoliłam mu położyć głowę na moich kolanach i spokojnie gładziłam ręką jego włosy. Oboje byliśmy w rozsypce, a bezradność jaka nam towarzyszyła była nie do zniesienia.
- Levi, braciszku...przepraszam was tak bardzo.
- Meg, nic już nie mów. - powiedział oschle.
Widziałam jak dziewczyna źle się czuje z tymi osądami, ale nie miałam siły by temu zaradzić.
Zrezygnowana w ciszy opuściła nasze mieszkanie, pozwalając nam zatopić się wspólnie w rozpaczy.
- Jak ona mogła nam to zrobić? - usłyszałam w głosie chłopaka załamanie.
- Levi, to nie jej wina. Ona nie wiedziała. W końcu zabezpieczyła wszystko, skąd mogła wiedzieć, że ktoś się włamie? - starałam się załagodzić sprawę.
- Mogliśmy wracać do domu i zostać z naszym dzieckiem.
- Kochanie, teraz nie ma co gdybać. Pozostaje nam jedynie czekać. - przez myśl przebiegło mnie wspomnienie, kiedy to moja matka odwiedziła nas niespodziewanie. - Levi...
- Co się stało?
- A co jeśli...moja matka ją porwała? - powiedziałam to z przerażeniem.
- Kochanie, nie wygaduj farmazonów. Po co miałaby to robić? - był zaskoczony moim stwierdzeniem.
- Nie wiem, ale muszę to sprawdzić. Jedźmy! - rozkazałam i nie czekając na chłopaka znalazłam się w korytarzu zakładając płaszcz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz